Tematyczne > Autyzm

Zaburzenia obsesyjno-kompulsywne

<< < (3/9) > >>

agata590:
Ad rem, jak go zwał, tak go zwał. Czy to naprawdę taka różnica, z jakim rozpoznaniem mamy do czynienia? Oczywiście w pewnych granicach. Objawy będą wciąz takie same, czy to nazwiesz ASD, czy HFA. OCD może towarzyszyć, a może być czymś odrębnym, wiesz przecież. Jednak klient z samym OCD inaczej wchodzi w relacje z ludźmi niż ten z OCD w przebiegu autyzmu. Teapia jest konieczna, żeby nauczyć się sobie z tym świństwem radzić, a niestety, niezależnie od tego, co tu często mówicie, najskuteczniejsze na objawy OCD są leki. Autyzmu nie wyleczysz, ale komfort zycia młodemu pooprawisz.

zosia_:
Dorota, dziewczyny  już wiele razy o tym pisały, o tym jak to się zmienia, jak przechodzi jednow  drugie i jakie różne nazwy możnaby przypisać. Szczególnie mamy starszych dzieci i tych, które są na forum już kilka lat.
I chyba nie ma takiej skali nasilenia, a nawey jeśli byłaby, to chyba bez znaczenia.
( Zobacz sama na przykładzie tych udarów. Niby znana sprawa, wiadomo co i jak, np dwa ciężkie stany - jeden wychodzi po czasie na czysto, drugi nigdy nie wróci do pełnej sprawności. Albo lekki udar, niby nic a problem z wyjsciem gorszy i dłuższy niż u cięzkiego stanu.)

Sama jesteś przekonana, że "autyzm" to niefortunna nazwa zbioru chorób i zaburzeń a nie osobna jednostka chorobowa. Po co więc w ramach samej psychologii dzielić włos na czworo skupiając się na nazwach zachowań ?
Chodzi chyba bardziej o określenie konkretnych deficytów na dany moment i pracę nad nimi (mam na myśli terapię, pomijam leczenie, które jak wiadomo jest koneiczne ale nie o tym tu mówimy).
I nie da sie tego określić  raz na zawsze ani raz na długi czas nawet.  Wszystko się zmienia. Pod wpływem terapii albo zwyczajnie, pod wpływem naturalnego rozwoju lub czasem niestety cofamy się mimo wszystko.
Skala tu chyba nie ma znaczenia bo niewiele wnosi.
No chyba, że określa stan uciążliwości społecznej danego zachowania, czyli - na ile ono utrudnia funkcjonowanie w rodzinie czy innej grupie.

Nie wiem czy mam rację, ale określając  w ten sposób "uciązliwość" konkretnych deficytów czy problemów, można wpaść w pułapkę. Może być tak, że najbardziej chcemy zlikwidowac to, co nam najmocniej przeszkadza.
A to chyba może nie być najlepsza droga.  To trzeba chyba bardziej rozpatrywać pod kątem naturalnej scieżki rozwoju neurologicznego (czy ja się to tam nazywa).
No tak upraszczając - trudno wymagac, aby ktoś szybko nauczył się biegac, jesli nie pełzał, nie siadał, nie raczkował itd.  Można pominąc te etapy ale to może zrodzić dodatkowe problemy.
Jeśli ktos nie mówi (a  aparat mowy jest sprawny), to same ćwiczenia atrykulacji dżwięków niewiele mogą pomóc. Bo mowa to przede wszystkim gotowość komunikacji budowana u zdrowego etap po etapie.
itd

No i wiadomo - jest jeszcze cała sfera przyczyn... niby to tutaj pomijamy... ale nie da się tego pominąć co ta "skala nasilenia" też bvardzo od nich zależy. Rokowania równiez.


hmmm... chyba bardzo zamotałam ?  

ad_rem:
Kurczę, czekałam na Achę lub Iwpal, ale widać Dziewczyny zajęte. No dobra, powiem o co mi chodzi. O podwójne nazewnictwo po prostu. Chodzi mi o to, że kiedy zdiagnozują ASD (no nie wszyscy pewnie, ale ja mam takie doświadczenia) - to wszystko się zwala na ASD. A gdyby założyć, że nie ma określenia ASD, po prostu NIE MA. Ale dziecko jakoś trzeba opisać, jakoś nazwać to, na co cierpi, tak? Jakiego się wówczas użyje słownictwa?
- OCD
- lęki
- psychozy
- fobie
- natręctwa
- depresja
- mania
- zaburzenia komunikacji
- tiki
- problemy poznawcze
etc.

TAK? No chyba tak.  Wyobraźcie sobie, że NIE MA OKREŚLENIA AUTYZM ANI ASD. Ale dziecko jest, problemy też. Jakiego nazewnictwa się użyje do opisania tych problemów? No i mi właśnie o to chodzi. Bo jeśli założymy, że nie używamy w ogóle słów "autyzm" ani "asd" ani "za" ani "hfa" to nam zostanie to, co powyżej, plus parę(naście) co nie wymieniłam. I zabawa polega na tym, że to nazewnictwo jest stosowane w opisach chorób, różnych. Czytam sobie na przykład o skutkach psycho-emocjonalno-społecznych choroby jakiejśtam, konkretnej, somatycznej. I czytam to powyżej słownictwo. Nikt tam nie wymienia "ASD", ale jak się to czyta, do kupy - toż to ASD jest jak na dłoni!

Ale frazy nie użyto, użyto "tamtego" nazewnictwa do opisania skutków, z tego obszaru. Stąd moje pytanie - czym to się różni? JAK to odróżnić? Rozumując w ten sposób - każde autystyczne dziecko da się opisać tym zestawem słów, a co za tym idzie po co albo stosować to nazewnictwo (wystarczy napisać "autyzm" albo "ASD", albo ZA albo HFA, no w zależności od "zestawu") albo w ogóle usunąć te cztery i zostawić tamto.

Różnica jest tylko taka, że te choroby nieszczęsne. Bo ja rozumiem, że zaburzenia psychospołeczne nie wywołają np. kwasicy. Ale już na odwrót to jak najbardziej. Czyli NAJPIERW była kwasica, a potem ASD. Wobec tego pytanie brzmi CO wywołało kwascię. I w ten sposób zbliżamy się do sedna. Czyli przyczyny. Ale zaczynamy od skutków. I dlatego ja bym chciała wiedzieć jak to odróżnić. Czy OBSERWOWANE OCD jest elementem zaburzeń autystycznych i wchodzi w zakres czy NIE. No dla przykładu te choroby spichrzeniowe, które skutkują nagromadzeniem zbędnych trucizn, np. w mózgu. I skutki mają jak wyżej wymienione nazewnictwo. Czyli... ASD.

Ale nikt nie szuka u dziecka takiej choroby, tylko z góry (w większości) zakłada "ASD", przyczyn sto milionów, nie warto się nad nimi zastanawiać, terapia itd. Ew. potrójna dieta i suplementy, a cholera wie dlaczego. Bo TAK, bo gdzieś pomogło. Zgadzam się z terapią, natychmiast. Ale z niczym ponadto. I chodzi mi o to co by było, gdyby usunąć te cztery słowa, tak wirtualnie. I zastanowić się nad opisem dziecka w nazewnictwie "tamtym". Co z tego jest, czego nie ma. Że być może, jakby to zestawić z pracami kazuistycznymi - doszłoby się do tego, co naprawdę jest dziecku i gdzie był początek.

Co nie zmienia rzecz jasna podejścia do terapii wszelakich potrzebnych, bez której nie ma zmiłuj. Ale może poszerzyć pomoc, o np. leczenie, o ile jest dostępne, a którego się nie stosuje, bo się nie wie co ma się leczyć.

zosia_:
Rozróżnić to może chyba tylko świetny fachowiec, z  ogromną widzą, jeszcze większym doświadczeniam , nieopisanym szczęściem i nadludzką intuicją

BKT:
Ale jakie było pytanie?

No dobra.

Po pierwsze nie zgodzę się że jak się usunie przyczynę to skutki same się usuną też. Małgośka, nie masz racji, bo skutki mogą się same nie usunąć, a pisząc coś takiego powinnaś zdawać sobie sprawę że niedoświadczone w bojach z autyzmem matki ci uwierzą i nie będą stosować terapii - czasem tak jest. To bardzo niebezpieczne.
Jeśli np. mam grzyba na ścianie w domu to po pierwsze usuwam przycznę ale nawet jak ją usunę to muszę ścianę wyczyścić i odkazić żeby go tam nie było.
Tak samo z usuwaniem i leczeniem i terapią.
Nie wiem jaka była przyczyna autyzmu i mojego dziecka, nie wiem dlaczego z idealnego "książkowego" uśmiechniętego niemowlaka stał się dzieckiem z autyzmem - mogę snuć różne przypuszczenia. Wiem jednak że sam by z tego nie wyszedł. Oczywiście, w jego rozwoju na pewno było dużo samoistnych sukcesów, ale z pewnością bez terapii nie byłoby ich tyle ile jest.

Co do zachowań o których mowa - u nas było ich zawsze dużo, teraz mniej. Dużo było natręctw, stymulacje książkowe, dużo zaburzeń SI.
Co jest teraz:
resztki stymulacji (dżwięk, wzrokowe)
trochę zaburzeń SI (zupełnie niewidocznych dla otoczenia)
trochę natręctw (słownych) - jeszcze jakiś czas temu z upodobaniem powtarzanych słów i zwrotów nie do publicznego powtórzenia ...

impulsywność
cierpliwość - raczej jej brak
niemożność wytrzymania przy nielubianym zajęciu (szkoła!!! za rok, jak to będzie...) - w efekcie wrzask!
Dla osób postronnych to tzw bezstresowe wychowanie ...

szerokie pojęcie - teoria umysłu
rozpoznawanie emocji, nauka empatii
percepcja

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Idź do wersji pełnej