Forum Strony Dzieci

Tematyczne => Chelatacja według A. Cutlera => Wątek zaczęty przez: marta_k w Maj 29, 2016, 12:01:50

Tytuł: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: marta_k w Maj 29, 2016, 12:01:50
Dzień dobry,
Wczoraj dopisałam się do wątku Nieustraszonej,  bo moja historia ma wiele wspólnego z jej historią, ale chyba tylko niepotrzebnie namieszałam, dlatego zakładam nowy.
Mam 42 lata, od 8 lat walczę z depresją. Początkowo wyłącznie z pomocą psychiatry, bo moja wiedza dotycząca wpływu diety na zdrowie i samopoczucie była zerowa. W czasie trwania choroby, po próbach odstawienia leków i kolejnych - coraz mocniejszych - spadków formy i powrotów na dno... zaczęłam szukać gdzie indziej. Wszelkie leki typu SSRI zaleczają tylko objawy. Od trzech lat próbuję różnych zmian w diecie, wyeliminowałam gluten, później nabiał i cukier. Pomogło na migreny, które męczyły mnie w zasadzie od kiedy pamiętam, w zasadzie zaczęło się w szkole podstawowej... Więc mam dowody, że TO DZIAŁA. Ale nie jestem w stanie zrobić nic z tą paskudną depresją. We wrześniu podjęłam kolejną - trzecią chyba - próbę odstawienia leków. Było nieźle, ale nie trwało to długo. Oczywiście dieta + ogromne ilości sumpementów - porządna multiwitamina, D+K2, B-kompleks, magnez, przeciwutleniacze przeróżne, wit. C w dużych ilościach. Wszystko fajnie, zero grypy, ale depresja wraca. Kolejny raz trafiłam do psychiatry już w mocno ciężkim stanie. Na którymś dokumencie mam wpisaną diagnozę "stany depresyjno lękowe mieszane". Dokładnie tak to wygląda, depresji towrzyszą napady lęku. Tym razem zaczęło się od lekkiego niepokoju i problemów ze snem. W pewnym momencie przestałam zupełnie spać - po tygodniu spania w kratkę i kolejnym całkowicie nieprzespanym poszłam po tabletki na sen, ale nastrój ciągle się pogarszał, już gwałtownie, nie byłam w stanie nic zrobić, pracować, podjąć jakiejkolwiek decyzji... Mam działalność gospodarczą, nie ucieknę na urlop. Od trzech tygodni jestem na zwolnieniu i nie wiem co robić... Szukając informacji trafiłam tutaj do Was i może to jest jakaś droga, bo tematu toksyn nie ruszyłam prawie wcale - może poza podleczeniem jelit. Oczywiście pamiętam z dzieciństwa zabawy z rtęcią, do niedawna sukcesywnie wymieniałam plomby amalgamatowe - nie pytajcie w jakich warunkach. Do tego standardowe szczepionki + zbite świetlówki.
Teraz odpuściłam trochę dietę, bo zwyczajnie straciłam nadzieję, że ma znaczenie, a przy takim samopoczuciu jakie mam w tej chwili, ma się wszystko w d... Dzisiaj do tego jest jeszcze gorszy dzień. Przyszło mi do głowy, że może dodatkowo dobijam się dietą wysokotiolową - z tego co tutaj się naczytałam, może tak działać.
Będę wdzięczna za każdy komentarz, wskazanie podobnych historii i tego co można z problemem zrobić i z jakim efektem. Czytając Wasze historie nabrałam odrobinę nadziei, że może jest jeszcze jakaś ścieżka, której nie znam, a która nie prowadzi do gabinetu psychiatry.

Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: marta_k w Maj 29, 2016, 12:30:55
Czytając forum postanowiłam spróbować z chelatacją - i tak jak piszecie - metodą prób i błędów może do czegoś dojdę. Poniżej zapiszę to co robię i zamierzam i moje wątpliwości - z prośbą o komentarz osób bardziej doświadczonych...

Od miesiąca biorę Pramolan (trójpierścieniowy lek przeciwdepresyjny i przeciwlękowy) i nie mogę przerwać, bo z powrotem wpadnę w przepaść totalnej trzęsawki i niemocy.
Lek mnie delikatnie wycisza i jestem w stanie pracować, wprawdzie na niewielkich obrotach, ale to już coś. Niestety wszelkie terapie lekami przeciwdepresyjnymi są bardzo długie i tak na prawdę z niewiadomym skutkiem.
Zamierzam wrócić do ścisłej diety - wcześniej pisałam, że poluzowałam, bo straciłam nadzieję, że to cokolwiek może zmienić, ale czytając Wasze wypowiedzi zdecydowałam się jeszcze raz spróbować. Bg, bc i bm, a nowością jest dla mnie dieta niskotiolowa. Jak patrzę wstecz, to w mojej diecie była masa produktów wysokotiolowych, moje ulubione warzywa - kapusta, kalafior, brokuł, czosnek, cebula, por... jadłam tego masę! Do tego brałam z suplementów spore ilości MSM... Zamierzam to zmienić i spróbować wyeliminować te produkty.

Zamówiłam już ALA i suplementy do chelatacji o chciałabym rozpocząć jak tylko dostanę przesyłkę.

Jedna z moich wątpliwości jest taka - czy przestać brać wszystkie suple, które biorę teraz i tamte wprowadzać pojedynczo, żeby zauważyć ich działanie? Obecnie biorę wit C, magnez, B-kompleks, B12, od czasu do czasu żelazo, wapń, duże dawki omega (zwłaszcza EPA - niedobór jest jedną z głównych przyczyn depresji). Może jeszcze coś mi się przypomni. Nie wiem, czy mogę to wszystko dalej brać, czy powinnam dać odpocząć organizmowi. W sumie mam wrażenie, że nie czuję żadnej różnicy w zależności od tego co i ile biorę, może przy większych dawkach mg pojawia się lekka biegunka.
Aha, dodatkowo z omegami biorę urydynę i cholinę (lecytynę), podobno ułatwiają wchłanianie omeg. Z lecytyną muszę ostrożnie, bo podobno szybko rozregulowuje florę bakteryjną jelit.

Nie biorę nic na wspomaganie wątroby i nadnerczy i o ile na wątrobę od czasu do czasu pamiętam, żeby połknąć garść ostropestu, to o nadnerczach nigdy nie myślałam. Tutaj dodam, że czuję się totalnie zmęczona, bez energii, bardzo źle spałam dopóki nie weszłam na Pramolan (na nim śpię), ale wszelkie te objawy wiązałam z depresją.

Chcę zamówić jeszcze sylimarynę i Adrenal Cortex z iherb - swoją drogą właśnie widzę, że podrożały przesyłki i nie ma już opcji darmowej z Airmail... może to dobra zmiana ;)

Nie wiem co jeszcze mogę napisać... Zrobiłam masę badań, spróbuję je wkleić w kolejnym poście. Nie badałam kortyzolu, z tarczycy tylko TSH. Nie wiem, czy jest sens robić analizę włosa? Zatruta rtęcią jestem na pewno, natomiast mam wątpliwości, czy moje problemy są z tym związane czy nie.
Skupiam się głównie na depresji, bo to jest najgorsze co kiedykolwiek mnie spotkało, w zasadzie ciągle myślę o tym, jak wspaniale byłoby zniknąć i nie czuć... Mam wszystkiego dość, nie mam na nic siły, nic mnie nie cieszy, każda - absolutnie każda rzecz do zrobienia stała się dla mnie przykrym obowiązkiem - od wstania z łóżka, przez zjedzenie śniadania, pracę (co oczywiste) i rzeczy, które kiedyś sprawiały mi przyjemność. Czytanie książek traktuję jako metodę na przetrwanie dnia...
Do tego przez wieeele lat męczyły mnie migreny i innego typu bóle głowy - teraz jest ich znacznie mniej - po dokarmieniu organizmu witaminami i zmianie diety. Nie zauważam u siebie infekcji, a jeśli się pojawiają to szybko się kończą. Mam nieciekawy stan skóry (od zawsze), jest miejscami bardzo sucha, miejscami przetłuszczona, ciągle pojawiają się jakieś wypryski w różnych miejscach (nie tylko na twarzy). Bardzo często sikam - to też od niepamiętnych czasów. Mam niskie ciśnienie, mocno się pocę.
Od kilku lat bolą mnie okolice kręgosłupa lędźwiowego, do niedawna myślałam, że to wprost kręgosłup, ale tutaj piszecie, że to może być związane z nadnerczami. Wiem, że objawy kręgosłupowe są bardzo różne i mogą mylić, ale mam wrażenie jednak, że to kręgosłup - tym bardziej, że ból nasila się po wysiłku fizycznym typu joga, bieg itp.

Pozdrawiam i będę wdzięczna za wszelkie komentarze.
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: lucky.pl w Maj 30, 2016, 15:44:31
- marto, przeczytaj watek ewy o bulimii i prosze wprowadz standardowe zalecenia cutlerowskie o ktorych tam wspominalem. po prostu nie chcialbym sie powtarzac za kazdym razem jak jest nowa osoba.
- suple powinnas wprowadzac osobno, przy czym nie byle rozne ale zacznij od tych cutlerowskich. nadnercza bardzo wazne.
- pamietaj ze nie mozna sie chelatowac majac plomby amalgamatowe, lub niedawna expozycje na hg. (w ciagu 3 miesiecy)
- jesli jestes pewna zatrucia rtecia to naprawde mala szansa ze twoja depresja nie wynika  z tego.
- sprobuj koniecznie diete niskotiolowa, dzieki niej wyzbylem sie depresji. jak wracam na tiole mega deprecha (wiec btw wiem co czujesz)
- o nadnerczach ostatnio bylo w watku marianka o testosteronie
- czytaj stare posty uzywajac funkcji wyszukiwania zeby doedukowac sie
- na pewno inna sciezka jest, gwarantuje ci to.
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: marta_k w Maj 30, 2016, 16:13:06
Witaj,
wielkie dzięki za odzew i - dobrze wiedzieć, że miałeś podobny problem i udało Ci się sobie pomóc, mam nadzieję na trwałe...
Czytam forum od jakiegoś czasu, właśnie brnę przez ten długaśny wątek o protokole Cutlera, ale żeby przerobić go ze zrozumieniem, to to musi potrwać :)
Dziękuję za pokierowanie na konkretne tematy - o to też mi chodziło, korzystam z wyszukiwarki, ale odnośników wyskakuje cała masa i zazwyczaj poruszają tylko kawałek problemu.
Będę się odzywać w miarę postępu (mam nadzieję, że właśnie podstępu...) leczenia.
Pozdrawiam.
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: lucky.pl w Maj 30, 2016, 17:13:15
:)
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: donna w Maj 30, 2016, 18:55:27
Marto, czy znasz angielski?
http://www.livingnetwork.co.za/chelationnetwork/depression/
tu informacja na podstawie wypowiedzi Cutlera o różnych rodzajach depresji (i co na nie brać)
Jak nie poradzisz sobie z tłumaczenie, to daj znać
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: marta_k w Maj 30, 2016, 19:53:51
Dziękuję, powinnam sobie poradzić, jesteście kochani! :)
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: donna w Maj 30, 2016, 20:16:36
Spoko, z doświadczenia powiem tylko,ze przy depresji dieta niskotiolowa ma ogromne znaczenie. I oczywiście bg/bm/bc.
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: marta_k w Maj 30, 2016, 20:43:53
Przeleciałam na szybko artykuł i mam takie wstępne przemyślenia (pewnie w większości znacie temat, ale może trafi tu ktoś, kto jeszcze nie zna, więc wrzucam to co sama przerabiałam w kontekście artykułu):
- omega 3 jak najbardziej, niestety dowiedziałam się o tym dosyć późno w swoich próbach dietetyczno-suplementowych, a w większości badań własnie niedobór omeg odpowiada za depresję, suplementuję się intensywnie od stycznia. Zaczynałam od oleju lnianego i przepisów buddwigowych (2 miesiące), ale to zdecydowanie za mało. Teoretycznie pochodne omega 3 jesteśmy w stanie wyprodukować sobie sami (EPA, DHA), jednak praktycznie odbywa się to bardzo powoli i w zbyt małych ilościach. Przy depresji zaleca się przyjmowanie min. 2000 j.u. EPA dzinnie. Niestety uzupełnianie trwa od kilku miesięcy do nawet kilku lat, więc będę jeszcze długo czekać... Znalazłam tu sporo postów dotyczących oleju lnianego i tego jak go kupować i przyjmować itp. Dorzucam informację, że KONIECZNIE trzeba sprawdzić w jakich warunkach olej był tłoczony i butelkowany, dobry ulej lniany będzie zawsze miał certyfikat mówiący o tym, że cała produkcja odbywała się bez udziału światła i w odpowiedniej temperaturze i niestety taki olej będzie sporo kosztował. Podobno wchłanianie omeg przyspiesza urydyna (niedostępna w Polsce, na iherb znalazłam 2 preparaty, dosyć drogie) i cholina - dużo na ten temat pisze na swoim forum tomakin - gdyby ktoś był zainteresowany,
Dieta dr Buddwig - to niestety preparaty przygotowywane na bazie twarogu, więc odpadają dla bywalców forum ze względu na wysoką zawartość siarki (odpada kurde wszystko co smaczne ech..). Dodam tylko, że w postaci zemulgowanej, olej ten dużo łatwiej się wchłania, nie sprawdzałam, czy można to zrobić np. na twarogach roślinnych...
- wydaje mi się, że dosyć trudno będzie odróżnić konkretny rodzaj depresji z tych opisanych w artykule - z moich obserwacji (siebie i znajomych) zazwyczaj występują różne objawy jednocześnie, czyli rodzaj 1 i 2 miesza się z którymś z 3-5. Zastanawiam się, czy można łączyć te kuracje i ile czasu niezbędne jest, żeby stwierdzić, czy działają. W moim przypadku nie dałam rady dłużej testować źródeł alternatywnych, bo znalazłam się już w takim miejscu, że jedyna droga prowadziła do psychiatry, ale może da się stosować te suplementy razem z lekami przeciwdepresyjnymi...? Ciekawe, czy jest możliwość w ogóle odróżnienia co działa a co nie w takich warunkach.
- próbowałam DHEA, tryptofanu i fenloalaniny z tych wymienionych przez Cutlera, ale w innych kombinacjach niż podaje. Do tego duże dawki dobrej B-kompleks i dodatkowo B12 - wśród osób depresyjnych występują duże niedobory wszystkich wit. z grupy B. Oczywiście magnez. Może za krótko, może za małe dawki, albo niewłaściwa kombinacja, ale nic z tych rzeczy nie odniosło skutku. Tryptofan dodatkowo podobno na niektórych doskonale działa nasennie - u mnie nie. Teraz testuję jeszcze inozytol w większych dawkach, ale raptem od kilku dni i jeszcze nie zauważyłam żadnego działania.
- apropo SSRI (ja akurat lepiej funkcjonowałam na SNRI) - to chyba ostatnia deska ratunku no i to czysta chemia z masą skutków ubocznych. W moim przypadku było tak, że za każdym nowym epizodem musiałam brać większe dawki, a działanie i tak za każdym razem było słabsze. Generalnie mogę napisać, że ostatni raz dobrze się czułam w 2008 roku, zanim to się zaczęło i potem - przez moment - w 2010 - pierwsza próba odstawienia. Od tamtej pory jest albo źle albo średnio. Trzech kolejnych lekarzy powiedziało mi, że prawdopodobnie do końca życia będę musiała być na dawkach podtrzymujących. Mało ciekawa perspektywa i... to chyba ostatnia deska ratunku - to że tu trafiłam i spróbuję jeszcze przejść kawałek drogą toksyn...
- może być jeszcze tak, że przy założeniu, że jestem zatruta - mój organizm nie wchłania tego, co w niego ładuję - taki wniosek mam po przeczytaniu wielu Waszych postów, a w takim razie suplementacja w tej chwili nie ma sensu, bo to są grube pieniądze wyrzucone w błoto.
Uf, do następnego razu :)
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: marta_k w Maj 30, 2016, 20:45:28
Donna, ta dieta to dla mnie nowość, testuję od soboty :)
I o ile już jakoś udało mi się ogarnąć z pozostałymi - co nie jest łatwe - w tej chili okazuje się, że odpadają moje ulubione warzywa - masakra! Ale spróbuję :)
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: lucky.pl w Maj 30, 2016, 20:54:45
pamietaj ze musisz bezwglednie sprobowac ta diete przez tydzien minimum. z wykluczeniem wszystkich produktow. inaczej mozna zafalszowac wynik.
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: marta_k w Maj 30, 2016, 21:00:18
Tak, zastanawiam się jakich efektów powinnam oczekiwać? Czy po tym tygodniu trzeba wrócić do produktów tiolowych i dopiero wtedy "się okaże"?
Tak, czy inaczej spróbuję dłuższy czas i może jutro dotrą suple do chelatacji.
Wiesz, ja napisałam, że podejrzewam, że jestem zatruta, ale pewności nie mam, natomiast mało możliwe wydaje mi się nie być... Amalgamatów się pozbyłam, tak jak pisałam, ale w warunkach żadnych. Już dosyć dawno. Poza tym szczepionki (teoretycznie te na grypę bez rtęci), jakaś narkoza, żarówki, stare termometry, jest tego masa.
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: lucky.pl w Maj 30, 2016, 21:08:34
Tak, zastanawiam się jakich efektów powinnam oczekiwać? Czy po tym tygodniu trzeba wrócić do produktów tiolowych i dopiero wtedy "się okaże"?
Tak, czy inaczej spróbuję dłuższy czas i może jutro dotrą suple do chelatacji.
Wiesz, ja napisałam, że podejrzewam, że jestem zatruta, ale pewności nie mam, natomiast mało możliwe wydaje mi się nie być... Amalgamatów się pozbyłam, tak jak pisałam, ale w warunkach żadnych. Już dosyć dawno. Poza tym szczepionki (teoretycznie te na grypę bez rtęci), jakaś narkoza, żarówki, stare termometry, jest tego masa.

tak, cutler probe tiolowa radzi wlasnie eliminujac na tydzien tiole calkowicie, a potem gwaltownie je wprowadzic w duzej ilosci zeby zobaczyc jak wyglada reakcja na nie.

szczepionki na grype sa rteciowe...
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: marta_k w Maj 30, 2016, 21:10:20
No to w zasadzie zamyka temat, ufff. Cieszę się, że w końcu do Was trafiłam :)
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: lucky.pl w Maj 30, 2016, 21:21:24
Cytuj
- próbowałam DHEA, tryptofanu i fenloalaniny z tych wymienionych przez Cutlera, ale w innych kombinacjach niż podaje. Do tego duże dawki dobrej B-kompleks i dodatkowo B12 - wśród osób depresyjnych występują duże niedobory wszystkich wit. z grupy B. Oczywiście magnez. Może za krótko, może za małe dawki, albo niewłaściwa kombinacja, ale nic z tych rzeczy nie odniosło skutku. Tryptofan dodatkowo podobno na niektórych doskonale działa nasennie - u mnie nie. Teraz testuję jeszcze inozytol w większych dawkach, ale raptem od kilku dni i jeszcze nie zauważyłam żadnego działania.

niedobor witamin grupy b sugeruje pasozyty w jelicie poniewaz one uwielbiaja b.

Cytuj
- może być jeszcze tak, że przy założeniu, że jestem zatruta - mój organizm nie wchłania tego, co w niego ładuję - taki wniosek mam po przeczytaniu wielu Waszych postów, a w takim razie suplementacja w tej chwili nie ma sensu, bo to są grube pieniądze wyrzucone w błoto.

wyrzucone pieniądze w bloto jezeli probujesz mase supli pod katem depresji ktore maja dzialac ala naturalny odpowiednik ssri. w ten sposob nigdy to nie podziala.
musisz zmienic sposob myslenia o depresji nie jako o chorobie mozgu, ale calosciowej chorobie metaboliczno-immunoloigcznej calego organizmu ktora tak sie sklada odbija sie najbardziej na mozgu.
dlatego musisz zwrocic uwage na jelita, na nadnercza, na odpowiednie poziomy cukru we krwii i odpowiednia filtrujaca prace watroby ktora ma ladnie fltrowac wszystkie zanieczyszczenia z nieszczelnego jelita tak zeby nie trafialy ci do mozgu.

podstawowe suplementacja cutlerowska nie jest droga - magnez, witamina c, cynk. te sa najwazniejsze. widze z tego co piszesz ze w ogole nie probowalas cynku. blad. imho cynk jest najwazniejszy jesli chodzi o depresje. suplement 1szego rzutu.

rtec powoduje problemy wlasnie bo uposledza reakcje biochemiczne oparte na cynku i magnezie dlatego trzeba je brac.

do tego sylimarol/karczoch na watrobe, plus moze krem hydrokortyzonowy i dhea na nadnercza. jak sie dobierze odpowiednie suple to to nie jest droga kuracja.

i wlasnie dlatego ze tak malo organizm przetwarza skladnikow odzywczych i wchlania trzeba je dostarczac we wiekszej ilosci - zwl te najwazniejsze ktore wymienilem wyzej. reszte byc moze darowac a byc moze nie. to szalenie indywidualne.
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: marta_k w Maj 30, 2016, 21:32:24
Cynk faktycznie traktowałam po macoszemu, mam jakieś opakowanie i biorę jak mi się przypomni...
Wiesz, ja generalnie jestem zdania, że każda choroba w zasadzie jest ogólnoustrojowa, a tylko jakiś konkretny organ psuje się jako pierwszy. W którejś z książek, zdaje się, że "Pożegnaj się z chorobami" R.Francisa jest przedstawiony bardzo obrazowo schemat kiedy choroba zaczyna być widoczna - pozioma linia w formie osi, na której początku jest pełne zdrowie a na końcu śmierć. I na tej linii w niewielkiej odległości od śmierci pojawiają się "widoczne objawy choroby"... czyli organizm  choruje od dawna, tylko nie widzimy symptomów. Objawy pojawiają się bardzo późno i wyłażą w - często przypadkowych - miejscach, w najsłabszych organach, ale chore jest już zazwyczaj wszystko.
Swoją drogą - polecam lekturę.
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: marta_k w Czerwiec 01, 2016, 15:34:26
Zaczynam chelatację, właśnie wzięlam pierwszą dawkę...
Trzymajcie kciuki!
Swoją drogą - okropnie dzieli się te kapsułki z ala - mam swansona 50mg i zaczęłam od 12,5, proszek się rozsypuje na wszystkie strony, ręka się trzęsie, kot łazi po stole i nie można proszku z oka spuścić, bo zaraz rozdmucha, albo wciągnie... Totalny brak praktyki w działkowaniu ;)

W suplementach jest jeszcze molibden i selen - selen rozumiem że między cyklami, a molibden?
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: scarp w Czerwiec 01, 2016, 23:10:47
Radziłbym bojkotować wypowiedzi lucky.pl, dopóki nie odniesie się do tego co napisał tomakin.
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: marta_k w Czerwiec 01, 2016, 23:13:58
Znam zdanie tomakina na ten temat, ale dziękuję za ostrzeżenie
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: ewa27 w Czerwiec 02, 2016, 00:15:48
Scarp, dlaczego tak uważasz? W sumie pytam prowokacyjnie, odkąd zaczęłam czytać to forum zwróciłam na Ciebie uwagę i po niedługim czasie już scrollowałam wszystkie Twoje posty. Strzelasz sobie w kolano pisząc takie rzeczy pod adresem osoby, która- bądź co bądź- jest na tym forum poważanym użytkownikiem. Masz jakąś manię z tym tomakinem?
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: marta_k w Czerwiec 02, 2016, 00:25:01
do Ewa - brakuje klawisza "lubię to" ;)
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: scarp w Czerwiec 02, 2016, 00:32:09
Scarp, dlaczego tak uważasz? W sumie pytam prowokacyjnie, odkąd zaczęłam czytać to forum zwróciłam na Ciebie uwagę i po niedługim czasie już scrollowałam wszystkie Twoje posty. Strzelasz sobie w kolano pisząc takie rzeczy pod adresem osoby, która- bądź co bądź- jest na tym forum poważanym użytkownikiem. Masz jakąś manię z tym tomakinem?
Próbuję przekonać lucky.pl do tego by się odniósł OSTATNI RAZ do wypowiedzi tomakina. Kiedyś powiedział, że się zastanowi nad tym, a teraz się zachowuje tak jakby w ogóle tego nie powiedział. Nawet nie usłyszałem "po zastanowieniu się stwierdzam, że jednak nie odpowiem".
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: marta_k w Czerwiec 02, 2016, 00:36:59
Do Scarp - od dawna śledzę forum tomakina i bardzo go cenię, myślę, że wiele tematów dobrze rozkminił, natomiast mam wrażenie, że ma znacznie mniejsze doświadczenie w chelatacji niż ludzie stąd. Prześledziłam cały wątek oczyszczania z rtęci na zdrowiej.viegie.pl, niezależnie trafiłam na informacje o protokole Cutlera i dopiero po nim do tego forum - i tu jest skarbnica wiedzy,a  wynika to z tego prostego powodu, że masa ludzi od lat stosuje opisywane tu metody z dobrym skutkiem. Ja tomakina bardzo szanuję i doceniam jego wiedzę, ale akurat ten temat tutaj wypada lepiej - to tylko moje zdanie.
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: marta_k w Czerwiec 02, 2016, 00:40:29
Scarp - czytałam Twoje prośby do Luckiego, wiem o co chodzi, ale wiesz co... to chyba nie jest miejsce na takie podkręcanie się. Jesteśmy dorośli i odpowiadamy za siebie. Oczywiście - tonący brzytwy się chwyta i możliwe jest, że się sobie zaszkodzi, ale tu tylko można odwołać się do własnego zdrowego rozsądku :)
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: lucky.pl w Czerwiec 02, 2016, 09:15:27
Scarp, dlaczego tak uważasz? W sumie pytam prowokacyjnie, odkąd zaczęłam czytać to forum zwróciłam na Ciebie uwagę i po niedługim czasie już scrollowałam wszystkie Twoje posty. Strzelasz sobie w kolano pisząc takie rzeczy pod adresem osoby, która- bądź co bądź- jest na tym forum poważanym użytkownikiem. Masz jakąś manię z tym tomakinem?
Próbuję przekonać lucky.pl do tego by się odniósł OSTATNI RAZ do wypowiedzi tomakina. Kiedyś powiedział, że się zastanowi nad tym, a teraz się zachowuje tak jakby w ogóle tego nie powiedział. Nawet nie usłyszałem "po zastanowieniu się stwierdzam, że jednak nie odpowiem".

Pamietam co powiedzialem. Ale od tamtego czasu zycie troche inaczej mi sie potoczylo i analizowanie textu nowozelandzkiego w celu wylapania bledu w nim nie jest priorytetem na mojej liscie, wrecz daleko.  Moze kiedys to zrobie. A MOZE NIE.
Tak to jest scarp jak sie zyje w nieaspergerowym swiecie - posluguje sie czlowiek zdrowym rozsadkiem a nie jakby takie sprawy byly kwestia zycia i smierci.
Dla mnie nowozelandzkie badanie nie ma w zadnym stopniu wartosci roztrzygajacej wiec tymbardziej nie mam ochoty zawracac sobie nim na razie glowy.
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: scarp w Czerwiec 02, 2016, 09:32:39
No w końcu lucky.pl wykazał się jakaś empatią wobec mnie, bo przez pół roku odpowiadał na moją prośbę chamsko w stylu tomakina.
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: marta_k w Czerwiec 02, 2016, 10:23:31
Rozumiem, że rozmawiacie o tym badaniu dot. stosowania kolendry?
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: lucky.pl w Czerwiec 02, 2016, 15:39:07
No w końcu lucky.pl wykazał się jakaś empatią wobec mnie, bo przez pół roku odpowiadał na moją prośbę chamsko w stylu tomakina.

To co napisalem ci wyzej nie bylo 1szy raz, teraz sie tylko powtorzylem. Mowilem ci to juz dawno temu i nie mam ochoty sie powtarzac.  Nie umiesz sluchac a potem masz czelnosc zarzucac komus brak empatii.

Malo kto na forum okazal ci tyle cierpliwosci i empatii w przeszlosci co ja odpowiadajac na liczne twoje posty (i nawet broniac cie przed tomakinem). To ty zachowujesz sie jak chamski niewdzieczny bachor. Na dobra sprawe, w ogole po takim zachowaniu nie powinienem tobie odpowiadac.

marto - nie, chodzi o badanie zaleznosci miedzy wystepowaniem chorob a iloscia plomb amalgamatowych u nowozelandzkich zolnierzy.
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: donna w Czerwiec 02, 2016, 19:45:47
Scarp: Bardzo proszę trzymać się tematu wątku. Wszystkie następne Twoje posty niezwiązane w żaden sposób z tematami wątków będą kasowane.
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: marta_k w Czerwiec 03, 2016, 18:33:32
Zaczynam trzecią dobę na ala i mam takie spostrzeżenia (zaczęłam od 12,5 mg)-
- pierwszy dzień po drugiej, trzeciej dawce - świetne samopoczucie (znaczy może mniej paskudne, ale od dawna nie czułam się tak dobrze), od późnego popołudnia do późnego wieczoru (generalnie od długiego czasu pierwsza część dnia zawsze jest gorsza i jakakolwiek chęć pojawia się ok. 16-18 - jeśli się pojawia...)
- kolejny dzień - dużo gorzej, wrócił lęk, smutek, pół dnia przeryczałam, czułam się jeszcze bardziej zmęczona,
- dzisiaj znowu paskudnie, duże napięcie i jednocześnie przymulenie i to samo zmęczenie.
Do tego od wczoraj intensywna biegunka. Biorę suple cutlerowskie, sylimarol, krem hc i piję zioła z lukrecji (po weekendzie powinnam odebrać adrenal cortex), oczywiście trzymam dietę.
Nie umiem ocenić, czy to wpływ ala, bo od dłuższego czasu czuję się paskudnie i to paskudnie przeplata się z mniej paskudnie.
Co myślicie?
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: marta_k w Czerwiec 03, 2016, 20:24:47
Przyszło mi do głowy, że może te biegunki to za sprawą magnezu, mam akurat cytrynian i wcześniej zdarzało mi się podobnie reagować, a teraz biorę dużo większe dawki. Pod jaką postacią polecacie magnez? Na C reaguję dobrze, brałam wcześniej po 2-3 g dziennie, a przy infekcjach znacznie więcej i nigdy nic się nie działo, więc to odpada.
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: Arn w Czerwiec 03, 2016, 22:42:05
Magnez jest polecany pod każdą organiczną postacią czyli najbardziej popularna z nich to cytrynian właśnie i najtańsza. Podobno jak brakuje magnezu to wchłania się dużo lepiej. Ogólnie badania wchłaniania są ciężkie, bo badanie w miejscu X, nie świadczy o niedoborach w miejscu Y więc to taka gdybologia często. Tak więc z grubsza można brać wszystko poza szczególnie tlenkiem i też węglanem i powinno być OK. No chyba, że ktoś tutaj na forum rozgryzł to jeszcze lepiej.

Przy okazji mam takie pytanie nie na temat, ale poruszyłaś go w innym wątku. Wybieram się do psychiatry (to tak z braku laku - czy będę coś brał nie wiem, na razie pewnie nie) i się zastanawiam czy przy stanie obecnej wiedzy jest on w stanie przepisać jakieś leki, które jednocześnie nie zrobią rewolucji ze wszystkim. Innymi słowy zastanawiam się czy w momencie kiedy od leczenia psychiatrycznego doszłaś do zdrowego żywienia, chelatacji masz jakieś obserwacje na ten temat? Sam nie wiem czy mam jakiś problem z grzybami, z układem pokarmowym czy co jest moim głównym problemem ale obawiam się, że jak zaczne coś łykać to już będzie droga tylko w jedną stronę.
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: ewa27 w Czerwiec 03, 2016, 23:12:34
Arn- dlugosc ulotki antydepresantow z czego polowa to objawy niepozadane mowi sama za siebie. Ja bralam przez pol roku seronil i do dzisiaj mam po nim zawiechy jak internet explorer. I chyba juz lepsza jest zlosc, nerwowosc i smutek niz ta nieopisywalna plytkosc emocjonalna- jakbm byla simem i tylko wykonywala polecenia: wstan, umyj sie, idz do pracy etc. To sa tylko moje doswiadczenia i to z dosc lajtowym antydepresantem, ale skoro mam jakas swoja opinie w temacie to sie nia dziele :)
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: marta_k w Czerwiec 03, 2016, 23:25:51
Uff, ciężka sprawa. Generalnie od psychiatry wychodzi się z receptą na typowe leki przeciwdepresyjne. Ja łącznie byłam u czterech lekarzy, w tym takich z bardzo dobrymi opiniami i zawsze kończy się to tak samo. Jeden z nich (tych lepszych) zaproponował mi elektrowstrząsy... Nie trafiłam (w sensie też, że nie znalazłam w sieci) na lekarza tej specjalizacji, który miałby alternatywne pojęcie.
Ja zainteresowałam się metodami naturalnymi już nie pamiętam z jakiego powodu, pewnie bardziej lub mniej z wkurzenia, że coś jest nie tak i może gdzieś jest przyczyna, którą można leczyć, a nie skutek. Tyle, że wszelkie alternatywne sposoby wymagają dużo czasu i zaangażowania - samo trzymanie diety jest bardzo trudne, a przy braku motywacji i chęci do czegokolwiek niemalże niewykonalne. Przeszłam bogatą drogę suplementacji (dobra multiwitamina, D, K2, C, magnez, wcześniej solidne oczyszczanie) i kiedy (ciągle na lekach SNRI) poczułam się w miarę stabilna, spróbowałam kolejny raz (trzeci w ciągu 8 lat) odstawić prochy. Było ok przez kilka miesięcy i potem bardzo stopniowe pogorszenie (myślę, że gdzieś od stycznia, tylko wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to to...). Nie suplementowałam porządnie omeg, ale te są kluczowe przy depresji - EPA 2000 j.u. dziennie. Przez bardzo długi czas... Zaczęłam w styczniu od oleju lnianego, ale to jest za słabe i prawdopodobnie organizm nie da rady wytworzyć niezbędnych ilości EPA i DHA, trzena suplementować konkretnie te kwasy. To jest jedna droga - uzupełnianie, a druga - równoległa - walka z toksynami. Ja to całkowicie zbagatelizowałam, może poza pasożytami i grzybem, bo o tych miałam jakieś tam pojęcie. Widzę teraz w tym jeszcze jakąś nadzieję, tyle że to znowu potrwa.
Obecnie jestem na pramolanie (to trochę starszy lek, z grupy trójpierścieniowych) od miesiąca i nie wiem jeszcze czy to zadziała, właściwe działanie rozkręca się po ok. 2 m-cach. Z doświaczenia wiem, że nie wytrzymałabym w takim dole na tyle długo, żeby czekać aż "coś" naturalnie zacznie działać. Może gdybym miała stały wikt i opierunek i mogła leżeć brzuchem do góry i czekać... Do tego w takim stanie naprawdę trudno jest robić cokolwiek, także w kwestii motywacji do szukania metod. Z tych wszystkich powodów uważam, że jak jest rzeczywiście źle, to warto spróbować leków i NIE REZYGNOWAĆ z tych innych metod, bo może one z czasem odniosą skutek.
W którymś poście Jinx napisał, że kiedy organizm zawalony jest świństwami, suplementacja sama nie ma sensu, bo to kasa wyrzucona w błoto. Tak to zrozumiałam i chyba muszę się z tym zgodzić - przynajmniej takie mam doświadczenie. Coś tam pewnie się wchłania i może działa, ale generalnie jest burdel. Tutaj tak jak przy większości chorób trudno jest zdiagnozować co je powoduje, zostaje metoda prób i błędów. Lekarze - zarówno psychiatrzy jak i ogólni za każdym razem mówili mi, że to taka uroda, mało serotoniny, itp i że prawdopodobnie te leki w dawkach podtrzymujących czekają mnie do końca życia. Jeden (ten od elektrowstrząsów) przepisał mi dodatkowo mocniejszą wit. E i namawiał do sportu, który i bez tego uprawiam i rzeczywiście dobrze robi na głowę, ale to jakiś bardzo znikomy procent...
Podsumowując, myślę i mam nadzieję, że te metody się nie wykluczają, aczkolwiek jeśli jeszcze została jakaś energia do działania to warto próbować.
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: marta_k w Czerwiec 03, 2016, 23:37:47
O, nie zauważyłam wcześniej odpowiedzi Ewy :)
Tak, Ewo, masz rację - ulotka jest jak rolka papieru toaletowego... Ja mam takie doświadczenia z samymy ssri i snri (pierwsze to inhibotory serotoniny, a drugie serotoniny i noradrenaliny), że raczej skutki uboczne nie dotyczyły strefy emocjonalnej, tylko czysto fizycznej. Po aureksie np strasznie ziewałam. To może się wydawać śmieszne, ale po połowie dnia bolała mnie okropnie szczęka i ten efekt się utrzymywał. Po innym leku nie spałam (całkowicie, a trafiłam z nim w przerwę świąteczno-noworoczną)... W kocu trafiłam na Efectin (wenlafaksyna) i ten był i skuteczny i miał (na mnie) znikome WIDOCZNE skutki uboczne. W zasadzie ograniczały się do dziwnego swędzenia nóg (łydek) i to okresowo, w sumie nie mam pewności, że to przez ten lek, ale było upierdliwe. Przy ostatniej serii nie miałam tego efektu, więc może to zbieg okoliczności. Natomiast tańczy zamiennik E. tolerowałam już dużo gorzej - tutaj warto brać oryginały. Podobno leki na escitalopramie są dobrze tolerowane i mają szerokie spektrum działania. Gdzieś przez moment to brałam, ale nie pamiętam, czemu zmieniłam. No i jest taka zależność, przynajmniej u mnie, że po każdej próbie odstawienia, przy powrocie do leku nie działają już poprzednie dawki. Z ważnych efektów ubocznych - potrafią całkowicie zabić libido. Tak jeszcze myślę, że chyba sinusoida emocji na lekach jest ciut bardziej płaska, nie ma ani wielkiej złości ani wielkiego spontonu, może niewielka różnica, ale u mnie była (akurat ze złością to było fajne :)
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: marta_k w Czerwiec 03, 2016, 23:42:31
O, zmienił mi się statut z nowicjusza na bywalca... hm... :)
Jeszcze jedno - Arn - wprowadzenie i wyprowadzenie leku trwa długi, zaczynasz i kończysz delikatnie zmieniając dawkę, trzeba cierpliwości, żeby doczekać efektów. Po ustabilizowaniu nastroju lek należy brać min. pół roku zanim pojawi się decyzja o odstawieniu. Moja pierwsza tura trwała ok. 1,5 roku i po czułam się rewelacyjnie. Tyle że to szybko minęło... Nie wiem, na ile wpływ miało samo odstawienie a na ile wydarzenia życiowe, bo akurat tutaj mam od lat obfitość i pewnie psychikę, która mocno na nie reaguje, to raczej mi nie pomaga.
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: pietro w Czerwiec 03, 2016, 23:48:33
Jeśli nie jesteś w jakimś tragicznym stanie, a po postach mniemam że nie, to bym się poważnie zastanowił, uważam że leki to naprawdę ostatnia deska ratunku, nigdy nie wiadomo jak zadziałają, jak dla mnie to prawie jak z narkotykami, mogą coś tam okresowo dać, ale mogą też wiele długofalowo zabrać...
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: marta_k w Czerwiec 03, 2016, 23:55:07
Zgadzam się całkowicie z Pietro
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: Arn w Czerwiec 03, 2016, 23:56:52
Właśnie sobie zdaje sprawę, że psychiatra ma określony czas z czego jego duża część to wypisanie recept i wytłumaczenie co jak łykać, bo skoro ktoś poszedł do psychiatry to przecież po jakieś leki. No chyba że tak jak napisałaś, po elektrowstrząsy - nie widziałem, że nawet stosuje się jeszcze takie metody. Może się nawet o to spytam, bo elektrowstrząsy to mi się kojarzą z lobotomią a nie z obecną medycyną no ale z drugiej strony chociaż nie ingerują na stałe w organizm.

Ja się właśnie obawiam czy można mówić o zdrowym odżywianiu, oczyszczaniu, kiedy się wejdzie w długoterminowe leki. Ja mam bardziej problem fizyczny a konkretnie laryngologiczny (być może psychosomatyczny?) a wszelkie problemy psychiczne są jakby wtórne bo trudno sobie nie zdawać sprawy że marnuje sobie życie. I tak późno sobie z tego zdałem sprawę;) No a w takim wypadku jeśli uznam, żeby brać te leki od psychiatry to nie będzie szybkiej drogi powrotu o czym sama piszesz. I po prostu się zastanawiam czy wtedy już się nie zakleszcze na dobre.

No ale tak czy siak dzięki Wam za odpowiedź.
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: marta_k w Czerwiec 04, 2016, 00:00:00
Próbowałeś psychoterapii?
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: Arn w Czerwiec 04, 2016, 00:20:38
Powiem tak, sam z własnej woli raczej nigdy nie myślałem - a przejdę się do psychiatry, może mi wrzuci jakieś tabsy i będzie fajnie, tym bardziej że raczej nie potrzebuje się uzewnętrzniać obcej osobie. No ale sytuacja jest taka, że medycynę konwencjonalną raczej zamknąłem, medycyna niekonwencjonalna/naturalna to niekończący się ocean pomysłów i raczej tego nie ogarniam, zresztą różne diety tak samo - to już najlepiej chyba miesiąc nic nie jeść.

Więc mój problem polega na tym, że obecnie jestem całkowicie aspołeczny. Po raz trzeci wróciłem do punktu wyjścia jeśli chodzi o swoje problemy ze zdrowiem, za każdym razem to mnie niszczy jeszcze bardziej psychicznie (co zresztą jest normalne) i po prostu nie widzę dla siebie żadnej przyszłości no i niestety takie są realia. Sam tak realnie oceniając swoją sytuacje przez lata widzę, że jakieś podłoże psychosomatyczne to może mieć ale nie musi natomiast tak jak pisałem jak już pójdę w tamtym kierunku to bardzo wątpię, żeby mi się chciało szukać jeszcze czegoś innego i zostanie mi chyba czekać na koniec świata.

A z kolei medycyna naturalna z hasłem "jedz zdrowo i za 2 lata będzie OK" no raczej też średnio mnie nastraja. Więc na razie sytuacja jest ch**wa ale jeszcze stabilna.

Do psycholog jakiejś łaże ale co mi z tego skoro ona i tak nie jest w stanie ogarnąć sytuacji. Zresztą ja się nie dziwie bo sam bym sobie raczej też nie wierzył że ból/dyskomofort może być większy niż chęć współżycia ze społeczeństwem i robienia dobrej miny do złej gry. Tak działałem przez parę lat, miała mi się sytuacja ogarnąć, już myślałem że się ogarnia ale spierdzieliła się po raz kolejny a już na tym etapie nie da się funkcjonować na zasadzie "że muszę i jakoś to będzie". Przy takim podejściu jeszcze można studia w bólach zaliczyć ale bez chęci samokształcenia, rozwijania się to i tak jest nic nie warte.  Natomiast co do psycholog to źle o niej nie będę mówił, bo chyba z litości mnie za darmo przyjęła po pierwszej wizycie, więc dobre i to ale więcej pozytywów z tego nie ma.
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: marta_k w Czerwiec 04, 2016, 00:28:52
Hm, no to jest w tej chorobie, czy w tych chorobach - bo jest ich masa - działających w sferze psychiki, że jak jest źle, to całkiem pada motywacja, a bez tego nie ruszy się z niczym.
Osobiście - nie wyobrażam sobie wyjść z bardzo złego stanu (a w takim jestem obecnie) bez prochów i tylko dlatego coś jeszcze z tym robię (coś poza - np obecność na tym forum), że mam jakieś minimum nadziei. Dla mnie prochy są ratunkiem od samobójstwa, choć może to jest tylko słabość. Nie mam innego punku odniesienia niż ja sama.
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: Arn w Czerwiec 04, 2016, 01:17:21
Dla mnie ratunkiem od samobójstwa jest bycie wierzącym co może głupio brzmi;) A od tej całej lektury medycyny mniej konwencjonalnej to można zwariować na dłuższą metę;) Dlatego się chociaż chelatuję bo to mimo wszystko jest jeszcze konwencjonalne i ekspozycję mogłem mieć sporą, tyle że reakcja wskazuje na kolejne pudło w diagnozie. Nawet wszystkie testy znachorskie mi dobrze wychodzą, o badaniach konwencjonalnych nie mówiąc, dlatego chcąc niechcąc kiedyś u psychiatry wylądować musiałem;)
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: marta_k w Czerwiec 04, 2016, 01:25:54
co by nie było - powodzenia :)
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: Gulietta w Czerwiec 04, 2016, 07:24:45
Dla mnie ratunkiem od samobójstwa jest bycie wierzącym co może głupio brzmi;) A od tej całej lektury medycyny mniej konwencjonalnej to można zwariować na dłuższą metę;) Dlatego się chociaż chelatuję bo to mimo wszystko jest jeszcze konwencjonalne i ekspozycję mogłem mieć sporą, tyle że reakcja wskazuje na kolejne pudło w diagnozie. Nawet wszystkie testy znachorskie mi dobrze wychodzą, o badaniach konwencjonalnych nie mówiąc, dlatego chcąc niechcąc kiedyś u psychiatry wylądować musiałem;)
Arn polecam Ci książkę "Moc uwielbienia" Merlin R. Carothers.  Naprawdę książka ta zmienia podejście do wielu spraw.
(polecił mi ją Ksiądz :)
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: lucky.pl w Czerwiec 04, 2016, 12:48:41
Zaczynam trzecią dobę na ala i mam takie spostrzeżenia (zaczęłam od 12,5 mg)-
- pierwszy dzień po drugiej, trzeciej dawce - świetne samopoczucie (znaczy może mniej paskudne, ale od dawna nie czułam się tak dobrze), od późnego popołudnia do późnego wieczoru (generalnie od długiego czasu pierwsza część dnia zawsze jest gorsza i jakakolwiek chęć pojawia się ok. 16-18 - jeśli się pojawia...)
- kolejny dzień - dużo gorzej, wrócił lęk, smutek, pół dnia przeryczałam, czułam się jeszcze bardziej zmęczona,
- dzisiaj znowu paskudnie, duże napięcie i jednocześnie przymulenie i to samo zmęczenie.
Do tego od wczoraj intensywna biegunka. Biorę suple cutlerowskie, sylimarol, krem hc i piję zioła z lukrecji (po weekendzie powinnam odebrać adrenal cortex), oczywiście trzymam dietę.
Nie umiem ocenić, czy to wpływ ala, bo od dłuższego czasu czuję się paskudnie i to paskudnie przeplata się z mniej paskudnie.
Co myślicie?

To bardzo typowe reakcje na cykl u ludzi. Wiec tu sie nie przejmuj, tzn ze chelatacja robi swoje.
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: marta_k w Czerwiec 04, 2016, 14:32:39
:)
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: Arn w Czerwiec 04, 2016, 16:43:17
Arn polecam Ci książkę "Moc uwielbienia" Merlin R. Carothers.  Naprawdę książka ta zmienia podejście do wielu spraw.
(polecił mi ją Ksiądz :)
Dzięki, rzucę okiem. Już mam kilka pozycji do nadrobienia.
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: brother w Czerwiec 04, 2016, 23:30:04
Zaczynam trzecią dobę na ala i mam takie spostrzeżenia (zaczęłam od 12,5 mg)-
- pierwszy dzień po drugiej, trzeciej dawce - świetne samopoczucie (znaczy może mniej paskudne, ale od dawna nie czułam się tak dobrze), od późnego popołudnia do późnego wieczoru (generalnie od długiego czasu pierwsza część dnia zawsze jest gorsza i jakakolwiek chęć pojawia się ok. 16-18 - jeśli się pojawia...)
- kolejny dzień - dużo gorzej, wrócił lęk, smutek, pół dnia przeryczałam, czułam się jeszcze bardziej zmęczona,
- dzisiaj znowu paskudnie, duże napięcie i jednocześnie przymulenie i to samo zmęczenie.
Do tego od wczoraj intensywna biegunka. Biorę suple cutlerowskie, sylimarol, krem hc i piję zioła z lukrecji (po weekendzie powinnam odebrać adrenal cortex), oczywiście trzymam dietę.
Nie umiem ocenić, czy to wpływ ala, bo od dłuższego czasu czuję się paskudnie i to paskudnie przeplata się z mniej paskudnie.
Co myślicie?

To bardzo typowe reakcje na cykl u ludzi. Wiec tu sie nie przejmuj, tzn ze chelatacja robi swoje.
Tak dokładnie też miałem takie reakcje. Nawet chelatacja potrafiła wykopać całkowicie depresję która po dość długim czasie ponad roku wróciła. Poczytaj trochę moich postów chociażby tych ostatnich. Generalnie chelatacja w uproszczeniu to jest taki trochę roller coaster. Raz jesteś na górze raz na dole. Typowa reakcja u tysięcy zatrutych na chelatację. Nie zdziw się jak po takim dole znajdzie się cykl że np. jednego dnia będziesz miała mega euforię po czym następnego poczujesz się zmęczona i przymulona. No i z za rogu wychyli się mega brainfog (choć nie musi). Wszystkie reakcje na cykle są mega indywidualne ale wiele reakcji jest bardzo podobnych )i schematycznych) u różnych ludzi.
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: marta_k w Czerwiec 05, 2016, 00:17:01
Dzięki Brother :)
Cieszę się, że mi się tu wszyscy wpisujecie, bo większość osób leczy dzieci i niewiele jest relacji od chelatujących się dorosłych.
Dzisiaj skończyłam pierwszy cykl i było już spokojniej. Taka chodzę przymulona i mega słaba, na trzecie piętro wchodzę z przerwą, masakra.
Czytam forum, na początku chaotycznie, wyszukując poszczególnych tematów. Teraz doczytuję wątek o chelatacji, ale jest strasznie długi i nie dobrnęłam jeszcze do połowy. W każdym bądź razie układa mi się to już jakoś...
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: Arn w Czerwiec 11, 2016, 23:04:48
Tak z ciekawości to dostałem lek Cymbalta. Jakieś 150 zł za 28 tabletek, więc to jakieś jaja. Na razie brać nie zamierzam ale niedługo mi się pewnie urwie motywacja jakiejkolwiek innej walki i pewnie wezmę ale sam nie wiem bo przewlekłe branie leku który kosztuje ze 150 zł to marna perspektywa. Ogólnie raczej pozytywnego zdania o psychiatrach nie mam.

To chyba dział medycyny, który najmniej szanuje (a najbardziej to chyba patamorfologów szanuje;)) i traktuje to jako eksperymenty na żywym orgazmie za grube pieniądze. Jak to dany lek nie pomoże to będzie walić jakieś inne, bo któryś na pewno pomoże a lista skutków ubocznych porównywalna chyba z niektórymi dopalaczami. Takie długą listę skutków ubocznych to miałem lata temu jak mi ktoś chciał Izotek wpierdzielić (rzecz jasna odmówiłem). 

No ale już nie rozmywam wątku. Chciałem się pochwalić, że to chyba najdroższy lek za 1 tabletkę jaki mi się zdarzyło widzieć, a pewnie nieznacznie przewyższa placebo w podwójnie ślepej próbie  ;D
Tytuł: Odp: Depresja a rtęć
Wiadomość wysłana przez: ewa27 w Lipiec 13, 2016, 11:31:19
Hej Marta, jak idzie chelatacja? Jakieś postępy, zmiany, dolegliwości? Jak się czujesz?