Autor Wątek: in vitro  (Przeczytany 16040 razy)

0 Użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Małgośka

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 3539
in vitro
« dnia: Grudzień 25, 2008, 19:58:11 »
Zajrzyjcie na wątek "Robaczyca" post1818 Wiem, wiem, nieapetyczny watek, ale tylko raz '<img'>
"Niech zamienią rozpacz w żar nadziei
Niech bzem się cieszą miast śmiercią smucić
Czemu z martwych powstać by nie mieli
Skoro jeden spoza śmierci wrócił"
/psalm wbrew rozpaczy/
 
    

malgorzatka17

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 1022
in vitro
« Odpowiedź #1 dnia: Grudzień 26, 2008, 16:31:09 »
Jeśli chodzi o zapłodnienie in vitro o którym sie tyle teraz mówi z racji że kłocą sie o to politycy. Ja powiem tak: Ja osobiście jestem za dofinansowywaniem tej metody. Czasem jest to jedyna droga to tego aby mieć dziecko. Ja wiem co znaczy starać sie o dziecko i nie móc zajść w ciążę, Wem jak czuje sie taka kobieta. Przez wiele lat starałam sie o to aby zajść w ciążę. Leczyłam sie, byłam u irydiologa i u nastawiacza. Skorzystałam nawet z medycyny chińskiej i masaży a nawet i z akupunktury. Przeszłam dwie operacje które miały pomóc mi zajść w ciążę. Leczyłam sie, Byłam w sanatorium, Zażywałam kąpieli borowinowych. Odrobaczałam sie również ( bo ktoś mi tak powiedział ). Nie pomagało nic. I powiem szczerze że gdyby wtedy in vitro było dofinansowywane to skorzystałabym z tej metody. Niestety nie stać było mnie na to. Wtedy był to koszt około 10.000. I tylko kwota mnie od tego powstrzymała.
Dlatego ja nie mam nic przeciwko metodzie in vitro.
Mnie na szczęście udało sie zajść w ciążę w sposób naturalny- co uważam za jakiś cud. Chyba pomogła nam zmiana klimatu-wyjechaliśmy na wczasy do ciepłych krajów. Ale mam koleżankę która od 15 lat robi wszystko aby zajść w ciążę i nic. I wiem że oni też są zdecydowani na in vitro-tyle że na razie nie stać ich na to. Gdyby było to dofinansowane pewnie od razu by skorzystali i moze nareszcie spełniłoby sie ich najwieksze marzenie-posiadanie dziecka. '<img'>

Małgośka

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 3539
in vitro
« Odpowiedź #2 dnia: Grudzień 26, 2008, 19:24:35 »
Chodzi o niszczenie nadliczbowych embrionów. Dlatego Kościól nie chce sie na to zgodzic.
Masz racje, że wyjazd do ciepłych krajow/ale w HIgieniczne warunki/ może pomóc/odradzam Egipt a nawet Cypr z gorszym biurem podróży/ Z powodu wysokiej temperatury wszystkie narządy ulegają przekrwieniu co może pomóc na jakieś niedrożności i.t.d. Tak samo wylegiwanie się na polskiej plaży/jak jest pogoda oczywiście/ Podobny efekt-przekrwienia narządów daje wspomniana Distreptaza bez tych wszystkich kosztów.
"Niech zamienią rozpacz w żar nadziei
Niech bzem się cieszą miast śmiercią smucić
Czemu z martwych powstać by nie mieli
Skoro jeden spoza śmierci wrócił"
/psalm wbrew rozpaczy/
 
    

  • Gość
in vitro
« Odpowiedź #3 dnia: Grudzień 26, 2008, 19:43:58 »
Syty głodnego nigdy nie zrozumie ...........

malgorzatka17

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 1022
in vitro
« Odpowiedź #4 dnia: Grudzień 26, 2008, 20:26:16 »
Dokładnie tak Nikolaczku. Syty głodnego nigdy nie zrozumie.  I myśle że argument o jakimś niszczeniu nadliczbowych embrionów dla ludzi którzy pragną ponad wszystko dziecka jest jakimś bezsensownym gadaniem. Oni mają gdzieś nadliczbowe embriony, oni pragą mieć dziecko a nie  jakieś nadliczbowe embriony. To bez sensu. Ale co Kosciół może wiedzieć o pragnieniu bycia matką czy bycia ojcem. Co ksiadz może o tym wiedzieć? On właśnie martwi sie bardziej o embriony niż o jedno cudowne " nasionko"  które może stać sie przepiekną  upragnioną i wyczekaną małą istotką ludzką.

beciakoz

  • Aktywny
  • ***
  • Wiadomości: 161
in vitro
« Odpowiedź #5 dnia: Grudzień 26, 2008, 21:21:54 »
Jest jeszcze druga strona tego medalu, co jak nie wyjdzie?'<img'>?
Wiem co mówię miałam dwa in vitro koszt jedno 8000 drugie prawie 10000 i nic. Mogłam za to kupić nowy samochód znam ludzi którzy biorą pożyczki a potem się załamują, nawet po czymś takim rozstają.
 Koszty te były w 2000/2001 roku nie wiem jak jest teraz, wiem tyle że sam zabieg to pestka najdroższe są hormony i np. w szpitalu jak już ma się odbyć zabieg kobieta dowiaduje się że musi wykupić jeszcze kilka zastrzyków za bagatelka jeden kosztował 250zł, bo jeśłi nie to cała kuracja w łeb nie ma z czego pobrać jajeczek do zapłodnienia, nie mówiąc jeszcze o nasieniu czy coś się nada, bo pobranie nasienia jest wtedy gdy pobiorą jajeczka.
Co nie zmienia faktu że powinni refundować określając ściśle czy całą kurację czy część. Całym sercem jestem za.
Karolek 2004 - cytomegalia wrodzona, autyzm
Strona Karola -   http://www.karol4lata.za.pl/

Małgośka

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 3539
in vitro
« Odpowiedź #6 dnia: Grudzień 26, 2008, 23:22:30 »
No toż piszę jak miec dzieci nie robiąc in vitro.
Co szkodzi wypróbowac  tańsze możliwości '<img'>
"Niech zamienią rozpacz w żar nadziei
Niech bzem się cieszą miast śmiercią smucić
Czemu z martwych powstać by nie mieli
Skoro jeden spoza śmierci wrócił"
/psalm wbrew rozpaczy/
 
    

malgorzatka17

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 1022
in vitro
« Odpowiedź #7 dnia: Grudzień 27, 2008, 12:01:23 »
Tak Małgosiu, jasne że najlepiej zajść w ciążę w naturalny sposób, nie stosując un vitro. Na pewno każdy by tak wolał. Tylko niestety czasem wszystkie inne metody zawodzą. Uwierz moja znajoma próbowała już chyba wszystkiego. Włącznie z odrobaczaniem, akupunkturą akupresurą ziołolecznictwem, ostatnio nawet zażywa preparaty uwalniające z metali ciężkich. W ostatnie wakacje zafundowali sobie pobyt na Krecie, o leczeniu farmakologicznym i setkami badań nie wspomnę już w ogóle. Starają sie tak już od ponad 10 lat. Dwa razy zaszła w ciążę ale niestety nie udało jej się donosić. Poroniła. Dla nich in vitro to ostatnia szansa tyle że na razie ich na to nie stać. Dlatego mają nadzieje ze bedzie ten zabieg w pełni refundowany i nareszcie uda im sie zostać rodzicami.

  • Gość
in vitro
« Odpowiedź #8 dnia: Grudzień 27, 2008, 12:13:50 »
Tak sie składa ,ze niepłodność małżeńska to nie jedynie .......kobieta .
Znam  rodziny gdzie facet nie ma tych milionów i co wtedy??
Mozna sobie do u.............śmierci "robić" .
Tak już jest ,ze stajemy się coraz słabsi i nasze dzieci , nasz produkt finalny tez.
To ze kobieta przejdzie cykl leczenia hormonalnego to jeszcze nie pełnia sukcesu .
Wiem bardzo dużo na ten temat!
Dla faceta "błąd"młodości i praca w fabryce z plazma czy innym świństwem ,np żylaki ,może oznaczać koniec na ojcostwa

malgorzatka17

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 1022
in vitro
« Odpowiedź #9 dnia: Grudzień 27, 2008, 12:47:00 »
To też prawda. Leczeniu zawsze powinni poddać sie oboje małżonkowie.

Małgośka

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 3539
in vitro
« Odpowiedź #10 dnia: Grudzień 27, 2008, 17:47:48 »
Małgorzata w ksiązce Kolmio "Twoje zdrowie..." znalazłam na stronie84 taki punkt-  poronienia nawykowe ST-4/punkt do stymulacji śledziona trzustka-4/ Czyli słabośc tego narzadu moze odpowiadac za stan zdrowia. '<img'> Pewnie można nawet  samej stymulowac ten punkt '<img'>
Wiem jak jest z kiepskimi akupunkturzystami:biegają po wszystkich punktach ze stymulacją bo nie umieją zdiagnozowac głównego problemu '<img'>
"Niech zamienią rozpacz w żar nadziei
Niech bzem się cieszą miast śmiercią smucić
Czemu z martwych powstać by nie mieli
Skoro jeden spoza śmierci wrócił"
/psalm wbrew rozpaczy/
 
    

neoaferatu

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 2835
in vitro
« Odpowiedź #11 dnia: Grudzień 27, 2008, 17:59:48 »
Znam takie małżeństwa, oni pilnowali żeby żadne z ich dzieci nie zostało zabite. Dwie moje znajome miały tyle zarodków, ile mogły wykorzystać, trzecia pozostałe swoje dzieci poczęte in vitro oddała do adopcji innej matce, która nie mogła począć swoich dzieci. Nie pamiętam już w którym kraju, ale jest regulacja prawna, ze małżeństwo powinno mieć tyle dzieci poczętych ile może potem być wszczepionych do macicy. Oczywiście te przepisy pomagaja tylko rozwiazac problem bo czasem pozostają jednak jakieś poczęte dzieci. Wówczas można je oddać do adopcji innej kobiecie starającej sie o dziecko.
Nie jestem przeciwna metodom wspomagania płodności, rażą mnie eksperymenty na poczętych dzieciach - czytałam o nich - często sa to zabiegi wyjatkowo bestialskie. Razi mnie też produkowanie setek poczętych dzieci w celach innych niż umożliwienie im potem dalszego rozwoju.
Ale świadomość ludzi tez wzrasta - z tego co zaobserwowałam -  znani mi rodzice poczętych in vitro dzieci dbali zeby nie stała im sie żadna krzywda, pamietali o kazdym swoim dzieciątku.  Przecież każdy człowiek na początku jest dzieckiem poczętym. Nie jest więc prawdą twierdzenie że rodzicom dzieci poczetych in vitro nie zalezy na ich dalszym losie i nie dbają o swoje dzieci. Myślę nawet ze ich wrażliwość jest tym większa bo tyle trudu kosztowało ich poczęcie własnego dziecka.
Pisząc o wzroście świadomości wśród rodziców dzieci poczętych in vitro miałam tez na mysli ich wzrost świadomości swoich praw. Dawniej rodzice być może nie mieli tyle odwagi żeby pytać co dalej z pozostałymi dziećmi poczętymi lub pytać lekarza, dlaczego ma być tak dużo tych dzieci i co ten lekarz potem z nimi zrobi? Sprzeda do eksperymentów czy odda innej matce?
Obecnie rodzice bez żenady zadają pytania i dbają o każde swoje dziecko, bo sa świadomi swoich praw. Tak mi tez opowiadali o tym znajomi że teraz relacje pacjent - lekarz w tych klinikach są już inne.
Neo Aferatu

Małgośka

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 3539
in vitro
« Odpowiedź #12 dnia: Grudzień 27, 2008, 18:00:38 »
I jeszcze-bezpłodność kobiet str83: ST-6, Pm-31, N1-główne punkty. Jak widac i u kobiet i u meżczyzn te same słabe punkty: nerki, śledziona-trzustka, pecherz moczowy.
"Niech zamienią rozpacz w żar nadziei
Niech bzem się cieszą miast śmiercią smucić
Czemu z martwych powstać by nie mieli
Skoro jeden spoza śmierci wrócił"
/psalm wbrew rozpaczy/
 
    

Małgośka

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 3539
in vitro
« Odpowiedź #13 dnia: Grudzień 27, 2008, 18:06:34 »
Ale nigdy nie jest to relacja równoprawna-mają i tak w ręku rodziców i dzieci a Ty niewiele możesz im zrobic.
Moja konkluzja jest taka, że warto postępowac fair bo się dobrze na tym wychodzi.
A co jest fair to niech myślą ci co są od tych spraw ja mam dość roboty ze zmywaniem garów.
"Niech zamienią rozpacz w żar nadziei
Niech bzem się cieszą miast śmiercią smucić
Czemu z martwych powstać by nie mieli
Skoro jeden spoza śmierci wrócił"
/psalm wbrew rozpaczy/
 
    

malgorzatka17

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 1022
in vitro
« Odpowiedź #14 dnia: Grudzień 27, 2008, 18:45:33 »

(Małgośka @ Gru. 27 2008,17:47)
QUOTE
Wiem jak jest z kiepskimi akupunkturzystami:biegają po wszystkich punktach ze stymulacją bo nie umieją zdiagnozowac głównego problemu '<img'>

Czemu z góry zakładasz że wszyscy chodzą do kiepskich akupunkturzystów? Moja koleżanka chodzi do znakomitego akupunturzysty. Pomógł on wielu wielu małżeństwom. Niestety mojej koleżance jego zabiegi nie pomagają.
Małgosiu nie jeden dr Juan jest w Polsce.