Autor Wątek: 4-miesięczny bąbelek  (Przeczytany 17139 razy)

0 Użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

donna

  • Global Moderator
  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 4334
Odp: 4-miesięczny bąbelek
« Odpowiedź #45 dnia: Czerwiec 18, 2016, 09:29:50 »
Kinia: z tego,co się orientuje, to nie ma wymogu antybiotykoterapii ale najlepiej zadzwoń i się dopytaj
----
Inga ur. 13.05.2007 - od 2011 chelatacja ALA,DMSA,DMPS ,lacznie ponad 100cykli
Michał ur. 15.06.2012
www.bioautyzm.pl
www.dietaoptimum.com
http://fotoforum.gazeta.pl/5,2,donna28.html

tusia.500

  • Bywalec
  • **
  • Wiadomości: 76
Odp: 4-miesięczny bąbelek
« Odpowiedź #46 dnia: Czerwiec 20, 2016, 13:42:37 »
Z tego co czytałam, to dopiero jak nie daje rady antybiotykoterapia, to wtedy robią przeszczep.
Ale tak jak pisze Donna, najlepiej zapytac.


Kinio11

  • Bywalec
  • **
  • Wiadomości: 58
Odp: 4-miesięczny bąbelek
« Odpowiedź #47 dnia: Czerwiec 20, 2016, 23:40:50 »
Dzięki.

A to ja jeszcze sama odpiszę z dobrym słowem. Ponarzekałam na empatię Młodego, a wczoraj zdarzyło mi się przy nim płakać i pocieszał mnie z dużym przejęciem, zmarszczonymi brwiami i chyba nawet małą łezką w oku. Niemniej dzień wcześniej na histerię starszej siostry prawie się nie obejrzał. Ale to już coś, w końcu od mamy się cały światy dla dziecka zaczyna! Trochę lepiej dziś ten temat widzę :)

Kinio11

  • Bywalec
  • **
  • Wiadomości: 58
Odp: 4-miesięczny bąbelek
« Odpowiedź #48 dnia: Lipiec 07, 2016, 06:32:37 »
No cóż, ostatnio wróciłam do (własnej) diagnozy mojego synka i jeśli chodzi o cechy mowy i jej rozwoju to wypisz wymaluj ZA...
Mnie to te nazwy i miejsce w spektrum autyzmu mało już interesują. Problemem jest to, że nadal w spektrum jesteśmy, co podskórnie przeczuwałam nawet w czasie, kiedy starałam się w ogóle nie myśleć w tę stronę. Dlatego to nie jest dla mnie szokujące odkrycie. Raczej kolejny kop w d, żeby wziąć się za siebie i Młodego, bo to nie koniec tej historii.

Diety ostatnio trzymamy. Probiotyki od paru dni zaniedbałam i już widzę jakieś pogorszenie (więcej "bredzenia")... Także kolejny raz potwierdza się, że u nas diabeł siedzi w jelitach i nazywa się Clostridium. Akurat na forum wypłynął wątek na ten temat, to się dokształciłam :) Ale czy to nasz jedyny diabeł?

Pozdrawiam i będę meldować o postępach terapii. Kto wie, może zdecydujemy się na ten przeszczep...

noviutek111

  • Zasłużony
  • *****
  • Wiadomości: 526
Odp: 4-miesięczny bąbelek
« Odpowiedź #49 dnia: Sierpień 21, 2016, 17:01:02 »
Nie ma konieczności stosowania antybiotykoterapii przed zabiegiem, stosuje się ją wówczas, gdy własna flora bakteryjna jest bardzo zła, po to żeby ją wyciszyć, aby ta przeszczepiona flora mogła się lepiej rozwijać, nie podaje się antybiotyków przed zabiegiem, gdy wcześniej pacjent źle reagował na antybiotyki, mój syn tak miał i doktor powiedział, że w takiej sytuacji tym bardziej nie będziemy ryzykować podania antybiotyku. Moi dwaj synowie (10,5 i 2,4 lata) są po pierwszym przeszczepie, na razie za wcześnie żebym mogła coś więcej napisać, planujemy kolejne zabiegi. Czy ktoś z Was robił taki przeszczep u dziecka? Jakie efekty?
Oliwier - III 2006 - Razem#45
DMSA - 6,25mg#10
ALA - 25mg#30
Combo - 16,5mg#5

Kinio11

  • Bywalec
  • **
  • Wiadomości: 58
Odp: 4-miesięczny bąbelek
« Odpowiedź #50 dnia: Styczeń 05, 2017, 19:34:58 »
Ale czy to nasz jedyny diabeł?

Nie, nie jedyny.

Niedawno pisałam, że puzzle prawie mi się układają. Jednak ostatnio za sprawą pewnych tropów postanowiłam ułożyć je od nowa i... wychodzi nam trochę inny obrazek. I jednak jest na nim rtęć.

Jak wiecie, od początku naszej historii nie miałam mocnych przesłanek, żeby o regres mojego dziecka obwiniać rtęć i raczej odsunęłam tę myśl (choć pierwsze skojarzenie mnie-laika było własnie takie). Najprawdopodobniej jednak grubo sie myliłam.

Co powiecie na taki scenariusz?

1. Jestem osobą poważnie przewlekle zatrutą rtęcią (duuużo pasuje, jestem osobą z problemami zdrowotnym i psychicznymi "od zawsze"). Stąd też moje dziecko urodziło się mocno już rtęcią nafaszerowane. Ale organizm jeszcze jako tako dawał radę.
2. Szczepionki w 2 dobie życia i być może inne czynniki obciążyły bidusia - dłuugo zmagał się z żółtaczką, szybko pojawiły się problemy z brzuszkiem. Być może w szczepionce było trochę rtęci, może w immunoglobulinie...
3. W czasie tego bardzo słabego okresu, kiedy wątroba nie była jeszcze w pełni wydolna Piotruś dostał kolejną pocję rtęci z mlekiem mamy. Otóż jakiś tydzień lub dwa przed jego "odjazdem" odwiedziliśmy restaurację meksykańską, w której zjadłam, co dość oczywiste w przypadku tej kuchni, kolendrę.
4. Pierwszy przebłysk ozdrowienia (przez 2 dni mieliśmy nadzieję, że wszystko jest już ok) pojawił się dokładnie po tym, jak znów odwiedziliśmy tę restaurację meksykańską (było to tydzień po regresie). Pamiętam dokładnie, po jedzeniu karmiłam Młodego piersią, pojechaliśmy do dziadków, on zasnął i kiedy się obudził - inne dziecko, patrzące znów na twarze, normalne...

Może to są jakieś cudowne zbiegi okoliczności, ale nie wydaje mi się. Bo było jeszcze inne, bardzo ważne dla nas wydarzenie:

5. Nie wspominałam tu o tym, ale pod koniec 7. miesiąca życia mojego dziecka (czyli tuż przed nagłym cudownym "ozdrowieniem", czytaj przejściem w fazę lżejszą, Aspergera) byliśmy hospitalizowani z uwagi na dziwne prężenia u Młodego. Diagnozowano nas pod kątem padaczki itd. Prężenia ustąpiły samoistnie, przyczyn szpital nam nie podał, rozkminiłam je sama, ale to tu nieistotne. Bardziej istotne, że w przedostatni dzień pobytu w szpitalu Młody miał MRI z kontrastem. A cóż to jest kontrast? Kopleks gadolin-DTPA (chelator). W ciągu kilku dni od powrotu ze szpitala Młody zaskoczył mnie machaniem na pożegnanie (jego pierwsze naśladownictwo) i innymi nieautystycznymi zachowaniami, ale jeszcze nie widzieliśmy przełomu. A po tych kilku dniach była wizyta u dr T. i dwa dni po tej wizycie przełom nastąpił.

Wcześniej byłam skłonna przypisywać ozdrowienie lekom od dr T., teraz jednak nie jestem pewna, czy wiekszej roli nie odegrała duża dożylna dawka chelatora, a leki (m.in. homeo na wątrobę, cerebrum i multiwitamina) dopełniły jego działania.

Odkryłam to przed świętami i do dziś jestem w ciężkim szoku. Jednak rtęć. Coś, co dla większości z Was jest oczywiste od początku, mi objawiło sie po trzech latach. Szkoda tego czasu? Raczej tak nie myślę. Jest, jak miało być. Lepiej późno, niż wcale.
Od tamtego czasu czytam i rozmyślam o chelatacji. Trochę się boję, bo wszyscy piszą, że to trochę ryzykowne. Chciałabym, żeby to było w 100% bezpieczne, skuteczne i trwało krótko. Ale wiem, że nie jest i nie będzie.

Zapewne zacznę od siebie, choć zastanawiam się, co będzie się ze mna działo, po tylu latach zatrucia... Ale chyba gorzej być nie może, bo do okazów zdrowia nie należę i co rusz jakieś dziwne dolegliwości mnie dopadają, o chronicznej dysbiozie nie wspomnając...

Podsumowując, namawiam wszystkich, którzy tak jak ja, omijają temat rtęci, do zastanowienia sie nad rożnymi dziwnymi okolicznościami, a przed wszystkim zatruciem u matki. Dziecko zatrutej matki rodzi się tak obciążone, że niewiele mu potrzeba do regresu.

Rtęć i inne mc kumulują się w środowisku, w organizmach. Z pokolenia na pokolenie coraz więcej - oto dlaczego ASD wzrastają lawinowo. Babcia miała odrobinę, mama trochę, ja sporo, dziecko dużo i jeszcze mu dowaliliśmy tym lub innym sposobem i jest autyzm.

Słabo wygląda przyszłość tego naszego społeczeństwa wysokich technologii, ale póki żyjemy, warto wg mnie rozważyć codzienne dostarczanie chelatorów w diecie u osób w miarę czystych - żeby czystymi pozostały. Zastanówcie się nad tym! Kupcie sobie i rodzinie chlorellę, podjadajcie jak najczęściej liście kolendry. I odwrotnie - jesli macie wątpiwości co do własnego zdrowia, trzymajcie się z dala od chelatorów, kiedy jesteście w ciąży lub karmicie piersią! (btw byliśmy raz w tej restauracji meksykańskiej, kiedy byłam w ciąży).
« Ostatnia zmiana: Styczeń 05, 2017, 19:47:24 wysłany przez Kinio11 »

asiag

  • Bywalec
  • **
  • Wiadomości: 22
Odp: 4-miesięczny bąbelek
« Odpowiedź #51 dnia: Styczeń 09, 2017, 15:55:07 »
Hej Kinio11 cieszę się, że udało Ci się odnaleźć przyczynę, na dzień dzisiejszy nie wiem jeszcze nic o chelatacji, ale nadrobię tę niewiedzę, dobrze, że u Was jest lżejsza postać ASD.
Ja też szukam przyczyn i zastanawiam się, czy nie przypadkiem nadciśnienie tętnicze indukowane ciążą, choć brałam leki, raz w ciąży wzięłam antybiotyk przez 7 dni, albo szczepionka przeciw gruźlicy, po której mój Synek tylko spał prawie 8 godzin w szpitalu i nic nie chciał jeść, powiedziano mi, że tak może być po porodzie, ale to było na drugi dzień po porodzie, nie wiem, już co myśleć, póki co działam, ale czasem sił brak, pozdrawiam i napisz jak obeszłaś szczepienia, czy dostałaś na piśmie odroczenie, czy sama coś wypisywałaś?? I jak Twój Synek obecnie bawi się z rówieśnikami?

Kinio11

  • Bywalec
  • **
  • Wiadomości: 58
Odp: 4-miesięczny bąbelek
« Odpowiedź #52 dnia: Styczeń 10, 2017, 12:14:19 »
He he, asiag, ja to chyba wolałabym takich odkryć nie dokonać ;) Ale faktycznie w zrozumieniu problemu jest jego rozwiązanie...

Szczepionkami naprawdę tak się nie przejmuj. Nie znam nikogo, kogo by wezwali do sądu itp. Nie idziesz i koniec. Do mnie raz dzwonili z przychodni, to im powiedziałam, że nie szczepię z obaw o rozwój dziecka i tyle, koniec tematu. A ostatnio w nowej przychodni poprosili o wypełnienie i podpisanie deklaracji - jaki powód nieszczepienia i do kiedy planuję odraczać. Podałam 2 lata, ale uczciwie powinnam była wpisać bezterminowo, bo nie mam zamiaru nigdy szczepić.

Moj synek jest inny, aspergerkowy. Bardzo wygadany, zainteresowany przede wszystkim swoimi kilkoma ukochanymi tematami, ale nie tylko :) Mimo wszystko rówieśnikami też się interesuje i potrafi się z nimi bawić. Także jego inność jest subtelna. Niemniej ja za wiele wiem o tym wszystkim i czuję (bo sama zdrowa nie jestem), żeby machnąć ręką. Wierzę, że da się coś jeszcze ugrać i będę walczyć! :)

Esperanza

  • Bywalec
  • **
  • Wiadomości: 38
Odp: 4-miesięczny bąbelek
« Odpowiedź #53 dnia: Styczeń 11, 2017, 20:54:29 »
Kinio, a mogłabyś rozwinąć "I odwrotnie - jesli macie wątpiwości co do własnego zdrowia, trzymajcie się z dala od chelatorów, kiedy jesteście w ciąży lub karmicie piersią!". Póki co jestem zielona w temacie, dlatego pytam i co poza kolendrą jest naturalnym chelatorem?