Forum Strony Dzieci

Tematyczne => Autyzm => Wątek zaczęty przez: kalina i zbyszek w Kwiecień 12, 2008, 16:22:54

Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: kalina i zbyszek w Kwiecień 12, 2008, 16:22:54
Z reguły na forum skupiamy się na naszych dzieciach. Ale to nie tylko ich problemy przecież zaprzątają naszą głowę. Brakuje mi wątyku w którym pisałyyście o zwykłych problemach. O pracy , małżeństwie, zmęczeniu, trudnościach. Takie zwykłe babskie gadanie...  :;): Brakuje mi najbardziej takiego miejsca gdzie czytając o cudzych problemach nie czułabym się osamotniona. Trudno mi się dogadać ostatnio z mężem, zwłaszcza jeśli chodzi o postępowanie wobec Bartka. Jest mi smutno, czuję się życiowym bankrutem. Nie pracuję, nie umiem nauczyc Bartka choć kilku słów, wszystko jest jakieś takie beznadziejne. Proszę opowiedzcie o swoich smujtkach, problemach, trudnościach.
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: gabi30 w Kwiecień 12, 2008, 17:10:15
Mój Michał ma już 14 lat, teraz życie jest jakby łatwiejsze.
Gdy był młodszy problemy piętrzyły mi się na głowę. Szanowny Pan mąż nie rozumiał dlaczego dziecko jest inne,wrzeszczał na niego,że nic nie rozumie jak się do niego mówi. Michał bardzo źle reaguje na krzyk. Zawsze płacze i dostaje histerii. Tłucze się wtedy w głowę. Pamiętam jak był chyba w piątej klasie tatuś pomagał mu odrabiać matematykę. Cały zeszyt był zalany łzami, a tatuś skwitował krótko:debil :angry: . Przeszłam swoje i doskonale rozumiem mamy, które kłócą się z tatusiami  dzieci. Zazwyczaj panowie nie potrafią zaakceptować inności dziecka. Oczywiście nie skazuję na starcie wszystkich panów. Są przecież na forum również wspaniali ojcowie.
Ja nie mam żadnego oparcia w swoim małżonku. Mieszkamy razem,żyjemy razem, ale nasze życie toczy się na osobnych torach. Ja również nie pracuję, nie mam pomocy od dziadków. Mieszkam na wsi i Michał uczy się w domu, więc ktoś musi byc jak przychodzą nauczyciele. Pracuje tylko Pan mąż, który nie pomaga mi w niczym. Ze wszystkimi problemami muszę radzić sobie sama. Na głowie mam coraz więcej siwych włosów. Czasami mam ochotę uciec,zabrać ze sobą Michała i zostawić za sobą problemy domowe. Również brakuje mi podzielenia się z kimś problemami, odstresowania się. Dzisiaj mój Michał miał atak histerii spowodowany przez brata( starszego). Wywiązała się między nimi dyskusja na temat gier ( obsesja Michała). Po minucie rozmowy Michał wył na całego i wyrywał sobie włosy. Miało to miejsce ok.13 a moje dziecko do tej pory leży na łóżku i wyje. Oczy ma juz czerwone jak królik. Nie pomagają moje argumenty aby nie brał słów brata dosłownie.
Nie mam już siły, nie wiem jak go uspokoić. Przyszedł przytulił się i poszedł ryczeć dalej.
Och to życie :(
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: joser w Kwiecień 12, 2008, 19:47:34
Witajcie kobietki!U mnie akurat mąż wspaniały,od razu jak dostaliśmy diagnozę nastąpił swoisty podział obowiązków.Ja z racji zawodu(jestem pielęgniarką)zajęłam się terapią i lataniem po lekarzach i specjalistach.Byłam przerażona dietą i właśnie mój mąż powiedział "trzeba to wchodzimy z marszu bez ustępstw".Ja biegam po urzędach i załatwiam wszelkie zaświadczenia,opinie i orzeczenia a małżonek martwi się "kasą"na to wszystko.Jeśli zgadzamy się co do Kuby to ze starszym synem już nie jest tak różowo.Pierworodny wchodzi w "ośli wiek"i często dochodzi do mocnej wymiany zdań.Ponieważ Kuba nie da sobie już "w kaszę dmuchać"często dochodzi do sprzeczek i przepychanek między chłopakami.I tylko słyszę z pokoju"MAMOOOO!!!".staram się cierpliwie tłumaczyć obojgu  ale czasem argument"klapsa"jest nieodzowny.Kuba rozumie coraz lepiej i więcej więc jest traktowany na równi z bratem i staram się sprawiedliwie też rozdzielać kary.Mój najstarszy mężczyzna ma mniej cierpliwości.Jak pisałam już na innych wątkach ciągnę praktycznie parę etatów(praca na pełny etat na zmiany,w wolne dni spędzam w przedszkolu z Kubą a w domu matka i żona.)Dodatkowo kończę już na szczęście 2-letnią specjalizację bo w pracy wymagania coraz większe i zarabiać trzeba.Na szczęście postęp u Kuby jest ogromny dlatego wciąż to ciągniemy z całych sił.Marzy mi się wyjazd tylko z mężem gdzieś ,na parę dni i spędzić na je na błogim leniuchowaniu bez zamartwiania się o sprawy przyziemne.A kiedy dopada mnie przeogromna chandra(z reguły stopniowo narasta aż w końcu przy byle drobiazgu wybucham)to robię coś tylko dla siebie np.idę na piwo z koleżankami z pracy albo szaleję z włosami(w styczniu zrobiłam się z platynowej blondynki na miedziany i każdy po początkowym szoku twierdzi że mi do twarzy a jeden z pacjentów nazywa mnie" złocistym bursztynkiem.")Mówię nic tak nie poprawia nastroju jak odrobina szaleństwa.Pozdrawiam.Joanna
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: kasia_de w Kwiecień 14, 2008, 08:46:53
ja mam problem trochę innej natury, pewnie części z was wyda się idiotyczny ;-) ale dla mnie to jest sprawa kluczowa.

Mam za dużo obciążeń i po prostu jestem zmęczona, a bierze się to stąd, że oprócz walki o syna mam jeszcze na głowie budowę domu i własną działalność gospodarczą.

Postanowiliśmy z mężem budować dom, kiedy syn miał niecałe 2 lata i nie podejrzewaliśmy problemów. Plan był taki, że ja wracam do pracy na etat a dziecko idzie do przedszkola.

Okazało się, że z przedszkolem nie będzie łatwo, zaczęły się wędrówki po specjalistach a działka budowlana kupiona i sprawa nabrała rozpędu.

Boom budowlany zwiększył koszty budowy o 50% i okazało się, że mąż nie zarobi na budowę i na terapię, założyłam więc własną działalność gospodarczą bo to daje mi pewną swobodę planowania działań, nie jestem od nikogo zależna jak np muszę pojechać na zajęcia z dzieckiem albo akurat jest chore.

Firma jakoś działa, oczywiście na pół gwizdka, terapia dziecka, wizyty u specjalistów i moja praca z nim zajmują mnóstwo czasu.

Mąż pracuje na etacie a po południu na budowie - niewiele czasu spędzamy razem, jak przyjeżdża do domu, to ja rezygnuję z niego na rzecz dziecka :-) które od progu woła "tatusiu" ;-)
Weekendy spędzamy razem na budowie w ramch integracji rodziny :-) synek dzielnie pomaga - ostatnio sprzątał odpady styropianu i bardzo go to uszczęśliwiło ;-)

Budowy nie przerwiemy w tym momencie, zbliża się ku końcowi, zresztą większy metraż jest niezbędny głównie dla dziecka, teraz w kawalerce się dusimy po prostu.
.
Ja firmę prowadzić muszę, bo zbankrutujemy. Dziecko musi miec terapię i mamę, która z nim sie pobawi i popracuje (tatę na razie "na dochodne").

Na szczęście mój mąż rozumie problemy syna i potrzebe leczenia. Nie mniej jednak stały odpływ pieniędzy z konta w kierunku "budowa" i "dziecko" może frustrować, bo związany jest z pracą ponad siły. Ponadto skupianie się jedynie na dziecku i budownie domu nie sprzyja relacjom małżeńskim :-(

Oczywiście fakt budowania domu czyni nas w oczach wszelkich znajomych i rodziny praktycznie milionerami hehe, więc na pomoc (jakąkolwiek) liczyć nie możemy. Smutne.

Jak wydłużyć dobę, chociaż o 5 godzin i jak znależć siły na to wszystko?

Nie pamiętam kiedy miałam choć kilka godzin dla siebie, bez myślenia, że MUSZÊ zrobić ... (lista rzeczy)...Bo kiedy dziecko jest w przedszkolu to ja pracuję lub załatwiam różne sprawy. Jedyne chwile to czas spędzany na forum ale ja traktuję to nie do końca jak relaks - raczej zdobywanie wiedzy.

No to się wyżaliłam ;-)
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: gabi30 w Kwiecień 14, 2008, 10:01:48
Ja mam sytuację troszkę podobną z brakiem czasu. Co prawda nie buduję domu, ale mam ponad 100letni domek, który wymaga ogromnych nakładów pracy i środków. Mieszkam na wsi, więc dochodzą kurki, pieski,ogródek i trawniki,które trzeba pokosić. A na dokładkę jestem sołtysem,więc mam ciągłe wędrówki "ludów" w sprawach niecierpiących zwłoki. Jak pisałam wcześniej mąż nie pomaga mi w niczym. Uważa,że skoro zarabia to kobieta powinna wykonywać wszystkie inne obowiązki domowe. Oj, nie wychowałam sobie męża :angry: .
A gdzie między tym wszystkim czas dla siebie? Oczywiście jest jeszcze Misio,którym trzeba się zająć. Chociaż muszę przyznać ,że mój syn najlepiej czuje się sam. Nie jest absorbującym dzieckiem( młodzieżą). Czasami trudno mi wywlec go z pokoju na pogawędkę :p .
No to tym razem ja się pożaliłam.
Gabi
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: Małgośka w Kwiecień 14, 2008, 11:22:17
Ja w instrukcji do elektroprzyrzadu do akupunktury znalazłam częśc"zmeczenie, osłabienie" w książce"Twoje zdrowie w Twoich rękach" jak znależc te punkty i po prostu nabija się w nie igły do akupunktury.Igly jednorazówki sa z Internetu Monika mi oczywiście powiedziała www.iglyStawia na nogi jak licho! Te punkty na zmęczenie to ST-6, Z-36,Jg-4 jeszcze jakiś tylko nie pamietam no i dodałabym N1, który robię prądem. Idealne dla zapracowanych!
Kasia, a gdzie budujesz bo ja mieszkam na wschodnim końcu Wa-wy.
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: Małgośka w Kwiecień 14, 2008, 11:24:04
Meża to chyba powinien wychować ktoś inny :D  :(
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: Małgośka w Kwiecień 14, 2008, 11:36:58
Ale oni tak mają bardziej mozna liczyc na pomoc innych kobiet.
Z drugiej strony gdyby mnie ktoś kazał kilka godzin codziennie reperować samochód :p ....chyba nie byłabym zadowolona :( w tym temacie nie jestem dobra a facet by mną dyrygował :p
Nawet samochodem nie mogłam się z nim nauczyc jeżdzic bo za bardzo się wymądzał/jak to jego kobieta miałaby byc samodzielna w tej dziedzinie?/
W końcu jak poszedł do pracy to wyprowadzilam samochod z garazu i sama jeżdzilam/prawo jazdy juz dawno mialam/Dla bezpieczeństwa sadzałam z tyłu kolezanke świeżo po kursie i robiła sensowne i taktowne uwagi. Koleżance tez się przydało powiedziała, że w życiu by nie jeżdziła po Warszawie gdyby nie to, że wiekszośc tras przejeżdziła ze mną.
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: aggena w Kwiecień 14, 2008, 18:27:13
Ja mam ten sam problem wiecznie brak mi czasu i ciągle jestem zmęczona.
W dodatku nie realizuje wcześniej zaplanowanych prac i zajęć co wpędza mnie w poczucie winy. Stale mam wrażenie że za mało cwiczę z Michałem, nie nadążam  z sprzątaniem, Wiecznie się spóźniam i taki kołowrót. I mimo pomocy ze strony rodziny nie potrafię nad tym światem zapanować. Pozdrawiam Asia
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: kasia_de w Kwiecień 14, 2008, 20:36:52
Małgosiu, ja na pn-wsch - w Markach
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: kasia_de w Kwiecień 14, 2008, 20:50:21
Aggena! mam to samo - wiecznie z czymś nie zdążam, jak obrobię się z porzadkami, praniem i prasowaniem, to dziecko w tym czasie bajki ogląda  :(  a ja mam  wyrzuty sumienia...

Właśnie mi się przypomniało że kwiecień się kończy a ja jeszcze PITa nie wysłałam a tu jeszcze bieżący podatek trzeba policzyć i deklarację VAT zrobić...

Już wiosną zeszłego roku zasnęłam za kierownicą i rozwaliłam samochód (byłam na etapie odstawiania ponad 2-latka od piersi a musiałam pojechać służbowo do Krakowa - dojechałam do Kielc) a teraz wcale nie jest lepiej....
Syn teraz przynajmniej śpi w nocy, więc się lepiej wysypiam ale zmęczona jestem chyba bardziej...

Ostatnio budził się w nocy, miał kilka razy gorączkę bez powodu, która trwała jeden wiczór... terapeutka SI twierdzi że on tak przeżywa nowe wydarzenia w życiu, bo zaczęło się jak poszedł do przedszkola - zawsze w piatek tak ma... ostatnio dzień po tym jak pierwszy raz tak naprawdę bawił się z innym dzieckiem... był strasznie tym podjarany, w 5 minut nauczył się mówic "Kuba" ;-) i powtarzał potem cały wieczór...
No a dla mnie taka nieprzespana noc to jak 3 dni z życiorysu   :p

I ciągle mam wrażenie że za mało z nim pracuję ale brakuje mi sił... jak już wwszystko (mniej więcej) zrobię to padam na mordę i chcę spać   :cry:
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: Gajaa w Kwiecień 14, 2008, 21:27:58
Witam Sąsiadke :) My mieszkamy w Ząbkach.

pozdr.
Gajaa
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: kasia_de w Kwiecień 14, 2008, 21:41:57
o, jak miło ;-)
dodam, że widze jeszcze jedno podobieństwo - mój syn tez jest z grudnia 2004, z tym, że z 30 grudnia ;-)
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: malgorzatka17 w Kwiecień 14, 2008, 21:44:38
Ech to witam w klubie zaganianych mam!!! Ja też ciągle narzekam że doba jest za krótka.  :D  Nawet nie chce mi sie tu narzekać bo chyba nie skończyłabym swoich narzekań przed północą :p . Ale bardzo dobrze Was rozumiem i tak troche sie pocieszam że nie tylko ja jestem taka niezorganizowana :laugh:  bo już zaczynałam być zła na siebie za ten ciągły bieg.
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: kalina i zbyszek w Kwiecień 15, 2008, 15:37:32
My nie mamy samochodu, mąż nie chce naprawić mi roweru, mamy niekończąćy się remont i ogromny problem z synkiem. Jest pełnym autstą nie mówiącym, autoagresywnym. Wyje na okrągło i nie jest to canddia. próbuje znaleźć pracę, ale mam 28 lat i puste CV. Co mnie wkurza tym bardziej że byłam kiedyś wolontariuszem w kilku organizacjach, a nie mam żadnego papierka. Mam skończoną etnologię i nie umiem znaleźć żadnej sensownej oferty pracy. Czuję się w tej sprawie zielona jak liść wiosną. nono i niewiem co dalej :p
A mój mąź chce bym przez całe życie siedziała w domu. A pieniędzy nie mamy na nic. Rosną długi, Przyszłość wydaje mi sie katastroficzna. Coś w stylu bez szans. ale najbardziej dobija mnie to że mój synek nie ma terapii. Mieszkam w czarnej dziurze czyli £odzi. A więc , bez Suo, a W Naviculi pomagają tylko tym najzdrowszym dzieciom. Reszta jest milczeniem. Milczeniem o tym że te najbardziej upośledzone potrzebują najbardziej pomocy. Małgorzatko nie mogę Cię dł€żej nie zapytać dlaczego poklecasz terapię wdł. Weroniki Sherbon w Naviculi? Przypuszczam że twoje dziecko nie jest dzieckiem które ma pełny autyzm... Czy mam rację? bo jeśli tak, to pomyśl czy warto wszystkim ją polecać.  Dla mnie i mojego dziecka ta terapia była koszmarem. Koszmarem w którym ćwiczono z prawie zdrowymi dziećmi, nas wypychano poza nawias. Gdy prosiłam o zmianę terapii, gdyż nie możemy jakoś współpracować z tą grupą usłyszałam od terapeutki ŻE WIDOCZNIE MÓJ SYN NA TERAPIÊ SIÊ NIE NADAJE? Nie piszę tego by Cię zaatakować, Ale proszę odpowiedz mi szczerze, jak bardzo upośledzone jest twoje dziecko?
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: kalina i zbyszek w Kwiecień 15, 2008, 15:41:43
Małgorzatko, napisz co konkretnie dała wam ta terapia. Nie wiem czy byłyśmy w tej samej grupie, ale ja mam ogromną zadrę w sercu. Przepraszam jeśli Cię uraziłam, ale nie mogę o tym nie napisać. Czuję że właśnie wtedy poraz pierwszy ktoś spisał mojego synka na straty..... :(
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: malgorzatka17 w Kwiecień 15, 2008, 19:06:12
Zostałam wywołana do tablicy a wiec staje przed nią. :D  I w żadnym razie nie czuję sie urażona Kalino. W końcu jesteśmy tu po to aby dzielić sie naszymi spostrzezeniami dawać rady, pytać  itp. Ale do rzeczy.
Mój syn ma ponad 3 lata. Dokładnie 3 lata i 9 miesiecy. Jest pełnym autystą. Dzis rzecz jasna funkcjonuje dużo lepiej niż rok temu w chwili diagnozy. Wtedy niestety było to dziecko całkiem bez kontaktu wzrokowego,  z dużymi zaburzeniami sensomotorycznymi,nie mówiące, nie naśladujące, nie reagujące na imie, nie wykonujące poleceń. Może u nas duzym plusem było to że Kamil nie przejawiał duzej agresji, choć nie mogę powiedzieć że jej nie było i plusem było też to że Kamil nie był negatywnie nastawiony do pracy. Można było go zmotywować i zachecić do pracy. Tu ogromna zasługa poradni PRODESTE w Opolu, gdzie pokazali nam jak do Kamila dotrzeć i jak z nim pracować. Stopniowo maleńkimi kroczkami szliśmy do przodu. Nie od razu było kolorowo, czasem rozkładałam rece i ryczałam bo nic nam nie wychodziło. Naśladownictwo leżało i wszystko pozostałe też. Nie wierzyłam że nam sie uda. Zawziełam sie. Ocierałam łzy i pracowałam dalej. W końcu uwierzyłam że sie uda, bo coś osiąbnęliśmy. Chociażby to że Kamil już siedział przy stoliczku. To był nasz pierwszy sukces potem jakoś poszła reszta.  A od jakiś trzech czterech miesiecy mamy swego rodzaju " pospolite ruszenie" Rusza wszystko i to w bardzo szybkim tepie.
Nie potrafię Ci powiedzieć czy to zasługa Weroniki Sherbone. Ale nam ta terapia dała dużo. Po pierwsze juz sobie ją chwale ze względu na zaburzenia sensoryczne Kamila, to też w pewien sposób jest dobre dla niego. Po za tym Kamil nauczył sie tam czekać na swoją kolej, uczy sie współpracować w grupie.
Nie chce tu wychwalać pod niebiosa Naviculi bo nie jestem tym ośrodkiem jakoś bardzo oczarowana. Nie  uważam aby był to super ośrodek, ale dziekuję losowi że w ogóle taki ośrodek w pobliżu jest, bo w innych miastach nie maja nawet tego. Zawsze to jakiś dostep do darmowych  terapii. Nam sie udało dostać też wreszcie na SI, wiem że zakupić mają Tomatisa. Wiec dzieki im za to. Moze mieliśmy szczeście też to w miare dobrych terapeutek.
Ale rozumiem Cie Kalino. Jestem w Naviculi trzy razy w tygodniu. I widzę różne dzieci. Od takich po których zastanawiam sie "co one tu robią?" Bo wyglądają i zachowuja sie na pierwszy rzut oka jak zdrowe dzieci po niestety takie które są bardzo zaburzone. takie które potrafią wydobyć z siebie tylko straszne piski i krzyki. Tak takie też tam są.  
Nie rozumiem tylko jakim prawem odmówiono Wam terapii w Naviculi????  Nie wiem jak terapeuta moze powiedzieć matce że jej dziecko nie nadaje sie na terapie? To chyba świadczy tylko źle o niej jako terapeutce że nie potrafi poradzić sobie z dzieckiem mocno zaburzonym. Nie sztuka pracować z dzieckiem zaburzonym w stopniu lekkim. Sztuka jest właśnie pracować z dziećmi tymi najbardziej zaburzonymi i według mnie to one powinny być przyjmowane w pierwszej kolejności na terapie. A wiem że na terapie z Weroniki chodzą też dzieci duzo bardziej zaburzone. W naszej grupie też jest jeden  7- letni chłopczyk bardzo mocno zaburzony i jakoś daje sobie radę, jest też inny bardzo nadpobudliwy i krzykliwy i nie potrafiący sie podporządkować ale też terapeutka potrafi do niego dotrzeć, potrafi zmusić go do tego aby współpracował z grupą, czekał i wykonywał wszystko po kolei. I nikt tam na nikogo nie krzyczy, nie patrzy krzywo i nie snuje teorii o zimnych matkach.
Rozumiem i szanuje odczucia innych. Wiem że to co ja uważam za dobre inni mogą o tym mysleć całkiem co innego. Mają do tego prawo. Zawsze powtarzam,że to co dobre dla jednego dziecka dla innego może okazać sie wrecz złe. Wszak każde z naszych dzieci jest całkiem inne.
No troche sie rozpisałam ale mam nadzieję że wyjaśniłam o co mi chodziło.
I jeszcze raz Kalino zapewniam że nie poczułam sie urażona :laugh:
A swoja drogą to ciekawe czy są na forum mamy które jeżdżą też na terapie do Naviculi? Moze znamy sie z widzenia? Ja zawsze jestem w piątki miedzy 15 a 16 na Cedry. Siedzę w szatni przeważnie i czekam na mojego Kamila który ma zajecia z pania psycholog i logopedą. Może któraś z Was mnie widziała? :D
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: skarbek2006 w Kwiecień 15, 2008, 22:45:01
Kalino jeśli o Navicule chodzi to nie przyjmują mało zaburzonych dzieci  też:) mój mały jutro kończy 2lata i 2 mieś i czekamy na diagnoze bo nam ciągle ją odwlekają chociaz pani psycholog nas diagnozująca dała mi jasno do zrozumienia , że mały jest autystyczny ale z diagnozą jeszcze poczeka. Moim zdaniem poczeka ( bo nie maja miejsc na terapie sama to powiedziała) może załapiemy sie na wrzesień może !!!!!!! i gdzie ta wczesna interwencja???????
masakra normalnie. Mój nie jest bardzo ciężko zaburzonym dzieckiem przynajmniej tak mi się wydaje niestety pojawiaja nam się nowe kwiatki w postaci tikow jak sie okazuje i innych rzeczy :( i własciwie tylko ćwicze z nim w domku na razie. Natomiast leczymy u dr MCK i jakies efekty juz są ale terapia tez jest nam potrzebna. pozdrawiam bardzo
U nas tyż jest ciężko  :angry:

to tak na pocieszenie ale chyba wiekszości z Nas niestety u mnie też ciągłe doły  ale jeszcze staram sie nie poddawać

kalina ile ma  Wasz synek lat ??? Bo nie doczytałam?
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: Małgośka w Kwiecień 16, 2008, 08:40:36
Od administratora:

Wpis usunięty dnia 18 lutego 2013.

Powód:

- Pismo z dnia 18 lutego 2013 od "Apostołowie Opinii" reprezentującej firmę "dr Magdalena Cubała Kucharska", z sugestią   naruszenia art. 216 K.K. i 212 K.K, wzywające do usunięcia wpisu (art. 14 ust. 1 ust. o usł. elektr),
- Regulamin forum,

Zawartość wpisu została zarchiwizowana.
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: Małgośka w Kwiecień 16, 2008, 08:42:29
Kalina niewiele chyba stracilaś./na tej Weronice/.
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: malgorzatka17 w Kwiecień 16, 2008, 09:53:47

(Małgośka @ Kwie 16 2008,08:40)
QUOTE
Nie chciałabym nikogo urazić ale nie rozumiem tego pędu na leczenie u dr Cubały. Dla mnie to leczenie było za drogie chociaż maz powiedział, ze nie ogranicza mi w żaden sposob kasy. Jak  coś jest  drogie to  uważnie obwąchuję czy warto w to wejść. Dobre leczenie powinno plasować się pośrodku. No i trzeba cos zostawic na terapie i  zajęcia edukacyjne.
Znam troche osób niezadowolonych co przerwaly leczenie bo nie widziały efektow.  Te nie są chyba większe niż przy innych leczeniach ale koszty owszem.
Nie lepiej skorzystać z doświadczeń osób co zęby już zjadly próbując róznych metod? /np. Neo/ I dla których chore dziecko jest ich drugim, trzecim lub piątym dzieckiem wiec mają trochę doświadczenia?
A Weronikę proponowano nam jako terapie w Scolarze. Jak przeczytałam opis zajęc stwierdziłam, że to jakiś koszmar i nigdy na to nie poszłam.

Małgosiu nie gniewaj się ale ja z kolei nie rozumiem Twojego negatywnego nastawienia do dr Cubały.  Wiadomą rzeczą jest że ilu lekarz będzie miał pacjentów tyle będzie opinii o nim. Każdy ma prawo wyboru. Piszesz że słyszałaś złe opinie o dr Cubale, ale czy sama byłaś u niej???? Wybarałaś dr Bross i dobrze. Nikt Cie do tego nie zniecheca, nikt Cię nie krytykuje i nikt nie próbuje odwieźć Cie od leczenia u niej. Każdy wybiera to na co go stać i do czego jest przekonany, a musisz wiedzieć że nie wszyscy są zwolennikami homeopatii i nie wszystkim homeopatia pomaga tak jak nie wszystkim pomaga leczenie DAN. :(  Ja osobiście znam pare osób które były u dr Bross i nie są  zadowolone bo niestety nie pomogła im. Nie piszę o tym na forum bo nie mam prawa. Nie mam prawa krytykować dr Bross bo nigdy u niej nie byłam i nie znam metod jej leczenia. Nie jestem przeciwna homeopatii ale nie jestem też jej jakąś ogromną zwolenniczką. Ale proszę nie pisz że leczenie u dr Cubały jest bez sensu bo to nie prawda.  ??? Myśle że wszyscy którzy leczą u dr MCK mogą poczuć się urażeni. Ja leczę swojego syna u dr Cubały od pół roku i powiem Ci że u nas jak i u moich trzech koleżanek które też leczą tam dzieci  efekty są ogromne. Nawet terapeuci mówią że Kamil zrobił ogromny skok. Ze to nie to samo dziecko. Rozumie polecenia, patrzy pieknie w oczy, zaczyna mówić, pieknie koncetruje się na pracy,  bawi się tematycznie, społecznie w zasadzie nie ma już żadnych problemów, w przedszkolu panie są pod wrażeniem jego wiedzy, mówią ze intelektualnie przewyższa  niektóre dzieci zdrowe.
Owszem, koszty są duże, nie ukrywam. Wiem że dla niektórych rodziców przewyższa to ich możliwości finansowe. Chociaż wiem od mojej koleżanki że dr Cubała też potrafi dostosować się do możliwości finansowych rodziców. Stara się szukać polskich odpowiedników np., które są duże tańsze. :)
I jeszcze jedno. Dr Cubała nie ma patentu na wyleczenie z autyzmu.Tak jak i dr Bross zresztą. Nigdy tego nie mówiła. Nigdy nie usłyszałam od niej, że mogę być spokojna  że wyleczy moje dziecko. Ale robi wszystko aby pomóc.  Nie leczy w ciemno i zapewniam że nie leczy rutynowo. Nie daje wszystkim tych samych lekarstw. Wiem to bo zamawiamy leki ze znajomymi w kilka osób i każda z nas ma inne leki. Ja jestem jej wdzieczna za to co już osiągnęliśmy. Udało się jej też zwalczyć u nas candidę , czego wcześniej żadnemu lekarzowi się nie udało.
Na pewno dr Cubała pomogła wielu dzieciom ale na pewno też  wielu dzieciom nie udało się pomóc. :(
I Małgosiu czemu tez krytykujesz Metode Weroniki Sherbone. Rozumiem że albo masz złe doświadczenie albo jesteś jej przeciwniczką. Masz do tego prawo. Tylko że nie wszędzie wyglądają one tak samo. Wiec znów nie krytykuj bo znów niektórzy mogą poczuć się urazeni.
Wiesz, nie obraź się ale czasem odnoszę wrażenie że dla Ciebie wszystko co nie wiąże się z odrobaczaniem, masowaniem punktów, leczeniem homeopatii jest złe. Rozumiem że u Was te metody się sprawdzają i przynoszą efekty i należy sie cieszyć i jak najbardziej pisać o tym, ale błagam nie krytykuj innych metod które sprawdzają się u innych. W końcu każde z naszych dzieci jest inne i każdemu pomaga co innego.
Wspierajmy się nawzajem, uczmy się od siebie nawzajem ale nie krytykujmy. B£AGAM!!!! :)
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: Martadaa w Kwiecień 16, 2008, 10:37:02
Małgosiu (do Małgośka) my też jesteśmy z tych którym leczenie u dr.MCK pomaga-byłam nawet na tym forum wywołana przez dr "do tablicy". Wcześniej pomimo terapii od urodzenia nigdy nie było ciągłego efektu nadrabiania zaległości, były długie okresy dreptania w miejscu lub nawet cofania się. Moja Dominika nie należy do tych "zatrutych"przez szczepionki tylko jest problem z jej metaboliką, endokrynologią i Bóg jeden raczy wiedzieć z czym jeszcze.
Piszesz że nie korzystałaś z Weroniki a ja mam dla odmiany same pozytywne doświadczenia związane z tą terapią to właśnie po kilku takich zajęciach moje trzyletnie wtedy dziecko przyszło do mnie samo z siebie i przytuliło się. Ale może to też kwestia prowadzącego zajęcia myśmy miały tryb indywidualny bo problemem było przekonanie dziecka że dotyk nie boli i że ona sama może to zrobić. Nie jestem matką-lodówką tylko moje dziecko nigdy wcześniej mi nie pozwalało na czułości związane z dotykaniem jej wszystko było na dystans a moje delikatne próby kończyły się straszliwą histerią aż do zsinienia i bezdechu. Stwierdziłam że nie dam rady tego przeskoczyć bez specjalisty bo za mało mam wiedzy jak to zrobić.
Czasem się tak zdarza(na moim przykładzie :p ) że dzieciom niepełnosprawnym trafiają się rodzice bez szóstego zmysłu
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: olinek w Kwiecień 16, 2008, 10:52:47

(malgorzatka17 @ Kwie 16 2008,09:53)
QUOTE
I Małgosiu czemu tez krytykujesz Metode Weroniki Sherbone. Rozumiem że albo masz złe doświadczenie albo jesteś jej przeciwniczką. Masz do tego prawo.

Uwaga bo dzisiaj znowu jestem nie w sosie... :D  :D

sama Małgorzatko napisałas :"ma do tego prawo"
chyba i mysleć i napisać również?

Ja rozumiem ze inni rodzice sie wkurzaja jak maja inne doswiadczenia ale trzeba sie z tym pogodzic
NIe zauwazasz tego ze sporo osob pisze ze dieta to podstawa i bez tego nie ma szans? A we mnie sie wtedy gotuje , bo czemu tak , jakim prawem , moj bez diety , dieta nam nic nie dała , w przedszkolu z moim synem jest 3 dzieci wogole nie leczonych , o diecie nie maja pojecia  i sa swietni!!!!!
Tak tak odezwałby sie zaraz ktoś "ale na diecie moze byliby jeszcze świetniejsi" :D
nie da sie zbawic całego świata
trzeba pozwolic pisac innym o swoich doswiadczeniach , poglądach ...czy nam sie podobaja czy nie ..bez tego nie ma rozmowy i ..wątki by sie nie rozwijały :;):
Ja tez sie kiedys wkurzałam jak Małgośka ( przepraszam Cię  Gosia i pozdrawiam :D )pisała o robakach , automeridaianch , nerkach ..w kólko :p
Ale takie ma doswiadczenie ok!
 ja powinnam zakładac tysiac postów dziennie że leczenie u dr Cubały , Bross i dr Juana jest do d... :cool:
ale chyba nic nie napisze...
aleale... bądz pewna ze jak np jakis inny czarodziej, egzorcysta czy inny typ  pomoze mojemu synowi  to bede o tym pisac do konca życia na tym forum! :D


Ps Małgorzatko robisz np ATEC dla sprawdzenia postępów?
bo jak przewyzsza intelig zdrowe dzieci , bawi sie i nie ma probl spol to moze wyzdrowiał a Ty nie zauwazyłas? :p




Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: Ja Kasia w Kwiecień 16, 2008, 11:00:58
Olinku, czy mogłabym zapytać, jakie leczenie (i gdzie) stosujecie u dziecka?Jestem bardzo ciekawa, ponieważ my jesteśmy teraz na rozdrożu.Czy byłby to dla Ciebie problem napisać mi o tym?Może na komunikator?
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: malgorzatka17 w Kwiecień 16, 2008, 12:34:45

(olinek @ Kwie 16 2008,10:52)
QUOTE
Ps Małgorzatko robisz np ATEC dla sprawdzenia postępów?
bo jak przewyzsza intelig zdrowe dzieci , bawi sie i nie ma probl spol to moze wyzdrowiał a Ty nie zauwazyłas? :p

fajnie by było gdyby wyzdrowiał olinku!! No niestety aż tak super nie jest. A testy ATEC robie i są coraz lepsze, ale do zdrowego dziecka mu duzo brakuje. No tu z tą inteligencja to muszę sprecyzować. przewyzsza ale nie we wszystkich dziedzinach a panie przedszkolanki wiadomo oceniają swoim okiem, nie są fachowcami. Faktem jest że najlepiej ze wszystkich dzieci radzi sobie z puzlami,  zna cyfry do 20 i potrafi liczyć, potrafi tez dopasować cyfrę do zbioru ( i tak wiem że to charakterysteczne dla autystów co nie umniejsza to jego osiagnieć :p ) Zna tez cały alfabet. Literki nazywa  na wyrywki, rozpoznaje dużą i małą. Sam mówi np małe B, duze C. (tak tak wiem literkami też autystycy sie fascynują). Natomiast chyba w kwestii uspołecznienia to faktycznie zostały mu już niewielkie braki

A co do Małgosi i jej opini o metodzie Weroniki to jak sama napisała nigdy nie była na tej terapii a jedynie czytała. Sama przyznasz ze teoria a praktyka nie zawsze ida w parze. Ja np. dużo czytałam o RDI i mnie akurat nie przekonuje ta metoda ale nie oznacza to że gdybym spróbowała tej metody zmieniłabym zdanie.
I nie jestem też przeciwna odrobaczaniu. Tu chyle czoła przed Małgośką bo jej wiedza jest na pewno duzo wieksza niż moja i często korzystam z jej rad. Nie wspominając o nikolaczku, która chyba niedługo otworzy własną prywatną praktykę z odrobaczania :D  Tak jak często korzystam z wiedzy.
Ale masz racje pisać mozna  tu na forum o wszystkim i każdy ma prawo do ustosunkowywania sie do wypowiedzi  i oceń innych, co też ja uczyniłam. I jeśli kogoś uraziłam to bardzo gorąco przepraszam, bo nie to było moim zamiarem. ???
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: joser w Kwiecień 16, 2008, 21:50:05
Hej kobietki,miało być o nas,o tym jak sobie dajemy radę ze stresem ,ze zmęczeniem a znów mówione jest o dzieciach i rodzajach terapii.Ciekawych jak skutkuje leczenie u p.dr.Cubały odsyłam na wątek MCK.Mamy się tu wygadać,pożalić a nie oskarżać jedna drugą że leczą dziecko taką terapią a nie inną.Co dziecko to inna postać,inne natężenie zaburzenia i nie da się idealnie dopasować wszystkich terapii.Rozumiem że każda rozmowa stopniowo schodzi na temat leczenia i dzieci,sama łapię się na tym,ale oderwijmy się na chwilę od tego i pożalmy się na mężów,sąsiadów czy wrednych urzędasów.Może zostanę skrytykowana ale chyba taki był cel założenia tego wątku.A kończąc temat dzieci to najgorsze jest to że już kolejne dziecko zostało zauważone w mojej niewielkiej okolicy,zachowujące się  wg.zdania osób obserwujących jak mój Kuba 4 lata temu.Pozdrawiam.Joanna
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: Martadaa w Kwiecień 16, 2008, 23:23:54
Masz rację Joasiu nie o tym wątek ale nawet ja dałam się sprowokować :;):  Gosi.
Wracając do tematu to melduje się posłusznie jako następna niezorganizowana z powodu permanentnego braku czasu.
Jak robię ćwiczenia jak należy to w domu panuje nieład chaotyczny(nie mylić z nieładem artystycznym) jak zaczynam ogarniać dom i podwórko to dziecko mi się "wykoleja" z terapii.
 Dobrze chociaż że mąż ma cierpliwość do mnie i znosi tą samą zupę dwa dni z rzędu...
A należał by Mu się obiad z kilku dań i koniecznie z deserem(bo łasuch straszny) za to że tak dzielnie na nas pracuje bo wydatków niemało i jeszcze kredyt spłacamy.
U nas podział jest jasny ja robię leczenie i terapię Małej a szanowny Małżonek  ma zabezpieczyć środki pieniężne i chyba nawet nieźle nam się to sprawdza tylko niestety trochę kosztem czasu dla siebie nawzajem. I tego mi brakuje :down: najbardziej
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: malgorzatka17 w Kwiecień 17, 2008, 08:35:22
No to ja też sobie troche ponarzekam..  :p Ciągły brak czasu to tez niestety mój ogromny problem. :(  Czasem chciałabym aby doba trwała co najmniej 36 godzin. Ile czasu zajmuje terapia naszych dzieci nie muszę Wam z pewnościa mówić. Ja niestety pracuję. Wiec prosto z pracy dwa razy w tygodniu  jedziemy  do £odzi  na terapie.  Sobota mimo że wolna od pracy to też ciągły bieg. Rano jedziemy na  prywatna terapie do £odzi do  logopedy. Prosto stamtąd na SI.
Dobrze że mam moja mamę która nam pomaga. Odbierze dziecko z przedszkola, ugotuje mu obiadek, nam tez gotuje. Ale terapia spada na mnie. Mąż nie ma czasu. Mamy już nawet nie mam śmiałości prosić. Przychodzę do domu  i najpierw robię z Kamilem sekwencje stymulacyjną. Potem ogarniam mieszkanie, cos wyprasuje, przygotuje małemu jakis deserek. Potem  czas  na ćwiczenia edukacyjne z Kamilem.  A potem wiadomo  zbliza się pora kolacji, kapania i szykowania do spania.  Wieczorem mam czas dla …… komputera i robienia pomocy do nauki dla małego. :;):  Bo męża nie ma niestety.  :down: Maż pracuje na dwóch etatach wiec w tygodniu raczej się mijamy. Przychodzi do domu o 16 a na 18 idzie do drugiej pracy, wraca około 23-24 jak ja już śpie. Ja wstaje to on śpi. Czas dla siebie mamy tylko w soboty i niedzielę.
Nie powiem że mąż w ogóle nie włącza się w terapie Kamila. Jak ma czas to z nim ćwiczy. Tyle że no niestety czasu mu brakuje.
Pracować musimy no bo wiadomo  nie oszukujmy się terapia i leczenie naszych dzieci kosztuje.
Ech zwariowane to życie. Ale chyba można przyzwyczaić się do wszystkiego. Ja czasem się zastanawiam czy potrafiłabym tak  bardzo zwolnić tępa i nie wiem czy bym potrafiła.  :devil:
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: Martadaa w Kwiecień 17, 2008, 10:08:31
A ja potrafiłabym :cool: ...
Przynajmniej raz na jakiś czas.
Co roku na wakacje wyjeżdżaliśmy ze szwagrostwem i ich synem -równolatkiem Dominiki do zapadłej dziury nad nasze morze.
Przez dwa tygodnie zero terapii, ćwiczeń,zajęć.
Jak pogoda to na plażę, jak deszcz to w ośrodku i totalna nuda, tak wspaniała że aż odprężająca.
To mi ładowało akumulatory na długo.
Niestety w tym roku szwagierka nie dostanie urlopu i już mi źle :(  z tą świadomością...
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: EwaKrzysztof w Kwiecień 17, 2008, 11:48:51
Od czasu do czasu, tak jak np. dzisiaj, dopada mnie ogromna wściekłość, bo to nie ja zdecydowałam, że mam chore dziecko. Lubię decydować, lubię wierzyć, że mam wolną wolę i że mogę, że to ode mnie coś zależy. Guzik prawda, nie zależy, coś czy ktoś został nam nadany i koniec, nie masz ruchu. Kompletna determinacja. Sprzeczność z tym, w co do tej pory wierzyłam.
Robię wszystko, żeby wyleczyć dziecko, ale jak widzę, że te wysiłki biorą w łeb, to mam ochotę wyć.

Nie tak to miało wyglądać, zupełnie nie tak...
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: Małgośka w Kwiecień 17, 2008, 17:19:59
Oczywiście, że byłam u dr Cubały.
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: kalina i zbyszek w Kwiecień 17, 2008, 17:34:32
Ewo czuje to samo. jeśli sa postępy to malutkie. Poza tym... Syn nie zauważa prawie mnie, woli tatę. nigdy na mnie nie patrzy. bo ja jestem ta zła od wymagania, rozkazywania, od zejdź na tychmiast z tego stołu! i od co ty robisz tak nie wolno! A mąż mówi: A niech robi co chce, jaest kochany jaki jest. No i on jestdobry... A ja zła matka mam ochotę walić głową w ścianę bo nie mogę wytrzymać już zamknięcia w domu, Chcę wyjść, uciec. Do ludzi "prawdziwych ludzi" z którymi można rozmawiać, którzy w czasie rozmowy patrzą w oczy... :alien:  :alien:  :alien:  :alien:  :alien:  :alien:  :alien:  :alien:  :alien:  :down:  :down:  :down:  :down:  :down:  :down:  :down:  :down:  :down: A później mi tak bardzo wstyd, że zamało kocham, że zamało okazuję że to coś musi znaczyć że syn nie chce bym go przytulała, wyciera pocałunki z polika rękawem i biegnie do taty. I tak trudno być mi razem z tym jego tatą... :(  :(  :(  :(
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: malgorzatka17 w Kwiecień 17, 2008, 22:22:41
Trudne mamy zadanie do wykonania. Kamil jest moim jedynym dzieckiem, zresztą całkiem długo oczekiwanym i wiele przeszłam zanim zdarzył sie cud i go urodziłam :)  Jednak nie taka zawarłam umowę z Bogiem. Nie umawiałam sie na chore dziecko. Tego nie było w planach.  Kiedy okazało sie ze mam chore dziecko zapewne czułam to samo co Wy. Ból, rozpacz i pytanie : dlaczego ja? dlaczego moje dziecko? Czułam sie gorsza od innych.  Pragnełam dziecka jak niczego innego na świecie, ale chciałam aby było zdrowe. I robiłam wszystko aby było zdrowe nawet je cholera szczepiłam ściśle według kalendarza szcepień :angry:  I jeśli cokolwiek moge sobie zarzucić to właśnie tą moja nadgorliwość z tymi szczepieniami. Na szczęście nie dawałam tych skojarzonych ale co to za różnica, szczepionka to szczepionka- jedno wielkie gówno!!
No ale co jest winne moje dziecko, że jest chore? Czy ono prosiło o chorobę? Czy prosiło o szczepionki? NIE! I to nadal jest moje dziecko, mój upragniony synuś. Moja krew, to samo serce, wiec  muszę mu pomóc.
Staram sie dostrzec dobre strony tej choroby. W chwilach rozgoryczenia zawsze mysle sobie że chyba jestem w lepszej sytuacji od matki której dziecko ma nowotwór. One toczą w zasadzie bój o każdy dzień. Ja wiem że moje dziecko rano sie obudzi a one? Siedzą przy łóżku i modlą sie o jeszcze jeden dzień, o nadzieję. One nie wiedzą jak długo dane im jeszcze bedzie cieszyć sie życiem dziecka.
KOcham mojego syna nad życie. Jest cieżko ale nie poddaję sie.
I czasem tylko jak rozmawiam z mamą dziecka zdrowego, która też narzeka na swój los, jak to cieżko jest wychować dziecko to w duchu jej zazdroszczę. Chciałabym mieć jej problemy.  :;):  Nie mam zdrowego dziecka i nie potrafie chyba rozmawiać z rodzicami zdrowych dzieci.
Może ja też mam autyzm :cry:
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: Tato Piotrka w Kwiecień 17, 2008, 22:39:15

(malgorzatka17 @ Kwie 17 2008,22:22)
QUOTE
Może ja też mam autyzm :cry:

Czasem i ja już tak sobie myślę.


Zwariować można z tego wszystkiego.
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: danuska w Kwiecień 17, 2008, 22:39:34
Moje pierwsze dziecko zmarlo w dwa tygodnie po urodzeniu,dwa najgorsze tygodnie mojego zycia!Byla nadzieja ze przezyje ale bedzie roslinka inie wiedzialam o co mam sie modlic czy o zycie czy o smierc dla niego :down: To byla dzoewczynka,po trzech latach urodzil sie Przemus i teraz nie wiem co bedzie czy to autyzm czy ZA czy jeszcze cos innego? :( dlatego tu jestem czytam,szukam zanim mi ktos madry jakis lekarz wreszcie to powie...
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: danuska w Kwiecień 17, 2008, 22:44:57
Aha,do Malgorzatki ja nie znam osobiscie ani jednej matki ktora ma chore dziecko,zyje i co dzien spotykam sie z tymi ktore maja zdrowe wspaniale i fenomenalne dzieci! I tez juz nie moge sluchac gdy mowia ze maja jakis problem to po prostu smieszne to jak bluznierstwo! :angry:
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: olinek w Kwiecień 18, 2008, 00:19:11

(malgorzatka17 @ Kwie 17 2008,22:22)
QUOTE
 Nie mam zdrowego dziecka i nie potrafie chyba rozmawiać z rodzicami zdrowych dzieci.

................tak ...............ja też sie ostatnio na tym łapię

przeraża mnie to
ale uciekam coraz częściej , bo potem jest płacz , i dołek z którego coraz trudniej mi jest się wygrzebać

Tak sobie kiedys doszłam do wniosku ze rodzice którzy dziela zycie pomiędzy zdrowe i chore dziecko mają lepiej , łatwiej (?)
Jest taka odskocznia od tego szalenstwa , są "normalne , zwykłe"problemy , radości

a ja mam same "niezwykłe" problemy , na dodatek jakies takie nierozwiązywalne za cholere!!




Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: joser w Kwiecień 18, 2008, 00:22:14
Macie rację kochani,nie taka była umowa z Bogiem.Ja też wypłakałam morze łez kiedy Kubę zdiagnozowano jako niedosłyszącego.Pomyślałam"matko ile to pracy,ile czasu na terapię."A cena aparatu(ok.3tyś)mnie wtedy powalała.I wtedy usłyszałam słowa od znajomej z pracy"To dobrze że to dziecko trafiło na ciebie,ty wiesz co z nim robić,inne nie mają tego szczęścia".I tego się trzymam cały czas także wtedy gdy okazało się że moje dziecko słyszy tylko nie słucha.W pracy naoglądam się tyle chorób i cierpienia że cieszę się że mam "tylko"takie dziecko.Ale z choroby mojego synka też czerpię korzyści.Odnoszę wrażenie że jestem cierpliwsza dla pacjentów,szybciej odgaduję o co im chodzi i staram się do wszystkiego podchodzić z humorem.Chyba jestem lubiana przez moich pacjentów bo jeszcze żaden nie zareagował na mój widok miną zniechęcenia a wręcz przeciwnie jestem często witana słowami"o jest moja siostrzyczka,gdzie pani była tyle czasu?".Moja praca mimo że ciężka(fizycznie szczególnie)jest dla mnie odskocznią od spraw domowych a jednocześnie daje mi satysfakcję w zawodzie(to już w dzisiejszych czasach zakrawa na zboczenie zawodowe). :;): Też wciąż brak czasu ale trochę usprawiedliwiam się że Kuba ma tyle zajęć w przedszkolu że po południu tylko "odrabiamy"zadania domowe,resztę czasu poświęcamy na zabawę i życie domowe.O porządnym obiedzie z dwóch dań to już zapomniałam.Mój mąż sam to rozwiązał i gotuje sobie sam(czasem ja też się załapię na sępa).Moją mamę powinnam całować po piętach bo pomaga jak może chociaż sama najzdrowsza nie jest.Teściowa też lepi pierożki dla wnuka"specjalnej kuchni"a zawsze pamięta o zdrowym więc chłopcy są zadowoleni obaj.Finansowo też nas wspomagają obie strony,bez ich pomocy byłoby bardzo kiepsko(niestety służba zdrowia nie zarabia kokosów ale walczymy o satysfakcję nie tylko duchową ale materialną też).Mój zawód dał też tyle że wiem co mi się należy i nie daję się zbyć u specjalistów itd.A propo zawodu to trzymajcie za mnie kciuki jutro i w niedzielę bo mam egzaminy na specjalizacji.Jak zdam pozytywnie(180 pytań w 180 minut-makabra) to" tylko" jeszcze egzamin państwowy w Warszawie i mam nadzieję za pierwszym podejściem zdobyć dyplom specjalistki w opiece długoterminowej.Pozdrawiam.Joanna.
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: Magdalenkaaa78 w Kwiecień 18, 2008, 00:51:16

(malgorzatka17 @ Kwie 17 2008,22:22)
QUOTE
 Jednak nie taka zawarłam umowę z Bogiem. Nie umawiałam sie na chore dziecko. Tego nie było w planach.  Kiedy okazało sie ze mam chore dziecko zapewne czułam to samo co Wy. Ból, rozpacz i pytanie : dlaczego ja? dlaczego moje dziecko? Czułam sie gorsza od innych.  Pragnełam dziecka jak niczego innego na świecie, ale chciałam aby było zdrowe.

Dawno temu zadałam sobie to samo pytanie. I odpowiedź była banalnie prosta: na kogoś trafić musiało. Ślepy los. Statystyka. Do tej pory moją rodzinę omijały wszelkie nieszczęścia: pożary, wojny, choroby, kalectwo. W końcu musiało trafić.

Nie czuję się gorsza. Czuję się inna. Poza tym nade wszystko denerwuje mnie nazywanie mojego życia "roszczeniowym". Co to znaczy: "Roszczeniowe"? Tego, że walczę o moje jedyne dziecko, jak potrafię? Że domagam się respektowania przepisów, poszanowania prawa czy też zwykłej urzędniczej życzliwości? Jak zapala się zielone światło to samochód rusza. Tak jest - takie mamy prawo, tak się "umówiliśmy". Nie zastanawiamy się nad tym, czy to jest nasze prawo, przywilej czy obowiązek. Tak po prostu jest. A tu jest podobnie - jest prawo. I nagle okazuje się, że się "domagam". Że gdy idę do poradni psych - ped sekretarka szepcze: o Bosz, znowu przyszła pani G. Bo tak dużo chciałam - raz w tygodniu logopedę w przedszkolu.

Powalają mnie kontakty z rodziną męża - jeszcze męza. I do końca życia będę nosić w sercu tekst mojej teściowej: "TY się cieszysz, że ON TO MA. Bo możesz sobie w ten sposób tłumaczyć swoej błędy wychowawcze. Teściowa - wieloletnia nauczycielka z wyższym wykształceniem pedagogicznym, pielęgniarka położna....

Myślałam, że tylko ja tak mam, że nie umiem rozmawiać z rodzicami zdrowych dzieci. Chyba trochę mam świra ;p I też często myslę, że coś mi jest. Co prawda nie mam autyzmu, ale coś podobnego na pewno :) Jak czasem opowiadam jeszcze mężowi że ktoś mi coś powiedział to słyszę: na tym forum od nienormalnych dzieci? Bo z nimkim innym już się nie kontaktujesz. To prawda, w "realu" krąg moich znajomych też zawęził się ( a może rozszerzył ) do rodziców dzieci autystycznych. I... chyba dobrze mi z tym, nie musze czuć się inna. Ostatnio jeden z moich znajomych z "dawnych lat" , ktorego córka chodzi z moim Kubą do przedszkola, dodajmy: zdrowa córka, walnął mi tak: widziałem twoje dziecko, zachowywał się NORMALNIE. Jasne, bo jak ma autyzm to pewnie powinnien zachowywać się zawsze "inaczej" . Z jednej strony cieszę się, że nie mam dziecka np. z zespołem Downa, gdzie ta niepełnosprawność wypisana jest na twarzy. Z drugiej myslę sobie, że rodzicom takich dzieci paradoksalnie jest łatwiej: nie muszą nic tłumaczyć. Nie muszą udowaniać choroby swojego dziecka. ja muszę pokazywac nawet męzowi, że Kuba jednak nie jest zdrowy. Boję się zresztą, że w momencie, kiedy Tomek zrozumie że Kuba nie spełni jego oczekiwań ( bardzo wysokich zresztą ) to, mmm, przestanie go tak "kochać" przestanie o niego dbać, zajmować się nim. Ciągle mam w pamięci jak dwa lata temu wyzywał Kubę od "debili" i "autków" Na dniach dostanę pozew rozwodowy od mojego męża - i niech świadczy to o naszym maksymalnym od siebie oddaleniu: nie płaczę, nie przeżywam, nie proszę. No trudno.... Nie chce mi się starać w jeszcze jedej kwestii, okazuje się że "walka" o Kubę zajmuje cały mój czas, energię, siły, całą miłość.




Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: low w Kwiecień 18, 2008, 06:40:53
Śledzę ten wątek jak tylko Kalina go założyła.
Zanim trafiłam na forum to myślałam, że tylko ja nie mogę poradzić sobie z chorobami moich córeczek. Mój mąż nie jest złym ojcem ale uważa, że jak zarabia pieniądze to jego rola na tym się kończy.
Rodzina, Przyjaciele dopiero w takich sytuacjach widzimy na kogo możemy liczyć.
Moja teściowa jeśli nie liczyć że była razem ze mną z dziećmi u lekarza to nigdy mi nie pomogła. Ja o swoje dzieci walczyła od 5 tygodnia ciąży. Wiele razy słyszałam że przesadzam bo ciąża to nie choroba a inne kobiety wykonują wtedy wszystkie prace. Efektem był poród na początku 29 tygodnia.
Potem walka Natalki z posocznicą, przez 4-5 tygodni stan krytyczny.
Obie dziewczyny w domu przez 1 tydz i Klaudusia z powrotem w szpitalu z ostrym zapaleniem płuc. Lekarz wezwany do domu nie rozpoznał choroby ale tytułów przed nazwiskiem miała sporo i kasę też brałam odpowiednią :devil:
Efektem tego są do dziś zaburzenia rytmu serca.
I właśnie dziś czara goryczy sie przelała.  Wczoraj moje dziecko między 17-18 dostało gorączki, przez noc huśtawka, gorączka spada i rośnie. Parametry serca przekraczają wszelkie normy. Proszę mojego męża żeby zadzwonił i wziął 1 dzień urlopu, ale oczywiście poszedł do pracy bo ja jestem matką i to ja mam sobie radzić.  :alien:
Od trzech lat jestem bez pracy cały czas: dom, dzieci, rehabilitacja, wizyty lekarskie, Kardiolog neurolog, alergolog. badanie holtera, EEG, tomografia USG serca i od nowa.
To cały mój świat.
I nie bardzo mam wsparcie w rodzinie, Nawet we własnej matce, która widzi tylko potrzeby mojej młodszej siostry studentki.

Nareszcie wyżaliłam się trochę.
mam nadzieję że was nie zanudziłam. :D
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: Małgośka w Kwiecień 18, 2008, 06:58:47
Alez skąd! :)
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: Małgośka w Kwiecień 18, 2008, 07:02:57
Olinku,jesteś trochę niecierpliwa.Ja bym dr Bross dala z rok czasu na leczenie.
A leczenie DAN to kiedyś Neo powiedziała, ze najefektywniejsze jest do 4 roku życia :(
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: jana w Kwiecień 18, 2008, 07:45:29

(olinek @ Kwie 18 2008,00:19)
QUOTE
przeraża mnie to
ale uciekam coraz częściej , bo potem jest płacz , i dołek z którego coraz trudniej mi jest się wygrzebać

Tak sobie kiedys doszłam do wniosku ze rodzice którzy dziela zycie pomiędzy zdrowe i chore dziecko mają lepiej , łatwiej (?)
Jest taka odskocznia od tego szalenstwa , są "normalne , zwykłe"problemy , radości

a ja mam same "niezwykłe" problemy , na dodatek jakies takie nierozwiązywalne za cholere!!

Bo ja wiem Olinku?
Sa za to wyrzuty sumienia, ze moznaby wiecej czasu poswiec na prace z chorym dzieckiem
I jest straszny zal, jak sie patrzy na rozwoj zdrowego dziecka -ze to chore tez takie moglo byc...a nie jest
i wiele innych rzeczy o ktorychniemam nawet sily pisac  :(
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: malgorzatka17 w Kwiecień 18, 2008, 07:55:17

(danuska @ Kwie 17 2008,22:39)
QUOTE
Moje pierwsze dziecko zmarlo w dwa tygodnie po urodzeniu,dwa najgorsze tygodnie mojego zycia!Byla nadzieja ze przezyje ale bedzie roslinka inie wiedzialam o co mam sie modlic czy o zycie czy o smierc dla niego :down:

Moje pierwsze dziecko też zmarło zanim sie jeszcze urodziło.  Potem po 10 latach urodziłam Kamila.
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: malgorzatka17 w Kwiecień 18, 2008, 08:35:06

(joser @ Kwie 18 2008,00:22)
QUOTE
I wtedy usłyszałam słowa od znajomej z pracy"To dobrze że to dziecko trafiło na ciebie,ty wiesz co z nim robić,inne nie mają tego szczęścia".

Oj ja też wiele razy słyszę: " Kamil ma szczęście że ma tak mądra i wsoaniałą mamę" Tylko hm co to za pociecha? Jest mnóstwo wspaniałych mądrych mam które mają  całkiem zdrowe dzieci. :cry:

Wiecie co kochani, kiedyś kiedy było mi bardzo źle na samym początku, kiedy nie mogłam  sobie poradzić i nie mogłam zrozumieć dlaczego to właśnie ja dostałam od Boga chore dziecko, dostałam od pewnej znajomej wiersz, piekny i wzruszający. Nie mogłam doczytać go do końca bo beczałam jak bóbr, czytałam mamie mojej i obie beczałyśmy. Ale ten wiersz tak jakoś na mnie podziałał że było mi łatwiej dźwigać ten mój cieżar.
 Dziś chciałabym go napisać tu na forum bo to tak troche wiersz o nas tu wszystkich mamach.  Przeczytajcie. Zrobiłam jedna zmianę w wierszu i zamieniłam słowo "upośledzone dzieci" na "inne dzieci"  :;):

Czy zapytaliscie się kiedyś siebie, w jaki sposób Pan Bóg wybiera matki innych dzieci?
Postarajcie się wyobrazić sobie Boga, który daje wskazówki swym aniołom zapisujacym wszystko w swej olbrzymiej ksiedze.
"Małecka, Maria, syn. Świety patron, Mateusz"
"Kurkowiak, Barbara, córka. Świeta patronka Cecylia".
"Michalewska, Janina, bliźniaki. Świety patron... niech będzie Gerard.ę
Wreszcie mówi z uśmiechem do anioła jakieś imie:
„Tej damy dziecko inne”.
A na to ciekawski anioł:
„Dlaczego właśnie tej, Panie? Jest taka szczęśliwa”.
„Właśnie tylko dlatego- mówi uśmiechnięty Bóg -  czy mógłbym powierzyć
Inne dziecko kobiecie, która nie wie, czym jest radość? Byłoby to okrutne”.
„Ale czy będzie miała cierpliwość?”, pyta anioł.
„Nie chcę, aby miała nazbyt dużo cierpliwości, bo utonęłaby w morzu łez,
Roztkliwiając się nad sobą i nad swoim bólem. A tak, jak jej tylko przejdzie szok i bunt,
Będzie potrafiła sobie ze wszystkim poradzić.”
„Panie wydaje mi się, ze ta kobieta nie wierzy nawet w Ciebie”.
Bóg uśmiechnął się:
„To nieważne. Mogę  temu przeciwdziałać. Ta kobieta jest doskonała.
Posiada  w sobie właściwą ilość egoizmu.”
Anioł nie mógł uwierzyć swoim uszom.
„Egoizmu? Czyżby egoizm był cnotą?”
Bóg przytaknął.
„Jeśli nie będzie potrafiła od czasu do czasu rozłączyć się ze swoim synem,
Nie da sobie nigdy rady. Tak, taka właśnie ma być kobieta, którą obdaruje
Dzieckiem dalekim od doskonałości.
Kobieta, która teraz nie zdaje sobie jeszcze sprawy, że kiedyś będą jej tego zazdrościć.
Nigdy nie będzie pewna żadnego słowa. Nigdy nie będzie ufała żadnemu swemu krokowi.
Ale, kiedy jej dziecko powie po raz pierwszy „mamo”, uświadomi sobie cud, którego doświadczyła.
Widząc drzewo, zachód słońca lub niewidome dziecko, będzie potrafiła bardziej niż ktokolwiek inny dostrzec  moja moc.
Pozwolę jej, aby widziała rzeczy tak jasno, jak ja sam widze ( ciemnotę, okrucieństwo, uprzedzenia)
I pomogę jej, aby potrafiła wzbić się ponad nie.
Nigdy nie będzie samotna. Będę przy niej w każdej minucie i w każdym dniu jej  życia, bo to ona w tak troskliwy sposób wykonuje swoja pracę,  jakby była wciąż przy mnie.
„ A świety patron?”, zapytał anioł, trzymając zawieszone w  powietrzu gotowe do pisania pióro.
Bóg uśmiechnął się.
„Wystarczy jej lustro.”


Cholera myślałam ze już mogę spokojnie bez wzruszenia czytać ten wiersz.  Myliłam się. :down:  Nie uodporniłam się bo ryczę jak bóbr (a jestem w pracy) i trochę się dziwni e na mnie patrzą moi współpracownicy.
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: Małgośka w Kwiecień 18, 2008, 10:01:46
Zdecydowanie łatwiej jest jak się ma tez zdrowe, super uczące się dzieci to przyznaję Olinku.
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: Małgośka w Kwiecień 18, 2008, 10:27:57
Magdalenkaaa78 walcz o swoje małżeństwo! Dla mnie wzorem jest tu moja świekra :D  najsprytniejsza kobieta swiata, ktora swojemu mężowi nie dała rozwodu i już!
Jakie by nie byly powody na miejscu sądu nie spodobał by mi się pozew o rozwód w sytuacji gdy dziecko jest chore. Synkowi też to dowali kupę stresu a po co? Przecież on to czuje  wszystko przez skórę.
Dzieci wolą mieć oboje rodzicow nawet jeśli się kłócą I jest tak wbrew "gazetowym" mądrościom.
A wyzwanie  synka przez męza od "aucików" o niczym nie świadczy. Tylko o wielkiej bezsilności.
Na Twoim miejscu poszłabym na te ustawienia rodzinne do terapeuty poleconego przez dr Bross! Czytalam scenariusze wygląda to sensownie ale trzeba mieć poleconego terapeute.
W Warszawie jest to Elżbieta Sanigórska ale wiem, że są i w innych miastach. Zapytaj Dziobka lub dr Bross.
Są i katolickie poradnie tam nie trzeba płacić z tego co wiem.No, trzeba coś robic.Nawet w zwykłych rodzinach jak są małe dzieci rodzice wiecznie się kłocą po prostu roboty jest na 6 osób a do pracy są dwie!
J
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: Małgośka w Kwiecień 18, 2008, 10:42:05
A na dogadywanie starszych pań to trzeba sie uodpornic.Brzydną i muszą to jakoś odreagować. Ja ciągle slysze jakieś od jednej i drugiej mamy ale mam to w nosie.
Co nie umniejsza faktu, że uwaga Twojej świekry była okrutna. Kulturalny człowiek nie mówi innym takich rzeczy bo są niszczące a nic nie wnoszą. Kulturalny człowiek zakłada dobrą wolę, że każdy z nas stara się na 100% swoich możliwości .Zwlaszcza matka dla chorego dziecka.
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: low w Kwiecień 18, 2008, 10:58:12
Małgorzatko wiersz, który napisałaś jest piękny. Przypomniał mi rozmowę z przed 4 lat, kiedy jeszcze pracowałam. kilka dni wcześniej otrzymałam diagnozę Natalki wówczas stwierdzono MPD. Nie potrafiłam pogodzić się z tym ani tez z nikim rozmawiać o chorobie mojego dziecka. Pani ta przyszła do mnie do biura jako klient załatwić sprawę dla niej bardzo nieprzyjemną. Podczas rozmowy służbowej zeszłyśmy na temat dzieci ( na biurku miałam zdjęcie moich bliźniaczek).
Pani ta z zawodu pielęgniarka  wychowywała córkę z MPD, Jola miała wtedy już 42lata,  więc przeżyła nie jedno.
Właśnie z jej ust usłyszałam wtedy wiele słów takich jak w tym wierszu.
Po raz pierwszy otworzyłam sie przed obcą mi kobietą być może dlatego, że dzieliłyśmy ten sam los.
różnica wieku była duża bo córka była starsza niż ja, a potem jeszcze wiele razy rozmawiałyśmy i była to znajomość bezinteresowna.
czasem spotykamy na swojej drodze ludzi, którzy dodają nam siły.
Moja teściowa nigdy nie wzięła mojej córeczki nigdzie poza podwórko. Myślę, że po prostu wstydzi się pokazać z chorą wnuczką, a Natalka z wyglądu jest bardzo podobna do jej rodziny.
I znów się rozpisałam, ale już dawno nigdzie nie czułam się tak dobrze jak tu na forum.
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: emkra w Kwiecień 18, 2008, 11:19:36
Dziecko zdrowe to niekoniecznie super uczące się i zachowujące ... nie ma tak dobrze :D  mój starszy to też czasami kawał diablęcia. Ale fakt, przez samo to, że JEST, ma swoją rolę "terapeutyczną" dla brata.
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: milenium w Kwiecień 18, 2008, 11:36:28
Wiersz niezwykle mnie wzruszył i nie potrafiłam opanować emocji. Wspomnę, że teraz jestem w pracy. Właśnie wszedł klient a ja po przeczytaniu wiersza najpierw popatrzyłam na niego maślanymi, szklistymi oczami i nagle wybuchnęłam płaczem. Wyłam jak dzika. Facet się wystraszył i zaczął mnie przepraszać. To tak na marginesie. Cieszę się, że JESTEŚCIE i nie jestem sama.
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: kalina i zbyszek w Kwiecień 18, 2008, 15:01:29
Jak jeszcze nie wiedziałam co jest nie tak z moim synkiem, myślałam widząc innych ludzi z dziećmi, dlaczego ja a nie oni? To nie może być prawda że coś jest nie tak.... :down: A później myslałam że to takie dziwne, niesprawiedliwe. A w końcu przyszedł ogromny bunt rozpacz wraz ze świadomością tego co się stało. A potem jeszcze większy bunt i nienawiść na tych którzy uważają mnie za roszczeniową bo coś chce dla synka. Jak ja nienawidzę tego słowa i ludzi którzy je wypowiadają!! :angry:  :angry:
Za to gdy widzę ludzi którzy krzyczą karcą zdrowe dzieci bo: "przecież mogłeś uważąć i się nie przewrócić", albo "jak możesz tak się zachowywać i tak głośno się śmiać w tramwaju", prawie kupuję to zdanie, że tylko wspaniałe, dobre kobiety mają takie dzieci. Choć wydaje mi się to wyjątkowo dziwaczne i śmieszne pocieszenie. Bo przecież wolałabym być bardzo złym człowiekiem, żeby tylko moje dziecko było zdrowe.
Dziś, gdy tata jeszcze spał zawźiełam się i nie bacząc na protesty bartka przytulałam go i całowałam po policzkach. W pewnym momencie już przestał wycierać całusy. I dał sie przytulać. Udało się! moja matczyna zazdrość o potomka została uspojona  :p  :D A ja się cieszę :)  :cool:
Kiedyś syn zachowywał się jakby kochał tylko mnie. Później tatę, później mnie. Teraz kocha tylko tatę. Może po etapie ojca znów przydzie etap matki? Oby jak najszybciej... :inlove:  :p  :laugh:
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: kalina i zbyszek w Kwiecień 18, 2008, 15:03:51
A tak w ogóle, czy wam też zdarza sie że dziecko ma etapy mama/tata? z czego to może wynikać? :alien:
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: olinek w Kwiecień 18, 2008, 15:06:23

(Małgośka @ Kwie 18 2008,07:02)
QUOTE
A leczenie DAN to kiedyś Neo powiedziała, ze najefektywniejsze jest do 4 roku życia :(

Gosia tylko ze moj młody zaczął  byc leczony DAN przed 3 rż :;):


Jana ....tak wiem , mimo ze moje drugie dziecko nie ma nawet 2 miesiecy , mysle sobie "przed nią całe życie , tyle radości .." a przed Tomkiem - nie wiem co.....
dlaczego?!?!
Moja najblizsza przyjaciółka ma corke -rocznik Tomka , ból niesamowity dla mnie ...zeszłe wakacje spędzalismy wspolnie ...czułam sie psychicznym bankrutem ...cały czas rozdzierająca serce myśl "on taki miał być!!!!!!własnie taki!"

Małgorzatko ...pisałam juz o tym na forum , bo wiersz przewijał sie kilka razy....Nienawidze tej opowiastki ...
w moim przypadku Bóg sie pomylił !
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: olinek w Kwiecień 18, 2008, 15:09:52

(kalina i zbyszek @ Kwie 18 2008,15:01)
QUOTE
Kiedyś syn zachowywał się jakby kochał tylko mnie. Później tatę, później mnie. Teraz kocha tylko tatę. Może po etapie ojca znów przydzie etap matki? Oby jak najszybciej... :inlove:  :p  :laugh:

To akurat jest jak najbardziej naturalna kolej rzeczy  u dzieciaków
myslę :;):
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: julek waligora w Kwiecień 18, 2008, 15:55:39
Witaj kalino i zbyszku.Tu mama Julka.
Mój Julian od małego się tuli jak i do mnie i męża.Jak jestem tylko ja ,to tuli się do mnie a jak mąż jest w domu ,to do niego.Poniewaz mąż pracuje w delegacji .Julian zaczał się zmieniać jak tata zwolnił sie z pracy i zajął się domem.Spał tylko z tatą,nie chciał sam.Jakbyś chciała ogadac ,to napisz na moje gg ,bedzie mi miło.Ania.

Julian dziś powiedział dzięcioł jak usłyszał stukanie dzięcioła.Pozdrawiam Ania.
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: Martadaa w Kwiecień 19, 2008, 00:15:47
No ja etapu "teraz mama" to się jeszcze przez te prawie 7 lat nie doczekałam ale nic to cierpliwa jestem więc może kiedyś...
Tata dużo pracuje więc Dominika ma go krótko dla siebie i wtedy kiedy już są razem to robią same przyjemne rzeczy.
Mama robi zastrzyki, realizuje terapię, dyscyplinuje, wymaga, ciąga po rozmaitych lekarzach którzy zlecają niekoniecznie lubiane zabiegi itd.
I to nie jest tak, że nie robię z nią żadnych fajnych dla niej rzeczy.
A i owszem i nawet jest wtedy "mamusiu kokam cie badzo".
Ale przy tacie odpadam w przedbiegach...
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: gosia44 w Kwiecień 19, 2008, 12:25:40

(malgorzatka17 @ Kwie 18 2008,08:35)
QUOTE
„Jeśli nie będzie potrafiła od czasu do czasu rozłączyć się ze swoim synem,
Nie da sobie nigdy rady. Tak, taka właśnie ma być kobieta, którą obdaruje
Dzieckiem dalekim od doskonałości.

Ku przestrodze dla wszystkich mam powtarzajcie to sobie często bo najczęściej zapominamy o sobie a w konsekwencji traci na tym cała rodzina, nasze dzieci i my same. Dziękuję Małgorzatko
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: asiamag w Kwiecień 19, 2008, 18:55:01
U mnie jest etap tata.
Jak przychodzę do domu po pracy mam atak histrerii ze strony syna  "a czemu mama, ma być tata"
Jak wieczorem zasypia i chcę jeszcze porozmawiać z nimi to mi powie "mama, idź już i trzeba zamknąć drzwi" - oczywiście z drugiej strony....
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: Martadaa w Kwiecień 20, 2008, 02:20:07
Olinku masz rację konfrontacja na wyjeździe wakacyjnym moje chore - szwagrostwa zdrowe doprowadzała mnie do obłędu, dlatego pojechałam jeszcze raz a potem jeszcze raz.
Ból jest dalej i pewnie pozostanie ... ale już nie obezwładnia.
Nie pozbawia mnie logicznego, trzeźwego myślenia dotyczącego tego co jest tu i teraz i co muszę zrobić w najbliższej przyszłości.

I te wyjazdy nauczyły mnie jeszcze jednej rzeczy...tolerancji wobec tych ze zdrowymi dziećmi.
Mają prawo mówić że mają problemy z pociechami to są problemy mierzone "miarką" ich doświadczeń i pojmowania świata.
Ta nasza miarka jest niestety inna...
Może dla nas czasem takie gadanie jest wręcz karygodne ale podejrzewam, że gdyby nasze dzieci były "zdrowe" nam samym lekko by to przechodziło przez usta.

Byłam miesiąc temu z Miśką w szpitalu i było tam wtedy dużo dzieci z mucowiscydozą, jak rozmawiałam z ich mamami to podobno w cięższych mutacjach jest to wyrok śmierci z odroczonym terminem wykonalności.
Nie jest łatwo wychowywać dziecko gdy może już za tydzień, miesiąc, rok jego nie będzie wśród żywych...
W naszym pokoju leżała osiemnastoletnia dziewczyna przyjęta ostatni raz do szpitala dziecięcego(z lżejszą mutacją mucow.) za kilka miesięcy wychodzi za mąż gdy spytałam ją dlaczego tak szybko z pełnymi nadziei oczami powiedziała "chcę zdążyć przeżyć swoje szczęście"

Nie umiem zapomnieć wyrazu jej oczu...
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: Małgośka w Kwiecień 20, 2008, 09:37:46
Najgorsze, że pewnie większośc tych chorób dałoby się zdiagnozować "od ogona"poprzez zaburzenia własnego pola elektromagnetycznego i leczyć dostymulowując pole....
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: Małgośka w Kwiecień 20, 2008, 10:08:20
Ojej dziewczyny jesteście WIELKIE w tych codziennych trudnościach z którymi sobie radzicie to jest taki cichy heroizm.Kalino, Gabi, wszystkie jesteście bardzo dzielne!
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: malgorzatka17 w Kwiecień 20, 2008, 18:01:14

(Małgośka @ Kwie 20 2008,09:37)
QUOTE
Najgorsze, że pewnie większośc tych chorób dałoby się zdiagnozować "od ogona"poprzez zaburzenia własnego pola elektromagnetycznego i leczyć dostymulowując pole....

:help:  ???
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: . w Kwiecień 20, 2008, 21:37:23
Popieram.
 :help:
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: olka_78 w Kwiecień 20, 2008, 21:42:23
Nie chce wyjść na ignorantke w temacie ale również nie kumam tego co ostatnoi napisała Małgośka
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: Małgośka w Kwiecień 20, 2008, 22:01:23
Bo już nie chcę być nudna, na wszystkich wątkach to samo mialam na myśli akupunkturę.
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: . w Kwiecień 20, 2008, 22:19:23
Taka tylko informacja wklejona z wikipedii..

Mukowiscydoza
(zwłóknienie torbielowate, łac. mucoviscidosis, ang. cystic fibrosis, CF, mucoviscoidosis, mucoviscidosis) – wrodzona, genetycznie uwarunkowana choroba ogólnoustrojowa o różnorodnej ekspresji klinicznej. W klasycznej (pełnoobjawowej) postaci objawia się skłonnością do zapalenia oskrzeli i płuc, niewydolnością zewnątrzwydzielniczą trzustki, niepłodnością oraz podwyższonym stężeniem chlorków w pocie....
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: kalina i zbyszek w Kwiecień 23, 2008, 16:28:31
Zabawne, ale może uda mi się załatwić terapię do domu.... Po tylu bojach. Nie dałam się im :p  :D
A w domu... Mąż woli być sam, syn jak zwykle woli tatę, a drugi, interesowanie kocha mnie za to, że daję mu cyca... A ja egoistycznie chciałabym być ukochaną mamusią. Zawsze i bezinteresownie.  :alien:  :laugh: Nie ma we mnie nic z cichego heroizmu. Jestem głośną egoistką. Zapewniam wszystkich.  :p  :D I nawet gdybym dała se ręce uciąć mając gwarancję że dzięki temu mój starszy syn będzie zdrowy to i tak by był czysty egoizm...  :p No może z odrobiną wrodzonego lenistwa... :D Życie moje by stało sie prostsze. Widoki na przyszłość by się poprawiły... No i wreszcie posłuchałabym muzyki zamiast krzyków Bartka...
Ale o ile ze starszym  nie jest dobrze młodszy jakby szedł na przód. Może jeśli nawet w końcu stwierdzą u niego autyzm, to nie pełny, może tylko ADHD lub Aspargera? Byłabym taka szczęśliwa.   :cool:  :;):  :)
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: joser w Kwiecień 23, 2008, 20:32:05
Witajcie moi drodzy!Muszę się pochwalić że testy poszły mi nadspodziewanie dobrze więc teraz mam chwilę błogiego lenistwa ale od maja ostro do nauki bo na jesień czeka mnie egzamin państwowy w stolicy.Piszecie że trochę łatwiej gdy ma się jedno dziecko zdrowe.Ja mam nastolatka w "oślim"wieku i chłopcy zostawieni sami zaraz drą koty na całego.Starszy się denerwuje bo Kuba rusza mu jego rzeczy i czasem domaga się zabawy,a gdy nie dostaje tego co chce zaraz krzyczy"mamo,powiedz coś Patrykowi!!!"Ponieważ starszy "zaciąga"basem a mały falsetem to wyobraźcie sobie jaka orkiestra w domu.Ustawiam obu i obaj reagują tak samo"to nie ja". ??? Mamy czasem wyrzuty sumienia że prowadząc dom "kradniemy"czas dziecku potrzebującemu.Ja mam czasem wyrzuty w drugą stronę:że poświęcając mnóstwo czasu Kubie mam go za mało dla starszego,który też wymaga dopilnowania i pomocy w lekcjach.Mąż nie ma cierpliwości(dwa podobne uparte charakterki więc się ścierają)a poza tym moi mężczyźni to typowo ścisłe umysły i humanistyka na mojej głowie.Patryk nie potrafi napisać z sensem i składnie zadań z polskiego,jest "książkowym"dysortografem i oczywiście nigdy nie ma nic zadane.Co do porównań to mam odniesienie do siostrzenicy 1,5 roku młodsza od Kuby.Też był czas gdy obserwowałam ich oboje i w duchu porównywałam"to powinien robić,to powinien umieć,z tym powinien sobie radzić bo mała to potrafi a jest młodsza",a niestety nie umiał,nie robił,nie radził sobie.Teraz to się zmienia i Wiki coraz rzadziej pyta"ciociu a co Kubuś powiedział?".Co do urzędów to na szczęście mam dobre relacje z paniami z PPP.Jak pytam zawsze podpowiedzą i doradzą.Na mój widok nikt nie wzdycha z rezygnacją chociaż też jestem tam dość częstym gościem. :) Może przemawia do nich postęp mojego dziecka i wzięli sobie za punkt honoru mi pomóc jak mogą.W p.psycholog mam stałego sojusznika w walce z urzędami i dzięki jej za to.A przy każdym spotkaniu jeszcze mi"dosłodzi"jaka jestem wspaniała i silna i zdeterminowana,że od razu lepiej.Nic tak nie poprawia samopoczucia jak parę komplementów.I jeśli choroba mojego syna nauczyła mnie cierpliwości i nie reagowania na uszczypliwe komentarze innych mamusiek czy "moherowych beretów"tak też nauczyłam się słuchać komplementów z uśmiechem i satysfakcją że są zasłużone.Kończę ten wywód bo właśnie mój pierworodny mnie przekupuje lodem abym go dopuściła do kompa(trafił w mój czuły punkt).Pozdrawiam.Joanna
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: Małgośka w Kwiecień 23, 2008, 21:53:09
Kochają nas te dzieciaki tylko nie umieją okazać. Ja ze zdrowym  pierworodnym :D dzieckiem mialam kiedyś taką sytuację, że ciagle mi dokuczała/zodiakalny Skorpion/ W domu pojawiało się mlodsze rodzeństwo etc. I spostrzegawcza koleżanka powiedziała "ona cie bardzo kocha". Tak? zdziwiłam się-myslałam, że mnie nienawidzi. I mówiłam to calkiem serio.
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: joser w Kwiecień 23, 2008, 22:27:31
No i jestem z powrotem.Jako ta wredna matka od zadań i kontroli wypędziłam syna do spania a młodszego "sprzedałam"do babci na noc.Mogę więc spokojnie popisać bez "kleszcza"na plecach"mamo już???".Kochają nas te dzieciaki na pewno tylko czasem ciężko im to okazać.Nawet tym zdrowym trudniej,bo jak tu wyznać miłość tej zmęczonej i ciągle wymagającej matuli,która tylko się czepia.Kuba pojmuje to bardzo dosłownie.Jak kocha to cmoka,ściska i przytula się na każdym kroku,a jak jest zły to głośno krzyczy"nie lubię cię!!!".Ale to już specyfika męskiej natury.
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: Gangola w Sierpień 14, 2008, 13:32:27
Podnoszę wątek, powyżalajmy się jeszcze trochę...

My, mamy naszych kochanych dzieci, jesteśmy już tak jednotorowe, że nawet w wątku o nas, piszemy o dzieciach. Zauważyłam, że moje myśli kręca się już tylko i wyłącznie wokół Krzysia...

Ja cierpię na chroniczny brak czasu, czasami odsypiam cały tydzień w niedzielę. Niestety muszę pracować, kredyty i te sprawy, więc Krzyś na razie zostaje z nianią. Od września pójdzie do Ośroka edukacyjnego zamiast do przedszkola. Naprawdę świetne miejsce, mają mnóstwo pomocy, ale nie będę się na jego temat rozpisywać, odsyłam:
Ośrodek Rehabilitacyjno Edukacyjno Wychowawczy

Będę miała wtedy 2 godz po pracy, żeby zająć się domem zanim Krzysia stamtąd wezmę. Może czasami sobą...

Ja na szczęście mogę liczyć na pomoc rodziców, jednych i drugich. Nie tyle opieką nad Krzysiem, ale jakimś wsparciem finansowym, psychicznym.
Czasami mąż mnie strasznie wkurza, jak nie ma cierpliwości, jak nie rozumie Juniorka, ale jakoś wybaczam. :) Jeszcze nie jest tak źle, wiadomo każdy ma lepsze i gorsze dni...
Ja mam ostatnio te gorsze...
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: Małgośka w Sierpień 14, 2008, 15:28:34
Chciałam przypomnieć osobom wierzącym :D na tym forum  , że u Pana Boga każde zycie ma sens nawet to po ludzku sądząc przegrane.Np. błogosławiona Aniela Salawa z Krakowa to zdaje się pracowała jako służaca/tak się mówilo przed wojną/.
Zawsze można swoją bezsilność za coś ofiarowac :inlove:
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: Małgośka w Sierpień 14, 2008, 17:14:41
Zdaje sie, że bardziej interesuje Go jak bardzo się staralismy i czy zrobliśmy wszystko co możliwe w danej sytuacji niż to czy odnieśliśmy w końcu sukces. :)
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: Abril w Sierpień 14, 2008, 19:44:50
Magdalenkaaa78 napisała:
QUOTE
Z jednej strony cieszę się, że nie mam dziecka np. z zespołem Downa, gdzie ta niepełnosprawność wypisana jest na twarzy. Z drugiej myslę sobie, że rodzicom takich dzieci paradoksalnie jest łatwiej: nie muszą nic tłumaczyć. Nie muszą udowaniać choroby swojego dziecka.


Mój syn urodził się z zespołem Downa.Faktycznie to dość charakterystyczna choroba.Ale tak się jakos "złożyło",że nie bardzo po nim widać  :) .Jest szczupłym blondynem,buzia zamknięta itd.Nie każdy kto nas mija "widzi" jego chorobe.Jedynie po jego zachowaniu można "przypuszczać",że coś z nim jest nie tak.Czasem zdaża się(ostatnio bardzo żadko) ,że musze "udowodnić",że moje dziecko jest chore (wtedy gdy "ktoś sie nas czepia") Wówczas słysze:przepraszam nie wiedziałem  :angry:

Ja tez mam chwile zwątpienia  :(
Należe do grona samotnych rodziców.Tak więc ze wszystkim musze radzić sobie sama.Wyjazdy do lekarza,rehabilitacja,szkoła Matiego,sprawy urzędowe itp.Poza tym oczywiście obowiązki domowe - a jest ich nie mało o czym same wiecie.
Co do pracy.Owszem chciałabym pracować,bo z tym co teraz mam to kiepsko nam się wiedzie.Ale jest dylemat:iść do pracy a co z synem????? Nie stać mnie na nianie a rodzina no cóż ......zostawie to bez komentarza :angry: Czuje się strasznie samotna i czasem mam wrażenie ,że zaczyna mnie to wszystko przerastać.Jest mi ciężko.........coraz ciężej.
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: Małgośka w Sierpień 16, 2008, 23:11:02
Trzeba mieć nadzieje, że bedzie lepiej :)
Ja to bym Was kochane mamy gdybym była dobrą wrózką wszystkie zabrała na jakis wyjazd  chociaż na tydzień bez dzieci np. w słowackie góry żebyście odpoczęły. :)
A dlatego słowackie bo niedaleko i nie ma tłoku jak po naszej stronie. I są cieplice. :)
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: macia23 w Sierpień 17, 2008, 01:18:31
Z własnego przykładu: w zeszłym roku pojechałam sobie z koleżanką nad morze(czwartek-niedziela) a w sobotę dzwoni moja mama i dostaję wywód jaką to jestem wyrodną matką ,bo sobie pojechałam gdzieś (wypowiedziane  z sarkazmem) wypocząć.Rozmowa trwała 10s po czym podziękowałam za miły telefon i sie rozłączyłam. :down:
To jest właśnie wsparcie rodzinne
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: Małgośka w Sierpień 17, 2008, 08:10:18
Normalka :D Moja rodzina uważała, że się lenię najbardziej w okresie gdy miałam małe dzieci i pracowałam 15 godzin na dobe/plus dyzur nocny od czasu do czasu/ w ciąglym napięciu- ze względu na bezpieczeństwo małych dzieci. Zdarzalo się, że 3 miesiące nie wychodzilam z domu/po urodzeniu/ dziecko wystawiałam w wózku na dwór.
Obserwowalam też ostatnio na wczasach wychudzone mamy małych dzieci/użyły na nich jak za pszeproszeniem pies w studni ciągle musiały latać za maluchami/. Ojcowie nie fatygowali się czesto aby zmienic żonę w pilnowaniu nawet na czas obiadu, żeby kobiecina mogła się najesc :angry:
Ciągle pokutuje ten komunistyczny przesąd, że "praca w domu nie jest pracą" To był ich"hit" propagandowy. :angry:
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: Małgośka w Sierpień 17, 2008, 08:14:06
Czy my tez będziemy takie na starość? :D  ???
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: Abril w Sierpień 17, 2008, 11:34:08
Małgośka napisała:
QUOTE
Ja to bym Was kochane mamy gdybym była dobrą wrózką wszystkie zabrała na jakis wyjazd  chociaż na tydzień bez dzieci np. w słowackie góry żebyście odpoczęły


Oj chętnie  :D - tylko który ośrodek pomieściłby Nas wszystkie   :laugh:  :laugh:

QUOTE
Czy my tez będziemy takie na starość?    


Napewno nie - My potrafimy wyciągac wnioski z zachowań  i błędów innych

Do macia23
Faktycznie niezłe wsparcie  :angry:  .Znam to osobiśćie.Po ponad roku przebywania w szpitalu i walki o życie mojego dziecka ( to było 11 lat temu ) chciałam DOS£OWNIE NA WEEKEND wyjechać do mojego ukochanego Krakowa,aby "naładować akumulatory" i co................Owszem pojechałam 1,5 roku później z synem. Taaaa grunt to rodzinka nie ma co  :angry:  :angry: ( oczywiście nie wszyscy mają tak "słodko" jak ja i tego im zazdroszcze)
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: kasiura w Sierpień 22, 2008, 16:08:23
no jak sie uzalac to na calego;)
mnie ojciec dziecka zostawil jeszcze w ciazy... nie kontaktuje sie z nami a dziecka nawet nie widzial do dzis...placi malo i z duuuuzymi opoznieniami, wiec nie jest mi latwo

w sumie jednak nie jestem na codzien zdolowana bo wbrew wszystkiemu mysle ze kiedys sie los do mnie usmiechnie, ale kiedy juz wydaje mi sie ze jest calkiem fajnie to zdaza sie cos co mnie dobija...

chcialam od pazdziernika wrocic na studia, ale zadzwonilam do zlobka gdzie mala byla na liscie rezerwowej od stycznia i okazalo sie ze jestesmy na 96 miescu!!! w praktyce to oznacza ze nigdy nie dostanie zlobka:((( na domiar zlego w krakowie obowiazuje przepis ze do przedszkola maja prawo dzieci ktore skonczyly 3 lata od stycznia do wrzesnia. Moja sie urodzila w listopadzie i bedzie mogla sie o przedszkole starac dopiero jak skonczy 4 lata:((( zalamalo mnie to

mam 25 lat i niby cale zycie przede mna... ale sytuacja jest taka, ze nie moge wrocic na studia bo jestem z dzieckiem, nie stac mnie na nianie bo nie mam pracy, nie mam pracy bo nie skonczylam studiow...

dziecko jest najwazniejsze ale mysle tez o sobie; moze to glupie, ale jestem coraz starsza, grubsza:) i brzydsza:)))) na dodatek opieka nad mala zajmuje mi 24h na dobe, nigdzie nie wychodze i obawiam sie ze bede do konca zycia sama z dzieckiem, bez pracy i kasy, na wiecznym utrzymaniu coraz starszych rodzicow...:(
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: Gangola w Sierpień 22, 2008, 16:31:57
Kasia głowa do góry, musisz mieć nadzieję. Szukać, starać się. Może na początek jakieś bezpłatne studium zaoczne?? Choćby na jakąś asystentkę. Teraz jest dużo kursów w UM dl a kobiet. Musisz mieć siłę.

Wiem, że jest mi łatwiej, bo mam męża, ale sami do wszystkiego dochodziliśmy, oczywiście z pomocą rodziców, ale ja też wracałam na studia i musiałam nianię znaleźć, później dobiła nas choroba Krzysia, z którą długo nie mogliśmy się pogodzić.
Teraz pracuję, skończyłam studia (inż), muszę wynajmować opiekunkę, bo Krzyś jak pójdzie do ośrodka to tylko od 12-17.

Musisz mieć siłę.
Ja mieszkam 60 km od Krakowa, Krzyś ma 4,5 roczku a ja mam lat tyle co Ty. Może kiedyś się spotkamy :)

Odezwij się na priv
Mogę długo nie odpisywać, bo wyjeżdżam z Krzysiem na badania i nie wiem, kiedy wrócimy :)

Trzymaj się mocno
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: jana w Sierpień 22, 2008, 17:35:24
kasiura, przynajmniejunas jest tak, ze dzieci samotnych matek maja pierwszenstwo w przyjeciu do przedszkola, skladalas podanie jako smaotna matka?
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: kasiura w Sierpień 22, 2008, 21:38:44
gongola; no ja jednak poswiecilam juz na moje studia ponad 4 lata ciezkiej pracy plus wiele miesiecy praktyk zamiast wakacji wiec ciezk by mi bylo zmienic to na inny kierunek, bo naprawde to byly lata wyzeczen, niestety moje studia trwaja 6 lat (jeszcze 2 lata) i nie ma zaocznych.

jana: a co do zlobka/przedszkola; w calej polsce teoretycznie pierszenstwo maja samotne matki, ale w praktyce co drugi rodzic w formularzu wpisuje ze jest sam z dzieckiem...
pisal nawet kiedys facet w wyborczej ktory zajmuje sie internetowa strona zapisow do przedszkoli i byl w szoku bo wielu jego znajomych (zameznych) ktorych zna wpisywalo ze samotnie wychowuja dzieci...
w zlobku tez mi pani powiedziala ze wszyscy mowia ze sa samotni, przyszedl np tatus i mowi ze samotnie wychowuje...pani na to ze jaki jest dzielny i jak sobie radzi a on na to ze zona sama siedzi z dzieckiem i na tym polega ta samotnosc...

no nic, na poczatku pewnie kazdy czarno wszystko widzi... ja jednak najbardziej na swiecie marze o tym zeby sie usamodzielnic! (oczywiscie poza tym zebym mala byla zdrowa:)




Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: Abril w Sierpień 24, 2008, 19:50:15
kasiura napisała
QUOTE
dziecko jest najwazniejsze ale mysle tez o sobie; moze to glupie, ale jestem coraz starsza, grubsza:) i brzydsza:)))) na dodatek opieka nad mala zajmuje mi 24h na dobe, nigdzie nie wychodze i obawiam sie ze bede do konca zycia sama z dzieckiem, bez pracy i kasy, na wiecznym utrzymaniu coraz starszych rodzicow...:(


QUOTE
no nic, na poczatku pewnie kazdy czarno wszystko widzi... ja jednak najbardziej na swiecie marze o tym zeby sie usamodzielnic!


To prawda "czarne myśli" ma chyba każdy ale głowa do góry  :laugh:  Będzie dobrze napewno.Ja też byłam pesymistką ale do czasu.Myślałam podobnie jak Ty.Sama wychowuje syna od 11 lat - tatus ehh  :angry: pozostawie bez komentarza.W przerwach między jednym pobytem w szpitalu a drugim skończyłam studium medyczne  :D - fakt nie było łatwo ale się udało  :laugh:  :laugh: .Siedzenie w domu też mnie przygnębiało - znajomi powyjeżdżali za granice-ale od czego jest internet  :D.Dzięki niemu przybyło nowych znajomych i nie tylko ,bo od kilkunastu miesięcy nie jestem sama - mam wspaniałego faceta  :inlove:

Tak więc uwierz - będzie lepiej  :laugh:  :laugh:
Życze Ci tego
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: iwee w Grudzień 17, 2008, 12:08:05
Akurat znalazlam ten watek wiec tez sie wyzale. Ja mieszkam w UK i nie znam tu nikogo, owszem dwie mamy ze szkoly Daniela, ale Daniel chodzi do zwyklej szkoly wiec i nne mamy maja zwykle problemy zwyklych dziwci. A mnie ogromnie brakuje ze tak na zywo moc sie podzielic stresem wywolanym przez autyzm, zeby ktos rozumial co do niego mowie opowiadajac o synie..Ludzie przytakuja glowa ale i tak nic tak naprawde o autyzmie nie wiedza. I czuje sie osamotniona z tym problemem. Ide do szkoly odebrac synka a tam baby na calego glosza jakie to ich dziecko genialne ja ciesze sie ze Danny nie zapomnial pomachac "by by"  nauczycielce. Na szczescie juz dawno nauczylam sie nie porownywac Daniela do innych dzieci :)
Maz jest anglikiem i doskonalne radzi sobie z synem maja ze soba naprawde swietny kontakt. Ale on calymi dniami pracuje. Ja w domu juz 5 rok dzien dzien z dziecmi. Czesto wieczorem jestem juz takim klebkiem nerwow ze wyzywam sie na mezu juz jak tylko przekroczy prog domu. Pozniej dzieci ida spac wiec mi przechodzi, humor wraca  i wtedy przepraszam..
Sterow dodaje bo tak malo czasu mam na wszystko i caly czas drecza mnie wyrzuty sumienia ze za malo robie dla mojej 2,5 letniej corki. Ona praktycznie wychowuje sie sama:( Bo Daniel tak dominuje w rodzinie no i jest pol silniejszy niz ona (ma 5,5 lat). Tez ona latwo nie ma bo dostal jej sie dosc apodyktyczny brat ktoremu czasami najlepiej po prostu zejsc z drogi, no ale ona malutka i nie rozumie. Wiec sama widze w jakim stresie ona czasem zyje. Wraca Danny ze szkoly i znow sie zaczyna: placz na zmiane, krzyki, wyrywanie zabawek, ataki furii a ja tylko wkolko latam za nimi i rozdzielam. Zdarza sie ze juz ich zamykam w dwoch osobnych pokojach zeby sie tam wyryczeli i wrocili jak postanowia byc mili. Ja w tym czasie zatykam uszy. Normalnie mowie wam czasem to istne wariatkowo. Tez bym chciala czasem to zostawic wszystko i przynajmniej wyjsc na kolacje z mezem i zapomniec o byciu mama. No ale opiekunka tu bardzio kosztuje i tez nie wiem czy bym zaufala obcemu, bo Daniela trzeba znac zeby wiedziec co z nim robic.
No a tak w ogole to blizniaki teraz w drodze :laugh:  Tak zeby pzypadkiem nam sie za bardzo w zyciu nie nudzilo to tym razem podwojne szczescie bozia dala.. Ech, oby do przodu..




Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: kalina i zbyszek w Grudzień 17, 2008, 19:28:27
kochana,
jest wiele powodów do zazdrości i radości
maszszanse na to co ja bym chciała ale się boję... to znaczy na więcej dzieci zdrowych i niż chorych.  :laugh: :)
 
:alien: Wiesz ja jestem trochę dziwna i nie uważam że chore dzieci trzeba kochać bardziej. Jeśli córeczka nie ma nawet trzech lat, może dobrzebyłoby się skupić na niej i jej emocjach podczas wybuchów brata. Wiem że to niełatwe. Mój młodszy syn ma trzy lata. Jeśli starszy źle się czuje fizycznie to skupiam się na nim, albo jeśli widzę że to nie od niego zaeży... W innych sytuacjach zawsze staram się skupiać na młodszym. Jeśli nie mogę ze względu na starszego, staram się mu to wynagradzać...
odwagi, będzie dobrze...
Najważniejsze że twój syn nie zostanie sam
Tytuł: Życie w rodzinie
Wiadomość wysłana przez: Małgośka w Grudzień 17, 2008, 19:44:47
Zawsze jak dzieci są małe to jest to najtrudniejszy okres w życiu rodziny i w każdej jest tak jak w Twojej-wyrywanie zabawek i wieczne mediacje. :p Dopiero jak najmłodsze ma tyle lat, że pojdzie do szkoły można trochę pożyc. I potem wszyscy nam zazdroszczą dużej rodziny :D