Autor Wątek: cystografia u dziewczynki (3 latka)  (Przeczytany 849 razy)

0 Użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

evta

  • Nowicjusz
  • *
  • Wiadomości: 1
cystografia u dziewczynki (3 latka)
« dnia: Wrzesień 14, 2004, 15:25:20 »
Jestem skierowana z córką na cystografie bo podezewane są u niej refluksy.Badanie usg było już robione i nie wykluczyło ich. Nie chcę żeby to badanie było bez znieczulenia (a ma takie być). Proszę mi poradzić czy nie ma innej drogi lub czy mozna przy tym badaniu zastosować znieczulenie.

bees

  • Bywalec
  • **
  • Wiadomości: 21
cystografia u dziewczynki (3 latka)
« Odpowiedź #1 dnia: Wrzesień 14, 2004, 21:28:40 »
Nie wiem jak jest ze znieczuleniem. Moja corka tez miala robiona cystografie, nawet dwa razy, przed i po leczeniu. Pierwszy raz byl koszmarny dla mnie,chociaz  pozwolono mi z dzieckiem zostac (miala chyba roczek) ale Asia przezyla to w miare spokojnie, panie pielegniarki sprawnie zalozyly cewnik i szybko zrobily co trzeba a dziecko bylo fachowo trzymane. Oczywiscie plakala troche ale bardziej ze strachu. Drugi raz (3 lata) mialysmy mniej szczescia , pani byla koszmarnie nieprzyjemna, kazala mi wyjsc a jak po zabiegu, dziecko zazwyczaj spokojne, zaczelo krzyczec i tarzac sie po podlodze z okzykiem "boli" pani stwierdzila , ze to histeria. (sic!) To, ze Asia siusiala z krwia ,co swiadczylo o "delikatnosci" zabiegu, jakos pani nie przejelo. Ech... jednym zdaniem: wszystko zalezy na kogo sie trafi. Na szczescie historia skonczyla sie dobrze - refluks sie cofnal i zapomnialysmy juz o calej sprawie.
A tak w kwestii samego leczenia - pewnie nefrolog powiedzial Ci co z tym sie robi ale ja podziele sie jeszcze swoimi doswiadczeniami. Asia przez dwa lata brala furagin (niestety, ale skutecznie przynajmniej), codziennie wypijala szklanke soku z zurawin :) i ziola przepisane przez lekarza (mieszanka kilku, sama ja robilam). Najlepsza przeprawe mialam z zurawinami, bo to mial byc surowy swiezy sok,(a jak wiadomo sa tylko sezonowo w sprzedazy), wiec caly rok porcje zurawin czekaly w zamrazarce , byly  parzone, wyciskane, przecierane itd. A potem jeszcze przemycic to maluchowi, zeby chcial wypic! Niezla zabawa, ale warta efektu - obylo sie bez innych trucizn i zabiegu operacyjnego, ktorego wizja tkwila mi przed oczami przez dwa lata.
Pozdrawiam i zycze wytrwalosci. Wszystko bedzie dobrze.
NON UT LUBET, SED UT LICET, VIVIMUS