Autor Wątek: Życie w rodzinie  (Przeczytany 22422 razy)

0 Użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Małgośka

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 3539
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #30 dnia: Kwiecień 17, 2008, 17:19:59 »
Oczywiście, że byłam u dr Cubały.
"Niech zamienią rozpacz w żar nadziei
Niech bzem się cieszą miast śmiercią smucić
Czemu z martwych powstać by nie mieli
Skoro jeden spoza śmierci wrócił"
/psalm wbrew rozpaczy/
 
    

kalina i zbyszek

  • Kreatywny
  • ****
  • Wiadomości: 396
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #31 dnia: Kwiecień 17, 2008, 17:34:32 »
Ewo czuje to samo. jeśli sa postępy to malutkie. Poza tym... Syn nie zauważa prawie mnie, woli tatę. nigdy na mnie nie patrzy. bo ja jestem ta zła od wymagania, rozkazywania, od zejdź na tychmiast z tego stołu! i od co ty robisz tak nie wolno! A mąż mówi: A niech robi co chce, jaest kochany jaki jest. No i on jestdobry... A ja zła matka mam ochotę walić głową w ścianę bo nie mogę wytrzymać już zamknięcia w domu, Chcę wyjść, uciec. Do ludzi "prawdziwych ludzi" z którymi można rozmawiać, którzy w czasie rozmowy patrzą w oczy... ':alien:'  ':alien:'  ':alien:'  ':alien:'  ':alien:'  ':alien:'  ':alien:'  ':alien:'  ':alien:'  ':down:'  ':down:'  ':down:'  ':down:'  ':down:'  ':down:'  ':down:'  ':down:'  ':down:' A później mi tak bardzo wstyd, że zamało kocham, że zamało okazuję że to coś musi znaczyć że syn nie chce bym go przytulała, wyciera pocałunki z polika rękawem i biegnie do taty. I tak trudno być mi razem z tym jego tatą... '<img'>  '<img'>  '<img'>  '<img'>
zk

malgorzatka17

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 1022
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #32 dnia: Kwiecień 17, 2008, 22:22:41 »
Trudne mamy zadanie do wykonania. Kamil jest moim jedynym dzieckiem, zresztą całkiem długo oczekiwanym i wiele przeszłam zanim zdarzył sie cud i go urodziłam '<img'>  Jednak nie taka zawarłam umowę z Bogiem. Nie umawiałam sie na chore dziecko. Tego nie było w planach.  Kiedy okazało sie ze mam chore dziecko zapewne czułam to samo co Wy. Ból, rozpacz i pytanie : dlaczego ja? dlaczego moje dziecko? Czułam sie gorsza od innych.  Pragnełam dziecka jak niczego innego na świecie, ale chciałam aby było zdrowe. I robiłam wszystko aby było zdrowe nawet je cholera szczepiłam ściśle według kalendarza szcepień ':angry:'  I jeśli cokolwiek moge sobie zarzucić to właśnie tą moja nadgorliwość z tymi szczepieniami. Na szczęście nie dawałam tych skojarzonych ale co to za różnica, szczepionka to szczepionka- jedno wielkie gówno!!
No ale co jest winne moje dziecko, że jest chore? Czy ono prosiło o chorobę? Czy prosiło o szczepionki? NIE! I to nadal jest moje dziecko, mój upragniony synuś. Moja krew, to samo serce, wiec  muszę mu pomóc.
Staram sie dostrzec dobre strony tej choroby. W chwilach rozgoryczenia zawsze mysle sobie że chyba jestem w lepszej sytuacji od matki której dziecko ma nowotwór. One toczą w zasadzie bój o każdy dzień. Ja wiem że moje dziecko rano sie obudzi a one? Siedzą przy łóżku i modlą sie o jeszcze jeden dzień, o nadzieję. One nie wiedzą jak długo dane im jeszcze bedzie cieszyć sie życiem dziecka.
KOcham mojego syna nad życie. Jest cieżko ale nie poddaję sie.
I czasem tylko jak rozmawiam z mamą dziecka zdrowego, która też narzeka na swój los, jak to cieżko jest wychować dziecko to w duchu jej zazdroszczę. Chciałabym mieć jej problemy.  ':<img:'>  Nie mam zdrowego dziecka i nie potrafie chyba rozmawiać z rodzicami zdrowych dzieci.
Może ja też mam autyzm ':cry:'

Tato Piotrka

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 505
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #33 dnia: Kwiecień 17, 2008, 22:39:15 »

(malgorzatka17 @ Kwie 17 2008,22:22)
QUOTE
Może ja też mam autyzm ':cry:'

Czasem i ja już tak sobie myślę.


Zwariować można z tego wszystkiego.

danuska

  • Bywalec
  • **
  • Wiadomości: 29
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #34 dnia: Kwiecień 17, 2008, 22:39:34 »
Moje pierwsze dziecko zmarlo w dwa tygodnie po urodzeniu,dwa najgorsze tygodnie mojego zycia!Byla nadzieja ze przezyje ale bedzie roslinka inie wiedzialam o co mam sie modlic czy o zycie czy o smierc dla niego ':down:' To byla dzoewczynka,po trzech latach urodzil sie Przemus i teraz nie wiem co bedzie czy to autyzm czy ZA czy jeszcze cos innego? '<img'> dlatego tu jestem czytam,szukam zanim mi ktos madry jakis lekarz wreszcie to powie...
danuska

danuska

  • Bywalec
  • **
  • Wiadomości: 29
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #35 dnia: Kwiecień 17, 2008, 22:44:57 »
Aha,do Malgorzatki ja nie znam osobiscie ani jednej matki ktora ma chore dziecko,zyje i co dzien spotykam sie z tymi ktore maja zdrowe wspaniale i fenomenalne dzieci! I tez juz nie moge sluchac gdy mowia ze maja jakis problem to po prostu smieszne to jak bluznierstwo! ':angry:'
danuska

olinek

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 609
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #36 dnia: Kwiecień 18, 2008, 00:19:11 »

(malgorzatka17 @ Kwie 17 2008,22:22)
QUOTE
 Nie mam zdrowego dziecka i nie potrafie chyba rozmawiać z rodzicami zdrowych dzieci.

................tak ...............ja też sie ostatnio na tym łapię

przeraża mnie to
ale uciekam coraz częściej , bo potem jest płacz , i dołek z którego coraz trudniej mi jest się wygrzebać

Tak sobie kiedys doszłam do wniosku ze rodzice którzy dziela zycie pomiędzy zdrowe i chore dziecko mają lepiej , łatwiej (?)
Jest taka odskocznia od tego szalenstwa , są "normalne , zwykłe"problemy , radości

a ja mam same "niezwykłe" problemy , na dodatek jakies takie nierozwiązywalne za cholere!!





joser

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 643
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #37 dnia: Kwiecień 18, 2008, 00:22:14 »
Macie rację kochani,nie taka była umowa z Bogiem.Ja też wypłakałam morze łez kiedy Kubę zdiagnozowano jako niedosłyszącego.Pomyślałam"matko ile to pracy,ile czasu na terapię."A cena aparatu(ok.3tyś)mnie wtedy powalała.I wtedy usłyszałam słowa od znajomej z pracy"To dobrze że to dziecko trafiło na ciebie,ty wiesz co z nim robić,inne nie mają tego szczęścia".I tego się trzymam cały czas także wtedy gdy okazało się że moje dziecko słyszy tylko nie słucha.W pracy naoglądam się tyle chorób i cierpienia że cieszę się że mam "tylko"takie dziecko.Ale z choroby mojego synka też czerpię korzyści.Odnoszę wrażenie że jestem cierpliwsza dla pacjentów,szybciej odgaduję o co im chodzi i staram się do wszystkiego podchodzić z humorem.Chyba jestem lubiana przez moich pacjentów bo jeszcze żaden nie zareagował na mój widok miną zniechęcenia a wręcz przeciwnie jestem często witana słowami"o jest moja siostrzyczka,gdzie pani była tyle czasu?".Moja praca mimo że ciężka(fizycznie szczególnie)jest dla mnie odskocznią od spraw domowych a jednocześnie daje mi satysfakcję w zawodzie(to już w dzisiejszych czasach zakrawa na zboczenie zawodowe). ':<img:'> Też wciąż brak czasu ale trochę usprawiedliwiam się że Kuba ma tyle zajęć w przedszkolu że po południu tylko "odrabiamy"zadania domowe,resztę czasu poświęcamy na zabawę i życie domowe.O porządnym obiedzie z dwóch dań to już zapomniałam.Mój mąż sam to rozwiązał i gotuje sobie sam(czasem ja też się załapię na sępa).Moją mamę powinnam całować po piętach bo pomaga jak może chociaż sama najzdrowsza nie jest.Teściowa też lepi pierożki dla wnuka"specjalnej kuchni"a zawsze pamięta o zdrowym więc chłopcy są zadowoleni obaj.Finansowo też nas wspomagają obie strony,bez ich pomocy byłoby bardzo kiepsko(niestety służba zdrowia nie zarabia kokosów ale walczymy o satysfakcję nie tylko duchową ale materialną też).Mój zawód dał też tyle że wiem co mi się należy i nie daję się zbyć u specjalistów itd.A propo zawodu to trzymajcie za mnie kciuki jutro i w niedzielę bo mam egzaminy na specjalizacji.Jak zdam pozytywnie(180 pytań w 180 minut-makabra) to" tylko" jeszcze egzamin państwowy w Warszawie i mam nadzieję za pierwszym podejściem zdobyć dyplom specjalistki w opiece długoterminowej.Pozdrawiam.Joanna.
PATRYK-styczeń 1995r (zdrowy)
KUBA-styczeń 2001r.(autyzm)

Czym słońce dla wszystkich ludzi, tym dziecko dla matki...

Magdalenkaaa78

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 572
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #38 dnia: Kwiecień 18, 2008, 00:51:16 »

(malgorzatka17 @ Kwie 17 2008,22:22)
QUOTE
 Jednak nie taka zawarłam umowę z Bogiem. Nie umawiałam sie na chore dziecko. Tego nie było w planach.  Kiedy okazało sie ze mam chore dziecko zapewne czułam to samo co Wy. Ból, rozpacz i pytanie : dlaczego ja? dlaczego moje dziecko? Czułam sie gorsza od innych.  Pragnełam dziecka jak niczego innego na świecie, ale chciałam aby było zdrowe.

Dawno temu zadałam sobie to samo pytanie. I odpowiedź była banalnie prosta: na kogoś trafić musiało. Ślepy los. Statystyka. Do tej pory moją rodzinę omijały wszelkie nieszczęścia: pożary, wojny, choroby, kalectwo. W końcu musiało trafić.

Nie czuję się gorsza. Czuję się inna. Poza tym nade wszystko denerwuje mnie nazywanie mojego życia "roszczeniowym". Co to znaczy: "Roszczeniowe"? Tego, że walczę o moje jedyne dziecko, jak potrafię? Że domagam się respektowania przepisów, poszanowania prawa czy też zwykłej urzędniczej życzliwości? Jak zapala się zielone światło to samochód rusza. Tak jest - takie mamy prawo, tak się "umówiliśmy". Nie zastanawiamy się nad tym, czy to jest nasze prawo, przywilej czy obowiązek. Tak po prostu jest. A tu jest podobnie - jest prawo. I nagle okazuje się, że się "domagam". Że gdy idę do poradni psych - ped sekretarka szepcze: o Bosz, znowu przyszła pani G. Bo tak dużo chciałam - raz w tygodniu logopedę w przedszkolu.

Powalają mnie kontakty z rodziną męża - jeszcze męza. I do końca życia będę nosić w sercu tekst mojej teściowej: "TY się cieszysz, że ON TO MA. Bo możesz sobie w ten sposób tłumaczyć swoej błędy wychowawcze. Teściowa - wieloletnia nauczycielka z wyższym wykształceniem pedagogicznym, pielęgniarka położna....

Myślałam, że tylko ja tak mam, że nie umiem rozmawiać z rodzicami zdrowych dzieci. Chyba trochę mam świra ;p I też często myslę, że coś mi jest. Co prawda nie mam autyzmu, ale coś podobnego na pewno '<img'> Jak czasem opowiadam jeszcze mężowi że ktoś mi coś powiedział to słyszę: na tym forum od nienormalnych dzieci? Bo z nimkim innym już się nie kontaktujesz. To prawda, w "realu" krąg moich znajomych też zawęził się ( a może rozszerzył ) do rodziców dzieci autystycznych. I... chyba dobrze mi z tym, nie musze czuć się inna. Ostatnio jeden z moich znajomych z "dawnych lat" , ktorego córka chodzi z moim Kubą do przedszkola, dodajmy: zdrowa córka, walnął mi tak: widziałem twoje dziecko, zachowywał się NORMALNIE. Jasne, bo jak ma autyzm to pewnie powinnien zachowywać się zawsze "inaczej" . Z jednej strony cieszę się, że nie mam dziecka np. z zespołem Downa, gdzie ta niepełnosprawność wypisana jest na twarzy. Z drugiej myslę sobie, że rodzicom takich dzieci paradoksalnie jest łatwiej: nie muszą nic tłumaczyć. Nie muszą udowaniać choroby swojego dziecka. ja muszę pokazywac nawet męzowi, że Kuba jednak nie jest zdrowy. Boję się zresztą, że w momencie, kiedy Tomek zrozumie że Kuba nie spełni jego oczekiwań ( bardzo wysokich zresztą ) to, mmm, przestanie go tak "kochać" przestanie o niego dbać, zajmować się nim. Ciągle mam w pamięci jak dwa lata temu wyzywał Kubę od "debili" i "autków" Na dniach dostanę pozew rozwodowy od mojego męża - i niech świadczy to o naszym maksymalnym od siebie oddaleniu: nie płaczę, nie przeżywam, nie proszę. No trudno.... Nie chce mi się starać w jeszcze jedej kwestii, okazuje się że "walka" o Kubę zajmuje cały mój czas, energię, siły, całą miłość.




Żyjemy tak jak dobry los pozwala  
Nie do śmiechu  i  głupio się użalać
Żyjemy tak  
Jak ten na wodzie znak ,nietrwały znak  
 
My wtopieni w ciepłą szarość żeglujemy  
Niesieni cichą wiarą, że wśród klęsk  
Jest jakiś ważny sens , jest jakiś sens

low

  • Aktywny
  • ***
  • Wiadomości: 132
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #39 dnia: Kwiecień 18, 2008, 06:40:53 »
Śledzę ten wątek jak tylko Kalina go założyła.
Zanim trafiłam na forum to myślałam, że tylko ja nie mogę poradzić sobie z chorobami moich córeczek. Mój mąż nie jest złym ojcem ale uważa, że jak zarabia pieniądze to jego rola na tym się kończy.
Rodzina, Przyjaciele dopiero w takich sytuacjach widzimy na kogo możemy liczyć.
Moja teściowa jeśli nie liczyć że była razem ze mną z dziećmi u lekarza to nigdy mi nie pomogła. Ja o swoje dzieci walczyła od 5 tygodnia ciąży. Wiele razy słyszałam że przesadzam bo ciąża to nie choroba a inne kobiety wykonują wtedy wszystkie prace. Efektem był poród na początku 29 tygodnia.
Potem walka Natalki z posocznicą, przez 4-5 tygodni stan krytyczny.
Obie dziewczyny w domu przez 1 tydz i Klaudusia z powrotem w szpitalu z ostrym zapaleniem płuc. Lekarz wezwany do domu nie rozpoznał choroby ale tytułów przed nazwiskiem miała sporo i kasę też brałam odpowiednią ':devil:'
Efektem tego są do dziś zaburzenia rytmu serca.
I właśnie dziś czara goryczy sie przelała.  Wczoraj moje dziecko między 17-18 dostało gorączki, przez noc huśtawka, gorączka spada i rośnie. Parametry serca przekraczają wszelkie normy. Proszę mojego męża żeby zadzwonił i wziął 1 dzień urlopu, ale oczywiście poszedł do pracy bo ja jestem matką i to ja mam sobie radzić.  ':alien:'
Od trzech lat jestem bez pracy cały czas: dom, dzieci, rehabilitacja, wizyty lekarskie, Kardiolog neurolog, alergolog. badanie holtera, EEG, tomografia USG serca i od nowa.
To cały mój świat.
I nie bardzo mam wsparcie w rodzinie, Nawet we własnej matce, która widzi tylko potrzeby mojej młodszej siostry studentki.

Nareszcie wyżaliłam się trochę.
mam nadzieję że was nie zanudziłam. '<img'>
htpp://www.natalianiemczyk.pl

Człowiek powinien siegać dalej niż na wyciągnięcie ręki, bo po cóż byłoby niebo
(cyt. Robert Browning)

Małgośka

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 3539
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #40 dnia: Kwiecień 18, 2008, 06:58:47 »
Alez skąd! '<img'>
"Niech zamienią rozpacz w żar nadziei
Niech bzem się cieszą miast śmiercią smucić
Czemu z martwych powstać by nie mieli
Skoro jeden spoza śmierci wrócił"
/psalm wbrew rozpaczy/
 
    

Małgośka

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 3539
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #41 dnia: Kwiecień 18, 2008, 07:02:57 »
Olinku,jesteś trochę niecierpliwa.Ja bym dr Bross dala z rok czasu na leczenie.
A leczenie DAN to kiedyś Neo powiedziała, ze najefektywniejsze jest do 4 roku życia '<img'>
"Niech zamienią rozpacz w żar nadziei
Niech bzem się cieszą miast śmiercią smucić
Czemu z martwych powstać by nie mieli
Skoro jeden spoza śmierci wrócił"
/psalm wbrew rozpaczy/
 
    

jana

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 644
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #42 dnia: Kwiecień 18, 2008, 07:45:29 »

(olinek @ Kwie 18 2008,00:19)
QUOTE
przeraża mnie to
ale uciekam coraz częściej , bo potem jest płacz , i dołek z którego coraz trudniej mi jest się wygrzebać

Tak sobie kiedys doszłam do wniosku ze rodzice którzy dziela zycie pomiędzy zdrowe i chore dziecko mają lepiej , łatwiej (?)
Jest taka odskocznia od tego szalenstwa , są "normalne , zwykłe"problemy , radości

a ja mam same "niezwykłe" problemy , na dodatek jakies takie nierozwiązywalne za cholere!!

Bo ja wiem Olinku?
Sa za to wyrzuty sumienia, ze moznaby wiecej czasu poswiec na prace z chorym dzieckiem
I jest straszny zal, jak sie patrzy na rozwoj zdrowego dziecka -ze to chore tez takie moglo byc...a nie jest
i wiele innych rzeczy o ktorychniemam nawet sily pisac  '<img'>
Antos 22.I.2004

Nie mozesz zabronic ptakom smutku krazyc nad twoja glowa,
ale mozesz nie dopuscic do tego, aby uwily gniazdo w twoich wlosach

malgorzatka17

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 1022
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #43 dnia: Kwiecień 18, 2008, 07:55:17 »

(danuska @ Kwie 17 2008,22:39)
QUOTE
Moje pierwsze dziecko zmarlo w dwa tygodnie po urodzeniu,dwa najgorsze tygodnie mojego zycia!Byla nadzieja ze przezyje ale bedzie roslinka inie wiedzialam o co mam sie modlic czy o zycie czy o smierc dla niego ':down:'

Moje pierwsze dziecko też zmarło zanim sie jeszcze urodziło.  Potem po 10 latach urodziłam Kamila.

malgorzatka17

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 1022
Życie w rodzinie
« Odpowiedź #44 dnia: Kwiecień 18, 2008, 08:35:06 »

(joser @ Kwie 18 2008,00:22)
QUOTE
I wtedy usłyszałam słowa od znajomej z pracy"To dobrze że to dziecko trafiło na ciebie,ty wiesz co z nim robić,inne nie mają tego szczęścia".

Oj ja też wiele razy słyszę: " Kamil ma szczęście że ma tak mądra i wsoaniałą mamę" Tylko hm co to za pociecha? Jest mnóstwo wspaniałych mądrych mam które mają  całkiem zdrowe dzieci. ':cry:'

Wiecie co kochani, kiedyś kiedy było mi bardzo źle na samym początku, kiedy nie mogłam  sobie poradzić i nie mogłam zrozumieć dlaczego to właśnie ja dostałam od Boga chore dziecko, dostałam od pewnej znajomej wiersz, piekny i wzruszający. Nie mogłam doczytać go do końca bo beczałam jak bóbr, czytałam mamie mojej i obie beczałyśmy. Ale ten wiersz tak jakoś na mnie podziałał że było mi łatwiej dźwigać ten mój cieżar.
 Dziś chciałabym go napisać tu na forum bo to tak troche wiersz o nas tu wszystkich mamach.  Przeczytajcie. Zrobiłam jedna zmianę w wierszu i zamieniłam słowo "upośledzone dzieci" na "inne dzieci"  ':<img:'>

Czy zapytaliscie się kiedyś siebie, w jaki sposób Pan Bóg wybiera matki innych dzieci?
Postarajcie się wyobrazić sobie Boga, który daje wskazówki swym aniołom zapisujacym wszystko w swej olbrzymiej ksiedze.
"Małecka, Maria, syn. Świety patron, Mateusz"
"Kurkowiak, Barbara, córka. Świeta patronka Cecylia".
"Michalewska, Janina, bliźniaki. Świety patron... niech będzie Gerard.ę
Wreszcie mówi z uśmiechem do anioła jakieś imie:
„Tej damy dziecko inne”.
A na to ciekawski anioł:
„Dlaczego właśnie tej, Panie? Jest taka szczęśliwa”.
„Właśnie tylko dlatego- mówi uśmiechnięty Bóg -  czy mógłbym powierzyć
Inne dziecko kobiecie, która nie wie, czym jest radość? Byłoby to okrutne”.
„Ale czy będzie miała cierpliwość?”, pyta anioł.
„Nie chcę, aby miała nazbyt dużo cierpliwości, bo utonęłaby w morzu łez,
Roztkliwiając się nad sobą i nad swoim bólem. A tak, jak jej tylko przejdzie szok i bunt,
Będzie potrafiła sobie ze wszystkim poradzić.”
„Panie wydaje mi się, ze ta kobieta nie wierzy nawet w Ciebie”.
Bóg uśmiechnął się:
„To nieważne. Mogę  temu przeciwdziałać. Ta kobieta jest doskonała.
Posiada  w sobie właściwą ilość egoizmu.”
Anioł nie mógł uwierzyć swoim uszom.
„Egoizmu? Czyżby egoizm był cnotą?”
Bóg przytaknął.
„Jeśli nie będzie potrafiła od czasu do czasu rozłączyć się ze swoim synem,
Nie da sobie nigdy rady. Tak, taka właśnie ma być kobieta, którą obdaruje
Dzieckiem dalekim od doskonałości.
Kobieta, która teraz nie zdaje sobie jeszcze sprawy, że kiedyś będą jej tego zazdrościć.
Nigdy nie będzie pewna żadnego słowa. Nigdy nie będzie ufała żadnemu swemu krokowi.
Ale, kiedy jej dziecko powie po raz pierwszy „mamo”, uświadomi sobie cud, którego doświadczyła.
Widząc drzewo, zachód słońca lub niewidome dziecko, będzie potrafiła bardziej niż ktokolwiek inny dostrzec  moja moc.
Pozwolę jej, aby widziała rzeczy tak jasno, jak ja sam widze ( ciemnotę, okrucieństwo, uprzedzenia)
I pomogę jej, aby potrafiła wzbić się ponad nie.
Nigdy nie będzie samotna. Będę przy niej w każdej minucie i w każdym dniu jej  życia, bo to ona w tak troskliwy sposób wykonuje swoja pracę,  jakby była wciąż przy mnie.
„ A świety patron?”, zapytał anioł, trzymając zawieszone w  powietrzu gotowe do pisania pióro.
Bóg uśmiechnął się.
„Wystarczy jej lustro.”


Cholera myślałam ze już mogę spokojnie bez wzruszenia czytać ten wiersz.  Myliłam się. ':down:'  Nie uodporniłam się bo ryczę jak bóbr (a jestem w pracy) i trochę się dziwni e na mnie patrzą moi współpracownicy.