Autor Wątek: Życie w rodzinie  (Przeczytany 22502 razy)

0 Użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Małgośka

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 3539
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #45 dnia: Kwiecień 18, 2008, 10:01:46 »
Zdecydowanie łatwiej jest jak się ma tez zdrowe, super uczące się dzieci to przyznaję Olinku.
"Niech zamienią rozpacz w żar nadziei
Niech bzem się cieszą miast śmiercią smucić
Czemu z martwych powstać by nie mieli
Skoro jeden spoza śmierci wrócił"
/psalm wbrew rozpaczy/
 
    

Małgośka

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 3539
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #46 dnia: Kwiecień 18, 2008, 10:27:57 »
Magdalenkaaa78 walcz o swoje małżeństwo! Dla mnie wzorem jest tu moja świekra '<img'>  najsprytniejsza kobieta swiata, ktora swojemu mężowi nie dała rozwodu i już!
Jakie by nie byly powody na miejscu sądu nie spodobał by mi się pozew o rozwód w sytuacji gdy dziecko jest chore. Synkowi też to dowali kupę stresu a po co? Przecież on to czuje  wszystko przez skórę.
Dzieci wolą mieć oboje rodzicow nawet jeśli się kłócą I jest tak wbrew "gazetowym" mądrościom.
A wyzwanie  synka przez męza od "aucików" o niczym nie świadczy. Tylko o wielkiej bezsilności.
Na Twoim miejscu poszłabym na te ustawienia rodzinne do terapeuty poleconego przez dr Bross! Czytalam scenariusze wygląda to sensownie ale trzeba mieć poleconego terapeute.
W Warszawie jest to Elżbieta Sanigórska ale wiem, że są i w innych miastach. Zapytaj Dziobka lub dr Bross.
Są i katolickie poradnie tam nie trzeba płacić z tego co wiem.No, trzeba coś robic.Nawet w zwykłych rodzinach jak są małe dzieci rodzice wiecznie się kłocą po prostu roboty jest na 6 osób a do pracy są dwie!
J
"Niech zamienią rozpacz w żar nadziei
Niech bzem się cieszą miast śmiercią smucić
Czemu z martwych powstać by nie mieli
Skoro jeden spoza śmierci wrócił"
/psalm wbrew rozpaczy/
 
    

Małgośka

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 3539
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #47 dnia: Kwiecień 18, 2008, 10:42:05 »
A na dogadywanie starszych pań to trzeba sie uodpornic.Brzydną i muszą to jakoś odreagować. Ja ciągle slysze jakieś od jednej i drugiej mamy ale mam to w nosie.
Co nie umniejsza faktu, że uwaga Twojej świekry była okrutna. Kulturalny człowiek nie mówi innym takich rzeczy bo są niszczące a nic nie wnoszą. Kulturalny człowiek zakłada dobrą wolę, że każdy z nas stara się na 100% swoich możliwości .Zwlaszcza matka dla chorego dziecka.
"Niech zamienią rozpacz w żar nadziei
Niech bzem się cieszą miast śmiercią smucić
Czemu z martwych powstać by nie mieli
Skoro jeden spoza śmierci wrócił"
/psalm wbrew rozpaczy/
 
    

low

  • Aktywny
  • ***
  • Wiadomości: 132
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #48 dnia: Kwiecień 18, 2008, 10:58:12 »
Małgorzatko wiersz, który napisałaś jest piękny. Przypomniał mi rozmowę z przed 4 lat, kiedy jeszcze pracowałam. kilka dni wcześniej otrzymałam diagnozę Natalki wówczas stwierdzono MPD. Nie potrafiłam pogodzić się z tym ani tez z nikim rozmawiać o chorobie mojego dziecka. Pani ta przyszła do mnie do biura jako klient załatwić sprawę dla niej bardzo nieprzyjemną. Podczas rozmowy służbowej zeszłyśmy na temat dzieci ( na biurku miałam zdjęcie moich bliźniaczek).
Pani ta z zawodu pielęgniarka  wychowywała córkę z MPD, Jola miała wtedy już 42lata,  więc przeżyła nie jedno.
Właśnie z jej ust usłyszałam wtedy wiele słów takich jak w tym wierszu.
Po raz pierwszy otworzyłam sie przed obcą mi kobietą być może dlatego, że dzieliłyśmy ten sam los.
różnica wieku była duża bo córka była starsza niż ja, a potem jeszcze wiele razy rozmawiałyśmy i była to znajomość bezinteresowna.
czasem spotykamy na swojej drodze ludzi, którzy dodają nam siły.
Moja teściowa nigdy nie wzięła mojej córeczki nigdzie poza podwórko. Myślę, że po prostu wstydzi się pokazać z chorą wnuczką, a Natalka z wyglądu jest bardzo podobna do jej rodziny.
I znów się rozpisałam, ale już dawno nigdzie nie czułam się tak dobrze jak tu na forum.
htpp://www.natalianiemczyk.pl

Człowiek powinien siegać dalej niż na wyciągnięcie ręki, bo po cóż byłoby niebo
(cyt. Robert Browning)

emkra

  • Aktywny
  • ***
  • Wiadomości: 123
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #49 dnia: Kwiecień 18, 2008, 11:19:36 »
Dziecko zdrowe to niekoniecznie super uczące się i zachowujące ... nie ma tak dobrze '<img'>  mój starszy to też czasami kawał diablęcia. Ale fakt, przez samo to, że JEST, ma swoją rolę "terapeutyczną" dla brata.

milenium

  • Aktywny
  • ***
  • Wiadomości: 145
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #50 dnia: Kwiecień 18, 2008, 11:36:28 »
Wiersz niezwykle mnie wzruszył i nie potrafiłam opanować emocji. Wspomnę, że teraz jestem w pracy. Właśnie wszedł klient a ja po przeczytaniu wiersza najpierw popatrzyłam na niego maślanymi, szklistymi oczami i nagle wybuchnęłam płaczem. Wyłam jak dzika. Facet się wystraszył i zaczął mnie przepraszać. To tak na marginesie. Cieszę się, że JESTEŚCIE i nie jestem sama.

kalina i zbyszek

  • Kreatywny
  • ****
  • Wiadomości: 396
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #51 dnia: Kwiecień 18, 2008, 15:01:29 »
Jak jeszcze nie wiedziałam co jest nie tak z moim synkiem, myślałam widząc innych ludzi z dziećmi, dlaczego ja a nie oni? To nie może być prawda że coś jest nie tak.... ':down:' A później myslałam że to takie dziwne, niesprawiedliwe. A w końcu przyszedł ogromny bunt rozpacz wraz ze świadomością tego co się stało. A potem jeszcze większy bunt i nienawiść na tych którzy uważają mnie za roszczeniową bo coś chce dla synka. Jak ja nienawidzę tego słowa i ludzi którzy je wypowiadają!! ':angry:'  ':angry:'
Za to gdy widzę ludzi którzy krzyczą karcą zdrowe dzieci bo: "przecież mogłeś uważąć i się nie przewrócić", albo "jak możesz tak się zachowywać i tak głośno się śmiać w tramwaju", prawie kupuję to zdanie, że tylko wspaniałe, dobre kobiety mają takie dzieci. Choć wydaje mi się to wyjątkowo dziwaczne i śmieszne pocieszenie. Bo przecież wolałabym być bardzo złym człowiekiem, żeby tylko moje dziecko było zdrowe.
Dziś, gdy tata jeszcze spał zawźiełam się i nie bacząc na protesty bartka przytulałam go i całowałam po policzkach. W pewnym momencie już przestał wycierać całusy. I dał sie przytulać. Udało się! moja matczyna zazdrość o potomka została uspojona  ':p'  '<img'> A ja się cieszę '<img'>  ':cool:'
Kiedyś syn zachowywał się jakby kochał tylko mnie. Później tatę, później mnie. Teraz kocha tylko tatę. Może po etapie ojca znów przydzie etap matki? Oby jak najszybciej... ':inlove:'  ':p'  ':laugh:'
zk

kalina i zbyszek

  • Kreatywny
  • ****
  • Wiadomości: 396
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #52 dnia: Kwiecień 18, 2008, 15:03:51 »
A tak w ogóle, czy wam też zdarza sie że dziecko ma etapy mama/tata? z czego to może wynikać? ':alien:'
zk

olinek

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 609
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #53 dnia: Kwiecień 18, 2008, 15:06:23 »

(Małgośka @ Kwie 18 2008,07:02)
QUOTE
A leczenie DAN to kiedyś Neo powiedziała, ze najefektywniejsze jest do 4 roku życia '<img'>

Gosia tylko ze moj młody zaczął  byc leczony DAN przed 3 rż ':<img:'>


Jana ....tak wiem , mimo ze moje drugie dziecko nie ma nawet 2 miesiecy , mysle sobie "przed nią całe życie , tyle radości .." a przed Tomkiem - nie wiem co.....
dlaczego?!?!
Moja najblizsza przyjaciółka ma corke -rocznik Tomka , ból niesamowity dla mnie ...zeszłe wakacje spędzalismy wspolnie ...czułam sie psychicznym bankrutem ...cały czas rozdzierająca serce myśl "on taki miał być!!!!!!własnie taki!"

Małgorzatko ...pisałam juz o tym na forum , bo wiersz przewijał sie kilka razy....Nienawidze tej opowiastki ...
w moim przypadku Bóg sie pomylił !

olinek

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 609
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #54 dnia: Kwiecień 18, 2008, 15:09:52 »

(kalina i zbyszek @ Kwie 18 2008,15:01)
QUOTE
Kiedyś syn zachowywał się jakby kochał tylko mnie. Później tatę, później mnie. Teraz kocha tylko tatę. Może po etapie ojca znów przydzie etap matki? Oby jak najszybciej... ':inlove:'  ':p'  ':laugh:'

To akurat jest jak najbardziej naturalna kolej rzeczy  u dzieciaków
myslę ':<img:'>

julek waligora

  • Kreatywny
  • ****
  • Wiadomości: 267
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #55 dnia: Kwiecień 18, 2008, 15:55:39 »
Witaj kalino i zbyszku.Tu mama Julka.
Mój Julian od małego się tuli jak i do mnie i męża.Jak jestem tylko ja ,to tuli się do mnie a jak mąż jest w domu ,to do niego.Poniewaz mąż pracuje w delegacji .Julian zaczał się zmieniać jak tata zwolnił sie z pracy i zajął się domem.Spał tylko z tatą,nie chciał sam.Jakbyś chciała ogadac ,to napisz na moje gg ,bedzie mi miło.Ania.

Julian dziś powiedział dzięcioł jak usłyszał stukanie dzięcioła.Pozdrawiam Ania.
Mama Juliana(9lat)autyzm
GG 5699709

Martadaa

  • Bywalec
  • **
  • Wiadomości: 99
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #56 dnia: Kwiecień 19, 2008, 00:15:47 »
No ja etapu "teraz mama" to się jeszcze przez te prawie 7 lat nie doczekałam ale nic to cierpliwa jestem więc może kiedyś...
Tata dużo pracuje więc Dominika ma go krótko dla siebie i wtedy kiedy już są razem to robią same przyjemne rzeczy.
Mama robi zastrzyki, realizuje terapię, dyscyplinuje, wymaga, ciąga po rozmaitych lekarzach którzy zlecają niekoniecznie lubiane zabiegi itd.
I to nie jest tak, że nie robię z nią żadnych fajnych dla niej rzeczy.
A i owszem i nawet jest wtedy "mamusiu kokam cie badzo".
Ale przy tacie odpadam w przedbiegach...
Odpowiedzialni jesteśmy nie tylko za to co robimy lecz i za to czego nie robimy...
Misia 2001

gosia44

  • Aktywny
  • ***
  • Wiadomości: 233
  • 06.94r. Tomcio
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #57 dnia: Kwiecień 19, 2008, 12:25:40 »

(malgorzatka17 @ Kwie 18 2008,08:35)
QUOTE
„Jeśli nie będzie potrafiła od czasu do czasu rozłączyć się ze swoim synem,
Nie da sobie nigdy rady. Tak, taka właśnie ma być kobieta, którą obdaruje
Dzieckiem dalekim od doskonałości.

Ku przestrodze dla wszystkich mam powtarzajcie to sobie często bo najczęściej zapominamy o sobie a w konsekwencji traci na tym cała rodzina, nasze dzieci i my same. Dziękuję Małgorzatko
Są chwile upadku woli,
kiedy wola aby się ratować
musi zmienić się w upór

asiamag

  • Bywalec
  • **
  • Wiadomości: 75
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #58 dnia: Kwiecień 19, 2008, 18:55:01 »
U mnie jest etap tata.
Jak przychodzę do domu po pracy mam atak histrerii ze strony syna  "a czemu mama, ma być tata"
Jak wieczorem zasypia i chcę jeszcze porozmawiać z nimi to mi powie "mama, idź już i trzeba zamknąć drzwi" - oczywiście z drugiej strony....
Michał ur. 2003 r.

Martadaa

  • Bywalec
  • **
  • Wiadomości: 99
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #59 dnia: Kwiecień 20, 2008, 02:20:07 »
Olinku masz rację konfrontacja na wyjeździe wakacyjnym moje chore - szwagrostwa zdrowe doprowadzała mnie do obłędu, dlatego pojechałam jeszcze raz a potem jeszcze raz.
Ból jest dalej i pewnie pozostanie ... ale już nie obezwładnia.
Nie pozbawia mnie logicznego, trzeźwego myślenia dotyczącego tego co jest tu i teraz i co muszę zrobić w najbliższej przyszłości.

I te wyjazdy nauczyły mnie jeszcze jednej rzeczy...tolerancji wobec tych ze zdrowymi dziećmi.
Mają prawo mówić że mają problemy z pociechami to są problemy mierzone "miarką" ich doświadczeń i pojmowania świata.
Ta nasza miarka jest niestety inna...
Może dla nas czasem takie gadanie jest wręcz karygodne ale podejrzewam, że gdyby nasze dzieci były "zdrowe" nam samym lekko by to przechodziło przez usta.

Byłam miesiąc temu z Miśką w szpitalu i było tam wtedy dużo dzieci z mucowiscydozą, jak rozmawiałam z ich mamami to podobno w cięższych mutacjach jest to wyrok śmierci z odroczonym terminem wykonalności.
Nie jest łatwo wychowywać dziecko gdy może już za tydzień, miesiąc, rok jego nie będzie wśród żywych...
W naszym pokoju leżała osiemnastoletnia dziewczyna przyjęta ostatni raz do szpitala dziecięcego(z lżejszą mutacją mucow.) za kilka miesięcy wychodzi za mąż gdy spytałam ją dlaczego tak szybko z pełnymi nadziei oczami powiedziała "chcę zdążyć przeżyć swoje szczęście"

Nie umiem zapomnieć wyrazu jej oczu...
Odpowiedzialni jesteśmy nie tylko za to co robimy lecz i za to czego nie robimy...
Misia 2001