Autor Wątek: Życie w rodzinie  (Przeczytany 22530 razy)

0 Użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

kalina i zbyszek

  • Kreatywny
  • ****
  • Wiadomości: 396
Życie w rodzinie
« dnia: Kwiecień 12, 2008, 16:22:54 »
Z reguły na forum skupiamy się na naszych dzieciach. Ale to nie tylko ich problemy przecież zaprzątają naszą głowę. Brakuje mi wątyku w którym pisałyyście o zwykłych problemach. O pracy , małżeństwie, zmęczeniu, trudnościach. Takie zwykłe babskie gadanie...  ':<img:'> Brakuje mi najbardziej takiego miejsca gdzie czytając o cudzych problemach nie czułabym się osamotniona. Trudno mi się dogadać ostatnio z mężem, zwłaszcza jeśli chodzi o postępowanie wobec Bartka. Jest mi smutno, czuję się życiowym bankrutem. Nie pracuję, nie umiem nauczyc Bartka choć kilku słów, wszystko jest jakieś takie beznadziejne. Proszę opowiedzcie o swoich smujtkach, problemach, trudnościach.
zk

gabi30

  • Kreatywny
  • ****
  • Wiadomości: 278
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #1 dnia: Kwiecień 12, 2008, 17:10:15 »
Mój Michał ma już 14 lat, teraz życie jest jakby łatwiejsze.
Gdy był młodszy problemy piętrzyły mi się na głowę. Szanowny Pan mąż nie rozumiał dlaczego dziecko jest inne,wrzeszczał na niego,że nic nie rozumie jak się do niego mówi. Michał bardzo źle reaguje na krzyk. Zawsze płacze i dostaje histerii. Tłucze się wtedy w głowę. Pamiętam jak był chyba w piątej klasie tatuś pomagał mu odrabiać matematykę. Cały zeszyt był zalany łzami, a tatuś skwitował krótko:debil ':angry:' . Przeszłam swoje i doskonale rozumiem mamy, które kłócą się z tatusiami  dzieci. Zazwyczaj panowie nie potrafią zaakceptować inności dziecka. Oczywiście nie skazuję na starcie wszystkich panów. Są przecież na forum również wspaniali ojcowie.
Ja nie mam żadnego oparcia w swoim małżonku. Mieszkamy razem,żyjemy razem, ale nasze życie toczy się na osobnych torach. Ja również nie pracuję, nie mam pomocy od dziadków. Mieszkam na wsi i Michał uczy się w domu, więc ktoś musi byc jak przychodzą nauczyciele. Pracuje tylko Pan mąż, który nie pomaga mi w niczym. Ze wszystkimi problemami muszę radzić sobie sama. Na głowie mam coraz więcej siwych włosów. Czasami mam ochotę uciec,zabrać ze sobą Michała i zostawić za sobą problemy domowe. Również brakuje mi podzielenia się z kimś problemami, odstresowania się. Dzisiaj mój Michał miał atak histerii spowodowany przez brata( starszego). Wywiązała się między nimi dyskusja na temat gier ( obsesja Michała). Po minucie rozmowy Michał wył na całego i wyrywał sobie włosy. Miało to miejsce ok.13 a moje dziecko do tej pory leży na łóżku i wyje. Oczy ma juz czerwone jak królik. Nie pomagają moje argumenty aby nie brał słów brata dosłownie.
Nie mam już siły, nie wiem jak go uspokoić. Przyszedł przytulił się i poszedł ryczeć dalej.
Och to życie '<img'>

joser

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 643
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #2 dnia: Kwiecień 12, 2008, 19:47:34 »
Witajcie kobietki!U mnie akurat mąż wspaniały,od razu jak dostaliśmy diagnozę nastąpił swoisty podział obowiązków.Ja z racji zawodu(jestem pielęgniarką)zajęłam się terapią i lataniem po lekarzach i specjalistach.Byłam przerażona dietą i właśnie mój mąż powiedział "trzeba to wchodzimy z marszu bez ustępstw".Ja biegam po urzędach i załatwiam wszelkie zaświadczenia,opinie i orzeczenia a małżonek martwi się "kasą"na to wszystko.Jeśli zgadzamy się co do Kuby to ze starszym synem już nie jest tak różowo.Pierworodny wchodzi w "ośli wiek"i często dochodzi do mocnej wymiany zdań.Ponieważ Kuba nie da sobie już "w kaszę dmuchać"często dochodzi do sprzeczek i przepychanek między chłopakami.I tylko słyszę z pokoju"MAMOOOO!!!".staram się cierpliwie tłumaczyć obojgu  ale czasem argument"klapsa"jest nieodzowny.Kuba rozumie coraz lepiej i więcej więc jest traktowany na równi z bratem i staram się sprawiedliwie też rozdzielać kary.Mój najstarszy mężczyzna ma mniej cierpliwości.Jak pisałam już na innych wątkach ciągnę praktycznie parę etatów(praca na pełny etat na zmiany,w wolne dni spędzam w przedszkolu z Kubą a w domu matka i żona.)Dodatkowo kończę już na szczęście 2-letnią specjalizację bo w pracy wymagania coraz większe i zarabiać trzeba.Na szczęście postęp u Kuby jest ogromny dlatego wciąż to ciągniemy z całych sił.Marzy mi się wyjazd tylko z mężem gdzieś ,na parę dni i spędzić na je na błogim leniuchowaniu bez zamartwiania się o sprawy przyziemne.A kiedy dopada mnie przeogromna chandra(z reguły stopniowo narasta aż w końcu przy byle drobiazgu wybucham)to robię coś tylko dla siebie np.idę na piwo z koleżankami z pracy albo szaleję z włosami(w styczniu zrobiłam się z platynowej blondynki na miedziany i każdy po początkowym szoku twierdzi że mi do twarzy a jeden z pacjentów nazywa mnie" złocistym bursztynkiem.")Mówię nic tak nie poprawia nastroju jak odrobina szaleństwa.Pozdrawiam.Joanna
PATRYK-styczeń 1995r (zdrowy)
KUBA-styczeń 2001r.(autyzm)

Czym słońce dla wszystkich ludzi, tym dziecko dla matki...

kasia_de

  • Aktywny
  • ***
  • Wiadomości: 191
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #3 dnia: Kwiecień 14, 2008, 08:46:53 »
ja mam problem trochę innej natury, pewnie części z was wyda się idiotyczny ;-) ale dla mnie to jest sprawa kluczowa.

Mam za dużo obciążeń i po prostu jestem zmęczona, a bierze się to stąd, że oprócz walki o syna mam jeszcze na głowie budowę domu i własną działalność gospodarczą.

Postanowiliśmy z mężem budować dom, kiedy syn miał niecałe 2 lata i nie podejrzewaliśmy problemów. Plan był taki, że ja wracam do pracy na etat a dziecko idzie do przedszkola.

Okazało się, że z przedszkolem nie będzie łatwo, zaczęły się wędrówki po specjalistach a działka budowlana kupiona i sprawa nabrała rozpędu.

Boom budowlany zwiększył koszty budowy o 50% i okazało się, że mąż nie zarobi na budowę i na terapię, założyłam więc własną działalność gospodarczą bo to daje mi pewną swobodę planowania działań, nie jestem od nikogo zależna jak np muszę pojechać na zajęcia z dzieckiem albo akurat jest chore.

Firma jakoś działa, oczywiście na pół gwizdka, terapia dziecka, wizyty u specjalistów i moja praca z nim zajmują mnóstwo czasu.

Mąż pracuje na etacie a po południu na budowie - niewiele czasu spędzamy razem, jak przyjeżdża do domu, to ja rezygnuję z niego na rzecz dziecka :-) które od progu woła "tatusiu" ;-)
Weekendy spędzamy razem na budowie w ramch integracji rodziny :-) synek dzielnie pomaga - ostatnio sprzątał odpady styropianu i bardzo go to uszczęśliwiło ;-)

Budowy nie przerwiemy w tym momencie, zbliża się ku końcowi, zresztą większy metraż jest niezbędny głównie dla dziecka, teraz w kawalerce się dusimy po prostu.
.
Ja firmę prowadzić muszę, bo zbankrutujemy. Dziecko musi miec terapię i mamę, która z nim sie pobawi i popracuje (tatę na razie "na dochodne").

Na szczęście mój mąż rozumie problemy syna i potrzebe leczenia. Nie mniej jednak stały odpływ pieniędzy z konta w kierunku "budowa" i "dziecko" może frustrować, bo związany jest z pracą ponad siły. Ponadto skupianie się jedynie na dziecku i budownie domu nie sprzyja relacjom małżeńskim :-(

Oczywiście fakt budowania domu czyni nas w oczach wszelkich znajomych i rodziny praktycznie milionerami hehe, więc na pomoc (jakąkolwiek) liczyć nie możemy. Smutne.

Jak wydłużyć dobę, chociaż o 5 godzin i jak znależć siły na to wszystko?

Nie pamiętam kiedy miałam choć kilka godzin dla siebie, bez myślenia, że MUSZÊ zrobić ... (lista rzeczy)...Bo kiedy dziecko jest w przedszkolu to ja pracuję lub załatwiam różne sprawy. Jedyne chwile to czas spędzany na forum ale ja traktuję to nie do końca jak relaks - raczej zdobywanie wiedzy.

No to się wyżaliłam ;-)

gabi30

  • Kreatywny
  • ****
  • Wiadomości: 278
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #4 dnia: Kwiecień 14, 2008, 10:01:48 »
Ja mam sytuację troszkę podobną z brakiem czasu. Co prawda nie buduję domu, ale mam ponad 100letni domek, który wymaga ogromnych nakładów pracy i środków. Mieszkam na wsi, więc dochodzą kurki, pieski,ogródek i trawniki,które trzeba pokosić. A na dokładkę jestem sołtysem,więc mam ciągłe wędrówki "ludów" w sprawach niecierpiących zwłoki. Jak pisałam wcześniej mąż nie pomaga mi w niczym. Uważa,że skoro zarabia to kobieta powinna wykonywać wszystkie inne obowiązki domowe. Oj, nie wychowałam sobie męża ':angry:' .
A gdzie między tym wszystkim czas dla siebie? Oczywiście jest jeszcze Misio,którym trzeba się zająć. Chociaż muszę przyznać ,że mój syn najlepiej czuje się sam. Nie jest absorbującym dzieckiem( młodzieżą). Czasami trudno mi wywlec go z pokoju na pogawędkę ':p' .
No to tym razem ja się pożaliłam.
Gabi

Małgośka

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 3539
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #5 dnia: Kwiecień 14, 2008, 11:22:17 »
Ja w instrukcji do elektroprzyrzadu do akupunktury znalazłam częśc"zmeczenie, osłabienie" w książce"Twoje zdrowie w Twoich rękach" jak znależc te punkty i po prostu nabija się w nie igły do akupunktury.Igly jednorazówki sa z Internetu Monika mi oczywiście powiedziała www.iglyStawia na nogi jak licho! Te punkty na zmęczenie to ST-6, Z-36,Jg-4 jeszcze jakiś tylko nie pamietam no i dodałabym N1, który robię prądem. Idealne dla zapracowanych!
Kasia, a gdzie budujesz bo ja mieszkam na wschodnim końcu Wa-wy.
"Niech zamienią rozpacz w żar nadziei
Niech bzem się cieszą miast śmiercią smucić
Czemu z martwych powstać by nie mieli
Skoro jeden spoza śmierci wrócił"
/psalm wbrew rozpaczy/
 
    

Małgośka

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 3539
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #6 dnia: Kwiecień 14, 2008, 11:24:04 »
Meża to chyba powinien wychować ktoś inny '<img'>  '<img'>
"Niech zamienią rozpacz w żar nadziei
Niech bzem się cieszą miast śmiercią smucić
Czemu z martwych powstać by nie mieli
Skoro jeden spoza śmierci wrócił"
/psalm wbrew rozpaczy/
 
    

Małgośka

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 3539
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #7 dnia: Kwiecień 14, 2008, 11:36:58 »
Ale oni tak mają bardziej mozna liczyc na pomoc innych kobiet.
Z drugiej strony gdyby mnie ktoś kazał kilka godzin codziennie reperować samochód ':p' ....chyba nie byłabym zadowolona '<img'> w tym temacie nie jestem dobra a facet by mną dyrygował ':p'
Nawet samochodem nie mogłam się z nim nauczyc jeżdzic bo za bardzo się wymądzał/jak to jego kobieta miałaby byc samodzielna w tej dziedzinie?/
W końcu jak poszedł do pracy to wyprowadzilam samochod z garazu i sama jeżdzilam/prawo jazdy juz dawno mialam/Dla bezpieczeństwa sadzałam z tyłu kolezanke świeżo po kursie i robiła sensowne i taktowne uwagi. Koleżance tez się przydało powiedziała, że w życiu by nie jeżdziła po Warszawie gdyby nie to, że wiekszośc tras przejeżdziła ze mną.
"Niech zamienią rozpacz w żar nadziei
Niech bzem się cieszą miast śmiercią smucić
Czemu z martwych powstać by nie mieli
Skoro jeden spoza śmierci wrócił"
/psalm wbrew rozpaczy/
 
    

aggena

  • Kreatywny
  • ****
  • Wiadomości: 335
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #8 dnia: Kwiecień 14, 2008, 18:27:13 »
Ja mam ten sam problem wiecznie brak mi czasu i ciągle jestem zmęczona.
W dodatku nie realizuje wcześniej zaplanowanych prac i zajęć co wpędza mnie w poczucie winy. Stale mam wrażenie że za mało cwiczę z Michałem, nie nadążam  z sprzątaniem, Wiecznie się spóźniam i taki kołowrót. I mimo pomocy ze strony rodziny nie potrafię nad tym światem zapanować. Pozdrawiam Asia

kasia_de

  • Aktywny
  • ***
  • Wiadomości: 191
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #9 dnia: Kwiecień 14, 2008, 20:36:52 »
Małgosiu, ja na pn-wsch - w Markach

kasia_de

  • Aktywny
  • ***
  • Wiadomości: 191
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #10 dnia: Kwiecień 14, 2008, 20:50:21 »
Aggena! mam to samo - wiecznie z czymś nie zdążam, jak obrobię się z porzadkami, praniem i prasowaniem, to dziecko w tym czasie bajki ogląda  '<img'>  a ja mam  wyrzuty sumienia...

Właśnie mi się przypomniało że kwiecień się kończy a ja jeszcze PITa nie wysłałam a tu jeszcze bieżący podatek trzeba policzyć i deklarację VAT zrobić...

Już wiosną zeszłego roku zasnęłam za kierownicą i rozwaliłam samochód (byłam na etapie odstawiania ponad 2-latka od piersi a musiałam pojechać służbowo do Krakowa - dojechałam do Kielc) a teraz wcale nie jest lepiej....
Syn teraz przynajmniej śpi w nocy, więc się lepiej wysypiam ale zmęczona jestem chyba bardziej...

Ostatnio budził się w nocy, miał kilka razy gorączkę bez powodu, która trwała jeden wiczór... terapeutka SI twierdzi że on tak przeżywa nowe wydarzenia w życiu, bo zaczęło się jak poszedł do przedszkola - zawsze w piatek tak ma... ostatnio dzień po tym jak pierwszy raz tak naprawdę bawił się z innym dzieckiem... był strasznie tym podjarany, w 5 minut nauczył się mówic "Kuba" ;-) i powtarzał potem cały wieczór...
No a dla mnie taka nieprzespana noc to jak 3 dni z życiorysu   ':p'

I ciągle mam wrażenie że za mało z nim pracuję ale brakuje mi sił... jak już wwszystko (mniej więcej) zrobię to padam na mordę i chcę spać   ':cry:'

Gajaa

  • Aktywny
  • ***
  • Wiadomości: 119
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #11 dnia: Kwiecień 14, 2008, 21:27:58 »
Witam Sąsiadke '<img'> My mieszkamy w Ząbkach.

pozdr.
Gajaa
Synek 02.12.2004
Córeczka 10.05.2006

kasia_de

  • Aktywny
  • ***
  • Wiadomości: 191
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #12 dnia: Kwiecień 14, 2008, 21:41:57 »
o, jak miło ;-)
dodam, że widze jeszcze jedno podobieństwo - mój syn tez jest z grudnia 2004, z tym, że z 30 grudnia ;-)

malgorzatka17

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 1022
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #13 dnia: Kwiecień 14, 2008, 21:44:38 »
Ech to witam w klubie zaganianych mam!!! Ja też ciągle narzekam że doba jest za krótka.  '<img'>  Nawet nie chce mi sie tu narzekać bo chyba nie skończyłabym swoich narzekań przed północą ':p' . Ale bardzo dobrze Was rozumiem i tak troche sie pocieszam że nie tylko ja jestem taka niezorganizowana ':laugh:'  bo już zaczynałam być zła na siebie za ten ciągły bieg.

kalina i zbyszek

  • Kreatywny
  • ****
  • Wiadomości: 396
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #14 dnia: Kwiecień 15, 2008, 15:37:32 »
My nie mamy samochodu, mąż nie chce naprawić mi roweru, mamy niekończąćy się remont i ogromny problem z synkiem. Jest pełnym autstą nie mówiącym, autoagresywnym. Wyje na okrągło i nie jest to canddia. próbuje znaleźć pracę, ale mam 28 lat i puste CV. Co mnie wkurza tym bardziej że byłam kiedyś wolontariuszem w kilku organizacjach, a nie mam żadnego papierka. Mam skończoną etnologię i nie umiem znaleźć żadnej sensownej oferty pracy. Czuję się w tej sprawie zielona jak liść wiosną. nono i niewiem co dalej ':p'
A mój mąź chce bym przez całe życie siedziała w domu. A pieniędzy nie mamy na nic. Rosną długi, Przyszłość wydaje mi sie katastroficzna. Coś w stylu bez szans. ale najbardziej dobija mnie to że mój synek nie ma terapii. Mieszkam w czarnej dziurze czyli £odzi. A więc , bez Suo, a W Naviculi pomagają tylko tym najzdrowszym dzieciom. Reszta jest milczeniem. Milczeniem o tym że te najbardziej upośledzone potrzebują najbardziej pomocy. Małgorzatko nie mogę Cię dł€żej nie zapytać dlaczego poklecasz terapię wdł. Weroniki Sherbon w Naviculi? Przypuszczam że twoje dziecko nie jest dzieckiem które ma pełny autyzm... Czy mam rację? bo jeśli tak, to pomyśl czy warto wszystkim ją polecać.  Dla mnie i mojego dziecka ta terapia była koszmarem. Koszmarem w którym ćwiczono z prawie zdrowymi dziećmi, nas wypychano poza nawias. Gdy prosiłam o zmianę terapii, gdyż nie możemy jakoś współpracować z tą grupą usłyszałam od terapeutki ŻE WIDOCZNIE MÓJ SYN NA TERAPIÊ SIÊ NIE NADAJE? Nie piszę tego by Cię zaatakować, Ale proszę odpowiedz mi szczerze, jak bardzo upośledzone jest twoje dziecko?
zk