Autor Wątek: mutyzm w szkole  (Przeczytany 23101 razy)

0 Użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

rownia

  • Nowicjusz
  • *
  • Wiadomości: 1
mutyzm w szkole
« dnia: Czerwiec 06, 2006, 20:29:20 »
uczę w państwowym gimnazjum (bez klas integracyjnych). Mam w pierwszej klasie ucznia z mutyzmem, z którym nie mam kontaktu. Odzywa się tylko do matki i siostry. Reaguje na moje polecenia (chociaż nie zawsze) i gdy np. poproszę go o pozostanie w klasie po lekcji, mam szansę poprosić go o zrobienie czegoś pisemnie, dzięki czemu udaje mi się "wyciągnąć" od niego coś na pozytywną ocenę. Niestety, część nauczycieli chce go koniecznie wysłać do szkoły specjalnej, zaś uczniowie i ich rodzice uważają, że faworyzuję go, nie wymagając odpowiedzi ustnych. Proszę wszystkich o pomoc i radę, jak pracować z takim uczniem na lekcjach!:)
wowka

Karolina

  • Global Moderator
  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 3895
mutyzm w szkole
« Odpowiedź #1 dnia: Czerwiec 06, 2006, 20:53:14 »
Przenoszę wątek na edukacyjną tablicę, być może zajrzy więcej naucycieli aby ci pomóc.
Polecam na tablicy autyzm wątki dotyczące mutyzmu. Zdecydowanie należy wyjaśnić uczniom pozostałym jaki ich kolega ma problem. Ewidennie tego nie rozumieją i myślą, że go faworyzujesz.
Najbardziej mnie dziwi, że myślą tak też nauczyciele - koniecznie skontaktuj się z poradnią, jakie dali zalecenia. Ważne też aby inni nauczyciele się z nia zapoznali.
Pozdrawiam, Karolina

mavi

  • Aktywny
  • ***
  • Wiadomości: 119
mutyzm w szkole
« Odpowiedź #2 dnia: Czerwiec 10, 2006, 19:22:08 »
Hipokrates: ” Niechaj pożywienie będzie lekarstwem, a lekarstwo pożywieniem”!

mavi

  • Aktywny
  • ***
  • Wiadomości: 119
mutyzm w szkole
« Odpowiedź #3 dnia: Czerwiec 10, 2006, 19:32:04 »
"MARKU POWIEDZ… - moje doświadczenia z pracy z dzieckiem z mutyzmem wybiorczym na etapie nauczania zintegrowanego
Lidia Michalska - Szkoła Podstawowa w Woźnikach

3 września 2001 r. – rozpoczynam 20 rok mojej pracy. Wydaje mi się,

że jestem doświadczonym nauczycielem, którego właściwie w pracy z dziećmi nie powinno już nic zaskoczyć. Jestem nauczycielem nauczania zintegrowanego i z radością witam swoich nowych uczniów – pierwszoklasistów. W trakcie krótkiego spotkania z rodzicami gromadzę dane o „swoich dzieciach”, by wpisać je do pachnącego jeszcze farbą drukarską dziennika.

4 września – nadal gromadzę personalia i ważne informacje o swoich nowych uczniach. Pani dyrektor napomyka, że być może dostanę jeszcze jednego ucznia – dziennik stop!

5 września – już wiem, że do mojej klasy ma przyjść Marek S.

– dziecko, które miało być odroczone od obowiązku szkolnego na jeden rok

– przyczyna – brak kontaktu słownego. W opinii poradni stwierdzono, że to „mutyzm wybiórczy”. Gdzieś już „coś” słyszałam, ale szczerze mówiąc nie za bardzo wiem, czego się spodziewać. Popołudnie spędzam więc na wertowaniu literatury pedagogicznej.

Och, czy to tylko tyle wystarczy wiedzieć na ten temat ile znalazłam
w książkach?

MUTYZM
niemota – brak zdolności mówienia. Objaw polegający na wstrzymywaniu się od mówienia. Najczęściej występuje u dzieci. Może być objawem schizofrenii, zdarza się również w depresji i stanach reaktywnych. (Wielka Encyklopedia Multimedialna).

uporczywe milczenie. Dziecko, które uprzednio mówiło, nagle przestaje mówić, choć sfera odbiorcza i organy mowy są nienaruszone (G. Demelowa).
całkowite zahamowanie funkcji mowy, mogące wystąpić pod wpływem silnego bodźca emocjonalnego (A. Kępiński).
objawia się całkowitą niemożnością posługiwania się mową, ale rozumienie mowy jest przy tym zachowane ( I. Styczek).

Mutyzm występuje rzadko, zwłaszcza u dzieci o prawidłowym przebiegu rozwoju psychicznego, częściej spotykany jest u dzieci z odchyleniami rozwojowymi. Pojawia się najczęściej u dzieci miedzy 3 a 5 rokiem życia.

Ustalenie przyczyn mutyzmu jest zwykle trudne: bywa nią jakieś wielkie przeżycie, nagły przestrach, obawa wobec nowego środowiska itp.

N. Reuttowa powołując się na prace A. Porota i M. Tramera podaje, że mutyzm rozpoznawany jest:

w schizofrenii (w jej postaci katatonicznej)
w histerii
u osób po doznawanych wstrząsach uczuciowych ( określany mutyzmem tymogennym lub afektywnym)
w zachowaniach świadczących o nadwrażliwości i koncentracji na sobie samym
pacjent jest przekonany o niefunkcjonalności narządu głosowego (mutyzm ideogenny)
w chorobliwej nieśmiałości ( mutyzm „nieśmiałych”)
w kłopotliwych dla osobnika, niekiedy upokarzających go, sytuacjach
(mutyzm symulantów)
w ciężkich stanach depresyjnych, w sytuacjach wstrzymania wszelkich procesów myślowych ( jako oznaka otępienia)
w sytuacjach krytycznych, w obawie przed kompromitacją (mutyzm woluntarny)

Ze względu na etiologię wyodrębnia się mutyzm organiczny i mutyzm funkcjonalny, czyli psychogenny.

Przyczyną występowania mutyzmu organicznego może być uszkodzenie obwodowych narządów mowy lub ich dysfunkcje, powodujące wady artykulacyjne, a także uszkodzenie mózgu.

Mutyzm funkcjonalny spowodowany jest najczęściej czynnikami patogennymi zewnętrznymi takimi jak: silne przeżycia, długotrwałe sytuacje stresowe, wszelkie sytuacje patogenne, deprywacja potrzeb psychicznych, nieprawidłowa struktura rodziny, nieporozumienia wewnątrzrodzinne. Dziecko dotknięte mutyzmem funkcjonalnym przejawia trwałą niechęć do mówienia. Mamy wtedy do czynienia z tzw. mutyzmem częściowym (czyli selektywnym, wybiórczym) lub mutyzmem całkowitym.

MUTYZM WYBIÓRCZY – polega na tym, że dziecko odmawia mówienia w niektórych sytuacjach lub w stosunku do jakiejś osoby. Może być przejawem protestu, chęci ukarania kogoś. Jest trudny do leczenia i może utrzymywać się przez kilka lat. Minimalne efekty daje nawet stosowanie sugestii i psychoterapii. Mutyzm wybiórczy mija niekiedy pod wpływem jakiegoś silnego przeżycia lub zmiany środowiska.

Postępowanie z dzieckiem, u którego występuje mutyzm wybiórczy wymaga wielkiej cierpliwości i taktu. Zmuszanie do mówienia nie daje rezultatów.

Nie wolno również uciekać się do gróźb, tanich obietnic czy zawstydzania.

Nie wolno obrażać się na dziecko. Do dziecka należy mówić w sposób normalny, a także szukać porozumienia za pomocą różnorodnych środków niewerbalnych. Należy dążyć do usunięcia przyczyny – jeśli udało się ją poznać. Konieczna jest również współpraca wszystkich środowisk, w których przebywa dziecko.

6 września – w trakcie zajęć wchodzi pani dyrektor i oznajmia dzieciom,

że przyszedł do naszej klasy nowy kolega. Wraz z mamą wchodzi do klasy śliczny chłopak o dużych, trochę smutnych i zlęknionych oczach. Pani dyrektor przedstawia nas sobie nawzajem. Dziecko jest bardzo spięte i jedyną jego reakcją jest silny rumieniec. Następnie dzieci kolejno witają się z Markiem - (bo tak ma na imię nowy kolega) - wymawiając swoje imiona. Przydzielam mu miejsce w klasie pytam, czy jest mu wygodnie i czy dobrze z niego widzi na tablicę. Marek milczy. Nie ujawnia żadnych reakcji mimicznych.

Po raz pierwszy od wielu lat czuję się w klasie nieswojo, niepewnie, mało tego czuję wewnętrzny niepokój i cisnącą się natrętnie myśl... „dlaczego On nic nie mówi, czy On mnie rozumie, jak z Nim pracować...???

7 września – przed zajęciami rozmawiam z mamą Marka. Z rozmowy dowiaduję się, że dziecko było niedawno badane w poradni psychologiczno

-pedagogicznej, a także o histerycznej reakcji chłopca na wiadomość,

że zamiast do szkoły będzie jeszcze przez rok chodził do przedszkola. Proszę matkę o udostępnienie mi opinii poradni, którą otrzymuję w tym samym dniu po zajęciach.

O, jest tu sporo zaleceń, więc jakoś sobie poradzę!

A WSZYSTKO ZACZÊ£O SIÊ TAK:
Niedługo do szkoły! Kończąc edukację przedszkolną Marek został skierowany na badania do publicznej poradni psychologiczno–pedagogicznej z powodu braku kontaktu słownego. W poradni, gdzie przeprowadzano badania oraz próby nawiązania kontaktu i odblokowania chłopak był kilkakrotnie. W trakcie badań był bardzo napięty, zahamowany, niepewny. Dopiero po okresie adaptacji reagował na pytania kiwnięciem głowy i dość chętnie spełniał polecenia oraz podejmował wspólną zabawę. Nie udało się natomiast nawiązać kontaktu słownego.
Z późniejszych rozmów z matką, dziećmi z klasy oraz nauczycielką i dyrektorką przedszkola dowiedziałam się, że Marek przez cały czas pobytu w przedszkolu (1 rok) ani razu nie odezwał się. Nie ujawniał też reakcji mimicznych.
W lipcu 2001 roku wydano opinię psychologiczno-pedagogiczną, w której stwierdzono u ucznia mutyzm wybiórczy oraz zalecono odroczenie od obowiązku szkolnego na rok szkolny 2001/2002.

Już w szkole – klasa I
Marek do szkoły przyszedł w kilka dni po rozpoczęciu roku szkolnego. Znał większość dzieci z klasy, gdyż uczęszczał z nimi do jednej grupy przedszkolnej. Od samego początku sprawiał wrażenie zachwyconego szkołą
i prowadzonymi w niej zajęciami. O tym, że bardzo lubi chodzić do szkoły informowała mnie również matka dziecka. Marek brał udział we wszystkich zajęciach i zabawach – jednak cały czas milczał, nie uśmiechał się i nie próbował nawiązywać kontaktów z nauczycielem ani z dziećmi. Podczas zabaw, spacerów czy ćwiczeń to dzieci zawsze podawały mu rękę a nie odwrotnie. Uczeń wykonywał proste polecenia. Nigdy nie dawał poznać po sobie, że czegoś nie wie lub nie rozumie, Takie zachowanie w konsekwencji nieraz prowadziło do nieporozumień w zakresie podejmowanych przez niego działań. Musiałam nauczyć się stałej lecz dyskretnej kontroli tego, co Marek robi, by we właściwym momencie ukierunkować jego działalność czy też udzielić dodatkowych wskazówek i wyjaśnień. Przez okres prawie dwóch miesięcy jedynym sygnałem wychodzącym od Marka było podchodzenie pod drzwi klasy, gdy chciał wyjść do toalety. Na moje pytania, czy chce wyjść nie reagował, ale wychodził dopiero wtedy, gdy mu powiedziałam „ możesz wyjść”. Marek stawał w kręgu, gdy wspólnie śpiewaliśmy piosenki lub recytowali wierszyki – nigdy jednak nawet nie poruszał ustami. Bardzo trudno było mi więc ocenić, czy uczeń czegokolwiek się nauczył. W klasie wyróżniały się jego bogate w szczegóły rysunki. Litery i cyfry pisał podobnie jak inne dzieci. Poprawnie rozumiał mowę i polecenia. Trudno jednak było stwierdzić poziom analizy i syntezy słuchowej, gdyż Marek nie podejmował nawet prób klaskania, wystukiwania, ani wydawania jakichkolwiek dźwięków.

Zaleceniem poradni było akceptowanie milczenia dziecka i nie naleganie

na mówienie. Nie nalegałam więc, ale trzeba było znaleźć jakiś sposób kontaktu z tym uczniem. Pierwsza okazja pojawiła się, gdy robiąc wystawę prac dzieci, zauważyłam, że praca Marka nie jest podpisana. Dzieci na wystawę wybrały pracę Marka, a ja zapytałam kto jest jej autorem. Zapadła głucha cisza. Ponowiłam pytanie, obserwując jednocześnie rumieniącego się Marka. Któreś z dzieci zawołało, że to praca Marka. Kolejne pytanie „Marku, czy to Twoja praca” skierowałam więc wprost do niego, by nakłonić go do wysłania mi jakiegoś sygnału. Powtórzyłam je jeszcze dwukrotnie zanim dziecko wykonało ledwo widoczny ruch powiek.

To była jedna z przełomowych chwil. Pierwsze ruchy potakujące powiekami utrwalałam, gdy Marek chciał wyjść do toalety. Powolutku nie wystarczało, aby tylko stanął obok drzwi. Coraz częściej zadawałam pytanie „czy chcesz wyjść” i oczekiwałam na coraz wyraźniejszy potakujący ruch powiek, a stopniowo ledwo zauważalny ruch głowy. Gdy chłopak już wyraźnie potakiwał nadeszła pora, by wprowadzić nowy sygnał – przeczenie „nie”. Teraz przy każdej okazji zadawałam mu pytania, na które odpowiedzią było „nie”. Z czasem uczeń coraz wyraźniej potakiwał głową w odpowiedni sposób. Wtedy to zaczęłam używać określenia: „Marku powiedz...”. I Marek mówił. Na razie tylko samą głową i na razie tylko „tak” lub „nie”.

Bardzo szybko dzieci z klasy zaczęły naśladować mój sposób zadawania Markowi pytań, tak, by mógł im odpowiedzieć kiwnięciem głową, gdyż zauważyły, że inaczej nie uzyskają odpowiedzi. Używały również często same od siebie - z pewnością naśladując mnie - zwrotu „Marku powiedz...”

Może komuś wydawać się, że to nic takiego, ale w przypadku Marka był to duży krok w zakresie porozumiewania się z nauczycielem i z dziećmi w klasie. Niestety Marek nie był jeszcze inicjatorem nawiązywania kontaktów, ale potrafił je już podejmować.

W ciągu roku szkolnego Marek wraz z innymi dziećmi z klasy uczestniczył

w korowodzie dożynkowym, akcji sprzątania świata, w pasowaniu na ucznia, zabawie andrzejkowej, mikołajkach i opłatku klasowym, w balu karnawałowym, powitaniu wiosny oraz we wszystkich klasowych konkursach i zabawach. Poznał dobrze litery i cyfry. Nauczył się pisać i liczyć. Pod znakiem zapytania jednak nadal pozostawała umiejętność jego czytania.

W drugim półroczu I klasy próbę nawiązania kontaktu z Markiem podjął szkolny logopeda. Niestety próba ta się nie powiodła i zakończyła się już na jednym z pierwszych etapów.

ETAPY DZIA£ANIA TERAPEUTYCZNEGO
Etap pierwszy – terapeuta jest biernym obserwatorem kontaktu dziecka z osobą, z którą dziecko zwykle rozmawia. Obserwuje się: - kiedy od dziecka można uzyskać odpowiedź werbalną – w jaki sposób dziecko wypełnia instrukcje werbalne (pokaż – narysuj) – jakie są jego reakcje niewerbalne. Wskazany jest dystans fizyczny – terapeuta prowadzi obserwacje z pewnej odległości.

Etap drugi – terapeuta skraca dystans fizyczny, zaczyna rozmawiać z matką.

Etap trzeci – terapeuta nawiązuje z dzieckiem kontakt bezpośredni niewerbalny oraz mówi do niego nie wymagając żadnej odpowiedzi. Matka nadal pełni rolę wiodącą w rozmowie.

Etap czwarty – terapeuta prosi dziecko o niewerbalną odpowiedź. Matka nadal blisko dziecka.

Etap piąty – terapeuta zwraca się bezpośrednio do dziecka z pytaniem wymagającym wykonania gestu potakującego lub zaprzeczającego, bądź odpowiedzi tak/nie. Matka jeszcze blisko, ale już z nim nie rozmawia.

Etap szósty – tylko terapeuta rozmawia z dzieckiem. Matka – bierny obserwator, siada nieco dalej od dziecka. Terapeuta prowadzi zabawy nie wymagające odpowiedzi, może zadawać pytania lub komentować czynności, dziecko może odpowiadać werbalnie lub pokazywać.

Etap siódmy – matka w dalszym dystansie od dziecka. Terapeuta stosuje metody rozhamowujące mówienie (wyliczanki, piosenki). Razem z dzieckiem można omawiać obrazki.

Etap ósmy – matka znajduje się w innym pokoju. Kontynuowane są zajęcia typu: odpowiedzi na pytania, omawianie obrazków.

Etap dziewiąty – w pomieszczeniu znajduje się inna osoba, z którą dziecko nie rozmawia. Terapeuta jest w roli matki. Kolejno takie same etapy.

Klasa II

Marek mieszka w tej samej miejscowości co ja, nawet niedaleko od mojego domu. W czasie wakacji czasami spotykałam go, ale chłopak wyraźnie unikał kontaktów ze mną, gdyż zawsze starałam się go zagadnąć o cokolwiek, zmuszając w ten sposób do odpowiedzi w formie gestu „tak” lub „nie”. Próbowałam też zadawać inne pytania, ale wtedy musiałam na nie sama sobie odpowiadać zgadując odpowiedź, Marek ewentualnie potakiwał lub zaprzeczał ruchem głowy. W drugiej klasie Marek rozpoczynał rok szkolny wraz ze wszystkimi dziećmi. Nie był już tak spięty i nerwowy jak rok wcześniej. Zaczął coraz częściej uśmiechać się i bez silnego skrępowania na swój sposób – potakując lub zaprzeczając kiwnięciem głowy kontaktował się z dziećmi. Uczęszczał systematycznie na zajęcia wyrównawcze, gdzie w małej grupie uczniów pracowałam z nim indywidualnie. Bardzo dobrze radził sobie
ze wszystkimi zadaniami, głównym więc celem jego udziału w tych zajęciach było „oswajanie” go z niewielką grupą kolegów. W grupie tej znajdował się chłopak mieszkający w sąsiedztwie Marka, z którym Marek często po zajęciach wracał do domu. Do niego Marek również się nie odzywał.

Moja praca z Markiem w klasie skupiała się przede wszystkim na tym, aby uaktywnić go podczas zajęć. Często zachęcałam chłopca, aby zgłaszał się jeśli zna odpowiedź na moje pytania, gdy chce wykonać jakieś zadanie. Długo trwało zanim Marek sam podniósł rękę, by wykonać najpierw tylko zadanie matematyczne na tablicy. Starałam się dosyć często ze względu na niego tak formułować pytania, i wzywać go do odpowiedzi na innych zajęciach, by potrafił bez słów odpowiedzieć lub wykonać zadanie. Nadal musiałam bez przerwy mieć na oku jego działalność, by w miarę potrzeby udzielić mu pomocy, gdyż wiedziałam, że on sam o nią nie poprosi. W miarę możliwości
i warunków w szkole starałam się jak najczęściej zostawać z Markiem choć na krótko po zajęciach. Prowadziłam z nim wtedy rozmowy polegające na pisaniu przeze mnie pytań, na które Marek odpowiadał. Cale szczęście, że dobrze opanował umiejętność pisania w pierwszej klasie. Pisał dosyć szybko, a jego odpowiedzi często były pełnymi zdaniami, a więc udało nam się wyjść poza odpowiedź: tak, nie.

Następnym etapem było zadawanie Markowi pytań w formie ustnej i uzyskiwanie na nie pisemnych odpowiedzi. Po 4-5 tygodniach takich rozmów z Markiem „wprosiłam” się za jego pośrednictwem do jego domu. Pytałam Marka kiedy jego mama pracuje a kiedy jest w domu, czy on ma jakieś fajne zabawki, pytałam również o młodszego brata, tatę, babcię, dziadka. Moje pytanie wprost, czy mogę go kiedyś odwiedzić w domu, bardzo Marka speszyło, więc szybko wyjaśniłam, że musi to oczywiście ustalić z rodzicami. Umówiłam się z nim, że da mi znać czy i kiedy mogę go odwiedzić. Nazajutrz zapytałam ucznia co rodzice na to, a on pokiwał twierdząca głową. Pytam więc kiedy mogę przyjść, ale Marek nie odpowiadał. Na podsuniętej mu kartce napisał „nie wiem”. Ponowiłam swoją prośbę o wyznaczenie dnia i godziny dogodnej dla rodziców. Na drugi dzień, gdy znowu go zagadnęłam Marek podsunął mi brudnopis z napisaną godziną, ale bez dnia. Zaczęłam wymieniać kolejno dni tygodnia, a chłopak kiwał głową. W ten sposób udało mi się ustalić termin, w którym wybrałam się na pierwszą wizytę domową do swojego ucznia. Było to 11 października 2002 r. w piątek przed południem. W domu obecny był tylko Marek i jego mama. Zapytałam Marka o innych domowników, a on udzielał mi pisemnych wyczerpujących informacji. Mama Marka pokazała mi prace swoich chłopców: rysunki, kolorowanki, prace plastyczne itp.

Po pierwszej wizycie rozmawiam z mamą chłopca, która przystaje na to aby częściej odwiedzać Marka w domu. Umawiamy się, że będzie to kilka razy
w miesiącu. Kolejne wizyty planuję tak, aby w domu obecny był młodszy brat Marka – Krzyś, a więc na godziny popołudniowe. Każda wizyta trwała około 1,5 – 2 godziny. Na każde spotkanie przynosiłam chłopcom słodycze lub drobne upominki w postaci puzzli, kart do gry, kredek lub kolorowanek. Na jednym ze spotkań Krzyś opowiadał o swoich ulubionych zajęciach. Próbowałam namówić Marka, aby i on opowiedział co lubi robić, ale bez skutku. Zaproponowałam więc, aby chłopcy to namalowali. Marek namalował piękny obrazek, na którym był traktor, dziadek i on. Jak dowiedziałam się potem od dziadka Marka, chłopiec bardzo lubi pomagać w pracach polowych.

Na każde zajęcie przygotowywałam dla chłopców coś ciekawego – puzzle, rebusy, zagadki, gry itp.

W grudniu na jednym ze spotkań babcia Marka opowiadała, jak chłopiec sam poszedł do sklepu i sam kupił sobie gitarę za pieniądze, które dostał od dziadka z okazji zbliżających się urodzin. Nikt nie wie, w jaki sposób to zrobił
– prawdopodobnie zabrał towar z półki i poszedł do kasy – chociaż nie był to sklep samoobsługowy. Marek pokazał mi gitarę, lecz nie chciał na niej „zagrać”. Potem w obecności Marka rozmawialiśmy o zbliżającej się I komunii świętej dziecka. Wspólnie zwróciliśmy chłopcu uwagę na to, że najpierw musi się wyspowiadać, a więc musi mówić. Na końcu wizyty proszę Marka, by nazajutrz w szkole powiedział tylko słowo „jestem”, gdy będę sprawdzała obecność. Marek potakuje głową, że tak zrobi. Nastêpnego dnia jednak nie powiedział obiecanego słowa.

W szkole często zachęcam Marka, ale jeszcze nie naciskam, by mówił. Chłopak komunikuje się ze mną w sposób niewerbalny – kiwa głową, podchodzi do tablicy aby coś pokazać lub policzyć, podnosi rękę i pokazuje wykonane

w zeszycie i na karcie pracy zadania. Kontakty inicjowane przez niego ograniczają się tylko do sfery dydaktycznej.

Po nowym roku wprowadzam do mojej pracy z Markiem nowy element.

Na jednym ze spotkań domowych Marek po samodzielnym, bezgłośnym przeczytaniu tekstu bardzo dobrze wyszukuje i pokazuje w książcefragmenty stanowiące odpowiedź na zadawane przeze mnie pytania. To znak, że dobrze czyta i rozumie tekst. Nadal jednak nie mogę ocenić techniki czytania ucznia. Naciskam więc, by poruszał ustami podczas czytania, bym mogła ocenić jak czyta z ruchu warg. Z dużymi oporami, po kilku próbach podejmuje ledwo widoczne ruchy ust. Od tego momentu przy każdym czytaniu wymagam od niego, by poruszał ustami. Na zajęciach indywidualnych zaczynamy bawić się w odgadywanie bezgłośnie wypowiadanych wyrazów. Marek coraz odważniej
i wyraźniej porusza ustami. Z łatwością też odgaduje wypowiadane przeze mnie wyrazy, tym bardziej, że towarzyszy im zawsze cichutki szept. Odgadnięte wyrazy Marek zapisuje. Gdy Marek już bez oporów porusza ustami zaczynam namawiać go, aby cicho szeptał. I znowu duży opór. W międzyczasie robimy wiele ćwiczeń polegających na klaskaniu, tupaniu, grze na instrumentach perkusyjnych i na keybordzie. Æwiczenia te po pewnym czasie wykonywane są przez ucznia chętnie z wyjątkiem gry na flecie. Było widać wyraźne speszenie dziecka, gdy pod wpływem wdmuchniętego powietrza flet wydał dźwięk.

Nadal chodziłam do Marka do domu . Na jedno z zajęć – w lutym – specjalnie nic nie przygotowałam. Wchodząc do domu oznajmiłam Markowi, że dzisiaj on musi znaleźć dla mnie, dla siebie i dla Krzysia zajęcie. Marek zastanawia
się i po chwili przynosi grę „Eko biznes”. Udaję, że nie znam tej gry i proszę, by objaśnił mi jej zasady. W tym momencie Marek podaję mi książeczkę
– instrukcję a sam zaczyna przygotowania do gry. Rozkłada planszę, rozdaje pieniądze, układa akcje itd. Marek wyraźnie, choć bez słów kieruje grą. Gdy przegrywa wypłaca zarówno mnie jak i Krzysiowi to, co nam się należy. Gdy wygrywa sam zabiera należność z kupki brata, ale nie wie jak się zachować
w stosunku do mnie. Nie ma odwagi sięgnąć do moich zasobów i nie potrafi
się również upomnieć o swoje. Udaje, że nie widzę jego zakłopotania i gra toczy się dalej. Taka sytuacja powtórzyła się wiele razy - w efekcie podczas gry Marek wiele stracił, ale znosił to w milczeniu choć na pewno z goryczą.

W kilka dni po incydencie z grą w klasie dzieci wykonywały jakąś pracę plastyczną. Objaśniłam temat i metodę pracy i aby dzieciom nie przeszkadzać zajęłam się uzupełnianiem dziennika lekcyjnego. Po chwili do biurka podszedł Marek i nieśmiało podał mi skrawek papieru na którym było napisane: „ja nie mam kleju”. Była to jego pierwsza prośba, pierwsza próba nawiązania kontaktu bez udziału osób trzecich. Wiem, że czegoś nie dopatrzyłam, ale efekt tego niedopatrzenia był wspaniały. Zdałam sobie sprawę, że w Marku coś zaczyna się przełamywać. Po pewnym czasie otrzymałam od Marka drugą kartkę, tym razem z drobną skargą na kolegę. Cieszyły mnie te kartki jednak obawiałam się, by Marek na tym nie poprzestał. Chciałam, aby mówił.

W czasie zajęć wyrównawczych do pracy z Markiem wykorzystywałam całą grupę dzieci uczęszczających na te zajęcia. Niekiedy Marek pomagał słabszym uczniom lub sprawdzał jak wykonali swoje zadania. Na jednym z zajęć uczniowie kolejno czytali zdania tekstu. Marek „po swojemu” poruszając bezgłośnie ustami czytał z nimi. Przy którymś z kolei zdaniu Markowi „wyrwał” się jeden wyraz, który przeczytał szeptem. Marka w momencie oblał rumieniec, bardzo się zmieszał i oczywiście natychmiast wrócił do bezgłośnego czytania. Po zajęciach, gdy inne dzieci już wyszły pochwaliłam Marka i zapowiedziałam, że od tej pory będziemy pracowali nad czytaniem i mówieniem szeptem. Tak też się stało. I jak zwykle na początku szło bardzo opornie. Z tekstu czytanego lub mówionego przez chłopca początkowo udawało mi się usłyszeć tylko nieliczne słowa, reszty musiałam się domyślać, lub patrzeć w tekst, bo starałam się już teraz nie patrzeć na jego usta.

Teraz moja praca polegała głównie na namawianiu dziecka coraz śmielszego szeptania. Ten etap trwał dosyć długo i właściwie utrzymywał się do końca klasy drugiej.

W drugiej klasie Marek podobnie jak w pierwszej brał udział we wszystkich klasowych imprezach i spotkaniach. Wraz z całą klasą uczestniczył

w programie artystycznym z okazji Dnia Edukacji Narodowej. Był to jeszcze udział bierny. W grudniu sam zgłosił się do udziału w jasełkach, w których występował jako jeden z trzech króli. Kwestię swą wszyscy królowie wypowiadali razem i tu Marek poruszał już ustami choć jeszcze nie mówił. Obserwowałam też, że mniej więcej od połowy klasy drugiej podczas wspólnego śpiewania, czytania, czy zabaw Marek otwiera buzię i porusza ustami.

Wiosną, wraz z klasą Marek przygotował apel z okazji świąt wielkanocnych,

a także był w drużynie, która startowała w konkursie plastycznym z okazji powitania wiosny. Kilka razy kolega, z którym Marek chodził do domu sygnalizował, że Marek do niego mówił. Były to podobno tylko pojedyncze słowa, ale jednak. Zaprosiłam również Marka wraz z bratem i mamą do swojego domu, gdzie chłopcy przez prawie trzy godziny bawili się klockami lego, grali na komputerze, a także wykonali na nim swoje wizytówki, które po wydrukowaniu zabrali do domu.

Po wielu perypetiach związanych z przygotowaniami do I komunii świętej Marek został do niej dopuszczony. Przystąpił do spowiedzi świętej pomimo obaw wszystkich zainteresowanych, którzy do końca nie byli pewni czy Marek odezwie się do księdza. Chłopak jednak bardzo dobrze przygotował się
i szepcząc wyspowiadał się. Marek cichutko szeptał, ale tylko na zajęciach indywidualnych. W klasie szept stawał się ledwo słyszalny i był dla ucznia bardzo krępujący.

Bardzo przykrym wspomnieniem dla mnie z klasy drugiej jest powrót
z wycieczki do ZOO, Planetarium i Skansenu, kiedy to Marek „popuścił”
w drodze powrotnej do domu. W autobusie nie było toalety, chłopak nie potrafił przemóc się, by zgłosić swoją potrzebę, a ponieważ podróż była krótka nie było postoju. Gdy Marek wyszedł z autobusu, zauważyłam – chociaż próbował to ukryć, że ma mokre spodnie. Marek nigdy nie dowiedział się, że to zauważyłam, ale dla mnie był to sygnał, że jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia z tym uczniem.

W czasie wakacji Marek spotykając mnie nie unikał już kontaktu za wszelką cenę, uśmiechał się, ale to ja mówiłam mu „dzień dobry” a on cichutko odpowiadał jeśli szedł sam. Spotkany w obecności mamy lub brata nie odpowiadał.

Klasa III

W trzeciej klasie zaczęłam dosyć mocno nalegać, by uczeń zaczął mówić. Od samego początku niemal zmuszałam go do używania głosu – a właściwie dopiero szeptu. To, co kiedyś wystarczało, że Marek pokazał lub obliczył zarówno na tablicy jak i w kartach pracy lub zeszycie, chłopak musiał teraz powiedzieć mi i robił to początkowo zazwyczaj na ucho. Stopniowo, świadomie zwiększałam odległość, zmuszając w ten sposób chłopca do głośniejszego szeptu. Często prosiłam o powtórzenie mówiąc, że nie słyszałam lub nie zrozumiałam jego wypowiedzi. Za każdym razem podchodziłam do ławki Marka lub do tablicy, jeśli akurat na niej wykonywał zadanie. W klasie wprowadziłam comiesięczny konkurs pięknego czytania. We wrześniu Marek nie brał w nim udziału, lecz w październiku koledzy z klasy zaproponowali, aby Marek przeczytał Pani „na ucho”. Zawołałam Marka do biurka i poprosiłam, aby przeczytał wskazany fragment. Zrobił to cichym szeptem, ale dosyć płynnie. Otrzymał najwyższą notę, która znalazła się na klasowej tablicy ocen za czytanie. Był z tego bardzo dumny, gdyż była to jego pierwsza ocena za głośne czytanie. Od tego dnia Marek uczestniczył w tym konkursie przez kolejne miesiące otrzymując zawsze wysokie oceny, gdyż naprawdę na nie zasługiwał. Późną jesienią skończyło się moje podchodzenie do Marka, by usłyszeć jego odpowiedzi. Teraz on musiał podchodzić do mnie i to na tyle blisko bym go usłyszała Gdy chłopak chciał wyjść z klasy, musiał o to sam zapytać Marek w klasie zachowywał się coraz śmielej. Zaczął bawić się z kolegami i to nie tylko wtedy, gdy oni go zawołali, ale w jakiś sposób chociaż jeszcze do nich nie mówił zaczął sam nawiązywać kontakty. Porozumiewał się z nimi bez słów. Dzieci nauczyły się rozpoznawać potrzeby Marka, często proponowały mu pomoc w zadaniach, pożyczenie przyborów szkolnych, zabawę itd. Wyraźnie było widać, że Marek czuje się bardzo dobrze wśród rówieśników w swojej klasie.

Do domu wracał już nie z jednym kolegą, ale często w większej grupie. Był bardzo lubiany przez innych ale nadal z nimi nie nawiązał kontaktu słownego. Wiosną za namową księdza katechety, a także moją i swojej mamy Marek postanowił zostać ministrantem. Dwa razy rezygnował i ponownie zaczynał służbę. Rezygnował zawsze przy jednym z kościelnych, który wymagał od ministrantów głośnego witania się i mówienia. Nie pomagały nasze rozmowy i prośby o szczególne traktowanie Marka – przynajmniej przez jakiś czas. Kościelny to starszy pan, który nie mógł zrozumieć z jakim problemem boryka się dziecko. W szkole odstąpiłam od indywidualnych zajęć z Markiem, a swoją pracę skoncentrowałam na ośmielaniu Marka wobec całej klasy. Często też angażowałam go do pomagania uczniom słabszym na zajęciach wyrównawczych. Marek nie tylko pomagał, ale często musiał sprawdzać, czy dobrze wykonali oni swoje zadania. W klasie systematycznie wydłużałam odległość z jakiej Marek udzielał mi odpowiedzi. Początkowo podchodził do samego biurka, później zatrzymywałam go krok od niego, następnie dwa itd. Udało mi się doprowadzić do tego, że gdy o odpowiedź prosiłam Marka cała klasa milkła. Wszyscy nasłuchiwali co też on powie i jak to zrobi Chłopak wiosną odpowiadał już ze swojego miejsca. Siłą rzeczy, ze względu na dzielącą nas odległość szept Marka musiał być teraz znacznie głośniejszy. Oczywiście każda dobra, ale przede wszystkim dobrze słyszalna dla mnie i innych uczniów w klasie odpowiedź była nagradzana zarówno słowem, oceną, a często również oklaskami kolegów i pani.

Wczesną wiosną klasa III przygotowywała się do wyjazdu na zieloną szkołę. Początkowo Marek miał nie jechać. Rozmowa z rodzicami dziecka o tym, jak ważny to może być wyjazd dla ich syna przyniosła oczekiwane efekty. Dzięki finansowemu wsparciu swego krewnego Marek razem z innymi uczniami przeżywał przygotowania do wspólnego wyjazdu nad morze.

Tuż przed wyjazdem dzieci zaprosiły do szkoły swoje mamy na uroczystość
z okazji Dnia Matki. Każde dziecko chciało brać udział w przygotowywanym przedstawieniu. Marek również. Nauczył się wiersza, który szeptem, bo szeptem, ale recytował na wszystkich próbach. Na jednej z prób wpadłam
na pomysł, aby Marek swój wiersz powiedział do mikrofonu podłączonego
do radiomagnetofonu. Było super i z pewnością mamy usłyszałyby jego wiersz, gdyby... No właśnie. Na spotkanie przyszła tylko mama Marka bez niego. Marek poszedł na nabożeństwo majowe, chociaż w tym dniu nie wypadała mu służba ministrancka. Było to dla mnie bardzo przykre tym bardziej, że podświadomie czułam, że może to być przełomowy dzień w mojej pracy
z Markiem. Żegnając się z mamą ucznia, nie ukrywałam swego rozczarowania zaistniałą sytuacją. Nazajutrz Marek jeszcze przed lekcjami podszedł i stanął obok biurka jakby czegoś chciał. Na moją uwagę, że go nie prosiłam jednak nie odszedł a stał dalej. Zrozumiałam, że czeka na pytanie o poprzedni dzień. Zapytany, dlaczego nie przyszedł, rzeczywiście powiedział, że on się wstydził. Wyjaśniłam mu że powinien był przyjść i powiedzieć mi o tym nawet przed samym występem, bo przecież nigdy do niczego go nie zmuszałam i tak byłoby i tym razem. Marek przeprosił za swoją nieobecność i odszedł od biurka.

W niespełna dwa tygodnie później wyjeżdżamy na „zieloną szkołę.” Wyjazd
- piątek wieczór. W sobotę na zielonej szkole pierwsze telefony do i od rodziców.
Jeszcze nie wszyscy dzwonili, a już jest niedziela po południu. Zabieram więc do budki telefonicznej grupkę dzieci, która jeszcze nie kontaktowała się z domem. Wśród nich również i Marka. Gdy dzieci kończą rozmowy i szykują się do powrotu, szybkim ruchem niemal wpycham zaskoczonego Marka, - który wcześniej nie dzwonił - do budki, daję do ręki kartę telefoniczną i mówię „dzwoń do mamy.” Sama zaś odchodzę do dzieci, ale na taką odległość, że mogę kontrolować nieświadomego tego faktu ucznia. Nie rozumiem co, ale słyszę, że Marek rozmawia przez telefon. Gdy skończył i wyszedł z budki idziemy tuż za dziećmi. Obejmuję go ręką za ramię, i pytam co słychać w domu. I o dziwo! Marek mówi do mnie normalnym, wcześniej zupełnie nieznanym mi głosem. Brzmi on dla mnie jak najcudowniejsza muzyka świata. Nadal nie mogę uwierzyć, że dzieje się to naprawdę.

Wieczorem, w każdym pokoju na moje „dobranoc” dzieci odpowiadają razem. Do Marka zwracam się indywidualnie mówiąc mu nie za głośno „dobranoc Marku”. Marek jest trochę zmieszany. Powtarzam moje pozdrowienie, a on nie mając wyjścia odpowiada nieśmiało ale pełnym głosem. Dzieci w pokoju chyba tego nawet nie zauważyły. Następnego ranka postępuję tak samo, aby usłyszeć od niego „dzień dobry”. To jest nadal nasza tajemnica, że rozmawiamy ze sobą. Po śniadaniu w poniedziałek udajemy się na pocztę, by wysłać widokówki ale przede wszystkim, by zadzwonić do szkoły. Gdy rozmawiam z panią dyrektor w zasięgu mojej ręki jest Marek i nagle sama nie wiem dlaczego mówię jej, że ktoś ją chce pozdrowić. W tym samym momencie przyciągam do siebie Marka i daję mu do ręki słuchawkę. Marek niemniej zaskoczony niż ja sama mówi głośno do telefonu przekazując pozdrowienia.

W tym dniu podczas zajęć dzieci czytały kolejno fragmenty czytanki. Marek przeczytał głośno swój kawałek. Dzieci w niczym się nadal nie zorientowały. Chwilę później wywołuję dzieci do czytania. Gdy wywołałam Marka, a on zaczął głośno czytać wszystkie oczy, bardzo zdziwione zwróciły się w jego kierunku. Oznajmiłam więc dzieciom, że Marek zrobił nam niespodziankę

i teraz będzie już do nas normalnie mówił. To oczywiście nie było z nim ustalone, więc kątem oka obserwowałam jego reakcję na moje słowa. Gdy ujrzałam jak Marek odetchnął i szczerze się uśmiechnął pomyślałam, że chyba mi się udało. Marek otworzył się. Przez najbliższe dni często zwracałam się do Marka bezpośrednio, a gdy widziałam jego wahanie szybko powtarzałam pytanie a wtedy on odpowiadał. Obawiałam się bardzo, jak Marek zachowa się po powrocie do szkoły. Czy będzie mówił? Na szczęście dziecko nadal mówiło.

Kolejne wielkie obawy budził okres nadchodzących wakacji, gdyż po powrocie z zielonej szkoły do wakacji zostało tylko pięć dni. We wrześniu Marek będzie w czwartej klasie, będą nowi nauczyciele, nowa sala, nowy wychowawca. Czy Marek będzie nadal mówił?

Każdą nadarzającą się sposobność, każde, zarówno zamierzone jak i przypadkowe spotkanie z Markiem w czasie wakacji wykorzystywałam na choćby krótką z nim rozmowę. Przed każdą z nich miałam obawy, czy jeszcze się do mnie odezwie. Teraz wiem, że były one zbędne. Marek sam szuka kontaktu ze mną. Spośród grupki bawiących się dzieci to on pierwszy
i najgłośniej mówi „dzień dobry” jakby w obawie, że mogę go nie zauważyć.
Po wakacjach cudownym przypadkiem dostałam salę obok sali, w której uczy się Marek. Nadal mogę więc często go zagadywać i cieszyć się słysząc jego głos. Marek niejednokrotnie sam zagląda do mojej sali. Czasami opowiada
o tym, co robili na lekcjach, o zabawach z kolegami. Jest OK! Nie sposób, by opisać każdy dzień mojej pracy z Markiem, gdyż trwała ona pełne 3 lata – cały etap nauczania zintegrowanego. Obfitowała we wzloty i upadki, sukcesy i porażki. Była częściowo realizacją zawartych w literaturze wskazówek, ale w przeważającej mierze intuicyjnym, ostrożnym stąpaniem krok po kroku po zupełnie nieznanym mi terenie. Były momenty, że praca ta wydawała mi się pracą metodą prób z panicznym lękiem przed błędami. Szukałam fachowej porady nie tylko w literaturze, ale również u osób, które z racji zajmowanych stanowisk i tytułów powinny być lepiej zorientowane w tym nowym dla mnie temacie. Liczyłam na jakieś wskazówki. Problemu nie wyjaśnił mi i nie wskazał w pełni kierunku pracy również kurs oligofrenopedagogiki, na który zapisałam się i uczęszczałam z nadzieją, że po nim będę wiedziała, jak postępować z dzieckiem dotkniętym mutyzmem wybiórczym. Dowiedziałam się za to, że nie mogę szukać gotowej recepty na odblokowanie dziecka, gdyż takowa nie istnieje. Każdy przypadek jest inny i do każdego dziecka trzeba samemu wypracować sobie sposób pracy z nim. Najbardziej brakowało mi kontaktu z nauczycielami, którzy zetknęli się z tym problemem przede mną i mają w tym zakresie jakieś doświadczenia.

Dzisiaj, gdy już mam pewność, że moja praca zakończyła się sukcesem wcale nie czuję się „fachowcem” w tej dziedzinie, ale z pewnością posiadam swoje własne doświadczenie, jak pracować z takim dzieckiem i tym doświadczeniem pragnę podzielić się z innymi nauczycielami. Jak wspomniałam wcześniej, każdy przypadek jest inny, różne też mogą być przyczyny tego zaburzenia,
a jeszcze różnorodniejsze sposoby pracy z dzieckiem.

Opisując swoje doświadczenia z pracy z dzieckiem dotkniętym mutyzmem wybiórczym na etapie nauczania zintegrowanego mam nadzieję, że będą one pomocne moim koleżankom i kolegom, którzy w swojej działalności dydaktyczno- wychowawczej zetkną się z podobnym problemem.

Z pewnością jest wielu nauczycieli, którzy mieli w swoich zespołach dzieci dotknięte mutyzmem wybiórczym. Zachęcam ich również do podzielenia się ich wiedzą praktyczną na ten temat.

Literatura pomocnicza:
Demelowa G. „Elementy logopedii”
Goodman R., Scott S. „Psychiatria dzieci i młodzieży”
Herzyk A. „Afazja i mutyzm”
Kępiński A. „Psychopatologia nerwic”.
Minczakiewicz E. M. „ Mowa-rozwój-zaburzenia–terapia”.
Nowak J.E. „Wybrane problemy logopedyczne”
Stecko E. „Wczesne rozpoznawanie i leczenie zaburzeń mowy”
Styczek I. „Logopedia”.
Reuttowa N. „Z zagadnień dziecięcego mutyzmu”. Logopedia 1971 nr 10 "

artykuł pochodzi stąd
Hipokrates: ” Niechaj pożywienie będzie lekarstwem, a lekarstwo pożywieniem”!

terka

  • Aktywny
  • ***
  • Wiadomości: 193
mutyzm w szkole
« Odpowiedź #4 dnia: Czerwiec 12, 2006, 08:53:13 »
Jestem pod wrazeniem ogromu wysilku i pracy, ktorych podjela sie nauczycielka. Moja corka ma dobrych nauczycieli ale zaden nie walczyl o nia z takim zacieciem. Naprawdę chyle czola przed takim Pedagogiem.  

Chcialabym tylko dodac do powyzszego artykulu, ze wiazanie mutyzmu selektywnego z przezyta traumą, znecaniem sie nad dzieckiem i innymi patologiami srodowiskowymi naleza juz do przeszlosci. Chyba ze mowimy o mutyzmie traumatycznym, kiedy dziecko pod wplywem urazu psychicznego przestaje odzywac sie w ogole. Najnowsze badania naukowe wykazują, że mutyzm selektywny jest formą fobii społecznej. To oznacza, że niemożność mówienia jest związana z uczuciem ekstremalnej nieśmiałości, skrępowania i zażenowania. Wiekszosc dzieci z mutyzmem selektywnym ma do niego predyspozycje genetyczne, czyli odziedziczona tendencje do lęku po jednym lub nawet kilku czlonkach rodziny. W badanich rodzin tych dzieci przewaznie okazuje sie ze co najmniej jeden z rodzicow byl dzieckiem bardzo niesmialym. Ponadto wysnuto hipoteze, ze dzieci z mutyzmem selektywnym maja obnizony prog pobudliwosci w obszarze mozgu zwanym cialem migdalowatym. W sytuacjach zagrozenia cialo to wysyla do organizmu sygnaly o potencjalnym niebezpieczenstwie i uruchamia mechanizmy obronne organizmu, w tym przypadku niemowienie, zastyganie w bezruchu, zamykanie oczu, itp. Dla tych dzieci sytuacjami zagrozenia sa (normalne dla nas) sytuacje spoleczne: szkoła, przyjecia urodzinowe, duze zgromadzenia rodzinne itp.
Dane statystyczne sa rozne, ale srednio 1 na 500 dzieci cierpi na mutyzm selektywny i w wiekszosci sa to dziewczynki.

terka

  • Aktywny
  • ***
  • Wiadomości: 193
mutyzm w szkole
« Odpowiedź #5 dnia: Czerwiec 12, 2006, 10:05:41 »
znalazlam na stronie internetowej Szkoły Podstawowej w Siecieniu artykuł:

Postepowanie nauczycieli klas poczatkowych z dzieckiem mutystycznym

Elka

  • Nowicjusz
  • *
  • Wiadomości: 3
mutyzm w szkole
« Odpowiedź #6 dnia: Grudzień 14, 2006, 21:44:53 »
Cytat (mavi @ Cze 10 2006,19:32)
MUTYZM
niemota – brak zdolności mówienia. Objaw polegający na wstrzymywaniu się od mówienia. Najczęściej występuje u dzieci. Może być objawem schizofrenii, zdarza się również w depresji i stanach reaktywnych. (Wielka Encyklopedia Multimedialna).

uporczywe milczenie. Dziecko, które uprzednio mówiło, nagle przestaje mówić, choć sfera odbiorcza i organy mowy są nienaruszone (G. Demelowa).
całkowite zahamowanie funkcji mowy, mogące wystąpić pod wpływem silnego bodźca emocjonalnego (A. Kępiński).
objawia się całkowitą niemożnością posługiwania się mową, ale rozumienie mowy jest przy tym zachowane ( I. Styczek).

Mutyzm występuje rzadko, zwłaszcza u dzieci o prawidłowym przebiegu rozwoju psychicznego, częściej spotykany jest u dzieci z odchyleniami rozwojowymi. Pojawia się najczęściej u dzieci miedzy 3 a 5 rokiem życia.

Ustalenie przyczyn mutyzmu jest zwykle trudne: bywa nią jakieś wielkie przeżycie, nagły przestrach, obawa wobec nowego środowiska itp.

Cytat
MUTYZM
niemota – brak zdolności mówienia.

Boże jedyny... ja wiem, że ty tego nie napisałaś(i nie odnoszę się też tutaj do ciebie ;)), ale... Brak zdolności? o gash... Naprawdę, czasem zanim gdzieś, coś w jakiejś Encyklopedii ktoś napisze powinien się nad tym z 50 tys. razy zastanowić... Brak zdolności mówienia to może mieć osoba, która ma w jakiś sposób uszkodzone narządy mowy... Muztyzm to zupełnie coś innego... jest to blokada psychiczna...

Cytat
Objaw polegający na wstrzymywaniu się od mówienia.

Prawda, ale... nie do końca... nikt nie pomyśli o tym, że osoba chora na mutyzm chce mówić, ale nie może...

Cytat
(Wielka Encyklopedia Multimedialna).


I własnie oto doskonały przykład jak czasem (w niektórych przypadkach oczywiśćie) wiele "mądrego" można sie dowiedziec z Encyklopedii itp. Niketóre z informacji sa błędnie napisane i dodatkowo bywają to konmpletne bzdury...


Więc... trzeba uważać na to co sie czyta... ;>




-

mewa

  • Bywalec
  • **
  • Wiadomości: 63
mutyzm w szkole
« Odpowiedź #7 dnia: Styczeń 11, 2007, 23:02:45 »
Kiedy byłam mała miałam mutyzm wybiórczy.
Doskonale to pamiętam.
I moje przerażenie, że w pewnych sytuacjach nie jestem w stanie nic powiedzieć.
Wyrosłam z tego.
Nikt by teraz nie uwierzył, że miałam takie problemy.

Moje dzieci mają (starsze już wyrosło) mutyzm.
Niestety najmłodsza ma zachowania mutystyczne, a to jest ciężko tolerowane w szkole.
Zastyga w jakiejś pozie na lekcji i nikt nie jest w stanie zmusić ją do pracy.
Na całe szczęście nie zawsze.

Jeśli ktokolwiek wie, jaką zastosować terapię, bardzo proszę o kontakt.
Pozdrawiam.

kwiatek

  • Bywalec
  • **
  • Wiadomości: 64
mutyzm w szkole
« Odpowiedź #8 dnia: Luty 11, 2007, 14:27:02 »
dzien dobry
Mam pytanie w zwiazku z artykulem POWIEDZ MARKU.Zna ktos mozliwosc przetlumaczenia artykulu na Niemiecki.W Niemczech jest bardzo,bardzo malo opisow nauczycieli z pracy z uczniami zmutyzmem selektywnym.Moja corka ma duzy stres w szkole .Rozmowy z nauczycielka wygladaja tak jakbym mowila w prozne.Corka nie chce slyszec o zmianie szkoly,boi sie zmian.
Pozdrawiam Kwiatek

kwiatek

  • Bywalec
  • **
  • Wiadomości: 64
mutyzm w szkole
« Odpowiedź #9 dnia: Kwiecień 19, 2007, 10:48:10 »
Witam
Na pozatku grudnia tamtego roku z mojej inicjatywy odbylo sie spotkanie:Julii nauczycielka,dyrektor szkoly,corki terapeutka,oraz ja.Chcialam wyjasnic dlaczego corka ma taki stres w szkole.Doszlo do konkretnej konfrontacji Ja =Nauczycielka.Wspomne jesze co dzialo sie z corka.Codziennie rano zaraz po przebudzeniu Julia bardzo plakala ze nie chce do szkoly ,zamykala sie w lazience .Przy odrabianiu lekcji byla bardzo krnabrna.
Nauczycielka Juli uwazala Julie za uparciucha,z ktorym nic nie mozna wskurac,traktowala corke bardzo zimno ,odczulam to rowniez.
Nie wiem co sie dzielo po moim wyjsciu.moje emocje puscily w drodze do domu, poplynela nie jedna lza.
Dzisiejsza sytuacja wyglada w szkole duzo lepiej.
Julia idzie spokojnie do szkoly,uczy sie bardzo dobrze, ulubiony przedmiot to matematyka .Przed miesiacem zaczela sama pisac opowiesci o zeirzetach.Ma pismo drobne jak dorosly.Zaczela rozmawiac na przerwach z kolézankami ,jest wyluzowana.Mysle ze nauczycielka duzo zrozumiala .Podsumowujac:wszystko jest na dobrej drodze ,nareszcie moge spokojnie spac.
Pozdrawim  Kwiatek

lena78

  • Nowicjusz
  • *
  • Wiadomości: 6
mutyzm w szkole
« Odpowiedź #10 dnia: Maj 01, 2007, 09:42:45 »
Mam w klasie uczennicę z mutyzmem wybiórczym. Odpytuję ją po lekcjach. Zawsze daję szansę wypowiedzenia się na forum grupy. Dzieci ją zaakceptowały. Do dwóch dziewczynek odzywa się szeptem. SUKCES!

Saberity

  • Nowicjusz
  • *
  • Wiadomości: 8
Odp: mutyzm w szkole
« Odpowiedź #11 dnia: Październik 15, 2014, 15:03:11 »
Moja córcia też cierpi na mutyzm ale powoli z tego wychodzi. Wszystko dzięki dobrej opiece w poradni "Mówię" i wyrozumiałej opiekunce w przedszkolu, która ma dobre podejście do mojej Izuni.

Ania MW

  • Nowicjusz
  • *
  • Wiadomości: 16
Odp: mutyzm w szkole
« Odpowiedź #12 dnia: Luty 25, 2015, 01:29:50 »
Zapraszam na grupe wsparcia na fb, tutaj widze same stare watki a u nas ciagle duzo sie dzieje

grzegorz55tr

  • Nowicjusz
  • *
  • Wiadomości: 3
Odp: mutyzm w szkole
« Odpowiedź #13 dnia: Czerwiec 18, 2018, 14:32:28 »
Pierwszy raz słyszę o takiej chorobie jak mutyzm tak naprawdę
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 19, 2018, 08:01:45 wysłany przez admin »

anra

  • Nowicjusz
  • *
  • Wiadomości: 1
Odp: mutyzm w szkole
« Odpowiedź #14 dnia: Sierpień 12, 2018, 18:06:18 »
xxxxxx