Autor Wątek: Terapia  (Przeczytany 324313 razy)

0 Użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Megi

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 2891
Terapia
« dnia: Kwiecień 15, 2005, 12:03:24 »
Założyłam nowy wątek i proszę  tu opisywać terapię dzieci, to co pomogło, jakie sukcesy jakie kłopoty, jak przebiegała itd.
ZAPRASZAM! '<img'>

  wklejam tu link do dyskusji która niefortunnie  nazywa się " przesada" ( dyskusja nieco zmieniła przebieg )
początek dyskusji o terapiach

krystynagra

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 724
Terapia
« Odpowiedź #1 dnia: Kwiecień 15, 2005, 17:04:48 »
Mojemu dziecku nie pomogla zadna terapia bo diagnoze uzyskalo majac 20 lat . I wtedy zaczela chodzić na zajecia .Bardziej mi chodzilo o to ,zeby zaprzyjaznila sie z podobnymi do siebie niz liczylam  na leczenie . I jeszcze jedno .W razie trudnych  sytuacji np prob wyrzucenia ze szkoly mamy teraz zaswiadczenia ,ze nie gryzie . nie jest uposledzona , nikogo nie zamorduje i nie wysadzi  w powietrze ,co sugerowal w przeszlosci jeden nauczyciel ,bo dziwna taka jakas i do pracy z ludzmi jego zdaniem  sie n ie nadeje .O dziwo ten pan studiowal pedagogike !
Od lekarza diagnozujacego  Ania uzyskala opinie bardzo dobrze  zrehabilitowanej choc rehabilitowana nie byla w ogole ! To ja puchne z zarozumialstwa ,ze niby sama taka madra bylam
 . Niedawno dowiedzaialam sie - a to są strzepki wiedzy , ze terapia  behawioralna polega na uczeniu zachowan ia poprzez stoswanie glownie  sytemu pozytywnych wzmocnien . Na moj stary rozum to dziecko bez wzgledu na zaburzenia zawsze trzeba chwalic jak mu sie cos uda i pocieszaC - jak sie nie uda .
Kiedys A zapytala mnie czy rachunek za wode m a zaplaciC( ma swoje pieniadze , ktore dostaje od ojca , glownie odklada sknera jedna...)Absolutnie nie   mowie , jezeli ja zuzywam tej wody duzo mniej ,bo myje sie tylko 10 minut , a ty 40 no to nie moge za wszystko placiC sama .Powiedzmy - place za ciebie i siebie ale tylko tyle ile  zuzyjemy po rowno . A jak jest doplata - to dokladasz . Bo tak jest sprawiedliwie . No i wiecie co , sknera teraz sie wiecej pilnuje z ta woda .
Ja nie lub ie slowa kara . kara to upokorzenie .Ja mowie tak -jak cos zrobisz zle to napraw.Ale wiezienie jest kara -ona na to . No tak ,ale czy kara ,moze czlowieka , ktory krzywdzi , zabija trzeba po prostu trzymaC z daleka od ludzi . Jest groznyy .Czy to kara czy koniecznosc?
 Moja ma wybuch zlosci  przy babci . Ja mowie ,ze wtedy do babci nie pojdzie .To za kare ? Nie , odpowiadam - tylko n ie wolno denerwowaC mojej mamy . Niech odpocznie od twoich zlosci . Moze  ci sie uda ja namowic za pare dni zebys mogla do niej wpadac na obiady .Ona sie nie czuje wtedy upokorzona ,ale czasem mowi tak - babciu juz pojde ,cos mnie ogarniaja nerwy .
Hipo i dogoterapia to nie dla nas . Musialam uprzedziC znajomych , ktorzy twierdzili ,ze dziecku zrobi najlepiej pies . nas nie ma caly dzien w domu ,co najmniej 8-9 godzin i dluzej . Pies bylby obowiazkiem 80-letniej babci - a ona stanowczo odmawia.Koniki tez kosztuja . ja wybralam turystyke piesza . Za darm o i wsród ludzi . Na rajdach PTTK wsród obcych ludzi ,  w sympatycznej  turystycznej atmosferze , przy ogn iskach Ania  wytrenowala umiejetnosci spoleczne .Od roku chodzi z nia kolega  z ZA . On tez te wycieczki uwielbia .A ja - moich wspanialych przewodnikow . wazne jest ,ze Ania i jej kolega czuja sie wsrod tych ludzi normalni . A jesli nawet troszke sa dziwakami to jak mówi pan Jurek najstarszy przewodnik , a tu sporo dziwakow przychodzi .Ani kolega odbywa tez dlugie rowerowe wycieczki z ojcem .Kiedys w TV widziała chlopca z zespolem Downa , ktory mial jakis pas w judo ,bo go tego nauczyl ojciec .najlepsza terapia dla dziec autystycznych jest uprawianie jakiejs pasji -razem z ktoryms z rodzicow .Mama  -turystka moze wychować dziecko turyste . Tata - pilkarz i z autysty zrobi pilkarza ,dziadek cyklista moze bardzo pomóc autystycznemu wnukowi . I nie nalezy tego nazywac terapia . Kiedy rozpoczelam gimnastyke Dennisona - to razem -b o przeciez - tlumaczylam - ja musze byc tak sprawna jak mlodsi , zeby wytrzymaC konkurencje  z mlodszymi . U podstaw mojego postepowania zawsze byla niezgoda na "chorobe " i akceptacja dla innosci.  Ale ja mam Za  - splakalo sie dziecko po diagnozie .Tez mi cos -mowilam . A wujek jest lysy - no i co z tego , a Jurek zezowaty , a Jas ma ADHD .Kazdy cos ma , nie ma ludzi doskon alych  , a jak sie ma jakas niewygode - to sie trzeba nauczyc z nia zyc . jak nie mozesz schudnac - to sie usmiechaj ! Lepiej byC radosnym grubasem niz  gorzkniec z ustawicznego odchudzania .  Jak slysze ,ze jestem nadambitna mama i mam pogodzic sie z " uposledzeniem " mego dziecka - to zrywam kontakt . A jak bylo ?
 bylo mowienie o sobie w drugiej osobie - ty - echolalie
okolo 3,5 roku - dziecko zamilklo i zapadalo w przestrzen . Tlumaczylam to smiercia bardzo ukochanego dziadka i pojSciem do  przedszkola .Obrzydliwa dyrektorka nie zgodzila sie na stopniowa adaptacje tylko od razu na gleboka wode . Po trzech miesiacach trzeba bylo zabraC dziecko .Od 5 roku zycia poszla do ogniska na 6 godzin bez spania i jedzenia . Prowadzila je pani nie pedagog , tylko  osiedlowa "Ciocia" bardzo kochajaca dzieci . Od kilku lat jest na emeryturze i jest nasza sasiadka .Bardzo sie lubim y. W szkole w ogole przestala sie odzywaC nawet do mn ie . To sie chyba mutyzm nazywa .miewala ataki agresji , szczegolnie po lekcjach.W ogole szkola byla koszmarem. Dla mnie tez ,bo nikt nie chcial  wspolpracowac.
Teraz  mamy wielu przyjaciol . tylko takich  ktorych mozemy odwiedzaC obie .  Jezeli moje dziecko lubilo rytualy i uporzadkowany rozklad dnia - to ja staralam sie  przyzwyczajaC powoli do sytuacji niespodziewanych i zaskakujacych np mowilam : Bedzie fajnie ale obiad dopiero wieczorem .Tlumaczylam,ze moga zdarzyc sie rzeczy niespodziewane i to moze byC ciekawe itd .
jak znajde troche czasu zrobie spis literatury ktara mam w domu i gdzie szukalam pomocy - nie liczac  In ternetu . Ale np bardzo przydatne byly prace  Zimbardo , Caldiniego , Aronsona, Carli Hanaford , o szkole Summer hill ,zasady Steinera no i  nasz wspanialy Janusz Korczak,ktorego przeczytalam prawie wszystko . POlecam tez prac e prof. Gruszczyk -Kolczynskiej ,bez niej matmy  dzieciak sie nie nauczy . PAni profesor - a mialam okazje ja poznaC -jest osoba bardzo madra i zupelnie niedoceniona przez wladze oswiatowe towe .  Poza tym polecam Przebudzenie naszego syna  z zasada wchodzenia w swiat dziecka i podazania za nim - jak najbardziej . Najgorecej polecam tez  artykuly ze strony INNY  Swiat- Roseanne   i autyzm .pl -Reni Stefańskiej - Klar .Taka jest historia i podstawy terapi Ani do 20 roku zycia.  
 O autyzm podejrzewalam ja , gdy odkrylam,ze ma w glowie kalendarz - miala wtedy 8 lat . Niestety - wszelkie sugestie ,ze jest to autyzm byly odrzucane .Patrzyla w oczy , i byla ciepla przytulanka .A autysta jest zimny i odpychajacy podobno i ponoc agresywny ....( patrz  tablica mitów i stereotypow ) opracowana przez Megi )
 Czesto slysze .ze mam rezultaty ,bo poswiecilam sie dziecku .To akurat nieprawda . Ja sie nie poswiecam ,bo  nie lubie sie do niczego zmuszac .Przebywanie z dzieckiem sprawia mi wiecej przyjemnosci niz moja praca zawodowa - ktora zreszta lubie .naprawde martwie sie ,ze moja panne porwie mi kiedys jakis facet .... i z kim ja pojde wtedy w góry ?
zapomnialam dodac ,ze jedna z ksiazek , ktora pomaga w wychowaniu  zwlaszcza mlodziezy jest Zapis drogi - wpomnienia o " turystycznym żzyciorysie " ksiedza Karola Wojtyly ...

lilianabujala

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 1242
Terapia
« Odpowiedź #2 dnia: Kwiecień 15, 2005, 17:37:18 »
ja tylko wymienię, nie chce mi sie opisywać... oto filary postępu(hm....) w terapii mojego dziecka:
1)piktogramy w komunikacji i w planowaniu dnia(dla mnie to bez róznicy czy to sie nazywa pikto czy PCS, wybaczcie dla mnie to jedno)  - absolutnie najlepszy wybór, kiedy pisane jest twojemu dziecku nie-mówienie (kto to wie?)
2)terapia Affolter lub wspierania-behawioralnego (znowu, terminologia dla mnie bez różnicy, chodzi o pełny kontakt z dzieckiem i wykonywanie czynności jego rękami)
3)behawioralna nauka czytania globalnego (żona Lovaasa), bo czysty Doman byl dla mnie zbyt nieuchwytny (robiłam to dopiero w 6-7 r.ż. nie mogłam wytrzymać bez sprawdzania)





szarlotka

  • Aktywny
  • ***
  • Wiadomości: 190
Terapia
« Odpowiedź #3 dnia: Kwiecień 15, 2005, 23:53:00 »
Co pomoglo :

Podaję wykaz roznych form pomocy w przypadkowej kolejnosci - niektore watki skopiowalam z moich wczesniejzych informacji
:
Terapia SI

Nie jestem fachowcem od SI ale jestem mamą która widzi efekty tej metody.
CO nam to dało:
-Likwidacja nadwrażliwości /różnych/  
-poprawa ogólnej sprawności, rytmu,  potrafi wykonać złożone sekwencje ruchów /kiedyś nie do pomyślenia../
-lepsze poczucie równowagi,  pojawiło się zainteresowanie sportem ... kiedyś bał się schodzić po schodach, zjeżdżać ze zjeżdżalni ... bał się wejść na drabinkę, nie umiał łapać piłki nie potrafił kozłować chociaz 2 razy ...był totalnie nieskordynowany... wycofany przerażony ... wycieczka do Kolorado to była panika.. absolutnie nie chcial wejsc do basenu z pilkami  

-teraz po 2,5 roku /ale tak naprawdę pojawiły się efekty dopiero gdy ćwiczy 2 razy w tygodniu po 60 minut/ wczesniej 1 raz w tyg z tego połowę zajęć odwoływałam bo stale chorował - wtedy nie było tak spektakularnych sukcesów jak teraz/.  

Inne efekty:
- jazda na rowerze /bez bocznych kółek/ -nauczył się w 2 tygodnie
-jazda konna /bez problemu uczy się  latem na równi z innymi 6 latkami/
- na placu zabaw robi to co inne dzieciaki /wreszcie !!!/
- narty /próbuje coraz odwazniej/ i sanki /uwielbia/
-łapie piłkę  /kiedyś nie łapał o co chodzi i nie był w stanie się skoncentrować na tym że ona leci i że ma wykonać ruch np. pól kroku,  wyciagnac ręce i ją złapać../ oczywiscie to nie jest jeszcze ideal /np nie potrafi jej podrzucic do gory i zlapac /
-  ale kozłuje ją kilkanaście razy ... jest bardzo skoczny ..
- kolorado - szaleje jak inne dzieci
I najwazniejsze sport jest dla niego zrodlem dumy -

Terapia indywidualna b intensywna /po kilka godzin  dziennie ze studentka ostatniego roku PWSPS /dodatkowo po stażu w synapsis/ - nie umiem jednoznacznie okreslic metody terapii - to byl konglomerat - polączenie roznych form psychostymulacji pod kierunkiem synapsisu /oni szykowali nam tzw. sekwencje + zestawy zabaw edukacyjnych + czytanie przy pomocy bitow + el. Weroniki Shebourne + el. metody opcji  + el. metod behawioralnych  / wymyslalismy co dla syna bedzie prawdziwa przyjemnoscia - i to byly nagrody - staralismy sie aby nagrody byly spoleczne /np.wyjscie wspolne do Galerii Mokotow/ a nie np. cukierki czy ciagle nowe zabawki - to bylo .. trudne.

Rozmowy na rozne tematy / ja to nazywam tlumaczenie swiata/ W czasie tych rozmow bylam i jestem przesadnie zywiolowa, emocjonalna spontaniczna - to pomaga. Nie ma nic gorszego niz spokojna beznamiętna osoba w relacjach z autysta.

Hipoterapia - wakacyjna ale b. intensywna. Po takim seansie syn jest ozywiony weselszy kontaktowy. Teraz to juz chyba  nie jest hipoterapia tylko zwykla nauka jazdy.  Hipoterapia otwiera dziecko na swiat zwierzat /syn kocha konia na ktorym jezdzil/, i dbalosci i troski o innych /syn karmi poi konia po kazdej jezdzie. Specjalnie szykuje marchew dla konia, nosi mu siano itp./

Kontakt z innymi dziecmi w przedszkolu
- to jest znakomita terapia / nie musze tego rozwijac prawda ?

Co sie absolutnie nie sprawdzilo? Metoda 7 ksiazeczek /jest cos takiego/ i rozne systemy motywacyjne /np zbierania punktow/ i inne odzialywania behawioralne.

Sprawy dietetyczne - odegraly wielka role - dziecko na diecie GF i diecie niskopurynowej /ta ostatnia zalecona przez poradnie metaboliczna CZD/

To wszystko nie znaczy ze syn jest OK - przed nami jeszcze b. daleka droga ale mimo zmeczenia /i wypalenia ktore przyszlo po 2 latach/ wierze mocno w moje dziecko  :)
pozdr.
szarlotka

iwonka22

  • Aktywny
  • ***
  • Wiadomości: 224
Terapia
« Odpowiedź #4 dnia: Kwiecień 17, 2005, 20:55:23 »
Witam wszystkich! Wrocilam z mojej ukochanej dzialki, naladowalam akumulatory i z werwa zabieram sie do pisania. Zanim zaczne dzielic sie z Wami naszym doswiadczeniem, musze pochwalic sie ostatnim sukcesem. Wiktor polubil wesole miasteczko. Zazwyczaj unikal tego miejsca (za glosno, za duzo ludzi i utrata kontroli nad wlasnym cialem na karuzelach) W piatek zazadal aby go zaprowadzic i wybieral najbardziej zakrecone atrakcje. Byl radosny i pelen entuzjazmu. Jestem przekonana, ze to zasluga SI. zaluje tylko, ze tak pozno zaczelam. Wiktor mial 9 lat, kiedy zrobilismy testy i one wykazaly ze funkcjonuje na poziomie 4,5-letniego dziecka. Ale lepiej pozno niz wcale. A teraz o naszych poczatkach. Musze czas naszej terapii podzielic na trzy etapy. Pierwszy przed wizyta w Synapsis, drugi pod opieka Synapsis i trzeci samodzielny po utracie kontaktu z Synapis. Najtrudniejszy byl co zrozumiale etap pierszy. Pisalam w watku Przesada jak funkcjonowalo moje dziecko, jak bardzo swoja choroba zmienilo nasze zycie. Wszystko zaczelo sie zmieniac, kiedy przyszla do nas pani Grodzka i zazadala kategorycznie, abysmy przeciwdzialali temu co Wiktor robi, bo  im on jest mniejszy, tym wieksza szansa na sukces. Latwo powiedziec, ale jak wykonac, zeby w domu nie rozlegal sie co chwila krzyk rozzloszczonego malego histeryka, ktory swoja furie podkreslal rzucaniem sie na sciane? Do pomoicy zaangazowalismy polecana nam przez p. Grodzka psycholog i przystapilismy do dziela. Pani Grodzka powiedziala nam, ze ogromna zmiana w psychice dziecka nastepuje, kiedy zaczyna ono samodzielnie jesc. Wiec punkt 1 to nauka jedzenia przy stole i odejscie od niego dopiero po skonczeniu posilku. Wygladalo to tak: Stawiam talerz na stole bardzo wyraziscie i ekspresyjnie zachwalajac jego zawartosc oraz zachecam do jedzenia. (w tym miejscu przyznaje calkowita racje Szarlotce, ze wobec dziecka autystycznego trzeba odgrywac teatr, czesto wyglupiac sie, przebierac, stosowac rozmaite srodki ekspresji). Wiktor podchodzil oczywiscie na chwile, bral kawaleczek i swoim zwyczajem uciekal, aby za moment znow pryjsc. To byl jego sposob jedzenia. W momencie, kiedy odchodzil, natychmiast zabieralam talerz, mowiac, ,,dziekuje, juz sie najadlem" i przez 3 godziny do nastepnego posilku uniemozliwialam jedzenie czegokolwiek. Bylo mi trudno, bo mialam swiadomosc, ze jest glodny. I tak przy kazdym posilku. Jezeli odchodzil od stolu powtarzalam caly schemat. Walka trwala dwa dni, po czym moj syn pierwszy siadal do stolu i wstawal dopiero jak konczyl jesc. Punkt drugi najbardziej uprzykrzonych zachowan to okupacja telewizora. Caly dzien te same   bajki, ktorych mielismy serdecznie dosyc, a po za tym tez chcielibysmy czasem cos obejrzec. Zalecenie pani psycholog brzmialo: obejrzec wspolnie jedna lub dwie bajki po czym kategorycznie wylaczyc telewizor, proponujac inne zajecie. Punkt trzeci Gaszenie i zapalanie swiatla w najmniej odpowiednich momentach. Nie pozwalalismy w pokoju, ale wskazywalismy miejsce, gdzie moze to zrobic, jesli naprade tego potrzebuje. Punkt czwarty bezustanne podjadanie, buszowanie po szafkach. Ustalilismy, ze raz dziennie, na talerzwsypiemy roznych chrupek, troche rodzynek, i kiedy to zje i bedzie jeszcze kombinowal za kazdym razem pokazemy pusty talerz, mowiac ze juz zjadl, ale jutro znow dostanie. Punkt piaty: calkowita niemoznosc zmian trasy spaceru - zaczelismy wychodzic na dwor wieczorem po ciemku i udalo nam sie go w znacznym stopniu zdezorientowac. I w ten sposob udalo nam sie zwalczyc wlasciwie wiekszosc zwyczajow Wiktora, ktore w znacznym stopniu zaklocaly harmonie naszego zycia rodzinnego. Podsumowujac ten etap musze podkreslic, ze kazdy problem byl przerabiany po kolei, nie wszystko na raz. Wazne jest aby zakazowi towarzyszyla alternatywa, wskazanie co mona zrobic zamiast (na zasadzie: nie wolno siedziec na stole, ale mozesz na stoleczku). No i przede wszystkim trzeba eliminowac przykre dla rodziny zachowania nie tylko w obrebie wlasnego domu. Najlepiej porozumiec sie z ciotkami, babciami, znajomymi (musza to byc odsoby, ktore udzwigna ciezar wiecie jakich reakcji naszych dzieciaczkow). Ten sam zakaz dziecko powinno uslyszec nie tylko od rodzicow i nie tylko  swoim domu. Aha i warto jeszcze znalezc patent na furie. U nas byla to kapiel w wannie. Na poczatku naszych dzialan wychowawczych Wiktor ladowal w wannie kilka razy dziennie. Z czasem bylo coraz latwiej, obywalismy sie bez lazienki, towarzyszylismy mu w jego zlosci, nazywajac uczucia ktorym ulegamy. Caly czas mowilismy do niego, a on pomimo swoich lamentow slyszal nas i chyba rozumial. Zaczal nas obdarzac nie tylko respektem ale i coraz wiekszym zainteresowaniem, bo dostrzegl w obrebie tej przestrzeni sa osoby, ktorych praw trzeba przestrzegac. Na razie to tyle. W tym czasie jezdzilismy rowniez do klubiku p. Olechnowicz (polecam jej ksiazki) o ktorym wczesniej pisalam i podawalam adres. Tam moj syn uodpornil sie na halas, ruch i zamieszanie, poniewaz bywalcami klubiku byly dzieci takie jak on, wiec nie musze pisac, ze duzo siedzialo. Utrwalalismy tam watki terapeutyczne inicjowane w domu. Na razie tyle. Jutro napisze o synapsis tez bylo ciekawie.

jomate

  • Kreatywny
  • ****
  • Wiadomości: 391
Terapia
« Odpowiedź #5 dnia: Kwiecień 17, 2005, 21:58:40 »
Metody p. M. Grodzkiej są trudne dla rodzica ( dziecka też) ale skuteczne, ja też stosowałam- naukę jedzenia i sikania, nadal stosuję malowanie rękami po dużych powierzchniach farbą z mydła ( rozgotowane mydło szare z plakatówką- nietoksyczna i łatwa do zmycia farba :D )
Ola 1993

krystynagra

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 724
Terapia
« Odpowiedź #6 dnia: Kwiecień 17, 2005, 23:21:37 »
Iwonka , ty te metody nazywasz terapią ?????Toż to zwyczajne zasady wychowania dziecka .Mnie czasem szokuje brak sygnałow niezadowolenia ze strony rodziców - kiedy  dzieci cwicza granice swojej wolności. Czy wyłączanie telewizora i redukcja ogladania tv np do 15 minut dziennie to jest terapia ?Ja myśle ,że problem tkwi  często w czym innym- że tych ograniczeń nie chcemy narzucić sobie , bo np sami też nie ogladalibysmy TV 3 godziny dziennie , powinnismy np wyrzucić z jadłospisu śmieciowe jedzenie  itd itp

iwonka22

  • Aktywny
  • ***
  • Wiadomości: 224
Terapia
« Odpowiedź #7 dnia: Kwiecień 18, 2005, 21:16:50 »
Krysiu, pozwole dsobie nie zgodzic sie z Toba. Ja  nie uwazalam metod pani Grodzkiej za normalne metody wychowawcze, nie przypuszczalam ze mozna je wogole stosowac. Nie bylo takiej potrzeby. Owszem, moja coreczka jak kazde dziecko protestowala przeciwko wielu moim decyzjom lub nakazom, ale niogdy nie konczylo sie to odbijaniem od sciany, rzucaniem na ziemie lub podloge, nie sztywniala mi brana na rece i nie darla sie wnieboglosy. W konfliktowych momentach wystarczylo wziac ja na kolana, utulic, wytlumaczyc, lub szybko skierowac uwage na cos innego. Po drugie jej protesty mialy zupelnie inne przyczyny. Nie siadala na stole z wyrazem ekstazy w oczach, nie objadala sie gnana jakims niepohamowanym apetytem, nigdy nie byla entuzjastka telewizji, zawsze wolala zabawe ze mna, lub spacer, nie uciekala na oslep przed siebie, gdy inna droga iniz zwykle wracalysmy ze spaceru. My bylismy zszokowani i przerazeni zachowaniem Wiktora i uznalismy biorac pod uwasge jego reakcje i nasza wowczas odpornosc psychiczna, ze najlepiej po prostu go nie zloscic. Nie dlatego zeby miec swiety spokoj, bo pragnienie bliskosci i zabawy z synem bylo w nas ogromne, ale dlatego, ze martwilismy sie o jego wiecznie zdarte gardlo i poobijana lepetyne i siniaki. Trzeba wziac poprawke na to, ze nie wiedzielismy co jest grane, czekalismy na wizyte w Synapsis. Pani Grodzka otworzyla nam oczy na pewne wazne sprawy a sposoby ktore nam wskazala traktowalismy jak wstep do terapii dziecka, ktore nie zachowuje sie normalnie i nie reaguje normalnie. Pozdrawiam

iwpal

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 1598
Terapia
« Odpowiedź #8 dnia: Kwiecień 19, 2005, 07:49:05 »
Dziewczyny, oswiećcie mnie, bo chyba mi gdzieś umknęło: jakiej specjalności jest p.Grodzka i gdzie można ją znalezć?
"Jeżeli nie możesz mieć tego, co najlepsze,
zrób najlepszy użytek z tego, co masz"
Pozdrawiam
IwonaP.

iwonka22

  • Aktywny
  • ***
  • Wiadomości: 224
Terapia
« Odpowiedź #9 dnia: Kwiecień 19, 2005, 10:38:20 »
Ja kontakt do pani Grodzkiej dostalam z Osrodka Wczesnej Interwencji, poniewaz chciano sie tam nas pozbyc ale glupio im bylo odsylac nas z kwitkiem, wiec dali nam namiary. Niestety zgubilam ten telefon, jak rowniez telefon do pani psycholog, ktora wtedy z nami pracowala. Pamietam ze nazywala sie Malgorzata i Dabrowska, i pracowala rowniez w OSrodku na Pilickiej. Moze by sprobowac odszukac ja przez ksiazke adresowa, to naprawde swietna kobieta. Wracajac do pani Grodzkiej, to eyksztalcenie ma pedagogiczne, ale jej wielkim atutem jest ogromne doswiadczenie i jakis szczegolny dar nawiazywania wiezi z autystykami. Pomogla bardzo wielu rodzinom. Polecam jej ksiazki, naprawde dobra lektura. A teraz chcialabym opisac drugi etap naszej terapii, mianowicie Synapsis. Zglosilismy sie tam, kiedy Wiktor mial 3 lata i 8 miesiecy. Zostal wowczas zdiagnozowany jako dziecko autystyczne. Zostalismy zobowiqzani do pracy w domu, realizujac program przygotowany przez specjalistow tej placowki. Po dwoch tygodniach mialy przyjsc dwie panie, zobaczyc jak sobie radzimy. Naszx pierwszy zestaw cwiczen wygladal mniej wiecej tak:
1. ciaganie w kocu
2.opukiwanie glowy i uszu
3.Masaz twarzy.
4. Wodzenie wzrokiem za swiatlem latarki w ciemnym pomieszczeniu.
5.masaz dloni.
6. Turlanie pilki.
7. Krecenie na obrotoeym krzeselku
8. Opukiwanie wszystkich stawow drewnianym klockiem
9. Budowanie z klockow (3 elementy na poczatek)
10. Ogladanie ksiazeczek (jego paluszkiem mialam pokazywac obrazki w ksiazeczkach i nazywac je )
11. Bity (kolory na poczatek)
12. Dzwieki - mialam mu dzwonic, brzeczec, szelescic przy uszach wlasnorecznie wykonanymi instrumewntami raz glosno, raz cicho.
13 Walkowanie walkiem calego ciala.
14. Ciaganie w kocu.
Moglam cos pominac,  bo wydaje mi sie ze tych cwiczen bylo 16. Cwiczenia musialy byc wykonywane zawsze po kolei, zawsze 1 minute, w/g ustawionego timera. Za udane cwiczenie Wiktor mial dostac nagrode. Nasze pierwsze proby zaliczenia calego zestawu cwiczen okazly sie kompletna porazka. Wiktor od razu wyczul spisek,  usilowal nas odpychac ze swojego terytorium. Znow zaczely sie wrzaski, rzuty na sciane. Mialam ochote sobie odpuscic, tym basrdziej, ze przy pomocy pani Grodzkiej i pani psycholog Malgosi udalo nam sie juz fajnie Wiktora ustawic w domowych realiach i pozadomowych rowniez,  relacje z nim nie byly juz takie trudne jak kiedys. A tu znowu koniecznosc podejmowania walki, prowokowanie do histerii i niepokoju.
Probowalam cokolwiek robic, ale tak jakos bez oprzekonania, niesmoialo, niepewnie, Wiktor to chyba wyczul, bo jego protesty przybieraly na sile. \Kiedy po 2 tygodniach przyszly dziewczyny z Synapis, praktycznie nie moglam sie niczym wykazac, nie udalo nam sie niczego osiagnac. Bylam przxygnebiona i zrezygnowana. Zalecily mi zmiane taktyki. Na razie mialam dac sobie spokoj z wykonywaniem cwiczen po kolei, mialam probowawac oswajac go z poszczegolnymi cwiczeniami, tak dlugo, jak to bedzie konieczne, a dopiero pozniej polaczyc to w sekwencje. Mialam wykorzystywac do tego kazda nadarzajaca sie sposobnosc, np jak lezal na dywanie, to popukac w jego kosteczki, albo isc za nim opukujaqc jego glowke. Do wiekszosci cwiczen byla mi ptrzebna pomoc, gdyz trzeba bylo Wiktora przytrzymac na kocu, na krzeselku badz jego raczkami poturlac pileczke. Na ogol pomagala mi corka albo maz. Kazde z cwiczen niezaleznie od protestow mialam wykonywac minute i po  kazdym cwiczeniu  nagradzac Wiktora , nawet jak bardzo krzyczal i wyrywal sie. Bylo mi latwo przytrzymac go przez minute i zmusic do zrobienia czegos (np. trzymajac jego raczki w swoich ustawialam wieze z 3 klockow) bo byl wowczas malym dzieckiem. Pozniej nie wiem czy dalabym rade. Przystapilam tym razem do pracy z wiekszym zpalem i determinacja. Pomyslalam sobie, co ja mam wlasciwie do stracenia/ Kontaktu nie mamy z nim wlasciwie zadnego, wiec juz bardziej nie moze sie pogorszyc, poza tym tlumaczylam sobie, ze jak dziecku trzxeba podac gorzkie lekarstwo lub zrobic zatrzyk to sie to robi i koniec, chociaz dziecko broni sie i protestuje. Tym razem sie udalo. Po okolo 2 tygodniach robilismy juz pelne sekwencje wg kolejnosci. Wiktor bardzo poklubil te cwiczenia, sam wyciagal pudlo z akcesoriami albo rozkladal koc. Z casem oczywiscie ceiczen przybywalo, w miare czynionych postepow byly corazx trudniejsze, ale zawsze zaczynaly sie i konczyly ciaganiem w kocu. Po 1,5  roku czas miedzy jednym ciaganiem a drugim wynosil 3 godziny, musielismy to dzielic na dwie tury po 1,5 godziny kazda. Wiktor kiedy mial 4,5 roku zaczal pracowasc z logopeda, jezdzilismy caly czas do klubiku oraz na zajecia Weroniki Sherbourne. W wieku 5 lat poszedl do przedszkola. Sekwencje z Synapsis wykonywalismy do 7 lat, do ukonczenia zerowki, ktora Wiktor dwa razy powtarzal. Do zajec dolaczyliusmy rowniez hipoterapie. Przestalismy robic sekwencje kiedy Wiktor poszedl do 1 klasy. Nie bylo juz taiej potrzeby. Wlasciwie, wszystkiego udalo nam sie Wiktora nauczyc ykorzystujac konwencje tych sekwencji. Oczywiscie cwiczenia trwaly znacznue dluzej, bo czytania Domana, czy rysowania szlaczkow nie dalo sie robic tylko przez minute. Wiktorowi do tej pory bardzo ulatwia prace takie wypunktowanie zadan do robienia.
Nie bede pisac o czasie po ustaniu wspolpracy z Synaposis, bo opisalam nasza aktualna terapie w watku Codziennosc i tam odsylam wszystkich zainteresowanych.

krystynagra

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 724
Terapia
« Odpowiedź #10 dnia: Kwiecień 19, 2005, 22:59:01 »
Zetknęlam sie z książka Pani Grodzkiej ,albo z jakimś jej przekazem czy to radiowym czy telewizyjnym, kiedy juz sama zaczęłam u Ani podejrzewać symptomy autyzmu , to było chyba po najpierwszej lekturze :Dziecko zagubione w rzeczywistości. I pani G.wielokroć powtarzala,ze rodzice muszą sie pogodzić ,że mają dziecko upośledzone. Z moich pierwszych lektur i obserwacji wlasnego dziecka wynikało ,ze dziecko  z A czy ZA nie jest upośledzone, ze jakby  czuje więcej i że bardzo cierpi .Pani Grodzka  ma metody w moim odczuciu takie  "zimne" , bardziej treserskie ,mozna to samo  robić jakos bardziej ciepło.MOże sie  teraz zmieniła .Nie zaprzeczam ,ze dzieci A czy z ZA mają ataki agresji ,złości , wściekłości,ale nawet dobrzy terapeuci mają zwyczaj traktować je jako nieuzasadnione.Tymczasem  mnie sie wydaje ,ze one nigdy nie są bez przyczyny .I jeżeli nawet zabraniamy , czy oduczamy dziecko tych zachowań to ono powinno mieć świadomość ,ze my te przyczyny - rozumiemy.Dziecko A moze atakiem złości, atakiem wściekłości sygnalizować głód ,bolesny (dla niego ) dotyk ,zapach , przeciez psychologowie mówią o konieczności integracji sensorycznej , one mają nadwrażliwość niemal wszystkich zmysłow, to nie ich wina ,ze np panicznie boją się wejść do ciemnego lasu ,nie są w stanie przełknąć potrawy której  kolor lub zapach drażni .Ania miała 8 lat kiedy w górach na wejscie do ciemnego lasu - akurat taki był kawałek drogi zareagowała strasznym wrzaskiem i płaczem .Nie byłyśmy same ,więc co ja wam będę opowiadać reakcje znajomych . Potem się nauczylłam . Pierwsze - to w trudnych momentach zejść z oczu  postronnym widzom . POtem - nie dać się ponieść złości , spróbować przytulić, zredukować lęk a potem stopniowymi pytaniami dociekać przyczyn. Dzieci A mają kłopoty ( te gaduły z ZA też ) z wyrażeniem słowami swoich uczuć ,bo to są pojęcia abstrakcyjne,niewyobrażalne, bo jak sobie wyobrazić głód , bół ,lęk, jeżeli one myśla np obrazami  ?Ja np pozwalałam Ani spać w moim łożku - oj nie powiem jak długo -ale rezultatem była jej ogromna " przytulność ,no i gdy  sugerowałam  lekarzom czy psychologom ,ze ma cechy autystyczne - to  zaraz : a skąd ,wykluczone, dziecko autyst jest zimne , nie patrzy w oczy , odsuwa sie od matki i te inne bzdety ( patrz tablica Megi ) No i wiedza była na ten temat żadna , stąd dorośli autysci często  mają albo diagnozy o upośledzeniach ( jak ja nie znoszę tego  określenia! ) albo  bardzo póżne diagnozy.
Z moich wywodow  nie wysnuwajcie wnioskow ,ze skłonna jestem tolerować i akceptować te straszne reakcje.
Np kiedy słodkie dziecie rzucalo sie w sklepie na podloge z wrzaskiem - mowilam cicho : No to polez tu ,a  ja skocze jeszcze po zakupy i bardzo szybko wychodzilam .Nawet dziecko z A pogalopuje wtedy za wami !Jeżeli dziecko np zaczyna biegać po kosciele , wychodzilam i mowilam: nie mozemy tu zostać , przeszkadzamy innym w skupieniu .PObiegaj , a jak chcesz wejśc do KOścioła to bardzo cichutko musimy sie zachowywać .Gdy atak płaczu czy złości nie ustawał  za którymś tam razem bardzo mocno przytulilam .A przedtem darlam sie na nią !Niestety , musialam sie wszystkiego uczyć sama ,ale nigdy nie zaakceptowalam "upośledzenia " i tak jest do tej pory.
Czytalam kiedys długi wywiad z siostra Chmielewska.Jakis czas była idolem mediów. Podobno adoptowala autystycznego chłopca. Dorastal i był coraz trudniejszy .Przyznala ,ze straszyła go pasem .Od tej pory nie mam za grosz dla niej szacunku .Tych dzieci nie wolno straszyć !one moglyby swoim starchem obdarzyc pułk wojska , po co im dokładać ?

zosia_

  • Global Moderator
  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 8011
Terapia
« Odpowiedź #11 dnia: Kwiecień 20, 2005, 02:34:00 »
Cytat (krystynagra @ Kwie 19 2005,22:59)
Np kiedy słodkie dziecie rzucalo sie w sklepie na podloge z wrzaskiem - mowilam cicho : No to polez tu ,a  ja skocze jeszcze po zakupy i bardzo szybko wychodzilam .Nawet dziecko z A pogalopuje wtedy za wami !
/.../

Krystyna, tu powiem, że szczerze watpię :( Moja  wczasie takiech ataków (paniki, histerii, nie wiem jak to nazwać) wogóle nie była zainteresowana moją obecnością , zresztą zupełnie niczym z otaczającego świata. Miałam wrażenie, że chciałaby aby cały zniknął :(

Też jestem przekonana, że takie zachowania mają swoje przyczyny i że dzieci w takim stanie swoim strachem mogłyby obdzielić wielu dorosłych.
Dobrze, jesli można  w takich momentach pomóc i rozmawiać. Co jednak, jesli dziecko jest dość małe i do tego nie mówi ? Zostawić ? Wyjść ?
W takich sytuacjach tłumaczyłam sobie, że to nie moje dziecko się tak zachowuje ale jego zmysły, które sa jak otware rany. Że moje dziecko jest gdzies pod spodem i strasznie się boi.
Miałam taki sposób, że chwytałam małą (chociaż wtedy strasznie się wyrywała i wrzeszczała jeszcze bardziej)i szybko zabierałam w jakies miejsce, gdzie nie było ludzi, było jak najciszej i niezbyt jasno. Kładłam tak wygodnie jak to możliwe, byłam bardzo blisko niej (ale jej nie dotykałam) i cały czas mówiłam do niej cicho i spokojnie.
Nie wiem czy to był najlepszy sposób ale chyba jedyny, który byłam w stanie zaakceptować. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym ją za takie zachowanie karać w jakikolwiek sposób.
Takie "ataki" Zosi i zachowanie spokoju w czasie ich trwania, kosztowały mnie naprawdę sporo, najczęściej morze łez wylanych gdzieś w ogrodzie. Nawet teraz, kiedy sobie przypominam te momenty - to nie są chłodne wspomnienia :(

iwonka22

  • Aktywny
  • ***
  • Wiadomości: 224
Terapia
« Odpowiedź #12 dnia: Kwiecień 20, 2005, 10:18:20 »
Zosiu, doskonale Cie rozumiem, bo ja mialam dokladnie takie same przezycia. Wiedzialam juz, ze nie wolno zostawic Wiktora samego z jego zloscia, a jednoczesnie bylo tak trudno zapanowac nad wlasnymi emocjami. Jego wyciszanie trwalo czasem bardzo dlugo, czulam sie po tym jak balonik, z ktorego uszlo powietrze.  Wyplakalam duzo lez. Nie zgadzam sie z Krysia, ze sposoby o ktorych pisze dzialaja na autystyczne dzieci. To jakis wyidealizowany obraz zachowan i reakcji chorego dziecka. Jak moj syn mial mnie posluchac i potulnie wyjsc ze sklepu, skoro kompletnie nie postrzegal mnie jako osoby, widzial tylko reke, do ktorej sie komunikowal, reke, ktora byla mu potrzebna, kiedy sam nie mogl sobie z czyms poradzic. Na spacerach, gdy cos go zdenerwowalo uciekal na oslep, a ja no coz, mialam nie gonic za nim czekajac az sam wroci? Wiele razy zapieral sie, kladl na chodnik nie chcac wracac do domu. Przemawianie nic nie pomagalo, tak jakby wcale nie sluchal, skupiony jedynie na wlasnych doznaniach. Nie zostawalo nic innego, jak wziac na rece i niesc, krzyczacego, wyrywajacego sie. Gdybym nie stosowala wobec Wiktora przemyslanych konsekwentnych metod korygujacych jego zachowanie, to nie wiem jak dzisiaj radzilam sobie z nim. Przeciez 11-letniego chlopca raczej trudno wziac na rece, albo mocno tulic, nie dopuscic do wyrwania sie.  Dobrze jest pewne rzeczy zrobic, kiedy nasze dzieciaki sa jeszcze malutkie.

elektra

  • Bywalec
  • **
  • Wiadomości: 58
Terapia
« Odpowiedź #13 dnia: Kwiecień 20, 2005, 13:11:10 »
Myslę Dziewczyny, że to co Piszecie o przeżyciach ze swymi dziećmi (o różnych ich reakcjach) jest tylko dowodem na to, że KAŻDE dziecko jest INNE (i prawdą jest, że ile dzieci autystycznych tyle postaci autyzmu). Krysiu! a ja zgadzam się z Tobą w 100% :-) i bardzo, bardzo podobają mi się Twe myśli i działanie...;-)))
Jasne jest to, że dzieci rzucając się w histerii na podłogę w różnym stopniu nam "odlatują" i jedne zareagują na nasze odejście a inne całkowicie tego nie dostrzegą. Wiem, że każda mama, każdy rodzic znając swoje dziecko wie w jaki sposób zareagować na takie "niewłaściwe" zachowania. Mam wrażenie, że tu na forum czy rozmawiając gdziekolwiek indziej , odczuwa się opinie innych jako krytykę swego postępowania. A przecież chodzi tylko o podzielenie się z innymi swoimi doświadczeniami (Krysiu, Iwonko, Zosiu !!! na pewno każdy "poszukujący", który odwiedza te strony znajdzie właściwą i bliską swemu sercu i rozumowi podpowiedź).
Wychowanie każdego dziecka jest trudne, autystyka - tym bardziej. Zapoznając się się z róznymi metodami terapii dostrzegam, że często zapomina się o tym, że Autystyk jest żywą istotą - CZUJE - bardziej niż my, MYŚLI - często inteligentniej od nas, ma W£ASNE potrzeby. A niestety traktuje się Go jako osobę: upośledzoną, opóźnioną, nieempatyczną, nadającą się tylko i wyłącznie do wyćwiczenia w wykonywaniu poleceń.
Uważam, że powinnismy dbać o kształtowanie osobowości naszych dzieci, bo osobowość u nich niezmiernie ciekawa...
Bardzo wiele elementów terapii o których piszecie (ciąganie w kocu, noszenie w kocu, zabawy z piłką, wspólne budowanie, skakanie, turlanie) wykonuje się przecież intuicyjnie, bez nazywania tego terapią. Mając w domu takie samego indywidualistę jak Wy, drogie Mamy, zrozumiałam dopiero jak ważne w rozwoju dziecka są te wszystkie zabawy, ćwiczenia czy jakby tego nie nazwać. Autysta przez swoje zachowanie często sam nam podpowiada jak Go "rehabilitować" sam dla siebie jest świetnym autoterapeutą.
Jestem pewna że miłością, akceptacją, ciepłem, łagodnością, zdrowym rozsądkiem można zdziałać więcej (nie urażając przy tym niczyjej godności!!!) niż wojskowo wychowując dziecko.
Ale to tylko i wyłącznie moje zdanie, bo wiem ,że każdy rodzic dostosowuje "terapię" do własnych możliwości, do swego charakteru, do swoich oczekiwań.
Życzę nam wszystkim dużo wiary w nasze dzieci!!!
Janek 1999

onga

  • Nowicjusz
  • *
  • Wiadomości: 4
Terapia
« Odpowiedź #14 dnia: Kwiecień 20, 2005, 16:14:17 »
Zaczęłam prace z 3 letnim chłopczykiem-autystykiem, i mimo, że wczesniej już pracowałam z autystami to jakoś nie wiem jak do niego dotrzeć. Zawsze miałam do czynienia z dziećmi troszkę starszymi. No i dodatkowy problem-pracuję z nim u niego w domu w tym samym pokoju, w którym przebywa jego mama z dzieciątkiem malutkim....Pracuję....średnio można to tak nazwać.Próbuję go do siebie przyzwyczaić, bo od września mam być w przedszkolu jego nauczycielem wspomagającym i chcę by choc troszkę mnie już znał. Jeśli mogę prosić  o jakieś porady na teraz...Błagam, bo chcę mu pomóc a do końca nie wiem jak...ehhh.