Autor Wątek: Depresja a rtęć  (Przeczytany 10866 razy)

0 Użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

marta_k

  • Bywalec
  • **
  • Wiadomości: 31
Odp: Depresja a rtęć
« Odpowiedź #30 dnia: Czerwiec 03, 2016, 20:24:47 »
Przyszło mi do głowy, że może te biegunki to za sprawą magnezu, mam akurat cytrynian i wcześniej zdarzało mi się podobnie reagować, a teraz biorę dużo większe dawki. Pod jaką postacią polecacie magnez? Na C reaguję dobrze, brałam wcześniej po 2-3 g dziennie, a przy infekcjach znacznie więcej i nigdy nic się nie działo, więc to odpada.

Arn

  • Aktywny
  • ***
  • Wiadomości: 113
Odp: Depresja a rtęć
« Odpowiedź #31 dnia: Czerwiec 03, 2016, 22:42:05 »
Magnez jest polecany pod każdą organiczną postacią czyli najbardziej popularna z nich to cytrynian właśnie i najtańsza. Podobno jak brakuje magnezu to wchłania się dużo lepiej. Ogólnie badania wchłaniania są ciężkie, bo badanie w miejscu X, nie świadczy o niedoborach w miejscu Y więc to taka gdybologia często. Tak więc z grubsza można brać wszystko poza szczególnie tlenkiem i też węglanem i powinno być OK. No chyba, że ktoś tutaj na forum rozgryzł to jeszcze lepiej.

Przy okazji mam takie pytanie nie na temat, ale poruszyłaś go w innym wątku. Wybieram się do psychiatry (to tak z braku laku - czy będę coś brał nie wiem, na razie pewnie nie) i się zastanawiam czy przy stanie obecnej wiedzy jest on w stanie przepisać jakieś leki, które jednocześnie nie zrobią rewolucji ze wszystkim. Innymi słowy zastanawiam się czy w momencie kiedy od leczenia psychiatrycznego doszłaś do zdrowego żywienia, chelatacji masz jakieś obserwacje na ten temat? Sam nie wiem czy mam jakiś problem z grzybami, z układem pokarmowym czy co jest moim głównym problemem ale obawiam się, że jak zaczne coś łykać to już będzie droga tylko w jedną stronę.

ewa27

  • Aktywny
  • ***
  • Wiadomości: 105
Odp: Depresja a rtęć
« Odpowiedź #32 dnia: Czerwiec 03, 2016, 23:12:34 »
Arn- dlugosc ulotki antydepresantow z czego polowa to objawy niepozadane mowi sama za siebie. Ja bralam przez pol roku seronil i do dzisiaj mam po nim zawiechy jak internet explorer. I chyba juz lepsza jest zlosc, nerwowosc i smutek niz ta nieopisywalna plytkosc emocjonalna- jakbm byla simem i tylko wykonywala polecenia: wstan, umyj sie, idz do pracy etc. To sa tylko moje doswiadczenia i to z dosc lajtowym antydepresantem, ale skoro mam jakas swoja opinie w temacie to sie nia dziele :)

marta_k

  • Bywalec
  • **
  • Wiadomości: 31
Odp: Depresja a rtęć
« Odpowiedź #33 dnia: Czerwiec 03, 2016, 23:25:51 »
Uff, ciężka sprawa. Generalnie od psychiatry wychodzi się z receptą na typowe leki przeciwdepresyjne. Ja łącznie byłam u czterech lekarzy, w tym takich z bardzo dobrymi opiniami i zawsze kończy się to tak samo. Jeden z nich (tych lepszych) zaproponował mi elektrowstrząsy... Nie trafiłam (w sensie też, że nie znalazłam w sieci) na lekarza tej specjalizacji, który miałby alternatywne pojęcie.
Ja zainteresowałam się metodami naturalnymi już nie pamiętam z jakiego powodu, pewnie bardziej lub mniej z wkurzenia, że coś jest nie tak i może gdzieś jest przyczyna, którą można leczyć, a nie skutek. Tyle, że wszelkie alternatywne sposoby wymagają dużo czasu i zaangażowania - samo trzymanie diety jest bardzo trudne, a przy braku motywacji i chęci do czegokolwiek niemalże niewykonalne. Przeszłam bogatą drogę suplementacji (dobra multiwitamina, D, K2, C, magnez, wcześniej solidne oczyszczanie) i kiedy (ciągle na lekach SNRI) poczułam się w miarę stabilna, spróbowałam kolejny raz (trzeci w ciągu 8 lat) odstawić prochy. Było ok przez kilka miesięcy i potem bardzo stopniowe pogorszenie (myślę, że gdzieś od stycznia, tylko wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to to...). Nie suplementowałam porządnie omeg, ale te są kluczowe przy depresji - EPA 2000 j.u. dziennie. Przez bardzo długi czas... Zaczęłam w styczniu od oleju lnianego, ale to jest za słabe i prawdopodobnie organizm nie da rady wytworzyć niezbędnych ilości EPA i DHA, trzena suplementować konkretnie te kwasy. To jest jedna droga - uzupełnianie, a druga - równoległa - walka z toksynami. Ja to całkowicie zbagatelizowałam, może poza pasożytami i grzybem, bo o tych miałam jakieś tam pojęcie. Widzę teraz w tym jeszcze jakąś nadzieję, tyle że to znowu potrwa.
Obecnie jestem na pramolanie (to trochę starszy lek, z grupy trójpierścieniowych) od miesiąca i nie wiem jeszcze czy to zadziała, właściwe działanie rozkręca się po ok. 2 m-cach. Z doświaczenia wiem, że nie wytrzymałabym w takim dole na tyle długo, żeby czekać aż "coś" naturalnie zacznie działać. Może gdybym miała stały wikt i opierunek i mogła leżeć brzuchem do góry i czekać... Do tego w takim stanie naprawdę trudno jest robić cokolwiek, także w kwestii motywacji do szukania metod. Z tych wszystkich powodów uważam, że jak jest rzeczywiście źle, to warto spróbować leków i NIE REZYGNOWAĆ z tych innych metod, bo może one z czasem odniosą skutek.
W którymś poście Jinx napisał, że kiedy organizm zawalony jest świństwami, suplementacja sama nie ma sensu, bo to kasa wyrzucona w błoto. Tak to zrozumiałam i chyba muszę się z tym zgodzić - przynajmniej takie mam doświadczenie. Coś tam pewnie się wchłania i może działa, ale generalnie jest burdel. Tutaj tak jak przy większości chorób trudno jest zdiagnozować co je powoduje, zostaje metoda prób i błędów. Lekarze - zarówno psychiatrzy jak i ogólni za każdym razem mówili mi, że to taka uroda, mało serotoniny, itp i że prawdopodobnie te leki w dawkach podtrzymujących czekają mnie do końca życia. Jeden (ten od elektrowstrząsów) przepisał mi dodatkowo mocniejszą wit. E i namawiał do sportu, który i bez tego uprawiam i rzeczywiście dobrze robi na głowę, ale to jakiś bardzo znikomy procent...
Podsumowując, myślę i mam nadzieję, że te metody się nie wykluczają, aczkolwiek jeśli jeszcze została jakaś energia do działania to warto próbować.

marta_k

  • Bywalec
  • **
  • Wiadomości: 31
Odp: Depresja a rtęć
« Odpowiedź #34 dnia: Czerwiec 03, 2016, 23:37:47 »
O, nie zauważyłam wcześniej odpowiedzi Ewy :)
Tak, Ewo, masz rację - ulotka jest jak rolka papieru toaletowego... Ja mam takie doświadczenia z samymy ssri i snri (pierwsze to inhibotory serotoniny, a drugie serotoniny i noradrenaliny), że raczej skutki uboczne nie dotyczyły strefy emocjonalnej, tylko czysto fizycznej. Po aureksie np strasznie ziewałam. To może się wydawać śmieszne, ale po połowie dnia bolała mnie okropnie szczęka i ten efekt się utrzymywał. Po innym leku nie spałam (całkowicie, a trafiłam z nim w przerwę świąteczno-noworoczną)... W kocu trafiłam na Efectin (wenlafaksyna) i ten był i skuteczny i miał (na mnie) znikome WIDOCZNE skutki uboczne. W zasadzie ograniczały się do dziwnego swędzenia nóg (łydek) i to okresowo, w sumie nie mam pewności, że to przez ten lek, ale było upierdliwe. Przy ostatniej serii nie miałam tego efektu, więc może to zbieg okoliczności. Natomiast tańczy zamiennik E. tolerowałam już dużo gorzej - tutaj warto brać oryginały. Podobno leki na escitalopramie są dobrze tolerowane i mają szerokie spektrum działania. Gdzieś przez moment to brałam, ale nie pamiętam, czemu zmieniłam. No i jest taka zależność, przynajmniej u mnie, że po każdej próbie odstawienia, przy powrocie do leku nie działają już poprzednie dawki. Z ważnych efektów ubocznych - potrafią całkowicie zabić libido. Tak jeszcze myślę, że chyba sinusoida emocji na lekach jest ciut bardziej płaska, nie ma ani wielkiej złości ani wielkiego spontonu, może niewielka różnica, ale u mnie była (akurat ze złością to było fajne :)

marta_k

  • Bywalec
  • **
  • Wiadomości: 31
Odp: Depresja a rtęć
« Odpowiedź #35 dnia: Czerwiec 03, 2016, 23:42:31 »
O, zmienił mi się statut z nowicjusza na bywalca... hm... :)
Jeszcze jedno - Arn - wprowadzenie i wyprowadzenie leku trwa długi, zaczynasz i kończysz delikatnie zmieniając dawkę, trzeba cierpliwości, żeby doczekać efektów. Po ustabilizowaniu nastroju lek należy brać min. pół roku zanim pojawi się decyzja o odstawieniu. Moja pierwsza tura trwała ok. 1,5 roku i po czułam się rewelacyjnie. Tyle że to szybko minęło... Nie wiem, na ile wpływ miało samo odstawienie a na ile wydarzenia życiowe, bo akurat tutaj mam od lat obfitość i pewnie psychikę, która mocno na nie reaguje, to raczej mi nie pomaga.

pietro

  • Aktywny
  • ***
  • Wiadomości: 206
Odp: Depresja a rtęć
« Odpowiedź #36 dnia: Czerwiec 03, 2016, 23:48:33 »
Jeśli nie jesteś w jakimś tragicznym stanie, a po postach mniemam że nie, to bym się poważnie zastanowił, uważam że leki to naprawdę ostatnia deska ratunku, nigdy nie wiadomo jak zadziałają, jak dla mnie to prawie jak z narkotykami, mogą coś tam okresowo dać, ale mogą też wiele długofalowo zabrać...
40 cykl 8 mg ALA
Zniżka na Iherb GDC587

marta_k

  • Bywalec
  • **
  • Wiadomości: 31
Odp: Depresja a rtęć
« Odpowiedź #37 dnia: Czerwiec 03, 2016, 23:55:07 »
Zgadzam się całkowicie z Pietro

Arn

  • Aktywny
  • ***
  • Wiadomości: 113
Odp: Depresja a rtęć
« Odpowiedź #38 dnia: Czerwiec 03, 2016, 23:56:52 »
Właśnie sobie zdaje sprawę, że psychiatra ma określony czas z czego jego duża część to wypisanie recept i wytłumaczenie co jak łykać, bo skoro ktoś poszedł do psychiatry to przecież po jakieś leki. No chyba że tak jak napisałaś, po elektrowstrząsy - nie widziałem, że nawet stosuje się jeszcze takie metody. Może się nawet o to spytam, bo elektrowstrząsy to mi się kojarzą z lobotomią a nie z obecną medycyną no ale z drugiej strony chociaż nie ingerują na stałe w organizm.

Ja się właśnie obawiam czy można mówić o zdrowym odżywianiu, oczyszczaniu, kiedy się wejdzie w długoterminowe leki. Ja mam bardziej problem fizyczny a konkretnie laryngologiczny (być może psychosomatyczny?) a wszelkie problemy psychiczne są jakby wtórne bo trudno sobie nie zdawać sprawy że marnuje sobie życie. I tak późno sobie z tego zdałem sprawę;) No a w takim wypadku jeśli uznam, żeby brać te leki od psychiatry to nie będzie szybkiej drogi powrotu o czym sama piszesz. I po prostu się zastanawiam czy wtedy już się nie zakleszcze na dobre.

No ale tak czy siak dzięki Wam za odpowiedź.

marta_k

  • Bywalec
  • **
  • Wiadomości: 31
Odp: Depresja a rtęć
« Odpowiedź #39 dnia: Czerwiec 04, 2016, 00:00:00 »
Próbowałeś psychoterapii?

Arn

  • Aktywny
  • ***
  • Wiadomości: 113
Odp: Depresja a rtęć
« Odpowiedź #40 dnia: Czerwiec 04, 2016, 00:20:38 »
Powiem tak, sam z własnej woli raczej nigdy nie myślałem - a przejdę się do psychiatry, może mi wrzuci jakieś tabsy i będzie fajnie, tym bardziej że raczej nie potrzebuje się uzewnętrzniać obcej osobie. No ale sytuacja jest taka, że medycynę konwencjonalną raczej zamknąłem, medycyna niekonwencjonalna/naturalna to niekończący się ocean pomysłów i raczej tego nie ogarniam, zresztą różne diety tak samo - to już najlepiej chyba miesiąc nic nie jeść.

Więc mój problem polega na tym, że obecnie jestem całkowicie aspołeczny. Po raz trzeci wróciłem do punktu wyjścia jeśli chodzi o swoje problemy ze zdrowiem, za każdym razem to mnie niszczy jeszcze bardziej psychicznie (co zresztą jest normalne) i po prostu nie widzę dla siebie żadnej przyszłości no i niestety takie są realia. Sam tak realnie oceniając swoją sytuacje przez lata widzę, że jakieś podłoże psychosomatyczne to może mieć ale nie musi natomiast tak jak pisałem jak już pójdę w tamtym kierunku to bardzo wątpię, żeby mi się chciało szukać jeszcze czegoś innego i zostanie mi chyba czekać na koniec świata.

A z kolei medycyna naturalna z hasłem "jedz zdrowo i za 2 lata będzie OK" no raczej też średnio mnie nastraja. Więc na razie sytuacja jest ch**wa ale jeszcze stabilna.

Do psycholog jakiejś łaże ale co mi z tego skoro ona i tak nie jest w stanie ogarnąć sytuacji. Zresztą ja się nie dziwie bo sam bym sobie raczej też nie wierzył że ból/dyskomofort może być większy niż chęć współżycia ze społeczeństwem i robienia dobrej miny do złej gry. Tak działałem przez parę lat, miała mi się sytuacja ogarnąć, już myślałem że się ogarnia ale spierdzieliła się po raz kolejny a już na tym etapie nie da się funkcjonować na zasadzie "że muszę i jakoś to będzie". Przy takim podejściu jeszcze można studia w bólach zaliczyć ale bez chęci samokształcenia, rozwijania się to i tak jest nic nie warte.  Natomiast co do psycholog to źle o niej nie będę mówił, bo chyba z litości mnie za darmo przyjęła po pierwszej wizycie, więc dobre i to ale więcej pozytywów z tego nie ma.

marta_k

  • Bywalec
  • **
  • Wiadomości: 31
Odp: Depresja a rtęć
« Odpowiedź #41 dnia: Czerwiec 04, 2016, 00:28:52 »
Hm, no to jest w tej chorobie, czy w tych chorobach - bo jest ich masa - działających w sferze psychiki, że jak jest źle, to całkiem pada motywacja, a bez tego nie ruszy się z niczym.
Osobiście - nie wyobrażam sobie wyjść z bardzo złego stanu (a w takim jestem obecnie) bez prochów i tylko dlatego coś jeszcze z tym robię (coś poza - np obecność na tym forum), że mam jakieś minimum nadziei. Dla mnie prochy są ratunkiem od samobójstwa, choć może to jest tylko słabość. Nie mam innego punku odniesienia niż ja sama.

Arn

  • Aktywny
  • ***
  • Wiadomości: 113
Odp: Depresja a rtęć
« Odpowiedź #42 dnia: Czerwiec 04, 2016, 01:17:21 »
Dla mnie ratunkiem od samobójstwa jest bycie wierzącym co może głupio brzmi;) A od tej całej lektury medycyny mniej konwencjonalnej to można zwariować na dłuższą metę;) Dlatego się chociaż chelatuję bo to mimo wszystko jest jeszcze konwencjonalne i ekspozycję mogłem mieć sporą, tyle że reakcja wskazuje na kolejne pudło w diagnozie. Nawet wszystkie testy znachorskie mi dobrze wychodzą, o badaniach konwencjonalnych nie mówiąc, dlatego chcąc niechcąc kiedyś u psychiatry wylądować musiałem;)

marta_k

  • Bywalec
  • **
  • Wiadomości: 31
Odp: Depresja a rtęć
« Odpowiedź #43 dnia: Czerwiec 04, 2016, 01:25:54 »
co by nie było - powodzenia :)

Gulietta

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 670
Odp: Depresja a rtęć
« Odpowiedź #44 dnia: Czerwiec 04, 2016, 07:24:45 »
Dla mnie ratunkiem od samobójstwa jest bycie wierzącym co może głupio brzmi;) A od tej całej lektury medycyny mniej konwencjonalnej to można zwariować na dłuższą metę;) Dlatego się chociaż chelatuję bo to mimo wszystko jest jeszcze konwencjonalne i ekspozycję mogłem mieć sporą, tyle że reakcja wskazuje na kolejne pudło w diagnozie. Nawet wszystkie testy znachorskie mi dobrze wychodzą, o badaniach konwencjonalnych nie mówiąc, dlatego chcąc niechcąc kiedyś u psychiatry wylądować musiałem;)
Arn polecam Ci książkę "Moc uwielbienia" Merlin R. Carothers.  Naprawdę książka ta zmienia podejście do wielu spraw.
(polecił mi ją Ksiądz :)
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 04, 2016, 07:53:49 wysłany przez Gulietta »
Przytulasek 2012
Mała Wojowniczka 2013

  "  Istnieje prawda i istnieje fałsz, lecz dopóki ktoś upiera się przy prawdzie, nawet wbrew całemu światu, pozostaje normalny. " Orwell , Rok 1984