Autor Wątek: Walka z candidą  (Przeczytany 179836 razy)

0 Użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Jimmy

  • Nowicjusz
  • *
  • Wiadomości: 10
Odp: Walka z candidą
« Odpowiedź #390 dnia: Sierpień 09, 2014, 04:33:30 »
Witam serdecznie. Zarejestrowałem sie niedawno, ale Forum czytam od kilku tygodni. Interesuja mnie zwłaszcza wątki związane z Candidą (mój podstawowy problem, pozostałe to Hashimoto i gronkowiec w zatokach). Chce sie przygotowac do chelatacji metodą Cutlera.

Ale w tym wpisie chciałbym podzielic sie swoimi przemyśleniami nt. Candidy. Przemyślenia te pochodza z moich własnych doświadczeń - walki z Candi, jak dotychczas przegranej. Żywię nadzieję, że usunięcie rtęci jest ostatnim elementem układanki, która pozwoli tę walke wygrać.

Ale do rzeczy. Według mnie Candida (jako agresywny  grzyb, a nie jelitowy drożdzak komensualny) pojawa sie w organiźmie, ponieważ... jest potrzebna. Potrzebna organizmowi, który nie może sobie z czyms poradzić sam. Nie potrafi czegos zwalczyc, zneutralizować. Zanim trafiłem na Forum, nie wiedziałem, czym moze być owo "coś", z którym mój organizm nie potrafi sobie poradzić. Próbowałem wielu diet, leków, a nawet wielodniowych głodówek oczyszczających, z mizernym skutkiem. Dzięki Wam skłaniam sie ku tezie, że owym "czyms" może być zatrucie metalami ciezkimi, głównie rtęcią.

Candida pojawiałaby się zatem jako organizm utylizujący rtęć i inne metale. A metale te pojawiałyby sie w organizmie wskutek akumulacji związanej z niewydolnościa systemu wydalania (np. wada genetyczna), bądź czyms w rodzaju nadwrazliwości powodującej, że nieszkodliwa dla osoby A (przeciętnie wrażliwej) dawka metali wywoływałaby ostrą reakcję u osoby B (nadmiernie wrażliwej).

Zatem Candida pojawiałaby się w sytuacji, w której organizm wybiera mniejsze zło w postaci Candi. Większym złem byłoby zezwolenie na krązenie rtęci w organizmie. 

Schemat wyglądałby następująco:
  • rtęc gromadzi sie lub wystepuje na nia nadwrażliwość organizmu
    organizm probuje sie jej pozbyć w naturalny sposób (glutation), ale z jakichs przyczyn (wada genetyczna?) proces ten jest niewystarczająco wydajny. Tiole mobilizują rtęć, ale zbyt szybko ja "wypuszczają" lub też wątroba nie nadąża z ich odfiltrowaniem. Następuje redystrybucja.
    rtęc zaczyna krązyć i zaburzać transport mikropierwiastków i produkcje enzymów, które u zdrowego człowieka powstrzymuja rozrost grzyba
    Następuje “przyzwolenie” organizmu. Grzyb sie rozrasta, wychwytuje rtęć, organizm ulega skażeniu mykotoksynami, które to skażenie jest "mniejszym złem" w porównaniu do "pełnowymiarowego" zatrucia rtęcią.
    Prawdopodobnie grzyb jednak nie wychwytuje całej rtęci, częśc z niej trafia do tkanek i powoduje zniszczenia (stąd np. autyzm, czy inne zaburzenia pracy mózgu: mgła, przewlekłe zmęczenie, huśtawka emocjonalna, słaba koncentracja i pamięc – które doskonale znam z autopsji)

Jak widac mechanizm byłby dosyc skomplikowany. Stan równowagi zachodziłby między kilkoma czynnikami: obecnośc wolnej rtęci w wyniku niesprawnego/niewystarczającego działania mechanizmu tiolowego, występowanie warunków sprzyjających namnazaniu sie grzyba (zakwaszająca dieta, węglowodany, niedobór bakterii jelitowych), przyzwolenie organizmu na ekspansje grzyba (nadnercza?), obecnośc składników pokarmowych grzyba (cukier).

Cutler, jesli dobrze zrozumiałem, twierdzi, ze siarka (tiole) bezpośrednio karmi grzyba. W teorii, ktora powyżej przedstawiłem, rola siarki byłaby troche inna. Tak naprawde jest to szczegół, ale zwróce na niego uwagę, zeby miec pewnośc, ze rozumiecie, o co mi chodzi. (Zastrzegam, ze nie jestem chemikiem, ani tym bardziej biochemikiem). Otóz tiole nie tyle bezpośrednio karmiłyby grzyba, ile powodowałyby uwolnienie rtęci, która stanowiłaby cos w rodzaju katalizatora wzrostu/budulca dla grzyba.


Na bazie tej teorii (nieudowodnionej) mozna by tłumaczyc objawy odgrzybowe występujące w trakcie oraz poza chelatacją w następujący sposób (wazne jest zrozumienie, że reakcje zachodza kolejno, czasem w odstepie doby lub kilku dni):

- jesli zjemy cos słodkiego, ale w organizmie nie ma krązącej rtęci (nie ma redystrybucji) – grzyb sie odżywi, ale nie rozrasta, nie atakuje, nie produkuje zarodników. Czujemy ospałość wystepująca dosyc szybko po zjedzeniu słodyczy (1-2 godziny). Mamy lekki szum w głowie jak po spozyciu alkoholu, który notabene własnie grzyb-drożdżak wyprodukował. Objawy mijają po 6-8 godzinach („trzeźwiejemy”). Jeśli cukru jest wystarczająco duzo, żeby najadł sie grzyb i nasz mózg – zachowujemy koncentrację, jeśli nie... - tylko grzyb jest skoncentrowany :-)

- jesli zjemy coś wysokotiolowego – w organizmie po kilkunastu godzinach (czyli czesto na drugi dzień) zaczyna krązyć uwolniona rtęć (wyzwolona przez glutation), grzyb traktuje ją jako cos w rodzaju katalizatora wzrostu (ale nie pokarm w sensie dostawy energii, raczej jako katalizator lub budulec) i JESLI JEDNOCZESNIE ma dostep do cukru (z kolejnego posiłku), atakuje. Lawinowo spada cukier we krwi. Pojawiaja sie kłopoty z koncentracją, senność (niski cukier), a jednocześnie stan pobudzenia, stresu, skłonnośc do zdenerwowania, u dzieci płaczliwość/histerie, u dorosłych nadmierna skłonnośc do wzruszeń/awantur (grzyb ma zdolnośc produkcji żeńskich hormonów płciowych, m.in progesteronu). Grzybnia sie rozrasta na nowe obszary a zarodniki krązą we krwi. Ponadto wystepuje silne pocenie sie, gdyz organizm probuje pozbyc się rtęci i toksyn. Pot ma specyficzny, kwasny zapach, przypominający zapach skórki banana. Tu pójde nieco dalej i dopisze, że organizm stara sie mimo wszystko opanowac zbytnio panoszącego sie grzyba – podnosi poziom cholesterolu, który działa jak klej na zarodniki w krwioobiegu, skleja je w wieksze zlepki, zeby utrudnic penetrację do komórek ( to teoria dr. Janusa, wiem, że z częscia jego wywodów sie nie zgadzacie, ale akurat w tym miejscu brzmi sensownie, u mnie sie potwierdza). Jeśli natomiast grzyb nie ma dostepu do cukru, wysyla do mózgu mykotoksynę wywołującą głód słodyczy, od którego ąz boli głowa w przedniej częsci i skronie (bo lawinowo spadł poziom cukru). Nietrudno zrozumiec, co wtedy czuja nasze biedne dzieciaczki...

- jesli zaczynamy chelatację, następuje redystrybucja rteci ze względu na half-life chelatora (bo zawsze w mniejszym lub większym stopniu wystepuje podczas cyklu, możemy się starać jedynie ją ograniczać), Ponadto, jesli chelatujemy szybciej niz wątroba jest w stanie filtrować, to rtęć osadza sie w tkankach wątroby, gdzie grzyb ma do niej dostęp. Rtęc działa na grzyba jak katalizator: “rozmnażaj się, atakuj, atakuj!”. Nastepuje reakcja podobna jak po zjedzeniu czegos wysokotiolowego, a jej nasilenie jest zalezne od ilości wolnej rtęci i cukru. Stąd zalecenie diety bezcukrowej w dni chelatacji. I tu mam mały kłopot, bo opisujecie wystepowanie „smiechawek” podczas chelatacji dzieci, które trudno mi zinterpretowac, poniewaz ja ich nigdy nie odczuwałem (nie chelatowałem sie jeszcze). Byc może nastepuje jakas reakcja ze strony nadnerczy – może ktos bardziej doświadczony uzupełni opis w tym miejscu.

- jesli tłuczemy grzyba środkami przeciwgrzybiczymi – następuje nieprzyjemny die-off, grzybnia zdycha, uwalnia toksyny “martwicze” ORAZ RTĘĆ, która wcześniej była związana w tkankach grzyba! Następuje REDYSTRYBUCJA!!! Boli mocno głowa, jestesmy pobudzeni, podenerwowani, czujemy ucisk w skroniach i szum w uszach, łapiemy infekcje wirusowe, bo system odpornościowy jest przeciążony. Jeśli w tym samym czasie dodatkowo sie chelatujemy, to tym bardziej przeciązamy układ. Organizm probuje sie oczyszczac poprzez skóre (pot).

-jesli głodzimy grzyba dietą bezcukrową (bez antyfungicydów) – przez pierwsze kilka godzin po ostatnim posiłku bezcukrowym boli głowa, jestesmy apatyczni a jednocześnie pobudzeni. Potem grzyb sie uspokaja, choć die-off jeszcze nie wystepuje (lub prawie nie wystepuje). Powraca koncentracja i stabilnośc emocjonalna. Odciążony układ wydalniczy może sie zając usuwaniem rtęci, co wyzwala poty związane z oczyszczaniem sie organizmu.

-głodzimy grzyba przez kilkanaście godzin – zapasy cukru nie pozwalaja mu na dłuższe przezycie, rozpoczyna sie stopniowy die-off, grzyb zdycha ale stopniowo proces te przebiega coraz mniej dynamicznie i bóle głowy ustepują. Niestety zarodniki nadal krąza we krwi i w moim przypadku po 24-dniowej absolutnej głodowce oraz okresie przygotowania się do niej oraz wychodzenia z niej – łącznie 40 dni bez cukru – grzybnia odrosła.



Na Forum przeczytałem o roli nadnerczy (dzieki Ci, Lucky). Nadal jeszcze czytam i staram się sobie to poukładać, ale juz zaczyna sie wyłaniac obraz, w którym nadnercza pełnia wazną rolę. Pełniłyby one role własnie owego “przyzwolenia” organizmu na Candide jako “mniejsze zło”. Jest to dla mnie niezwykle wazne odkrycie, gdyz dzis odebrałem wyniki badań krwi, z których wynika, że wystepuje u mnie bardzo podniesiony poziom kortyzonu (sporo powyżej normy). Jutro wkleje wyniki, bo jest ich sporo i chciałbym je sobie najpierw poukładać. Zestawic z wynikami sprzed głodówki.

Co sadzicie o takiej teorii? Dodam jeszcze, że z moich doświadczen wynika, że mniej szkodzi cukier niz pszenica (staram się oczywiście unikac obu). Dzięki przeprowadzonej głodówce doprowadziłem do „wyzerowania” organizmu, co pozwoliło na stworzenie warunków dla stopniowego wprowadzania kolejnych rodzajów pokarmu i badania niezakłóconej reakcji organizmu. Jeśli będziecie zainteresowani, chętnie opisze swoje ustalenia, z zastrzezeniem, ze nie u każdego musza sie potwierdzac. A były one zaskakujące dla mnie samego. Teraz testuje pokarmy tiolowe, na które zwróciłem uwage dzieki Wam.

Pozdrawiam


Renata1342

  • Bywalec
  • **
  • Wiadomości: 60
Odp: Walka z candidą
« Odpowiedź #391 dnia: Sierpień 10, 2014, 15:58:40 »
Tak pisz o swoich przemyśleniach,ciekawe,wklej te wyniki badań. :)

Jimmy

  • Nowicjusz
  • *
  • Wiadomości: 10
Odp: Walka z candidą
« Odpowiedź #392 dnia: Sierpień 11, 2014, 05:12:03 »
Miło, że się odzywasz, Renata :-)

Zanim zamieszczę wyniki badań (u dołu posta), krótka historia mojej kandydozy i ewentualnych ekspozycji na rtęć:

W dzieciństwie – komplet szczepień i sporo antybiotykoterapii, anginy i zapalenia uszu. Na zdjęciach wykonywanych w pierwszym roku życia widac u mnie opuchliznę na twarzy (pucołowate policzki) i na kończynach: wierzchy dłoni i stóp, rumienie na policzkach. Od urodzenia wada wzroku, silna dalekowzroczność, obecnie na poziomie +6,5 dioptrii, stale sie pogarszająca z wiekiem, ostatnio tempo wzrasta i doszedł astygmatyzm. W wieku 5 lat wylądowałem na obserwacji w szpitalu z podejrzeniem ataku wyrostka (silny ból, od którego miałem omamy wzrokowe), ale przeszło samo. Uczulenie na białko kurze i truskawki, które samo zniknęło około 4 r.ż.

Od urodzenia silnie się pocę w okolicy głowy i górnej połowy tułowia, nawet w chłodny dzień. Nie ma to związku z wysiłkiem fizycznym. Wystarczy, że powietrze wokół mnie przestaje sie poruszać, np. wchodze z dworu do budynku. Rodzice mówią, że w dzieciństwie, jesli po zaśnięciu nie byłem spocony, to od razu wiedzieli, że na drugi dzień będę przeziębiony. Koincydencja była regularna. Za to nie marznę, nawet w mroźne dni. Zazwyczaj jest mi za gorąco, rzadko kiedy zimno.

Przez pierwszą połowę podstawówki byłem uczniem wyróżniającym się. Mniej więcej w okolicach 10 r.ż. to sie diametralnie zmieniło, zacząlem mieć kłopoty z nauka i z zachowaniem (miałem skłonnośc do robienia niemiłych, złośliwych żartów, które mnie wydawały się śmieszne, zaczynałem odjeżdżać do własnego Matrixa, odrealnionego świata).
Zacząłem dostrzegać u siebie objawy kandydozy: biały nalot na języku, nieświeży oddech, nawracające afty w ustach, spanie z otwartymi ustami, wspomniana wyżej nadmierna potliwośc. Wtedy oczywiście nie kojarzyłem przyczyny.

W liceum miałem trudności w nauce coraz większe, nerwice szkolną, fobie społeczną, huśtawkę nastrojów, niską samoocenę, epizody autoagresji. Jednocześnie czułem, że nie jestem „głupi”, tylko coś, jakby gruby czarny koc, oddziela mnie od świata.

Dentystka szkolna załozyła mi jedyną plombe amalgamatową, której się pozbyłem dopiero 4 lata temu. W wieku 16 lat przeszedłem zółtaczke pokarmową (WZW A). W wieku 17 lat półpasiec. Wczesniej, w wieku 12-14 lat – ospe i odrę.


Studiów nie ukończyłem, po 3-ech latach Politechniki odpuściłem. Potem próbowałem jeszcze na SGH, nawet miałem zaawansowana pracę licencjacką... zabrakło samodyscypliny. Przypuszczam, że nieszcześliwie dla mnie akurat wtedy musiał nastąpić pierwszy poważny atak choroby. Mogły ją wyzwolić negatywne czynniki stresogenne związane z rozpadającym się małżeństwem moich rodziców i ich stosunkiem do mnie („zdolny, ale leń”).

Po trzydziestce zacząłem łapać nadwagę. Cisnienie krwi zawsze miałem lekko podwyższone, na poziomie 130-90, ale zdarzały się wyskoki na 145-95. Cholesterol całkowity zawsze powyżej normy.

Nasiliła się nietolerancja głośnych bądź gwałtownych  dzwięków, potliwość, suchośc i szorstkość kostek dłoni i stóp, stany lękowe zahaczające o paranoję, psychoza maniakalno-depresyjna. Obnizyła się inteligencja emocjonalna. Coraz trudniej udawało mi się opanowac napady gniewu i agresji wobec otoczenia. Stałem sie furiatem. Według wyników badań byłem okazem zdrowia, gastroskopia z wynikiem tak dobrym, że odstąpiono od pobrania wycinków. Cały czas Candida pozostawała nieznanym przeciwnikiem.

Załamanie nastąpiło 7 lat temu. Rodził sie mój upragniony syn. Niestety okazało się, że z jego mamą sie nie dogadujemy zbyt dobrze. Najpierw ona (w ciązy), a wkrótce i ja wylądowalismy na leczeniu psychiatrycznym. Szef znanej kliniki nie zlecił wykonania jakichkolwiek badań, jedynie przeprowadził wywiad. Psychotropy trochę pomogły, ale czułem, że to nie usuwa przyczyny i je odstawiłem. Wstąpiłem na równie pochyłą...

I właśnie wtedy, w roku 2010, będąc na samym dnie dołu,  trafiłem do mądrej endokrynolog, która już na podstawie mojego wyglądu i zachowania postawiła pierwsze tropy diagnostyczne. Zaordynowała odpowiednie badania, po raz pierwszy poczułem się „zaopiekowany”. Wykryła niedoczynnośc tarczycy związana z Hashimoto. Zacząłem łykac Euthyrox w niewielkiej dawce.

Wtedy po raz pierwszy padła ta egzotyczna nazwa – Candida.

Ponadto Pani Doktor zdiagnozowała u mnie rzadkie schorzenie nieprawidłowo ukształtowanych mięsni przepony, przez co uciskały żyłe zwaną pniem trzewnym, która to żyła zaopatruje m.in. śledzionę i wątrobę (być może tez i nerki i nadnercza - sprawdzę). Przewężenie sięgało 95% i potrzebny był zabieg chirurgiczny. Szedłem na sale operacyjną z „pieśnią na ustach”, z ogromna nadzieją, że właśnie operacja „Uwolnienia pnia trzewnego” rozwiąze wszystkie te wieloletnie problemy zdrowotne. Że po niej obudze się na nowo do życia... I faktycznie przebudzenie po narkozie takie wrażenie mi dało. Czułem wigor i optymizm. A także coś jeszcze: że usunięto mi z trzewi szpikulec, który dźgał mnie w chwilach agresywnych wybuchów (juz po operacji dowiedziałem się, że rutynowo przecina sie także nerw trzewny zwany splotem słonecznym).

Wróciłem odmieniony do domu. Wstąpiła we mnie i w moją rodzinę nadzieja. Zmieniłem prace na lepszą, postanowiłem dokończyć studia. W końcu mogłem spac na wznak, a nie zwinięty w kłębek wyłącznie na prawym boku. Polepszyło sie trawienie, znikła suchośc skóry. Odzyskałem siły intelektualne i fizyczne. Myślałem, że moje kłopoty sie skończyły ...

Po upływie niecałego roku, prawie wszystkie zbawienne efekty operacji zanikły. Wróciło przygnebienie, niemoc, braki koncentracji, problemy z pamięcią (a dokładniej z przypominaniem sobie czegoś, co miałem zarejestrowane w głowie), apatia na przemian z agresją, wycofanie społeczne, myśli samobójcze. Dzis przypuszczam, że chwilowe polepszenie było spowodowane pozytywną autosugestią. A pogorszenie – wynikiem kolejnych ekspozycji na rtęć z okresu przygotowań do i w trakcie samej operacji (kontrasty przy USG i CR, narkoza, przedoperacyjne szczepienia przeciw WZW). Byc może w szpitalu podłapałem pasożyty.

Tonący brzytwy się chwyta, a ja chwyciłem się głodówki. W tamtym okresie zrobiłem dwie dwudziestoparodniowe, według wskazówek szwajcarskiego lekarza, specjalisty od kuracji głodówkowych. Efekty przynosiły poprawę, ale na krótki czas. Ale nawet ten krótki czas wystarczył, żebym uzmysłowił sobie, że pod wspomnianym „czarnym kocem” żyje ten prawdziwy „ja”, zrównoważony emocjonalnie, zdolny do wysiłku intelektualnego, potrafiący odwzajemnić miłość syna, a nie odwracajacy się do niego plecami. To ostatnie było najstraszniejsze, czułem, jakby w moim ciele był Dr Jekyll i Mr. Hyde – kontrolę przejmował ten „zły”, a ten dobry nie znajdował w sobie sił, by sie temu przeciwstawić. Pozostawał biernym, zrezygnowanym, przepełnionym kosmicznym smutkiem obserwatorem...
 
Dzis sytuacja wygląda „nieźle, ale nie beznadziejnie”. Przeważnie jest gorzej, ale czasem bywa lepiej, choć na krótki czas.  Do pracy musze się strasznie silnie motywować. To wyczerpujące. Kończę studia. Nauczyłem się interpretowac sygnały płynące z ciała, wiem, że „lenistwo”, które mnie czesto dopada, tak naprawdę jest powracającym zespołem przewlekłego zmęczenia. Jakoś, lepiej lub gorzej, sobie z tym radzę, choć sami wiecie, jak czasem bywa ciężko.

W maju tego roku zrobiłem kolejną, trzecią głodówkę (25 dni bez jedzenia, łącznie 40 dni wliczając okres postu bezmięsnego i bezcukrowego), do której się znacznie lepiej przygotowałem, choc i tak czuję, że wiele rzeczy poszło nie do końca dobrze. Obiecuje opisać jej przebieg w następnym poście, bo temat jest obszerny. Jestem absolutnie przekonany o jej dobroczynnym działaniu. Choc nie uważam się za eksperta w tej dziedzinie i od razu uprzedze, że każdy powinien rozpatrzeć indywidualnie, czy „plusy nie przesłaniają mu minusów”. A przede wszystkim upewnić się, że w jego przypadku nie ma przeciwwskazań zdrowotnych. Odpowiednie informacje można znaleźć w necie. Ja jedynie mogę podzielić sie swoimi pozytywnymi wrażeniami i patentami na łagodzenie dyskomfortu głodowania (w sumie to nic strasznego :-).

Podczas głodówki sprawdzałem na sobie zastosowanie wewnętrzne środka przeznaczonego niby wyłącznie do stosowania zewnętrznego – wody utlenionej. Stosowałem metode dra Nieumywakina, Rosjanina, który w Moskwie prowadzi prywatną klinikę, a w zamierzchłych, ponurych czasach był lekarzem naczelnym sowieckiego programu kosmicznego. W następnym poście napisze coś więcej na ten temat, a także będe prosił Was o wskazówki, bo nie mam pewności, czy stosowanie nadtlenku wodoru nie nasila stresu oksydacyjnego, o którym tak dużo piszecie.

To właśnie podczas tej głodowki natrafiłem na informacje łaczące kandidę z zatruciem rtęcią. I trafiłem do Was. Obudziliście we mnie wielką nadzieję na odzyskanie zdrowia mojego i mojego synka, u którego candida, a byc może i zatrucie, zaczynają się już wyraźnie manifestować. To Forum, to skarbnica informacji, a wdzięcznośc rodziców prawdopodobnie jest większa, niż moglibyście sobie wyobrazić w najśmielszych snach.

A teraz wyniki badań, za których skomentowanie będę dozgonnie wdzięczny. Aby ułatwic interpretację, policzyłem wskaźnik procentowy wskazujący relatywne położenie wartości liczbowej wyniku na skali pełnego zakresu normy, choć nie wiem, czy to rzeczywiście w czyms pomoże (wskazówki mile widziane). Gdy wartośc liczbowa jest w dolnej, albo w górnej ćwiartce przedziału normy, dopisałem komentarz.  Dodałem też gdzieniegdzie kolorki, gdy wynik nie mieści sie w normie.  Ale prosiłbym, żeby nie sugerowac się wyłącznie moimi dopiskami, lecz spojrzeć świeżym okiem na całość.

W badaniach nie ma prób wątrobowych, których wykonanie przeoczyłem w tym zamieszaniu. Wykonam na dniach i dopisze. Nie spodziewam się tam jakichś sensacji, ale warto je wykonac do kompletu, który posłuży jako punkt odniesienia podczas chelatacji. Zrobie też badania włosa. Będziemy wspólnie bęczmarkować :-)

Badanie z dn. 07 sierpnia 2014   rano, na czczo            
Laboratorium: ALAB, Warszawa                  
      wynik      (norma_od    - norma_do)   %normy   ocena wyniku

   Hematologia                  
1   Leukocyty         4,80   K/µl   (4,00   -10,00)   13%   niski
2   Erytrocyty         5,21   M/µl   (4,10-6,20)   53%   
3   Hemoglobina      16,30 g/dl   (14,00-18,00)   58%   
4   Hematokryt      46,20%   (40,00-54,00)   44%   
5   MCV            89,00 fl   (80-97)      53%   
6   MCH            31,30 pg   (27,00-34,00)   61%   
7   MCHC         35,30 g/dl   (32,00-36,00)   82%   wysoki
8   ROW            12,20%   (11-15)      30%   
9   Płytki krwi         221K/µl   (150-450)      24%   niski
10   PCT            0,19%   (0,12-0,36)   29%   
11   PDW            14,30%   (11,50-21,00)   29%   
12   MPV            8,40%   (6,10   -11,00)   47%   
                     
   Rozmaz automatyczny                  
13   NEU%         43,70%   (45,00-70,00)   -5%   niski
14   NEU            2,09   K/µl   (1,80-7,00)   6%   niski
15   LYMPH%         47,90%   (20,00-45,00)   112%   bardzo wysoki
16   LYMPH         2,29   K/µl   (0,80-4,50)   40%   
17   MON%         6,40   %   (3,00-8,00)   68%   
18   MON            0,31   K/µl   (0,10-0,80)   30%   
19   EOS%         1,40   %   (1,00-5,00)   10%   niski
20   EOS            0,07   K/µl   (0,05-0,70)   3%   niski
21   BASO%         0,60   %   (0,00-1,00)   60%   
22   BASO         0,030K/µl   (0,001-0,100)   29%   
23   OB            3,00mm/h   (   <15)      bardzo niski
                     
   Immunochemia                  
24   TSH            2,998µlU/ml   (0,550-4,780)   58%   
25   FT3            3,76   pg/ml   (2,30-4,20)   77%   wysoki
26   FT4            1,21   ng/dl      (0,89   -1,76)   37%   
27   Anty-TPO         <28   U/ml   …   (        <60)      
28   Kortyzol            34,91ug/dl      (4,30-22,40)   169%   bardzo wysoki, pomiar poranny
29   DHEA-S         281,60µg/dl   (34,50-568,90)   46%   
30   IgE całkowite      4,00   IU/ml   (   <100   )   niski
31   Progesteron      0,75   ng/ml   (0,28-1,22)   50%   
32   Insulina         6,50   mU/l      (3,00-25,00)   16%   niski
33   Testosteron      617 ng/dl      (241-827)      64%   
34   Witamina B12      482 pg/ml      (211-911)      39%   
35   Ferrytyna         139 ng/ml      (30-400)      29%   
                     
   Biochemia                  
36   Glukoza         90 mg/dl      (66-109)      56%   
37   Magnez w surowicy      2,4   mg/dl   (1,7-   2,5)   88%   wysoki
38   Cholesterol całkowity         249   mg/dl   (115-190)   179%   bardzo wysoki
39   Cholesterol HDL      64   mg/dl   (>40)      
40   Triglicerydy      134   mg/dl   (<150)      
41   Cholesterol LDL       158   mg/dl   (..)
42   Ig A            216   mg/dl   (70-400)      44%   
43   Ig G            1315   mg/dl   (700-1600)   68%   
44   Ig M            113   mg/dl   (40-230)      38%   
45   Potas            4,5   mmol/l   (3,50-5,10)   63%   
46   Wapń całkowity      10,0 mg/dl      (8,1-10,4)      83%   wysoki
47   Żelazo         78 µg/dl      (59-158)      19%   niski
(zapomniałem zrobić próby wątrobowe, uzupełnię na dniach).

Serdeczne pozdrowienia.

Renata1342

  • Bywalec
  • **
  • Wiadomości: 60
Odp: Walka z candidą
« Odpowiedź #393 dnia: Sierpień 11, 2014, 16:19:21 »
No twardziel z Ciebie,trochę przeszedłeś.
Mam podobne objawy i wyniki do Ciebie, niestety ja nie napiszę Ci dużo, też się zbieram do chelatacji.
Wyniki wskazują na niską odporność to raz, dwa wysoki wapń może wskazywać na złą pracę przytarczyc. Mam identyczne wyniki kortyzol też mam mega zawyżony, no i dziecko też muszę leczyć podobnie jak Ty, moje dziecko mocno się poci od małego, wynik wskazuje na spore obciążenie aluminium.
Czy masz objawy takie jak napięcie w środku, takie jak byś wypił dużo kawy,niecierpliwość?
Bo ja te nerwowe,napięcie uregulowałam sobie suplementem phosphatidylserine.Jeden problem mniej, na zmęczenie spróbuj coś na nadnercza.
No i pisz tutaj jak Ci idzie walka. :D

niespo

  • Kreatywny
  • ****
  • Wiadomości: 348
Odp: Walka z candidą
« Odpowiedź #394 dnia: Sierpień 17, 2014, 13:36:13 »
Na początek chciałam dać świetne źródło na temat candidy, które ostatnio otworzyło mi oczy na pewne rzeczy, które o dziwo zaobserwowałam w swoim życiu na dziecku. Pełna książka jest na chomikuj, jeszcze jej nie przeczytalam, nie wiem czy ze wszystkim możemy się tam zgodzić, ale warto to przeczytać.
http://poweredbyfruits.pl/2013/07/31/candida-wrog-czy-przyjaciel/
http://poweredbyfruits.pl/2013/12/19/candida-fakty-i-mity-majac-kandydoze-powinienes-jesc-cukry/

Co do opisu Jimmy całej historii chorobowej, już z samego początku jak zacząłeś pisać zanim trafiłeś do endokrynolog to miałam pewność, że kwestia jest z niedoczynnością tarczycy, przechodziłam to, na szczęście walkę z niedoczynnością tarczycy, albo jak niektórzy lekarze myślą z hashimoto(atpo ponad normę było) uważam za wygraną, choć wciąż wszystkiego co trzeba się trzymamy. Przede wszystkim endokrynolog poszła na łatwiznę przepisując ci hormony, najpierw konieczne jest usg, badania atpo(które jak widzę nie stwierdziły hashimoto, więc niewiem na jakiej podstawie Pani doktor uznała, że to hashimoto, chyba że po usg(niewłaściwa homogeniczność), nawet jesli faktycznie masz hashi to odstawiasz gluten, włączasz do diety selen i masz hashimoto w z głowy, jeśli nie masz na usg żadnych guzów, woli, problemów z budową tarczycy, to spróbuj jod czysty, a nie faszrujesz się chemią, która wprawdzie dostarcza ci hormonu do obniżenia TSH, ale jest to działanie doraźne, poboczne, omijające normalne procesy w organizmie. Tu jest o roli selenu w leczeniu hashimoto:
https://www.facebook.com/zapalenietarczycyhashimoto/posts/1416464425258555

Jesli chodzi o hashimoto to ja dotychczas kierowałam się mysleniem że to białka glutenu są podstawą do pogarszania się podczas hasihimoto ponieważ białka te są podobne budową do białek tarczycy stąd następuje ich przypadkowe niszczenie, ale ta teoria wyżej jest bardzo mądra :), zgadza się z moim postępowaniem u dziecka, także myślę, że obie teorie są poprawne, choć działają na innym polu. Co do twojego stwierdzenia, że cukier jest lepszy od pszenicy to jest oczywiste, cukier jest nam niezbędny do życia, zresztą jego wchłanianie następuje w początkowym odcinku jelita cienkiego (o czym w zamieszczonych linkach na początku- jest tam o związku z grzybem) Natomiast gluten oblepia ściany jelit niszcząc je, nie ma tu pozytywnej roli.
W jednym swoim poście pisałam o roli kortyzolu i tsh oraz nadnerczy u swojego dziecka, dużo tego jest, jak chcesz to znajdź sporo ci to wyjaśni.

/ zmiany
(poprawiłam aby było bardziej naukowo i zrozumiale)
 Ogólnie wygląda to tak, że niedoczynnośc tarczycy jaka kolwiek by nie była, polega na wzroście tsh i obniżeniu się poziomu ft3. Wysoki poziom ft3 działa hamująco na czynność przysadki mózgowej, a ta zaś produkuje TSH oraz ACTH. Niski zaś poziom ft3 powoduje wzmożoną pracę przysadki mózgowej i pobudza wytwarzanie zarówno TSH jak i ACTH. Z ACTH zaś wytwarza się kortyzol, który, jeśli wytworzy się go dużo działa hamująco na pracę przysadki mózgowej (sprzężenie zwrotne) to zaś dzięki hamowaniu pracy przysadki powinno zatrzymać produkcję ACTH I produkcję tsh(na tsh jednak ma większy wpływ poziom ft3, a nie poziom kortyzolu!). Produkcja kortyzolu ma szereg innych kosnekwencji np wzrost adrenaliny(spr. w artykule bo nie pamiętam już) o których traktuje nieoceniony artykuł koliber tutaj : odsylam koniecznie, bo nie jestem w stanie tego tutaj szybko i prosto wyłożyć:

http://www.dzieci.org.pl/forum/chelatacja-wedlug-a-cutlera/wspomaganie-nadnerczy/msg215417/#msg215417

.Jako, że kortyzol jest produkowany przez nadnercza, to oczywiście praca produkcji kortzyolu na dłuższą metę je męczy i poza objawami niedoczynności tarczycy, która może się np. w wynikach nie pojawić, bo organizm ją dzięki temu mechanizmowi maskuje tzn. wysoki poziom kortyzolu wpływa hamująco na działanie przysadki, ta zaś mimo braku hormonów tarczycy(ft3 jak i ft4) jest jednak hamowana przez kortyzol i z uwagi na to poziom tsh nie jest nadmiernie produkowany przez przysadkę. Co ma właśnie u Ciebie miejsce (częśc info na endokrynologia.net), za to widocznymi objawami sugerującymi na taki stan rzeczy jest właśnie podwyższenie adrenaliny, kortyzolu (stany takie jak po kawie wiadomo, silnym podnieceniu) oraz objawy niedoczynnności nadnerczy jak, która wprawdzie wyrabia się ze swoją pracą, ale jest tym wszystkim po prostu zmęczona, stąd u ciebie mimo zsastosowania leków kortyzol wciąż jest wysoki, myślę, że to jest skutek wciąż tego brakującego ogniwa ktory występuje między tabletką, a jodem. No niesety człowiek natury nie zastapi. Ponadto obajwy niedoczynności tarczycy.

Kortyzol powoduje (zgodnie z artykułem, za który NIEZMIERNIE dziękuje) przejście organizmu w stan "przetrwania" zmniejsza on ilość białych krwinek we krwi, co u ciebie właśnie jest widoczne leukocyty tylko 13%. Dokładnie zmniejsza ilośc limfocytów, ale wzmaga według artykułu regenerację tkanek, dotlenia je, dokarmia maksymalnie, minimalizując procesy spalania energii w organizmie dla potrzeb ogólnie rozumianego przetrwania. Przewlekły stres (czyt. wysoki kortyzol) powoduje przemęczenie przysadki mózgowej( jak każdy gruczoł z czasem po prostu "wysiada") . Powoduje również spadek serotoniny, a także pośrednio melatoniny co powoduje problemy z zaśnięciem.

/koniec zmian

Co do całej historii, niewiem jak to pojąć, że grzyb wychwytuje rtęć. Ja wiem, że rtęć jest bakteriobójcza, bakteriostatyczna i w ogóle działa jak konserwant,mało tego związek który powstaje u nas w organizmie po zatruciu rtęcią to dimetylortęc (połączenie cysteiny z rtęcią ) a ten z kolei jest grzybobójczy. Więc gdzieś tu jest coś nie tak w twoim rozumowaniu bo to co przedstawiam są dane naukowe, potweirdzone badaniami. Jedyna sensowa wersja w tym wypadku to informacja, że rtęc działając bakteriobójczo na układ pokarmowy wybija nam (non stop, jesli jakimś trafem trafi do uklładu pokarmowego) prawidłowe bakterie z jelit i stąd pojawia się u dzieci zatrutych grzybica, dimetylortęć, zaś jako związek transportowany z krwią zazwyczaj osiada w różnych organach/tkankach, niekoniecznie głebiej położonych. Taka jest moja teoria, może też gdzieś się mylę, jeśli chodzi o umijescowienie tych związków w ciele człowieka, ale jak popatrzymy na całość grup chorych (statystykę) to wszyscy autysci mają grzybicę, a dzieci zdrowe(czyt. nie zatrute) rzadko.



Druga sprawa ospałość po jedzeniu jest u wszystkich, którzy jedzą wysokowęglowodanowe posiłki i mają wysoki indeks glikemiczny, bo to jest najistotniejsze. Taka ospałośc pojawia się podczas wyrzutu insuliny, która ma za zadanie wepchnąć nagromadzoną w krwi glukozę do komórek/tkanek, a przede wszystkim mózgu. Im większy posiłek, im wyższy indeks tym ospałość jest większa. Zauważcie, że po owocach powiedzmy sobie mało słodkich taka ospałość nie wystąpi, nawet gdybyśmy spozywali te owoce cały dzień non stop (doświadczenie w praktyce). Tak czy siak stan taki jest naturalny, czasami u niektórych mających problemy z cukrzycą czyli z prawdiłowym wyrzutem insuliny są zachwiania w tym procesie.


/ zmiany

I tu właśnie jest sedno sprawy, kortyzol powoduje inny stan organizmu , włącza stan przetrwania zgodnie z artykułem "Koliber". Zwiększa więc poziom glukozy we krwi za pomocą kortyzolu powodując spalanie jak widać (z artykułu) nie tylko mięśni, ale także wszelkich zbędnych komórek ORAZ ważne podnosi poprzez norandrenalinę stężenie insuliny we krwi która w szybkim tempie wpycha glukozę do tkanek, aby je "nadzywczajnie" zasilić. To właśnie sprawia, że po jedzeniu czujesz się ospały, bardziej niż inni, ponieważ masz zbyt szybki wyrzut insuliny w zbyt dużej ilości, która przy wysokim kortyzolu pracuje na NAPRAWDĘ wysokich obrotach.


/ koniec zmian


 Jeszcze coś kortyzol np. ma za zadanie podnieść stężenie glukozy we krwi, ponieważ zaczyna organizmowi brakować cukru dla tkanek i mózgu, najprostszym więc rozwiązaniem bo najszybszym jest osiągnięcie glukozy ze spalania mięśni, kortyzol powoduje spalanie mięśni i przez to zaopatrza krew w cukier, oczywiście lepsza sytuacja jest mieć glukozę lub ciała ketonowe we krwi( mówię o ciałach ketonowych ze względu na ich niewykorzystywanie przez candide). Jeśli chodzi o insulinę jeszcze zbyt duży i zbyt szybki wyrzut insuliny we krwi powoduje zabieranie cukru z krwi w nadmiernych ilościach(cukier we krwi zbyt mocno spada, to jest nienormalna reakcja, powinien spadać ale nie drastycznie), stąd krzywa cukru byłaby tu przydatna w odpowiedzi na pytanie czy jest zaburzony wyrzut insuliny, a sądząc po Pana wypowiedziach raczej jest. Można to oczywiście leczyć robiąc posiłki o niskim indeksie glikemicznym i robiąc je często z bardzo małymi porcjami, czyli nie przejadamy się, A nie przejadając się nie doprowadzamy do skoków insulinowych i nie obciązamy jej. Co jest bardzoooo ważne. Aha, istotne jest to, że przy podniesionym kortyzolu czyli ciągłym wytwarzaniu insuliny w celu uzupełnienia we krwi zapasów cukru organizm nie odczuwa głodu, ponieważ dzięki spalaniu mięśni uzyskuje tą glukozę we krwi, jest to naprawdę niebezpieczny efekt. Tutaj można zalecić dawkowanie tłustych rzeczy tzn. kwasów tłuszczowych, gdyż właśnie ciała ketonowe mogą być identyczną pożywką dla organizmu jak glukoza, lub jak kto woli spozywać warzywa i owoce, podgryzając sobie co nieco od czasu do czasu, wtedy kortyzol powinien sie po jakimś czasie umornować, jeśli oczywiście nie jest to kwestia związana również z TSH.
Kolejna rzecz śmiechawki nie są u wszystkich, raczej jest to cecha indywidualna, ja u swoich dzieci nigdy śmiechawek nie zaobserwowałam, ale obserwuje masę innych rzeczy, typowa jest nieumiejętność spokojnego siedzenia, a u nas np. ruszanie non stop palcami u nóg lub palcami u rąk, do już takich bardzo typowych u nas tiki oczne. No ale każdy jest inny.
No i patrząc już na badania czyli podwyższony kortyzol, cukier w normie, ale nie powala, nie prawidłowy rozkład ft3 i ft4, co sugeruje że leki na tarczyce bierze Pan od niedawna, może Pan wpaść chwilowo z rozpędu w nadczynność, trzeba uważać bo z kolei w nadczynności zwiększa się ilość wapnia w krwi co u Pana już podchodzi do górnych granic normy. Nadtlenek wodoru jak podałam w linku o selenie (selen a hashimoto) jest dla Pana szkodliwy i proszę go nieużywać w ogóle, selen zaś pozyskiwać z orzechów brazylijskich, mało że tłuste to jeszcze zdrowe :) Co do cholesterolu, niewiem jaką masz dietę obecnie, więc ciężko stwierdzić czy jest to stan dobry czy zły ale obnizone OB jest takim alarmem i może zwiastować choroby krążenia, także miej się na baczności, na razie nie jest źle,jesteś według stosunków na granicy :) , ale zwróć uwagę na to aby zmienić styl odżywiania na zdrowszy. Jest dużo mitów o cholesterolu, ludzie niewiele o nim wiedzą, są badania, że wysoki poziom cholesterolu wcale niemusi być zły, no i co najważniejsze ponad 70% cholesterolu wytwarza nasz organizm (może nawet więcej nie pamiętam dokładnie), także znajdź przyczynę niewłaściwych stosunków wytwarzania i je zmień w stylu zycia. Np.ćwiczenia siłowe zmniejszają zły cholesterol(ldl), a ćwiczenia aerobowe zwiększają dobry cholesterol(HDL), ogólnie ćwiczenia o czym się na własnej skórze przekonałam nawet takie krótkie,albo np. interwałowe zwiększające pracę serca czyli uderzeń serca na minutę do maksimum dla wieku świetnie regulują gospodarkę hormonalną(polecam 10-15 minut przed posiłkiem najlepiej dla faceta siłowe i aerobowe coś jak kalenistyczne, wystarczą aby zachować zdrowie i zdobyć mięśnie i spalić tłuszcz(przy zachowaniu deficytu kalorycznego-mam męża siedzącego w tym temacie od wieków i wiem co mówię- ogólnie im więcej mięśni tym łatwiej spalić tłuszcz). Poszperaj w necie, tu jedna z takich mizernych stron na temat cholesterolu, ale na początek wystarczy:
http://nowadebata.pl/2011/06/30/5-powodow-zeby-nie-martwic-sie-poziomem-cholesterolu/
A jesli chodzi o resztę, tu już by się mogli inni wypowiedzieć, bo ja np. u swojego dziecka zauważam eozynofilę na czas działania grzyba, a u Pana eozynofile są w normie, to mnie dziwi, fajnie by było gdyby inni powiedzieli jak u nich się wyniki eozynofili przedstawiają (ilościowe i procentowe), bo to w końcu one walczą z grzybami i pasożytami.
Reszty badań nie chcę mi się rozgryzać, bo to trzeba by było każdą wartość z osobna każdą odchyłkę od średniej przeanalizować, ale rzuca się w oczy niski poziom eozynofili zakłócający proporcję w reszcie krwinek, jest to spowodowane zbyt dużym obciążeniem pracy nadnerczy tzw. nadczynnością nadnerczy (oczywiście u ciebie jest to stan związany jak pisałam wcześniej z obniżaniem TSH), także niewiem ile jesteś na hormonach tarczycy, ale zdecydowanie albo za krótko, albo za mała dawka. Z czasem ten stan powinien się normować w miarę normowania się tarczycy, ale zwróć uwagę, na wspomaganie nadnerczy. Jeśli chodzi o podwyższone limfocyty i obnizone neutrofile to wskazuje to na jakieś mocne przebyte, może trwające zakażenie/ infekcję raczej bakteryjną, ale bardziej wirusowa, również obnizony poziom(w dolnej granicy normy) leukocytów świadczy o przebytym zakażeniu, też może to być stan przewlekłej walki z chorobą, tylko niewiem jaką, bo tu raczej mowa o bakterii wirusach, pomijam choroby nowotworowe i cięższe.
Ciekawą i niepokojącą kwestią jest to, że w wielu przypadkach analizy wychodzą mi nieprawidłowości w produkcji hormonów przytarczycy a dokładnie nadczynnośc, co niby ma być spowodowane niedobore witaminy D. To bardzo częsty niedobór u osób zatrutych rtęcią czy też ołowiem jak niektórzy sądzą, ponieważ metabolim witaminy D u osób zatrutych rtęcią jest zaburzony/nieprawidłowy. Stąd trop nadczynności prztarczyc, a więc i zwiększona ilośc wapnia w krwi ma tu naprawdę duży sens. proszę więc iść typ tropem, bo być może właśnie o tą przewlekłą chorobę się tutaj rozchodzi. A tutaj trchę na ten temat i dalej pogrzebać głębiej:
http://www.endokrynologia.net/content/parathormon-i-nadczynno%C5%9B%C4%87-przytarczyc
zalezności:
http://www.endokrynologia.net/content/wap%C5%84-fosfor-parathormon-i-witamina-d-podstawowe-informacje

Równie niepokojący jeśli chodzi o podejrzenie jakiś początków chorób nowotworowyc jest to że nadmiar wapnia może być kwestią przedawkowania witaminy D i A ale wtedy mówimy o chorobach nowotworowych, ponieważ w ich wyniku dochodzi do gromadzenia się tych witamin w wątrobie, raczej nie mamy tu z tym do czynienia. Ale niech Pan to też ma na uwadze i zrobi badania na poziom witaminy D i A w krwi, jak się da :) . Po za tym w chorobach nowotworowych stan monocytów byłby zwiększony, a u ciebie jest raczej w normie.

Co do depresji, stanów jakie Pan opisywał, znam nawet przypadki schizofrenii wywołanej zatruciem metalami ciężkimi to spokojnie można by zwalić serię neagtywnych objawów na metale ciężkie, ale proszę pamiętać, że podobne objawy dają niedobory witamin i mineralów i zanim cokolwiek Pan dalej zacznie robić, niech Pan przeanalizuje swoją dietę, czy aby nie brakuje Panu czegoś w niej(dokładnie dzień po dniu po Pana zwyczajach zliczyć ilośc witamin, minerałów i pamiętać, że nie wszystko sie ze wszystkim przyswaja, pomijam kwestię chemii w żywności no i tego, że jest tam połowa (np. w warzywach i owocach) mineralów o jakich piszą wszędzie). A jest to naprawdę najczęstsza przyczyna u przeciętnego kowalskiego dołów, samobójstw, depresji i stanów lękowych itp. Po wyeliminowaniu tego możemy mówić o zatruciu metalami.
To tyle, przepraszam za okropnie dłuuuuuuuuuuugi post.
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 21, 2014, 18:12:32 wysłany przez niespo »
Szymuś - rok 2007(stan na 11.04.2015)
~#18 Ala 60 mg
Michaś - rok 2010
#16 Ala 50 mg
Ja #7 ALA 60 mg
mąż #? ALA 50 mg

bonam

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 593
Odp: Walka z candidą
« Odpowiedź #395 dnia: Sierpień 17, 2014, 16:36:42 »
Jimmy - Mr. Hyde to gluten. To z autopsji  ;)
Na kilka spraw otworzyłeś mi oczy - dziękuję  :)

niespo - super, zgłębienie tematu zajmie mi trochę  :D 

Piszcie kochani, piszcie. Ja na chwilę obecną mogę tylko czytać  ;)
« Ostatnia zmiana: Sierpień 17, 2014, 16:38:47 wysłany przez bonam »
Młody  X.2010   
106 # ALA, DMSA, DMPS
zniżka iHerb QZN478

Jimmy

  • Nowicjusz
  • *
  • Wiadomości: 10
Odp: Walka z candidą
« Odpowiedź #396 dnia: Sierpień 21, 2014, 14:02:49 »
Cytuj
niespo napisała: "W jednym swoim poście pisałam o roli kortyzolu i tsh oraz nadnerczy u swojego dziecka, dużo tego jest, jak chcesz to znajdź sporo ci to wyjaśni."

Prawdopodobnie odnalazłem ten post napisany przez nieocenioną Niespo:

http://www.dzieci.org.pl/forum/autyzm/tourett-ocd-pandas-pitand/msg195124/#msg195124


Ja wkrótce się odezwę na Forum. Potrzebuje troche czasu, żeby poukładac nową wiedze w głowie. W każdym razie temat z mojej strony cały czas aktualny.

Serdeczności

brother

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 1075
Odp: Walka z candidą
« Odpowiedź #397 dnia: Sierpień 21, 2014, 21:17:41 »
Niespo uważam że bardzo pięknie to napisałaś. Takim bardzo prostym językiem. Taki właśnie prosty język jest najlepszy bo trafia do niemal wszystkich. Na co zwróciłem uwagę to rola insuliny i tego ile jemy tych węglowodanów i czy jesteśmy w stanie je zmetabolizować. Tu na forum ludzie piszą tylko bm,bg, bs itd. Nie zwracają uwagę na ilości (białek, węglowodanów, tłuszczu) tylko na to co się je. Odpowiednie proporcje białek węglowodanów i tłuszczu są ważne. Bo można być na bm,bg itd bez siarki ale jeść za dużo węglowodanów złożonych razem z tłuszczem i candida ma wyżerkę. Ja nie jestem na bm, bg itd tylko na bez siarkowej. Czasem się trafi jakiś kefir i czasem twaróg. Staram się by to było maks 1 na tydzień. Uważam że samo odstawienie bądź też ograniczenie nabiału (szczególnie sera żółtego którego dużo jadłem) było dla mnie dużym skokiem jeśli chodzi o candidę (chyba przez miesiąc mnie torturowała die-offami). Dlatego też z tą zmianą diety trzeba zawsze ostrożnie obserwować reakcje organizmu.
Myślę że dzięki chelatacji ALA też może wspomóc trzustkę w wydzielaniu insuliny (która może być blokowana przez rtęć) i uwrażliwić mięśnie na insulinę przez co większy poziom cukru we krwi po posiłku zostanie przemieniony w energię mięśniową a my zamiast być zmęczeni, wzdęci itd  będziemy silni i pełni energii życiowej czego wszystkim życzę. :)

Bo posiłek ma być przemieniany w energię mięśniową a nie zjadany przez nasze bakterie :)
52# ALA 5 mg

per aspera ad astra
Andy Cutler - lepszego życia diler :D
pdm.org.pl
bioautyzm.pl

niespo

  • Kreatywny
  • ****
  • Wiadomości: 348
Odp: Walka z candidą
« Odpowiedź #398 dnia: Sierpień 23, 2014, 12:40:32 »
Szczerze mówiąc jak czytam swoje posty to mało z nich kapuje, są zbyt chaotyczne, jak mój sposób myslenia zresztą. Ale właśnie też słusznie zauważyłeś "esfler", że ludzie za mało zwracają uwagi na to co jedzą w jakich proporcjach, a przecież wszystko powinno być jeszcze dobrze poukładane pod względem białek, tłuszczów i węglowodanów. A do tego jeszcze dochodzi utrzymaniu równowagi kwasowo-zasadowej, co według mnie ma ogromne znaczenie, jesli nie najważniejsze, zachwianie kwasowości płynów ustrojowych potrafi naprawdę nieźle namieszać, a o tym też mało kto pisze. Np. taki twaróg działa mocno kwasotwórczo, kiedyś na potęgę jedliśmy twaróg biały, aż zaczęły się gorsze czasy(choroby) i człowiek się zaczął zastanawiać dlaczego. Ale nie neguje, może chodzi też i o te aminokwasy siarkowe, jakoś temat jest dla mnie wciąż obcy, nie zgłębiałam go, coś mi tam nie pasowało. Nie znam wpływu rtęci na insulinę. Ale czytałam tutaj :

http://portalaktywni.com/aktualnosci/anaboliczne-dzialanie-insuliny/

że aktywnośc fizyczna zwiększa właśnie wrażliwość mięśni na insulinę. I o tym między innymi właśnie pisałam mówiąc o dobroczynnym wplywie aktywności fizycznej. Ciężko to nawet zebrać na ile "głupi" i krótki wysiłek fizyczny jest w stanie zmienić "na lepsze" nasz organizm.

A co do mojego postu odnośnie Jimmego, na pewno nie ujęłam wszystkiego co można, i tak chaotycznie to napisałam, że nie bójcie się pytać, skąd to czy tamto,może się okaże, że gdzieś coś pominęłam, żle ujęłam, itd., obiecuje, że postaram się znaleźć odpowiedniki stron na których te informacje znalazłam, choć przyznam się, że niebędzie chciało mi się tego znów szukać :). Zresztą wychodzę z założenia, że gdyby każdy dzielił się tutaj na tym forum swoimi spostrzeżeniami i wiedzą to bylibyśmy mądrzejsi od niejednego lekarza, który takiego całościowego podejścia do tematu "człowiek" mógłby nam tylko pozazdrościć.
Szymuś - rok 2007(stan na 11.04.2015)
~#18 Ala 60 mg
Michaś - rok 2010
#16 Ala 50 mg
Ja #7 ALA 60 mg
mąż #? ALA 50 mg

Jimmy

  • Nowicjusz
  • *
  • Wiadomości: 10
Odp: Walka z candidą
« Odpowiedź #399 dnia: Wrzesień 04, 2014, 00:48:03 »
Rodzi nam sie ciekawa dyskusja:-) Na początek, zachęcony i zdopingowany przez Niespo, w tym wpisie przedstawię wyniki poszukiwań w Google dla haseł: mercury to feed candida, candida to absorb mercury, candida to transform mercury. W odrębnym wpisie pociagnę dalej moją osobistą historie zmagań z candidą i z domniemanym zatruciem rtęcią i dołączę kolejne wyniki badań.

Celowo starałem się dotrzec do źródeł niepowiązanych z Cutlerem, żebyśmy mieli informacje z innych kręgów naukowych. Generalnie jest tak, że stwierdzenie, iż candida wprost karmi sie rtęcią (a tak być może moje poprzednie wpisy zostały przez niektórych z Was zrozumiane) jest uważane za MIT i nie znajduje potwierdzenia w badaniach. ALE  stwierdzenie, że candida ma zdolnośc absorbowania rtęci i z tego względu może być uważana za sprzymierzeńca organizmu zatrutego, albo chociaż „mniejsze zło” – już takim MITEM NIE JEST. Na wielu stronach znalazłem informacje pokrywające się z poniższym tekstem (który wybrałem ze względu na wielowątkowe ujęcie tematyki, prosty język oraz precyzję sformułowań i dopasowanie do naszej wymiany spostrzeżeń).

Tezy artykułu odnośnie związku candidy z rtęcią są następujące:
- niektórzy uważają, że candida żywi się rtęcią dla własnego przetrwania, tak jak żywi sie wszystkim innym
- inni uważają, że zatrucie rtęcią osłabia działanie systemu odpornościowego, co pozwala na rozrost grzyba
- inna teoria sugeruje, że rtęć działa jak antybiotyk, zabija wszelkie pożyteczne bakterie, co umożliwia candidzie rozrost i perforację układu trawiennego
- najbardziej rozpowszechniona teoria sugeruje, że przerost candidy rozwija się jako mechanizm obronny, gdy  organizm stara się poradzić sobie z rtęcią i innymi metalami ciężkimi. Ściany komórek candidy wiążą rtęć i pozostałe metale ciężkie, co zapobiega ich przedostawaniu się do krwi. Działają jak gąbka nasiąkająca rtęcią. Tak długo, jak rtęć i inne metale ciężkie pozostają w organizmie, grzyb będzie się rozprzestrzeniał. Niektórzy uważają, że reakcja Herxheimer’a (die-off), występująca podczas kuracji anty-grzybiczej, częściowo powodowana jest redystrybucją rtęci uwolnionej z komórek obumierającej candidy.

Poniżej cały artykuł. Dodam tylko, że w innych materiałach zetknąłem sie ze stwierdzeniami iż: komórki candidy absorbują rtęc w ilości równej ich (komórek) masie oraz że candida ma zdolnośc przetwarzania rtęci nieorganicznej w metylortęć (w warunkach beztlenowych, przy zachowaniu stężenia rtęci poniżej granicy toksyczności dla candidy). To by tłumaczyło zarówno udział candidy w absorbowaniu rtęci z ludzkiego organizmu - gdy stężenie rtęci jest niższe od zabójczego dla candidy, oraz mechanizm toksyczności rtęci stosowanej jako konserwant (np. w szczepionkach) – gdy stężenie rtęci jest wyższe od zabójczego dla candidy i innych niepożądanych mikroorganizmów (o czym pisała Niespo).

Poniżej wklejam obszerne fragmenty artykułu. Pochodzi stąd: http://www.holistichelp.net/blog/mercury-poisoning-and-candida-overgrowth/

Mercury Poisoning and Candida Overgrowth
“(...) it is believed by most experts in the Candida field that it has a synergistic relationship with mercury poisoning. There are a few different theories that include the following:
•   For some it is believed that Candida eats mercury for it’s own survival, just like it eats everything else.
•   Others believe that because low level mercury toxicity suppresses the immune system, it allows yeast to proliferate.
•   Another theory tells us that mercury works like an antibiotic when it enters the body and wipes out all the healthy bacteria which allows Candida to take over and degrades the integrity of the gastrointestinal tract.
•   The most prevalent theory, is that Candida overgrowth develops as a defense mechanism as the body struggles to cope with mercury and other heavy metals. When mercury and other heavy metals are in the body, the cell walls of Candida bind to mercury and other heavy metals and prevent it from entering the blood stream. It is like a sponge soaking up the mercury. It’s the bodies own protective mechanism. So as long as there is mercury or other heavy metals in the body, then yeast is going to proliferate. Some people believe that die off also known as the herxheimer response with Candida overgrowth is partly due to the fact, that when you kill off the yeast, it then releases the mercury back into the system.
I would say that all four of these theories are likely to be true. I don’t know off hand if there are studies to support all the theories, but I know there are studies that prove mercury inhibits digestive enzymes and destroys healthy bacteria. If you don’t have enough digestive enzymes and healthy bacteria, then this allows yeast and other unfriendly organisms to run rampant.
(..)
The most common sources of contamination are found in pollution in our air, our water, acid rain, talc powder, fish, shellfish, shark, swordfish, broken thermometers, batteries, tuna, king mackerel, vaccinations, diuretics, suppositories, wood preservatives, adhesives, floor waxes, tattoos, fabric softener, hair dies, paint, plastics, chlorine bleach, laxatives, dental fillings, pesticides, fluorescent light bulbs – even the so called energy efficient CFL light bulbs — to name a few.
Mercury poisoning and other heavy metal toxicity are believed to be linked to a variety of health conditions besides Candidiasis, especially Autism, Depression, memory problems, Alzheimer’s, thyroid disorders, Parkinson’s, Multiple Sclerosis, adrenal disorders, heart disease, infertility, kidney malfunctioning, as well as many more. In the brain, mercury inhibits proper functioning of neurotransmitters like dopamine, serotonin and noradrenalin, resulting in a variety of mental health conditions like depression, anxiety and loss of motivation.
Mercury is one of the most toxic substances found in our environment and is toxic in any amount whatsoever to the tissues and cells of the body. It accumulates in and damages all the major organs of the body as well as the endocrine system, the brain and the nervous system. It is particularly toxic to children, pets and pregnant women.
It depends on who you talk to on what is believed to be the best way to test for or eliminate mercury and other heavy metals. Mercury and other heavy metals can be tested for with an oral chelation challenge test, RBC mineral test and hair analysis. Please read this post, What is the Best Way to Test for Heavy Metal Toxicity and this page on the hair analysis to learn more on this topic. I recommend the hair analysis and the RBC mineral. The hair analysis tells us what is buried, and the RBC mineral tells us what is recent or ongoing.
Some of the popular methods of removal include chelation, cilantro paste, chlorella, glutathione, zeolite, alph-lipoic acid, n-acetyl-cysteine, Epsom Salt  or Clay baths*. However, something many people are not aware of is that there is a systematic protocol that should be followed, or the situation could be made worse.
For example, if cilantro is taken too early in the detoxification process, then this can drive the mercury into the brain. You remove what is deeply buried by first eliminating what is on the surface. I recommend Epsom Salt baths or Clay baths accompanied by chlorella. I can teach you how to detox properly, so if that’s something you’re interested in, you’ll want to consider a phone consultation.
It is also believed that balancing the bodies pH level is an essential component of removing mercury and other heavy metals. A pH level that is too acidic creates a body that holds onto metals.
A multi-mineral is also essential, as the nutrient metals will help drive out the toxic metals.
The way that you get mercury that is buried deep within the cells and tissues is to first work on the surface area of the skin and the GI tract with the Epsom Salt baths or Clay baths and chlorella. This creates a gradient where the more deeply buried mercury can then rise up to eliminated.
As always, you should consult with your health care provider prior to using any of these methods, especially if you have a heart condition, take prescription drugs, have high blood pressure or are pregnant.”

Jimmy

  • Nowicjusz
  • *
  • Wiadomości: 10
Odp: Walka z candidą
« Odpowiedź #400 dnia: Wrzesień 04, 2014, 00:53:16 »
Wracając do moich zmagań z candidą i domniemanego (wciąz niepotwierdzonego doświadczalnie) zatrucia rtęcią, spróbowałem przez 10 dni diety nisko-tiolowej – efekty jednoznacznie pozytywne. W obrębie zdolności intelektualnych nastąpiło polepszenie koncentracji, uspokojenie huśtawki nastrojów, ustąpiły bóle głowy i poczucie „ściskającej obręczy”. Pozostały natomiast kłopoty z pamięcia krótkotrwałą i szum w uszach oraz nadmierne pocenie się w sytuacjach stresu (nawet niewielkiego). Generalnie miałem więcęj chęci do życia, przebywania wśród ludzi, dbania o siebie. Pojawiła się ochota na wykonywanie ćwiczeń fizycznych, choć szybko mnie męczą (słabe nadnercza?). Ze strony układu pokarmowego tez nastąpiła poprawa, procesy trawienne unormowały sie, znacznie cofnął sie poranny nalot na języku, ustąpiło bulgotanie w jelitach, pojawiła się naturalna skłonnośc do jedzenia mniejszych porcji ale za to częściej, łatwośc utrzymania diety (brak pokus) i zachowania rozdzielności pokarmów. Nadal chudnę, zwłaszcza na brzuchu, gdzie wczesniej miałem nadmierne zapasy tłuszczu „pszenicznego”, ale tez niestety trace mase mieśniową (wysoki wynik kortyzolu w badaniach). Podczas diety jadłem głownie mięso (także tłuste – boczek) i owoce (nawet słodkie) oraz warzywa nisko-tiolowe. A także orzechy i rodzynki – po których niezbyt dobrze sie czułem (może były konserwowane siarką?), ale to wymaga jeszcze potwierdzenia. Oczywiście cały czas utrzymywałem dietę bezcukrową (wyjątek: owoce) i bezmączną (bez wyjątkow).
Prowokacja już niewielką ilościa pokarmów wysokotiolowych (jaja, czosnek, jogurt, kiszonki), spowodowały pojawienie sie efektów niepożadanych. Jeśli dołączam do tego posiłki na bazie pszenicy (chociaz bezgluten) oraz cukrów (np. naleśniki z dżemem), odczuwam ociężałośc w jelicie grubym i rozdęcie brzucha na tej wysokości (zacząłem to dopiero teraz bardzo wyraźnie zauważać, gdyż dopiero po ostatniej głodówce udało mi się konsekwentnie przez kilka miesięcy ograniczyć węglowodany złożone, co spowodowało znaczące zmniejszenie tkanki tłuszczowej na brzuchu, bardzo schudłem, brzuch się stał wklęsły, wyglądający zdrowo.) Po pszenicy natychmiast dół brzucha staje się wydęty i stan ten utrzymuje się PRZEZ KILKA DNI. Maleje także od razu częstotliwośc i łatwość wypróżnień. Tak jakby candida naprawde „przytrzymywała” węglowodany złożone w jelicie grubym (gdzieś czytałem, że u przeciętnego Amerykanina czas trawienia węglowodanów złożonych wynosi 100 godzin, a powinien maks. 50). W takiej sytuacji pomaga płukanie jelita, ale potrzebne jest kilkukrotne powtórzenie zabiegu. 
Po zakończeniu prowokacji wróciłem do diety niskotiolowej, której przestrzegam do dziś. Ale czuję, że zaczyna mi brakować jakichś istotnych składników pokarmowych. Ale nie wiem których konkretnie. Generalnie czuję jakbym miał mniejszy apetyt, jedzenie nie sprawia mi przyjemności jak dawniej. Za to po spożyciu posiłku czuję się znacznie lepiej niż kiedyś.
Potwierdzam na własnym przykładzie także to, o czym pisała NIespo, że łączenie tłuszczy z cukrami zaburza wchłanianie glukozy („tłusta klamka”).
Odebrałem uzupełniające wyniki badań wątroby oraz powtórne wyniki kortyzolu łącznie z ACTH i glukozą. W dniu badań czułem wewnętrzna nerwowośc, niepokój, pobudzenie, jak po mocnej kawie. Oto wyniki:
Badanie z dn. 2014-08-12, laboratorium Warszawa, Romera.
Kortyzol   32,63   (6,2-19,4)   200%
ACTH      26,16   (7,2-63,3)   34%
Glukoza   94           (65-110)   64%
Bilirubina   0,89           (0,20-1,30)   63%
AspAT   18           (17-59)      1% bardzo niski, to dobrze
AIAT      13           (21-72)      -16% bardzo niski, to dobrze
Kreatynina   1,26           (0,66-1,25)   102% prawdopodobnie z powodu wysokobiałkowej diety i przyrostu masy mięsniowej, raczej nie świadczy o upośledzeniu nerek
GFR      62,76   (brak normy)
Mocznik   38           (19-43)      79%, wysoki, prawdopodobnie dieta wysokobiałkowa
Kwas moczowy   5,5   (3,5-8,5)           40%
Fosfataza alkaliczna 78   (38-126)   45%
GGT      14           (15-73)      -1% bardzo niski, to dobrze
Sód      143,6   (137-145)           82%, wysoki – w zatruciu rtęcią powinien być niski, magnez i wapń tez mam wysokie – czy ktoś mógłby zinterpretować?

(pozostałe wyniki znajdują się w poście z dn. 11 sierpnia: http://www.dzieci.org.pl/forum/chelatacja-wedlug-a-cutlera/walka-z-candida/msg213969/#msg213969 )

Na podstawie własnych analiz i obserwacji oraz Waszych cennych podpowiedzi (serdeczne podziękowania) wyciągam następujące wnioski:
ogólnie – występuje zaburzenie pracy mózgu (przysadka?, układ limbiczny?), nadnerczy,  tarczycy, układu odpornościowego. Prowokacja pokarmami wysoko-tiolowymi dała rezultat spodziewany przy zatruciu rtęcią.

nadnercza - występuje u mnie nadmierna stymulacja nadnerczy, wywołana prawdopodobnie zaburzoną reakcja na sytuacje stresogenne. Odczuwam ból w okolicy lędźwiowej - czy nadnercza mogą boleć, czy to raczej nerki? Ból jest nasilony rano (przed wstaniem z łóżka), stopniowo ustępuje w ciągu dnia i znika wieczorem. W sytuacjach nawet lekkiego stresu mam zimne dłonie i stopy. Większy stres prowadzi do pojawienia się drgawek mięśniowych. Z drugiej strony wyniki badań: wysoki kortyzol i niezbyt wysokie ACTH i DHEA-S wskazują, że nadnercza są chyba sprawne, choć chronicznie przeciążone.

mózg i funkcje intelektualne – podejrzewam zaburzenia pracy  osi przysadka-nadnercza. Sytuacja lekkiego stresu jest przez przysadkę (lub układ limbiczny?) błednie interpretowana jako wysoki poziom stresu i wyzwalana jest wysoka produkcja kortyzolu przez nadnercza.

wątroba –wyniki badań wątroby sa w normie. Z drugiej strony wielodniowa głodówka, oczyszczanie watroby metoda dr Huldy Clark poprzedzone wielokrotnym, dogłebnym płukaniem jelit, nie dały żadnych obserwowalnych efektów w postaci wydalania kamieni żółciowych (mimo trzech prób). Czy warto podejmowac kolejne próby? Ktos na Forum pisał, że kamienie u niego pojawiły się dopiero przy 10-tej próbie.

tarczyca – niedoczynnośc tarczycy. Przez klika lat łykałem Euthyrox, ale przestałem na początku tego roku z powodu braku wyraźnego pozytywnego efektu. Doszedłem do wniosku, że nie ma potrzeby sie truć. Byc może był to błąd. Teraz łykam L-tyrozynę. Zobaczymy, jakie będą efekty.

infekcja wirusowa/bakteryjna – mam gronkowca w zatokach, cały czas po tylnej ścianie gardła spływa mi gęsty, lepki, biały śluz. Ponoć to nieodłączny kompan Candidy. Oraz mam nawracające infekcje dróg moczowo-płciowych pochodzenia pozawenerycznego.

W ciągu ostatnich 10 dni dołaczyłem suplementację: C, magnez, ProLacto Acidophilus, kwas foliowy, chrom, omega 3-6-9, żen-szeń. Zacząłem tez łykać L-tyrozynę ze względu na tarczycę i tauryne na nadnercza. Za wcześnie jeszcze na ocenę efektów. Na razie brak efektów negatywnych, za wyjątkiem chyba reakcji na wit C w dawce 3000mg/dzień - biegunka. Na Forum czytałem, że w autyzmie stosowana jest dawka do 8000, więc 3000 powinienem móc tolerować.

Na dołączenie czekają następne suple: L-lyzina i guarana. I oczywiście ALA, który zamierzam przyjmowac w połączeniu z DMSA (czekam na przesyłkę). Zamówiłem jeszcze ponadto: cynk, selen, Q10, B12, karczoch i gotu kola. Byc może rozszerzę to o lit.

Zastanawiam się, czy rozpocząć już chelatację, czy najpierw wzmocnić wątrobę i nadnercza. Instynktownie czuję, że podczas chelatacji korzystnie wpływac będzie aktywność fizyczna, na którą na razie nie mam wystarczająco energii, więc wzmocnienie nadnerczy by sie przydało.

Jak zwykle, będę ogromnie wdzięczny za Wasze uwagi i sugestie.

Serdeczności

brother

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 1075
Odp: Walka z candidą
« Odpowiedź #401 dnia: Wrzesień 04, 2014, 17:13:39 »
Jimmy bardzo się cieszę że na forum przychodzą osoby takie jak ty (czytaj otwarte) które chcą podzielić się swoimi obserwacjami problemami. Mam bardzo podobnie do ciebie. tzn. bardzo podobne reakcje i wiele podobnych objawów. Mi dużo dało samo odstawienie nabiału którego kiedyś szczególnie dużo jadłem - nie wiedziałem że może on wywoływać takie reakcje. Oczywiście najpierw miałem mega die-offy, ale teraz candida występuje u mnie okresowo i szybko przechodzi. Głównie ma to miejsce po cyklu i szczególnie redystrybucji. Bardzo często już samo ograniczenie siarki do jednego posiłku na tydzień daje dużą poprawę w porównaniu do spożywania tych pokarmów codziennie. Oczywiście są osoby które są bardzo wrażliwe nawet na najmniejsze ilości siarki, więc dla nich nawet ten jeden posiłek na tydzień może być stresujący, przy czym i tak będą czuli się lepiej z racji dużo mniejszej podaży tioli. Z tymi ćwiczeniami fizycznymi miałem i mam bardzo podobnie. Od sierpnia chodzę na siłownię w pn, śrd i pt. Od poniedziałku do środy zawsze jestem na cyklu chelatacyjnym. Wiadomą sprawą jest że w piątki na siłowni zawsze czuje się najlepiej. ;) Oczywiście z początku to po treningu wracałem cały wykończony. Teraz jak jestem po 15 cyklach na ALA 7 mg nawet w środę czyli 3 dzień cyklu pomimo tego że dość szybko tracę energię to nie wracam do domu "padnięty" tak jak to miał miejsce na początku. Ja bym na twoim miejscu pomimo najlepszych chęci jeszcze nie wyrywał się do aktywności fizycznej. Pomimo tego że ma wiele pozytywnych aspektów teraz skupił bym się na dalszym wprowadzaniu diety i suplementów. Mówiąc inaczej "ładował akumulatory" zwane nadnercza. I tak po 2 tygodniach zaczął chelatację. Tak bym zrobił. Uważam że im szybciej tym lepiej. Zakładam że nie masz żadnych amalgamatów i nie miałeś ekspozycji w ostatnim czasie. Wiedzę odnośnie chelatacji powinieneś mieć wystarczającą. Stąd uważam że po wprowadzeniu diety i supli zaczynaj. Oczywiście polecam na początek dawkę 10 mg. Na pewno nie więcej. Zrób na niej 3-5 cykli. Wtedy się okaże jaką masz tolerancję na ALA na cyklu. Jeżeli tolerancja będzie ok to zostań na niej nawet i pół roku a jak nie to zmniejsz chociażby do 7 mg. Pisz dalej co u ciebie i ....
Powodzenia :) jesteśmy razem po tej samej stronie
52# ALA 5 mg

per aspera ad astra
Andy Cutler - lepszego życia diler :D
pdm.org.pl
bioautyzm.pl

brother

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 1075
Odp: Walka z candidą
« Odpowiedź #402 dnia: Wrzesień 04, 2014, 17:33:51 »
W drugim poście odniosę się do samego wzmacniania wątroby, tarczycy i nadnerczy. Jeśli chodzi o wątrobę to nie wiem czy masz u siebie sylimarol. Jeśli nie to polecam aby jak najszybciej jeszcze przed chelatacją włączyć go na stałe. Bardzo często jest tak że po kilku cyklach chelatacyjnych wątroba dzięki działaniu ALA i sylimarolu zdecydowanie ma sprawniejsze funkcjonowanie. Tak było też i u mnie co zgłaszałem również na forum. Samo wspomaganie tarczycy i nadnerczy powinno pomóc układowi odpornościowemu dla kontoli candidy i leczenia przesiąkliwego jelita które też prawdopodobnie masz. Układ pokarmowy też bardzo szybko się powinien polepszyć właśnie dzięki diecie i suplementom.
Przy chelatacji spodziewałbym się wystąpienia u ciebie infekcji wirusowej w tym gardle, stanu podgoroączkowego i wyleczenia gardła. Miałem też podobnie do ciebie z tym gardłem. Przy chyba 5 cyklu miałem infekcję którą wyleczyłem bez żadnego antybiotyku (oczywiście kiedyś dostawałem od lekarzy regularnie antybiotyk bo jak nie to leżałem "martwy" przy infekcjach gardłowych) i w miarę dobrze ją zniosłem. Więc jeszcze raz napiszę. Dieta, wprowadzanie kolejnych suplementów wraz z obserowaniem reakcji na nie i wtedy chelatacja. Poprzednio napisałem że na dietę + suple 2 tygodnie. No dałbym nawet miesiąc, chociaż ja sam testowałem chyba ze 3 miesiące jak nie z 5 miesięcy ;).
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 04, 2014, 17:35:26 wysłany przez brother »
52# ALA 5 mg

per aspera ad astra
Andy Cutler - lepszego życia diler :D
pdm.org.pl
bioautyzm.pl

graffik

  • Kreatywny
  • ****
  • Wiadomości: 267
Odp: Walka z candidą
« Odpowiedź #403 dnia: Wrzesień 04, 2014, 23:25:37 »
Na gronkowca dobre  jest wdychanie dymu z palonej brzozy. Np. widziałam zdjęcia jednego psa na necie.  Infekcje wokół oka którą próbowano leczyć parę lat wyleczyli tym w około dwa tygodnie chyba albo krócej.  :) W każdym razie można wypróbować jako działanie wspomagające.
81# ALA 25mg

bonam

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 593
Odp: Walka z candidą
« Odpowiedź #404 dnia: Wrzesień 05, 2014, 00:29:11 »
Jimmy te wyniki badań to masz ciekawe. Z jednej strony ewidentnie to co ma przemawiać za zatruciem to przemawia, a z drugiej strony chyba głodówka zrobiła swoje :)
MCV i MCH jak po jakimś niezbyt odległym zatruciu, kwas moczowy niestandardowy, piękne eozynofile (marzę o takich dla syna  :)), ładna wątróbka....
Co do sodu i innych minerałów to ich wysoki poziom we krwi wskazuje raczej na ich niedobór w tkankach. Te badania mają się raczej nijak do sytuacji w organizmie.
nadnercza - występuje u mnie nadmierna stymulacja nadnerczy, wywołana prawdopodobnie zaburzoną reakcja na sytuacje stresogenne. Odczuwam ból w okolicy lędźwiowej - czy nadnercza mogą boleć, czy to raczej nerki? Ból jest nasilony rano (przed wstaniem z łóżka), stopniowo ustępuje w ciągu dnia i znika wieczorem. W sytuacjach nawet lekkiego stresu mam zimne dłonie i stopy. Większy stres prowadzi do pojawienia się drgawek mięśniowych. Z drugiej strony wyniki badań: wysoki kortyzol i niezbyt wysokie ACTH i DHEA-S wskazują, że nadnercza są chyba sprawne, choć chronicznie przeciążone.
Ten ból pasuje do trybu działania zaburzonych nadnerczy w przeciągu dnia. Ciężkie poranki i super wieczory mogące trwać i trwać  ;). Próbowałeś potraktować je z rana kremem HC? Ból powinien minąć po kilku minutach.
Co do stresu - ja przy większym stresie tracę wzrok albo słuch - trwa to do ok. 0,5h ale tylko jeśli od razu staram się uspokoić.
Nadnercza mogą wychodzić super w badaniach ale po rozpoczęciu chelatacji na pewno dadzą o sobie znać  ;) Oczywiście jeśli chelatacja jest zasadna ;)

infekcja wirusowa/bakteryjna – mam gronkowca w zatokach, cały czas po tylnej ścianie gardła spływa mi gęsty, lepki, biały śluz. Ponoć to nieodłączny kompan Candidy.
Pisz. Z każdym postem leczysz mojego męża  :D

Na razie brak efektów negatywnych, za wyjątkiem chyba reakcji na wit C w dawce 3000mg/dzień - biegunka. Na Forum czytałem, że w autyzmie stosowana jest dawka do 8000, więc 3000 powinienem móc tolerować.
Wg mnie z tą wit C to przesada. Antyoksydant antyoksydantem, ale każdą odmiana wit C w nadmiarze można narobić organizmowi krzywdy.
Chociażby taka pyroluria - w większości przypadków występująca przy zatruciu - zmusza wręcz do zminimalizowania ilości wit C dostarczanej organizmowi. Zobacz jak mało jest jej w suplementacji Cutlera. Do wysokich dawek trzeba dochodzić stopniowo.
Za to nie do przecenienia jest cynk.

Wzmacniaj nadnercza, wątroba na ALA i sylimarolu da radę  ;)
Jeszcze co do glutenu - w pierwszym dniu usypia, w drugim powoduje rozdrażnienie.

I pisz, pisz, pisz - pamiętaj, że nawet jeśli nikt nie odpisuje to zawsze ktoś czyta  ;D.

graffik - dzięki za informację. U mnie co prawda problem z okiem ma małżonek, ale też powinno zadziałać  8) No i zatoki. Jak wypróbujemy i zadziała to damy znać.
Młody  X.2010   
106 # ALA, DMSA, DMPS
zniżka iHerb QZN478